Co za wieści ws. Mourinho! Myśli o nim absolutny gigant, choć cud przykrył brutalną prawdę

Co za wieści ws. Mourinho! Myśli o nim absolutny gigant, choć cud przykrył brutalną prawdę
IMAGO / pressfocus
Paweł - Grabowski
Paweł GrabowskiDzisiaj · 10:00
Jose Mourinho ciągle jest magnesem epickich momentów i kreatorem magicznych nocy w Lidze Mistrzów. Znowu nieoczekiwanie dostał wiatr w plecy, choć jeszcze pięć dni temu do ośrodka w Seixal na pogawędkę przyszło 200 kibiców. Benfica w tym momencie jest jak jej trener - nierówna, wzdychająca do przeszłości, ale też wiedząca, kiedy zwrócić na siebie uwagę. Gol Trubina w 98. minucie ratuje ich sezon, a sam Mourinho za chwilę może dostać ofertę z topu.
Teoretycznie widział w piłce już wszystko. 26 lat pracuje jako trener, a wcześniej był przecież tłumaczem w Barcelonie, obsesyjnie chłonącym każdy trening. Kiedy we wrześniu przychodził do Benfiki, pewnie nie wyobrażał sobie, że po raz pierwszy w karierze ogra Real Madryt. Że zrobi to w tak szalonych okolicznościach i że będzie napędzał trybuny razem z chłopcem od podawania piłek oraz stewardami z Estadio Da Luz.
Dalsza część tekstu pod wideo
- Czułem się jakby ten stadion miał się zaraz zawalić - mówił Mourinho po bramce Trubina, która w ostatniej akcji meczu dała Benfice awans do baraży Ligi Mistrzów. Ukrainiec jest piątym bramkarzem w historii rozgrywek, który trafił do siatki. Nikt jednak nie zrobił tego w bardziej dramatycznych okolicznościach, w spotkaniu o taką stawkę.

Powrót z piekła

Jest w tym coś surrealistycznego, bo futbol znowu pokazał, że w tym sporcie liczy się każda sekunda i każdy pojedynczy kontakt z piłką. Po to właśnie była nowa reforma rozgrywek, by dać ludziom takie spektakle. Mourinho od lat jest generatorem emocji i facetem, który przyciąga takie chwile. To się po prostu musiało wydarzyć się w meczu z jego udziałem. Jeszcze jesienią, Benfica po czterech kolejkach Ligi Mistrzów miała zero punktów i była na 35. miejscu w tabeli. Dzisiaj dalej wiruje wśród najlepszych, a za chwilę znowu może wpaść na Real Madryt.
Mourinho jest w czepku urodzony, bo gol Trubina totalnie wymazał to, co działo się w końcówce spotkania z Realem. Benfica zagrała znakomity mecz, w którym oddała 22 strzały. Prowadziła 3:2 i nagle zaczęła bronić wyniku, choć ciągle brakowało jej jednej bramki. Nie świadczy to najlepiej o Mourinho i jego sztabie, że w końcówce zaczęli przeprowadzać defensywne zmiany. Obrazek wściekłego prezesa, Rui Costy, w telewizyjnym przekazie tylko podkreślał ten cyrk. Mourinho sam potem przyznał, że dostał złe informacje. Dopiero w 98. minucie, kiedy zrozumiał powagę sytuacji, machnął do bramkarza Anatolija Trubina, by ten wbiegł w pole karne.

Brutalne fakty

Ten krótki moment, ten zwykły gest ręką przedstawiany jest teraz jako geniusz portugalskiego trenera. Internet kocha tego typu wiralowe akcje. Sensacyjny gol sprawił, że z Ligi Mistrzów odpadła Marsylia, Real Madryt musi grać w barażach, a Benfica może ratować swój sezon, który bez gola Trubina byłby już przegrany. Mourinho ma dziś znowu swoje pięć minut, choć trzeba pamiętać, że jego powrót do Portugalii nie przebiega idealnie. Kiedy kurz opadnie, a “Orły” prędzej czy później odpadną z Ligi Mistrzów, to trzeba będzie skonfrontować się z kilkoma faktami. Ten najbardziej bolesny brzmi następująco: Benfica w tym sezonie prawdopodobnie trzeci sezon z rzędu nie wygra mistrzostwa.
Kiedy Mourinho przychodził do Lizbony, zespół był świeżo po porażce z Karabachem w Lidze Mistrzów. “The Special One” miał za zadanie odgruzować ekipę po trenerze Bruno Lage’u. Benfica była trzecia w lidze i do Porto traciła tylko cztery punkty. Dzisiaj dalej jest trzecia, ale dystans wynosi już dziesięć “oczek”. Biorąc pod uwagę, że maszyna Francesco Fariolego straciła w tym sezonie tylko cztery gole i ani razu nie przegrała, trudno optymistycznie patrzeć na szanse Benfiki.
Zespół Mourinho odpadł też z Pucharu Ligi. Niby Portugalczyk w lidze ani razu nie przegrał, ale remisy z drużynami pokroju Casa Pia czy Rio Ave w Portugalii są niewybaczalne. Do tego dochodzi bardziej defensywne nastawienie Mourinho, które kontrastuje z typowym DNA tego klubu. Żaden z kluczowych meczów z Porto (0:0) czy ze Sportingiem (1:1) nie stanowił przełomu. Pięć dni przed sensacyjnym ograniem Realu do ośrodka w Seixal przyszło ponad 200 kibiców na “rozmowy” z drużyną. Klub wpuścił ich do środka, stawiając na otwarty i dość przyjazny dialog. Obyło się bez napięć. Ale punkt widzenia fanów był jasny: Benfica dalej z siebie w tym sezonie za mało.

Oferty na horyzoncie

Mourinho w Benfice ma do dyspozycji całkiem niezłą kadrę, bo są tam Vangelis Pavlidis, Heorhij Sudakow czy wart grube miliony obrońca - Antonio Silva. Z drugiej strony “The Special One” ciągle narzeka na kontuzje, brak transferów i niekorzystne decyzje sędziów. Plusem jest to, że częściej stawia na wychowanków. To u niego zadebiutowali 17-latkowie: Daniel Banjaquin (prawy obrońca), Jose Neto (lewy obrońca) i Anisio (środkowy napastnik). Fakt, że strata do Porto jest tak duża, pomaga w tego typu decyzjach. Benfica w tym momencie musi skupić się na Pucharze Portugalii i na Lidze Mistrzów, która pozwoli podbić wartość poszczególnych piłkarzy. Pomoże też z pewnością samemu Mourinho.
Obecna umowa “The Special One” wygasa po następnym sezonie. Latem obie strony mają usiąść do rozmów i zdecydować o uruchomieniu opcji przedłużenia. Mourinho zaraz po przyjściu do Benfiki nazwał ją klubem ze “swojego poziomu”, wbijając tym samym szpilę w Fenerbahce. Z drugiej strony to jasne, że zawsze będzie aspirował wyżej, a po ograniu Realu Madryt w Lidze Mistrzów znowu odżyły spekulacje na temat jego przyszłości.
Wielu hiszpańskich newsmanów spekuluje, że Florentino Perez chciałby z powrotem Mourinho w Madrycie. Inną realną opcją jest reprezentacja Portugalii, jeśli Roberto Martinez nie osiągnie sukcesu na mistrzostwach świata. To znowu pokazuje, że statek pt. Mourinho jest trudny do zatopienia. Jego marka i charyzma ciągle dobrze się w piłce sprzedają.

Przeczytaj również