Robi furorę, może zostać pominięty przez Urbana. "Ryzykowne jak cholera"

Robi furorę, może zostać pominięty przez Urbana. "Ryzykowne jak cholera"
Tomasz Folta / pressfocus
Janusz - Basałaj
Janusz BasałajDzisiaj · 13:00
O nagrodach rozdanych ostatnio podczas gali tygodnika Piłka Nożna, potencjalnym powołaniu do kadry Oskara Pietuszewskiego, a także rozmowie Grzegorza Krychowiaka z Czesławem Michniewiczem - pisze Janusz Basałaj w kolejnym odcinku cyklu na Meczyki.pl.
Kroniki Piłkarskie Janusza Basałaja to zbiór felietonów, w których doświadczony dziennikarz Meczyki.pl komentuje bieżące wydarzenia ze świata futbolu.
Dalsza część tekstu pod wideo

Nagrody rozdane

Inauguracja nowego piłkarskiego roku za nami. Bez meczów, bramek, emocji, transmisji CANAL+, analiz i wieści transferowych (polecam oczywiście programy i filmy Meczyków), ale spotkanie ludzi polskiego futbolu z okazji Gali tygodnika Piłka Nożna, tydzień przed pierwszym styczniowym spotkaniem, to wyraźny sygnał, że ligowe granie na dniach… Znamy piłkarza roku, drużynę, odkrycie, ligowca itd. Itp. Wybory PN bez emocji, kontrowersji i zaciekłych polemik. Łatwiej byłoby wskazać kto został antypostacią roku, co było skandalem czy wpadką roku. Może poza jedną rywalizacją o tzw. Odkrycie Roku. Stolik przy którym miałem zaszczyt zasiadać podczas Gali podzielił się na zwolenników Oskara Pietuszewskiego i Jana Ziółkowskiego. Co było cenniejsze? Dołączenie do renomowanego włoskiego klubu i gra w lidze, która najlepiej w Europie szkoli i prowadzi (rozwija) obrońców, czy też postawienie na wielki, ofensywny talent potrafiący w pojedynkę rozmontować każdą defensywę rywali? Nie mówiąc o wysokości transferu i wielkiego “wow”, jakim otacza się byłego skrzydłowego Jagiellonii. Padło tym razem na Ziółkowskiego i nic się nie stało. Za rok może PN wybierze napastnika, skrzydłowego czy innego kreatora boiskowych wydarzeń.
Jako dziennikarski i komentatorski zgred w takich wyborach stawiałbym zawsze na piłkarza ofensywnych formacji. Tak już mam! Kiedyś uczono mnie w Przeglądzie Sportowym, że "ludzie przychodzą na stadiony, by oglądać i kibicować napastnikom, kreatywnym pomocnikom, a nie obrońcom czy bramkarzom”. Dyskusyjna teza? Trochę tak, bo solidny golkiper i prawdziwi rzemieślnicy w obronie zapewnią sukces twojej jedenastki, a z tymi "fantasistami" w środku pola i na flankach bywa różnie. Sam fakt, że w czołowych, a nawet legendarnych klubach, znalazło się dwóch uzdolnionych Polaków to powód do radości i satysfakcji. Tu urodzeni, wychowani wedle polskiej myśli szkoleniowej (bez ironii!!!). Nikt nie zaprzeczy, że podstaw wielkiej piłki nie uczyli się na naszych boiskach. Teraz tylko trzymać kciuki za regularne występy Janka i Oskara w swoich drużynach i oczekiwać ich na meczach kadry.

Pietuszewski do kadry?

Z tą kadrą może być różnie. Oto obserwuję z niejakim zdziwieniem, z jakim selekcjoner Jan Urban daje odpór w sprawie Pietuszewskiego. Pytania retoryczne jakie stawia JU: "Kogo miałby zastąpić w kadrze? Zalewskiego czy Kamińskiego? Czy trzeba go wyciągać z reprezentacji U-21?" niczego nie wyjaśniają. Tylko podgrzewają gorączkę wobec skrzydłowego Porto. Udawany dystans selekcjonera wobec tej gorączki czy też sposób na spokój wokół kadry? Im częściej będzie dystansował się wobec takiego powołania, tym większy wrzask wybuchnie wśród kibiców i dziennikarzy. Przecież wiadomo, że mamy blisko 37 milionów selekcjonerów. Ależ też wiadomo, że jeden z tej gromady poniesie odpowiedzialność za taki, a nie innym wybór personalny, a przede wszystkim za wyniki i ewentualny brak awansu na mundial.
Jeśli zgodnie założymy, że w kadrze narodowej powinni grać najlepsi i najbardziej utalentowani polscy piłkarze, to JU nie powinien stawiać oporu w sprawie Oskara. Adam Nawałka bezwzględnie korzystał z usług najzdolniejszego napastnika tamtych czasów - Arkadiusza Milika. Milik był podstawowym napastnikiem reprezentacji U-21, ale Nawałki to nie obchodziło i nie pytał o zdanie Marcina Dorny, trenera młodzieżówki.
Jest jeszcze jedno. Pietuszewski może nie znaleźć się w tzw. koncepcji trenerskiej JU… Ryzykowne jak cholera. Każdy brak dobrego wyniku w barażach wzbudzi wielką ambę pod hasłem: "Bo nie powołano Oskara…". I żeby było jasne, nie musi człowiek z Porto zbawić biało-czerwonych. Nigdy się jednak tego nie dowiesz, jeśli go nie powołasz na zgrupowanie, nie obejrzysz w kilku treningach, po czym odeślesz do młodzieżówki lub na trybuny…
Zdroworozsądkowy styl pracy JU, jego chłopskie, racjonalne podejście na razie się broni. Presja mediów i kibiców jest do opanowania. Po pierwsze nie wchodzić w dyskusję, po drugie są ważniejsze tematy. Po trzecie Jan Urban powinien nauczyć się ściemniać. Jasny, przejrzysty komunikat: "Obserwuję go, do marca i powołań mamy jeszcze trochę czasu". A każde rozważanie typu: "Niech najpierw wywalczy stałe miejsce w pierwszej jedenastce Porto, a potem zobaczymy…". Żeby było jasne: takiej deklaracji JU nie słyszałem. Ale pokusa przed wysyłaniem takich komunikatów jest duża, przed czym Janka serdecznie przestrzegam.
W latach 80-ych najzdolniejszym, najlepszym, najefektowniej grającym skrzydłowym w Polsce był Mirosław Okoński. Ówczesny selekcjoner Antoni Piechniczek (medalista Mundialu w 1982 r., finalista MŚ 1986) nie korzystał z usług gwiazdy Lecha Poznań. Zdaje się, że go kilka razy spróbował, ale bez szału… Po latach pytany o to brak zaufania i zauroczenia Okońskim, odpowiadał krótko: "Dlaczego nie Okoński? Bo miałem Smolarka". Boiskowa praktyka i sukcesy naszej kadry potwierdzały to w 100 procentach. O fantastycznej postawie pana Włodzimierza w barwach Widzewa (m.in. półfinał Pucharu Mistrzów w 1983 roku) nie trzeba już wspominać. Jan Urban był od 1985 roku jedną z najważniejszych postaci reprezentacji Piechniczka. Czy już wtedy postanowił uczyć się selekcjonerskiego fachu właśnie od pana Antoniego?

Rozmowa Krychowiaka z Michniewiczem

Grzegorz Krychowiak rozpoczął nowe życie po zakończeniu kariery piłkarskiej. Ruszył w świat mediów, ale nie zaczął swej posługi medialnej od bycia ekspertem i komentatorem telewizyjnym. Zamiast mieć zawsze rację po zakończonym meczu rozmawia z ludźmi na antenie radia RMF FM. Ostatnio "przesłuchał" Czesława Michniewicza. Były selekcjoner, jeden z najbardziej medialnych trenerów jakich poznałem, od dłuższego czasu po nieudanych finałach w Katarze raczej milczy, nie produkuje się tu i tam. Grzegorz pytał, Czesław odpowiadał. W temacie najgorętszym, czyli kwestii premii dla drużyny, nie podano nowych szczegółów, może z wyjątkiem faktu, że premierowi Morawickiemu było trochę głupio i przepraszał za zamieszanie. Konsekwentny Czesław i dociekliwy Grzegorz. Pogadali jak piłkarz z trenerem. Polecam.

Przeczytaj również