Co za wieści dla Wisły Kraków! Tylu punktów brakuje do awansu. "Tego nie da się zepsuć"
Chociaż Wisła Kraków w tym roku spisuje się przeciętnie, by nie powiedzieć słabo, regularnie gubiąc punkty, jest dziś maleńki krok od zapewnienia sobie awansu do Ekstraklasy. Na dobrą sprawę potrzebuje zaledwie dziewięciu oczek w ośmiu pozostałych meczach. A jest duża szansa, że wystarczy jeszcze mniej.
Wisła Kraków nie przypomina dziś drużyny, która w początkowej fazie sezonu jak walec przejeżdżała po kolejnych rywalach w Betclic 1 Lidze. “Biała Gwiazda” wygląda gorzej w zasadzie w każdym aspekcie i każdej formacji. Mniej strzela, więcej traci, gorzej kreuje. Ma jednak to szczęście, że jesienią, zwłaszcza w jej pierwszej części, wywalczyła sobie cenną przewagę nad peletonem. To ona może okazać się kluczowa w kontekście walki o awans.
Powoli do celu
Przypomnijmy, że Wisła na zimową przerwę udawała się z przewagą dziewięciu punktów nad wiceliderem (wówczas Polonią Bytom) i dziesięciu nad trzecią Pogonią Grodzisk Mazowiecki, otwierającą wtedy strefę barażową. Dziś, choć ekipa z Reymonta na wiosnę punktuje bardzo słabo, ten handicap jest bardzo podobny, niemal identyczny. Kolejek natomiast pozostało coraz mniej. Na dobrą sprawę “Biała Gwiazda” krok po krok przybliża się więc do realizacji wymarzonego celu, choć robi to w wyjątkową ślamazarnym tempie i kiepskim stylu.
Dwa zwycięstwa, cztery remisy i porażka walkowerem ze Śląskiem, od której klub jeszcze się odwołuje. To tegoroczny bilans krakowskiej Wisły. Teoretycznie na samej murawie podopieczni Mariusza Jopa nie przegrali nawet raz. W rzeczywistości jednak pogubili mnóstwo cennych punktów. Pod względem dorobku zgromadzonego już po zimowej przerwie są aktualnie dopiero dziewiątym zespołem ligi.
Mają natomiast to szczęście, że rywale z czołówki też grają w kratkę. Efekt? Tabela strasznie się spłaszczyła, niemal wszyscy wzajemnie zabierają sobie punkty, nikt nie jest w stanie gonić Wisły w naprawdę szybkim tempie. Po 26 kolejkach “Biała Gwiazda” nadal ma cenne dziewięć punktów przewagi nad wiceliderem oraz trzecim zespołem w stawce. Przypomnijmy, że bezpośredni awans wywalczą dwie najlepsze drużyny.
Tego nie da się zepsuć
I tu przechodzimy do tego, co najciekawsze, czyli wyliczeń analityków. Oni wlewają w serca kibiców Wisły, zmartwionych ostatnimi wynikami drużyny, dużo optymizmu. Piotr Klimek szanse na bezpośredni awans “Białej Gwiazdy” (bez konieczności rozgrywania baraży), szacuje na 99,3%. Na pewnych etapach sezonu bywał to już nawet większy procent, ale wciąż ekipa z Reymonta uchodzi za absolutnego pewniaka do miejsca w TOP2.
Jeszcze ciekawiej wyglądają liczby prezentowane przez profil “Statystyki Piłkarskie / Robert” w platformie X. Dowiadujemy się bowiem, ilu punktów Wisła potrzebuje jeszcze do awansu. Jeśli w pozostałych ośmiu meczach zgromadzi ich dziewięć, wówczas awansuje na… 99%. Wystarczy więc wykręcenie bardzo słabej średniej 1,1 punktu na mecz. To przykładowo trzy zwycięstwa i pięć porażek, ewentualnie dwa triumfy, trzy remisy, trzy przegrane.
A niewykluczone, że “Białej Gwieździe” wystarczy jeszcze mniej punktów. Wspomniane dziewięć oczek (czyli łącznie 62) dotyczy praktycznie pewnego awansu. A tak wyglądają inne scenariusze:
- Osiem punktów w ośmiu meczach (łącznie 61) - TOP2 na 98%,
- Siedem punktów w ośmiu meczach (łącznie 60) - TOP2 na 93%,
- Sześć punktów w ośmiu meczach (łącznie 59) - TOP2 na 82%,
- Pięć punktów w ośmiu meczach (łącznie 58) - TOP2 na 70%,
- Cztery punkty w ośmiu meczach (łącznie 57) - TOP2 na 40%,
- Trzy punkty w ośmiu meczach (łącznie 56) - TOP2 na 9%.
Na dobrą sprawę nawet przy jednym zwycięstwie do końca sezonu (oraz dwóch/trzech remisach), Wisła ma bardzo duże szanse na awans bezpośredni. Tego po prostu nie da się wypuścić. “Biała Gwiazda” musiałaby rozegrać absolutnie katastrofalną końcówkę sezonu i przegrywać niemal wszystko. Nawet gdyby nie wygrała już żadnego meczu, tylko we wszystkich zaliczała remisy (które ostatnio sobie upodobała), to zapewne i tak awansuje.
Sprawa załatwiona u siebie?
Do końca kampanii 2025/26 drużyna z Reymonta cztery mecze rozegra u siebie, a cztery w delegacji. I, kolokwialnie ujmując, ma na kim robić punkty. W Krakowie, już w najbliższy poniedziałek, podejmie walczący o utrzymanie Górnik Łęczna, punktujący na wyjazdach najgorzej z całej ligi. A potem pod Wawelem zjawią się jeszcze Puszcza Niepołomice (12.), Chrobry Głogów (3.) i Pogoń Siedlce (14.). Nawet pomijając więc wyjazdy, u siebie Angel Rodado i spółka powinni “zamknąć temat”.
Jeśli tego nie zrobią, cenne punkty mogą oczywiście gromadzić też na stadionach rywali. Na papierze to już nieco trudniejsze mecze - z Polonią Bytom, Ruchem Chorzów, Stalą Rzeszów i Polonią Warszawa. Rywale wymagający, ale nie róbmy też z Wisły słabeusza. Wpadła w kryzys, męczy się niemiłosiernie, natomiast nawet w takich spotkaniach powinna swoje ugrać.
Nie takie cuda w piłce, także tej polskiej, się już działy. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują jednak, że Wisła po czterech latach tułaczki wróci na krajowe salony.