Człowiek futbolu. Człowiek pokoju. Najbardziej obrzydliwy człowiek świata?

Ostatnio w Foot Trucku Tomasz Smokowski powiedział, że "ma kryzys miłości do piłki, kiedy patrzy - za przeproszeniem - na ryja Gianniego Infantino". Wybaczcie dosłowność cytatu, ale myślę, że nie jest w tym uczuciu osamotniony.
Przeczytałem gdzieś niedawno, że Sepp Blatter przy Giannim Infantino wygląda jak Nelson Mandela. Rzeczywiście, gdy w 2015 roku Szwajcar odchodził w niesławie, zawieszony na lata za korupcję, skąpany w symbolicznym deszczu banknotów (happening Simona Brodkina był doskonałym podsumowaniem tych rządów), wydawało się, że wizerunku FIFA nie da się jeszcze bardziej skompromitować. Infantino powiedział jednak "potrzymaj mi piwo".
Człowiek swoich czasów
Tak naprawdę wszystko zaczęło się od Joao Havelange'a. To on ożenił najpiękniejszą dyscyplinę z telewizją i wielkimi pieniędzmi. To on uznał, że głównym zadaniem FIFA (oczywiście pod płaszczykiem rozwoju piłki na świecie) jest wypychanie portfeli działaczy poprzez pośredniczenie w sprzedaży praw telewizyjnych i kontraktów sponsorskich.
Zmarły w 2016 roku Brazylijczyk doprowadził do wybrania na swojego następcę Blattera, który kontynuował korupcyjne dzieło mistrza. Korupcyjne, bo w samym zarabianiu na popularności piłki nie ma przecież jeszcze nic złego, ale już sposób przyznawania organizacji wielkich turniejów za łapówki i obietnice głosowania w kolejnych wyborach nie miał wiele wspólnego z etyką.
Ostatecznie chciwość i poczucie bezkarności pogrążyły Blattera. Czasy się jednak zmieniają, a następca Szwajcara (i jego rodak, pochodzą nawet z tego samego kantonu) bez wątpienia jest człowiekiem swoich czasów. Bez reszty zakochany w sobie, bez wstydu przymilający się do najgorszego sortu polityków i bez skrupułów realizujący swoje cele kosztem kibiców i piłkarzy. Gianni Infantino. Przez lata był tylko zabawnym "łysym z UEFA". Dziś jest (prawdopodobnie) najwyższym stadium ewolucji działacza piłkarskiego. Jest trzecim poziomem w Pokemonach. Po nim jest już tylko piekło.
Przyjaciel Federacji Rosyjskiej
W czwartek minie 10 lat, odkąd ten 55-letni dziś prawnik został wybrany na pierwszą kadencję. Teraz, w trakcie trzeciej, firmuje każdą decyzję i informację dedykowanym logo przypominającym o tej rocznicy. Szykuje się też do pierwszego w historii 48-zespołowego mundialu. Obiecał to, gdy startował na prezydenta i obietnicy dotrzymał. Zwycięzcy mundialu w USA wzniosą w górę puchar, na którym wygrawerowane będzie jego nazwisko.
Turniej odbędzie się w Stanach, by połechtać i tak wielkie już jak kontynent amerykański ego Donalda Trumpa. Po kilka meczów w Kanadzie i Meksyku to tylko kwiatki do kożucha. A propos kożuchów - w 2019 roku Władimir Putin przyznał Infantino Order Przyjaźni Federacji Rosyjskiej. Działacz oczywiście go przyjął, w końcu chwilę wcześniej nazwał rosyjski mundial "najlepszym w historii". Rosjanie od czterech lat okupowali już wtedy Donbas i Krym.
Today I feel...
Potem odbył się mundial w Katarze - pierwszy na Bliskim Wschodzie i pierwszy rozegrany zimą, bo latem byłoby za gorąco. Wciśnięcie turnieju w środek sezonu klubowego obroniło się pod względem sportowym - był to pasjonujący turniej, z historycznym finałem, a kibice wszędzie mieli blisko, bo wszystkie stadiony zmieściły się na powierzchni bliskiej województwa świętokrzyskiego. A że obiekty i infrastruktura powstały kosztem zdrowia i życia nisko opłacanych robotników w quasi-niewolniczym systemie qafala? O tym nie mówmy.
W końcu jednak, pod presją organizacji broniących praw człowieka i zachodnich mediów, w trakcie turnieju Gianni zorganizował konferencję prasową, która na długo wyznaczyła nowe standardy cringe'u.
- Dzisiaj czuję się Katarczykiem, czuję się Arabem, czuję się Afrykaninem, czuję się gejem, czuję się niepełnosprawnym, czuję się migrantem zarobkowym - wyznał.
- Oczywiście nie jestem Katarczykiem [choć na co dzień wraz z rodziną mieszka w Dausze - przyp. red.], nie jestem Arabem, nie jestem Afrykaninem, nie jestem gejem, nie jestem niepełnosprawny. Ale czuję się tak, ponieważ wiem, co to znaczy być dyskryminowanym, być zastraszanym, jako obcokrajowiec w obcym kraju...
- Jako dziecko byłem zastraszany - ponieważ miałem rude włosy i piegi, dodatkowo byłem Włochem. Co wtedy robisz? Próbujesz się zaangażować, zaprzyjaźnić. Nie zaczynaj oskarżać, walczyć, obrażać, zacznij się angażować. I to jest to, co powinniśmy robić - wytłumaczył. Jakie to proste. Aż dziwne, że jeszcze nie ubiega się o Pokojową Nagrodę Nobla.

My boy Gianni
Robi jednak wiele, by otrzymał ją jego serdeczny przyjaciel. Chociaż patrząc jak zachowuje się Trump względem Infantino, utrzymują raczej relację na linii przełożony - podwładny. Prezydent Stanów Zjednoczonych nazwał ostatnio najważniejszego człowieka futbolu "swoim chłopcem". - Gianni, mój chłopiec. Nie spodziewałem się, że tu będzie - wypalił Trump w listopadzie na America Business Forum w Miami.
Od pewnego czasu można odnieść wrażenie, że prezydent FIFA nie odstępuje prezydenta USA na krok. Ostatnio świat futbolu zaskoczyła jego obecność - szczerzącego się w czerwonej bejsbolówce z napisem "USA" - na posiedzeniu Rady Pokoju - organizacji wymyślonej przez Trumpa, która "ma być odpowiedzialna za administrację, odbudowę (również gospodarki), usługi publiczne oraz pomoc humanitarną dla Strefy Gazy".
http://x.com/anna_p_neumann/status/2024979903611814107?proportion=1.45
Nie do końca wiadomo, po co obok prezydentów Argentyny, Węgier czy Kazachstanu był działacz piłkarski. Może wpadł spotkać dobrych znajomych, bo w radzie zasiedli też przywódcy Kataru, Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Światowi politycy, również ci z dystansem traktujący Board of Peace, mogli się jednak przyzwyczaić do obecności Infantino u boku Trumpa. Choć nie pełni oficjalnie żadnej funkcji politycznej, to szef FIFA był też w październiku na zorganizowanym przez amerykańskiego prezydenta szczycie w Szarm el-Szejk. W maju zeszłego roku Infantino spóźnił się na 75. Kongres FIFA w Asuncion, bo odbywał spotkania z Trumpem w Arabii Saudyjskiej i Katarze. Na znak protestu delegaci ze strefy UEFA opuścili wówczas obrady.
Jesteśmy świadkami nowej ery
Jak wylicza Rory Smith w swoim tekście w The Observer, Infantino był obecny na inauguracji drugiej kadencji Trumpa i wielokrotnie odwiedzał go w Gabinecie Owalnym i rezydencji w Mar-a-Lago. W trakcie Klubowych MŚ przyciągnął ze sobą do Białego Domu zmieszaną drużynę Juventusu, która stojąc za rozwalonym w fotelu Trumpem słuchała, jak ten w briefingu dla prasy krytykuje swoich przeciwników politycznych, Iran i transseksualistów.
- To było dość dziwne. Zaskoczył nas, gdy zaczął mówić o polityce, Iranie i innych sprawach. Pomyślałem sobie, że przecież jestem tutaj, bo gram w piłkę nożną. W pewnym momencie powiedziano nam, że mamy już sobie iść, więc poszliśmy - przyznał później amerykański piłkarz Juventusu, Timothy Weah.
Piłkarze Chelsea byli też wyraźnie zaskoczeni, gdy po wygranym przez nich finale Klubowych MŚ FIFA 2025 Trump wyszedł razem z nimi na podium. Jak się później okazało, triumfatorzy inauguracyjnej edycji rozszerzonego do 32 drużyn turnieju, zabrali do Londynu tylko replikę pucharu (a raczej trofeum) za zwycięstwo. Oryginał spodobał się Trumpowi, więc pozostał w jego gabinecie.
Powstałe we współpracy z Tiffanym, warte ok. 230 tysięcy trofeum ma wygrawerowane słowa: "Jesteśmy świadkami nowej ery. Złotej ery klubowej piłki nożnej: ery Klubowych Mistrzostw Świata FIFA. Szczytu wszystkich rozgrywek klubowych. Wymyślonych przez prezydenta FIFA, Gianniego Infantino". Nagroda jest tak zaprojektowana, że porusza się po przekręceniu klucza. Klucz, jeszcze przed startem turnieju, otrzymał oczywiście Trump. Zapewne pasuje mu do wystroju gabinetu.

Powiększenie Klubowych MŚ do 32 drużyn i przeniesienie ich na lato Infantino zadeklarował w 2016 roku i obietnicy dotrzymał. Z takim rozmachem mają się one odbywać co cztery lata (choć w mniejszym formacie, doroczne, też pozostały, tylko pod zmienioną nazwą), ale już ostatnio zapowiadał, że chyba jednak lepiej będzie powiększyć je do 48 drużyn i organizować co dwa lata. Zapewne też do tego doprowadzi, skoro od lat nikt nie chce i nie umie go zatrzymać.
48-zespołowy mundial reprezentacji to kolejna spełniona obietnica Infantino. Wiadomo też było, że wcześniej czy później najważniejsza piłkarska impreza wróci na Bliski Wschód, tylko do dużo bogatszej i ważniejszej od Kataru Arabii Saudyjskiej. Zgodnie z zasadami FIFA, w 2030 roku byłoby za wcześnie, ale na ten rok wymyślono europejsko (Hiszpania i Portugalia) - afrykańskiego (Maroko) - południowoamerykańskiego (pierwsze mecze w Urugwaju, Argentynie i Paragwaju) potworka. Byle tylko już w 2034 roku mundial mógł wrócić do Azji.
Kolejne rekordy cen
Kibice są w tym wszystkim oczywiście najmniej ważni. Ceny biletów na najbliższe MŚ są najwyższe w historii, według mediów pięciokrotnie wyższe niż w Katarze. Gdy Amerykanie ubiegali się o turniej w 2018 roku, obiecywali, że celem będą bilety zaczynające się już od 21 dolarów. Później FIFA zapowiadała, że najtańsze bilety przekazane przez FIFA krajowym federacjom (zaledwie po 8% dla obu na każdy mecz) będą kosztować od ok. 60 dolarów. W rzeczywistości najtańsze są po 180 dolarów.
Wejściówki dostępne w otwartej sprzedaży są jeszcze droższe i po raz pierwszy sprzedawane w systemie "dynamicznych cen", uzależnionych od popytu. Im więcej chętnych, tym drożej. To system znany w Stanach, ale wprowadzony oczywiście po to, by jeszcze bardziej wydrenować kieszenie fanów. Na fazę pucharową mówimy już o tysiącach dolarów. A to tylko cena biletu. Trzeba jeszcze dostać wizę, dolecieć, gdzieś spać i dotrzeć na stadion. I uniknąć burzy. I nie dać się zastrzelić. Może jednak lepiej wstać w środku nocy i obejrzeć ten mecz w telewizji?
Na szczęście już niedługo "sześć miliardów fanów piłki nożnej" będzie mogło płacić FIFA Coinem lub FIFA tokenem. Kilka dni temu Infantino zapowiedział wypuszczenie kryptowaluty FIFA (a skoro zapowiedział, to pewnie to zrobi). Gdzie miało to miejsce? W rezydencji Trumpa w Mar-a-Lago. Nie wiadomo niestety, czy został na noc.
Nowe rozgrywki, nowe puchary, nowe formy płatności i nowa pokojowa nagroda. Skoro Trump nie dostał pokojowego Nobla, to jego wierny giermek wręczył mu pierwszą w historii "Nagrodę Pokoju FIFA". - Noś go ze sobą wszędzie, bo jesteś liderem, który dba o ludzi - powiedział Szwajcar zawieszając medal na szyi prezydenta USA w grudniu, w trakcie losowania grup mundialu. Losowanie to miało się odbyć w Las Vegas, ale życzenie prezydenta USA sprawiło, że FIFA zmieniła plany i przeniosła ceremonię do przejętego przez ekipę Trumpa Kennedy Center w Waszyngtonie.
Ta wyliczanka mogłaby jeszcze trochę potrwać, ale chyba już wszyscy jesteśmy zmęczeni prawda? Na koniec przypomnijmy tylko, że mówimy o człowieku, który w 2022 roku - gdy było mu to na rękę - apelował, by nie wciągać piłki nożnej do politycznych wojen.
W futbolu pełno jest i było wspaniałych, dobrych ludzi. Choćby Sir Bobby Robson, którego nazwisko pojawia się kilka razy we wspomnianej na początku rozmowie z Tomkiem Smokowskim. Swoją drogą, polecam Wam bardzo serdecznie film "Bobby Robson: Więcej niż trener". Najpiękniejsza dyscyplina przyciąga też jednak wielu bardzo złych ludzi. Nie wiem, czy Gianni Infantino jest najgorszym. Pewnie nie. Ale nie ma chyba nikogo bardziej odrażającego.