Desperacki ruch Rakowa. On ma ratować Częstochowian. Próba odegrania się za... Legię?

Raków, który nie może wybrać Marka Papszuna, to Raków zaskakujący, często jednak w negatywny sposób. Pójście po Tomasza Kaczmarka bardziej przypomina próbę odegrania się za zeszłoroczne działanie Legii Warszawa niż sensownych ruch.
Poprzedniej zimy Legia zdestabilizowała dwa kluby. Sprowadziła z Rakowa Marka Papszuna, którego pod Jasną Górą zastąpił Łukasz Tomczyk. Tym samym utworzył się wakat w Polonii Bytom, pierwszoligowiec ostatecznie sięgnął po Patryka Czubaka. Ani Tomczyk, ani Czubak zbyt długo w nowych klubach nie pracowali, pierwszego zwolniono po pięciu miesiącach, drugiego po trzech. Polonia wciąż szuka na siebie pomysłu, Konrad Gerega rozpoczął od skromnych siedmiu punktów w siedmiu meczach. Raków natomiast pozostaje w stanie rozkładu. Z niebezpieczną dla tego klubu prędkością zbliża się do I ligi. A hamulca nie ma kto wcisnąć.
Dawid Kroczek, który zastąpił Tomczyka, wyleciał jeszcze w sierpniu. Wydawało się, że “Medaliki” szybko ogłoszą nazwisko nowego trenera, ale nie zdążyły nie tylko przed spotkaniem z Górnikiem Zabrze, ale też Lechem Poznań. Zespół poprowadził więc Dawid Szulczek, były asystent Kroczka. Oba mecze Częstochowianie zasłużenie przegrali.
W efekcie Raków zanotował najgorszy start sezonu w Ekstraklasie w XXI wieku. Równie słabo w rozgrywkach 2010/11 poradziła sobie Cracovia. Wcześniej zaś identyczny wynik zanotował Igloopol Dębica (1991/92), a rekordzistą pozostaje Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski (1999/00), bo ta przegrała osiem pierwszych meczów. Raków jest na dobrej drodze, przegrał spotkań sześć, a w kolejce do zmierzenia się z rozbitą drużyną stoją Motor, Zagłębie i Korona.
Obecny bilans Rakowa to wynik za słaby, aby myśleć o utrzymaniu. Na to wskazują trendy - żaden z dziewięciu ostatnich spadkowiczów z Ekstraklasy nie miał tak słabego startu rozgrywek. Najgorzej wypadła Termalica, ale nawet na jej koncie były dwa punkty po sześciu kolejkach. Raków nie ma nic, nawet symbolicznego zahaczenia. Z drugiej strony historia zna już przypadki ekip skazywanych na pożarcie, które ostatecznie zdołały przetrwać.
Z wspomnianej trójki - Igloopol, Dyskobolia, Cracovia - z elitą pożegnali się jedynie Dębiczanie. Cudu w Krakowie dokonał Jurij Szatałow, który zastąpił Rafała Ulatowskiego. Kiedy Rosjanin siadał za sterami, “Pasy” miały cztery punkty uzbierane w 10 kolejkach i odpadły z Pucharu Polski. Szatałow punktował wtedy z dobrą średnią (1,32), a mimo tego drużyna i tak ledwo przetrwała. Przedostatnią Arkę Gdynia udało się wyprzedzić o punkt, a ostatnią Polonię Bytom o dwa.
W Dyskobolii Marcin Bochynek, a następnie Jerzy Kasalik zdobyli łącznie punkt w 11 spotkaniach. Ich następca, Janusz Białek, okazał się znacznie skuteczniejszy, zwłaszcza w drugiej części sezonu. Od kwietnia Dyskobolia wygrała dziewięć meczów z rzędu, a kolejne zremisowała. Finalnie miała osiem punktów zaliczki nad strefą spadkową. Pomógł nie tylko Białek, ale też transfery. Sprowadzeni zimą Jacek Kacprzak i Krzysztof Kłosiński zdobyli kolejno pięć i sześć bramek, co przełożyło się łącznie na 19 punktów. Stanowili klucz do utrzymania, ale było w tym trochę nadnaturalności. Kacprzak tylko raz miał lepszy strzelecko sezon w Ekstraklasie, Kłosiński zaś wcale.
Trudno na tych przypadkach zbudować jakiś wzór prowadzący do skutecznego utrzymania. Raków szuka własnej drogi, własnego sposobu, ale wygląda na to, że w tym momencie tylko się miota. Jeszcze w weekend głównym faworytem do pracy pod Jasną Górą był Goncalo Feio, ale tę kandydaturę storpedowano, przeciwni byli ludzie wewnątrz klubu. Pojawił się problem ze skompletowaniem sztabu, bo osoby, które pracowały z Portugalczykiem w Radomiaku, nie zamierzały znów z nim działać.
Nikt się jednak nie spodziewał, że wzrok Michała Świerczewskiego pójdzie w stronę Tomasza Kaczmarka. A jednak, to właśnie obecny trener Radomiaka wydaje się wybrankiem władz Rakowa, o czym jako pierwszy poinformował Marcin Borzęcki. Kaczmarek był w notesie Świerczewskiego od kilkunastu miesięcy, myślano o nim choćby przy zwalnianiu Tomczyka. Wtedy jednak zwyciężyła inna koncepcja, co też pokazuje, jak zakręcony jest Raków. Jeszcze w maju Kaczmarek uchodził za wybór zły, co najmniej nieodpowiedni, teraz działacze mają upatrywać w nim zbawcy. Bo tylko ktoś taki jest w stanie utrzymać “Medaliki”.
Za cuda trzeba będzie zapłacić, według Mateusza Borka nawet 250 tysięcy euro. Kaczmarek podpisał w Radomiu długą umowę, ważną do połowy 2029 roku. Kontrakt zawiera jednak klauzulę odstępnego, z czego Raków zamierza bezwzględnie skorzystać. Jednocześnie płacenie ćwierć miliona za Kaczmarka to już czysta desperacja. Raków nie był gotowy na zwolnienie Kroczka, nie miał żadnego konkretnego planu, co zrobić dalej. Za szukanie rozwiązania zabrał się dopiero wtedy, kiedy klamka zapadła.
Wcześniej napomknąłem, że na Cracovii i Dyskobolii trudno się wzorować w walce o utrzymanie, ale Szatałow zaczął pracę w Małopolsce cztery dni po zwolnieniu Ulatowskiego. Kaczmarek, w najlepszym razie, przejmie stery po ośmiu. Niby niewielka różnica, lecz w praktyce jednego meczu, który może zaważyć o losach zespołu. W ostatnich pięciu sezonach przewaga ostatniej bezpiecznej ekipy nad strefą spadkową tylko raz wynosiła więcej niż trzy punkty.
Kolejna sprawa, że Kaczmarek, z całym szacunkiem, nie zachwyca. I to nie na zasadzie Juliusza Słowackiego w “Ferdydurke”, tylko naprawdę - nie zachwyca. Przed pracą w Radomiaku był asystentem w NAC Breda, samodzielnie prowadził Bonner SC, Viktorię Koeln, Stuttgart Kickers, Fortunę Koeln, Lechię Gdańsk i FC Den Bosch. W dwóch klubach - Lechii i Viktorii - punktował ze średnią przekraczającą 1,5 na mecz. Problem w tym, że niemiecki zespół był czwartoligowcem, zatem trudno to uznać za wynik miarodajny. Naprawdę sprawdził się jedynie w Gdańsku, ale tam zastał zespół zupełnie inny niż w Częstochowie. Kaczmarek trafił do klubu we wrześniu 2021 roku, we wcześniejszych sześciu spotkaniach Lechia zdobyła dziewięć punktów. Miała swoje aspiracje, nie łaknęła utrzymania.
41-latek nie ma doświadczenia w walce o przetrwanie. Jego Den Bosch dwukrotnie finiszowało na przedostatnim miejscu drugiej ligi holenderskiej, ale nie było zagrożone spadkiem z racji specyficznych reguł w Keuken Kampioen Divisie. Do Viktorii trafił, gdy ta była czwartą siłą, do Kickers, gdy byli na 14. miejscu, do Fortuny też, gdy plasowała się na 14. pozycji. Wiecie, jaki był efekt? Żaden. Viktoria zajęła trzecie miejsce, Kickers 14., natomiast Fortuna skończyła przedostatnia.
Kaczmarek nigdzie też nie pracował dłużej niż półtora roku. Raków tymczasem chce trenera nie do lata, ale na lata. Problem w tym, że z taką samą intencją zatrudniano między innymi Tomczyka, a finał historii wszyscy doskonale znają. Nawet Dawidowi Szwardze, który wcale nie wypadł katastrofalnie, dano tylko jeden sezon.
W tym momencie sprowadzenie Kaczmarka to problem przede wszystkim dla Radomiaka, bo tam - mimo przeciętnych recenzji napędzanych po remisie ze słabiutkim Widzewem, wymęczonym zwycięstwie nad rezerwami Korony i laniu od Legii - jeszcze nie myślano o zwolnieniu trenera. Tym bardziej, iż on sam zapowiadał, że pierwsze wyniki jego pracy, rozpoczętej raptem w lipcu, mogą pojawić się we wrześniu.
Radomianie nie mają wybranego następcy, a z drugiej strony nie mają nic do gadania, bo przy uruchomieniu klauzuli transfer Kaczmarka może powstrzymać tylko Kaczmarek. Na to się zaś nie zanosi. Raków jest więc blisko powtórzenia ubiegłorocznego manewru Legii. Marzy o tym, aby mieć podobny efekt. Problem w tym, że obecnie Tomasza Kaczmarka od Marka Papszuna dzieli tyle, ile Warszawiacy mają punktów przewagi nad Częstochowianami. Przepaść.