Czas leci, a on nadal nie ma klubu. Kiedyś kosztował fortunę. Brutalny upadek gwiazdora
Pięć lat temu kosztował 85 mln euro, potrafił być najlepszym piłkarzem w ekipie z Jude’em Bellinghamem i Erlingiem Haalandem. Teraz jako bezrobotny szuka nowego klubu. Tempo, w jakim podupadła kariera Jadona Sancho, niestety jest zawrotne.
Jesteśmy niemal na półmetku letniego okienka. W topowych ligach trwa okres przygotowawczy, kluby powoli dopinają kadry, na horyzoncie majaczy powrót najlepszych rozgrywek na Starym Kontynencie. Jeśli w tym momencie piłkarz nie ma pracodawcy, to generalnie znaczy, że całkowicie pobłądził. Dokładnie to spotkało Jadona Sancho.
Anglik ma 26 lat, zatem teoretycznie powinien być u szczytu formy. Jego peak przypadł jednak na okres młodzieńczy, podczas swojego pierwszego pobytu w BVB wykręcił aż 50 goli i 64 asysty w 137 meczach. Nikogo nie zdziwiło, że latem 2021 roku Manchester United rozbił bank, płacąc za niego 85 mln euro. W tamtym momencie wydawało się, że “Czerwone Diabły” na lata zabezpieczają pozycję skrzydłowego. Ktokolwiek tak sądził, popełnił ogromny błąd.
Teatr koszmarów
Co poszło nie tak podczas pobytu Sancho na Old Trafford? Najtrafniejsza odpowiedź brzmi: wszystko. Już początek kazał podejrzewać, że coś tu będzie nie tak. Transfer sfinalizowano kilka dni po finale EURO, w którym Anglik wszedł w dogrywce z Włochami tylko po to, aby wykonać rzut karny, po czym spudłował. Później nabawił się infekcji ucha, która wymagała prawie dwutygodniowego pobytu w szpitalu. W międzyczasie klub niespodziewanie sfinalizował powrót Cristiano Ronaldo, co pogrzebało plany budowy ofensywy wokół byłej gwiazdy BVB. Ole Gunnar Solskjaer przyznał, że był bardzo podekscytowany możliwością prowadzenia Jadona, ale nim na dobre się poznali, Norweg wyleciał z pracy. Jego następca, Ralf Rangnick, nie zdołał wydobyć ze skrzydłowego pełni potencjału.
- Za każdym razem, kiedy widzę Jadona na treningu, jest jednym z najlepszych piłkarzy. Teraz chodzi o to, aby przeniósł to na występy w meczach. Powiedziałem mu nawet przed jednym spotkaniem: “Pokaż to, co robisz na treningach”. Trudno powiedzieć, z czego to wynika. Na pewno pewien wpływ ma zmiana środowiska, Premier League to najbardziej fizyczna i intensywna liga, teraz gra w jednym z największych klubów świata. Można wyciągnąć do niego pomocną dłoń, ale to od niego zależy, w którym kierunku pójdzie. Na pewno jednak przez pół roku współpracy nie miałem z nim żadnych problemów dyscyplinarnych. to spokojny i sympatyczny gość - wspominał Rangnick dla Sky Sports.
Współpraca z Erikiem ten Hagiem układała się jeszcze gorzej. Na początku sezonu 2023/24 Sancho został odsunięty od kadry na mecz z Arsenalem. Holender zarzucił piłkarzowi, że nie pracuje odpowiednio na treningach. Anglik odpowiedział komunikatem w mediach społecznościowych, w którym podkreślił, że zbyt długo akceptował bycie kozłem ofiarnym i nie pozwoli innym, aby kłamali na jego temat. Później usunął wpis, ale problem pozostał. Ten Hag oczekiwał od podopiecznego przeprosin, które nigdy nie nadeszły. Jadona odsunięto zatem od drużyny, w pewnym momencie miał nawet zakaz korzystania z klubowej stołówki.
- Jadon uważał, że jeśli przeprosi, to przyzna się do tego, że nie trenował odpowiednio ciężko, że nie wkłada wysiłku w swoją pracę. Jeśli jesteś z ulicy, uznajesz, że przeprosiny za coś to przyznanie się do tego. Jadon nie zamierzał się na to godzić, a trener powiedział, że oczekuje jedynie przeprosin - opowiedział Benni McCarthy, były członek sztabu szkoleniowego United, cytowany przez Goal.com.
Na początku 2024 roku piłkarz tymczasowo wrócił do BVB. I to był jedyny moment w ostatnich latach, kiedy widać było po nim prawdziwy głód. Może nie grał aż tak zjawiskowo, jak przed transferem do United, lecz znów potrafił czarować. Wystarczy przypomnieć mecz z PSG w półfinale Ligi Mistrzów, w którym wykręcił 13 udanych dryblingów. Był to najlepszy wynik w rozgrywkach od czasów prime Leo Messiego. Z jego pomocą Borussia dotarła do finału, gdzie musiała uznać wyższość Realu Madryt. W tamtym momencie dało się odnieść wrażenie, że Dortmund to dla Sancho ziemia obiecana. Niestety nie zaakceptował obniżki pensji, która była wymagana, aby pozostał na Signal Iduna Park.
Europejskie skalpy
Sancho w pewnym momencie zbłądził. Na siłę chciał znaleźć klub, w którym go pokochają, o co nie jest łatwo, kiedy co chwilę zmieniasz barwy. Gdy został wypożyczony do Chelsea, próbował wkupić się w łaski kibiców, podkreślając, że Frank Lampard i Didier Drogba byli jego idolami w dzieciństwie. Obiecał też Enzo Maresce, że wyleje siódme poty, aby odpłacić się za zaufanie.
- Podczas mojej pierwszej rozmowy z Jadonem wyraziłem się bardzo jasno. Powiedziałem, że jeśli nie zamierza ciężko pracować, niech nie przychodzi. A jeśli jest gotów na ciężką pracę i poświęcenie, to będziemy razem szczęśliwi - przyznał Maresca w trakcie sezonu 2024/25.
Jego start na Stamford Bridge był imponujący, w pierwszych trzech występach ligowych zaliczył cztery asysty. Zapału starczyło jednak tylko na kilka tygodni. W kolejnych 28 meczach Premier League miał udział tylko przy czterech bramkach. Kiedy już błyszczał, to w Lidze Konferencji przeciwko rywalom ze zdecydowanie niższej półki niż Chelsea, jak Heidenheim, Legia czy Djurgarden. Nie pokazał na tyle dużo, aby “The Blues” skorzystali z opcji wykupu za 25 mln funtów. Ba, woleli zapłacić United karnych pięć milionów za to, że nie aktywowali klauzuli odstępnego. W tym samym okienku ściągnęli z Manchesteru Alejandro Garnacho, zatem pewna równowaga w przyrodzie i tak została zachowana.
Kolejny rok i kolejne wypożyczenie. Poprzedni sezon spędził w Aston Villi, gdzie zaprezentował naprawdę niewiele. Bilans jednego gola i trzech asyst w ciągu 1672 rozegranych minut nie mógł nikogo zadowolić. W trakcie rozgrywek obie strony starały się robić dobrą minę do złej gry, powtarzano słowa o zaufaniu, pomocy czy odzyskanej radości z futbolu. Każdy jednak wiedział, że z tej mąki nie będzie ani chleba, ani nawet okruszków.
- Trener Emery bardzo mi pomaga, ciągle powtarza, żebym był pozytywnie nastawiony, bo wtedy prezentuję swój najlepszy futbol. To miłe mieć szkoleniowca, który wspiera cię i wierzy w twoje umiejętności. Wiem, że teraz muszę się odwdzięczyć, pokazując jeszcze więcej - zaznaczył Sancho na antenie TNT Sports. - Jadon wciąż jest młody, w przeszłości prezentował się niesamowicie, a teraz potrzebuje pomocy, aby wrócić do najlepszej formy. To wyzwanie dla niego, ale i dla mnie, aby mu w tym pomóc - to już słowa Emery’ego.
Paradoks całej sytuacji polega na tym, że Sancho w ostatnich latach głównie zawodził, a jego gablota wciąż się powiększała. Wraz z Chelsea w pewnym stylu wygrał Ligę Konferencji. Z kolei w Birmingham mógł świętować zdobycie Ligi Europy. Przy czym jego wkład był naprawdę nikły. W LE strzelił jednego gola z xG na poziomie prawie 2,5, wygrywał tylko 40% pojedynków, był na szarym końcu kadry pod względem średniej liczby odbiorów i odzyskanych piłek. A to właśnie w tych rozgrywkach miał błyszczeć, ponieważ w Premier League grali lepsi od niego. Unai Emery tylko w dziewięciu meczach ligowych wystawił go od pierwszej minuty. Zaledwie trzy z tych spotkań zakończyły się zwycięstwami “The Villans”. Ten związek nie miał przyszłości.
Komu, komu, bo idę do domu
Aston Villa nie chciała Sancho, droga powrotna do Manchesteru też została zamknięta. 30 czerwca wygasła umowa łącząca go z “Czerwonymi Diabłami”. Klub miał jednostronną opcję prolongaty, oczywiście z niej nie skorzystał. Nikomu na Old Trafford nie widziało się trzymać dalej zawodnika, który zarabia 250 tys. funtów tygodniowo, a od dawien dawna nie broni się poziomem sportowym.
- Jadon na pewno ma talent, w przeciwnym razie nie trafiłby do Manchesteru, nie doszedłby z BVB do finału Ligi Mistrzów. Ale tak już bywa w piłce, że czasami przychodzisz do klubu i wszystko działa, a czasami nie. To naturalne, tak po prostu jest - krótko ocenił w marcu Michael Carrick.
Mijają tygodnie, a 26-latek wciąż pozostaje bez klubu. Z pozoru naturalnym ruchem byłby kolejny powrót do Dortmundu, gdzie przeżył najlepsze chwile w karierze. Bild informował, że Borussia byłaby zainteresowana, ale mogłaby zaoferować pensję w wysokości pięciu milionów euro za sezon. Bezrobocie widocznie nie zbrzydło Anglikowi aż tak, żeby zaakceptować tę propozycję. Szkoda, bo po odejściu Karima Adeyemiego do Barcelony zwolniło się miejsce w ofensywie. Wygląda jednak na to, że BVB postawi na młodszych i zdecydowanie bardziej perspektywicznych skrzydłowych. Bliski transferu jest Konstantinos Karetsas, w kolejce czeka Said El Mala.
Sancho musi szukać dalej. Według Santiego Aouny o piłkarza walczy katarskie Al-Rayyan. Niedawno Matteo Moretto podał zaś, że czwarty najdroższy nabytek w historii Manchesteru United wzbudził zainteresowanie Atletico. “Rojiblancos” na razie nie złożyli żadnej oferty, ale mają tego zawodnika na liście życzeń. I z jednej strony na pewno byłby to ruch ciekawy, a z drugiej tu aż pachnie niewypałem. Diego Simeone to jeden z ostatnich trenerów, który zaakceptuje próżniactwo i brak maksymalnego zaangażowania. Sam talent to za mało, u “Cholo” albo wypluwasz płuca, albo nie grasz. Dlatego w ekipie “Rojiblancos” sukces prędzej odniósł Angel Correa niż np. Joao Felix. Oczywiście Sancho mógłby się obrazić na sugerowanie, że nie daje z siebie wszystkiego, ale nie przez przypadek jeden z najbardziej obiecujących piłkarzy młodego pokolenia dziś został na lodzie.
10 sierpnia 2024 roku Sancho po raz ostatni wystąpił w barwach United. “Czerwone Diabły” w meczu o Tarczę Wspólnoty przegrały wówczas z Manchesterem City po serii rzutów karnych. Nasz bohater nie wykorzystał swojej jedenastki. Niestety, jego kariera w ostatnich latach stanowi pasmo takich mniejszych i większych pomyłek.