Dlatego Pietuszewski odszedł już zimą. Jeden powód nieoczywisty. "Nie chciał ryzykować"

Dlatego Pietuszewski odszedł już zimą. Jeden powód nieoczywisty. "Nie chciał ryzykować"
IMAGO / pressfocus
Janusz - Basałaj
Janusz BasałajWczoraj · 21:00
O różnicy między wicemistrzem Ukrainy i mistrzem Polski, ekstraklasowych murawach po zimie i coraz bardziej rozkręcającym się Oskarze Pietuszewskim - pisze Janusz Basałaj w kolejnym odcinku cyklu na Meczyki.pl.
Kroniki Piłkarskie Janusza Basałaja to zbiór felietonów, w których doświadczony dziennikarz Meczyki.pl komentuje bieżące wydarzenia ze świata futbolu.
Dalsza część tekstu pod wideo

Szachtar pokazał miejsce w szeregu

Możesz gadać i zachwycać się tzw. jakością piłkarską drużyny Lecha Poznań, a potem nadchodzi mecz z Szachtarem Donieck i nagle przestaje to mieć znaczenie. Jakość zamienia się w boiskową przeciętność, poczucie mocarstwowości nie wychodzi poza Wielkopolskę, no może całą Polskę… Człowiek znający realia ukraińskiej piłki zwraca uwagę, że Szachtar w ostatnich kilku miesiącach wydał na transfery około 30-40 milionów euro! Suma jak dla polskich prezesów i właścicieli nieosiągalna (przynajmniej w temacie tzw. transferów przychodzących, bo o takich zarobkach za sprzedaż swoich wychowanków już każdy polski prezes marzy…).
Jak na człowieka, który nie lubi zaglądać komukolwiek do kieszeni, nie chciałbym sugerować rodzinie Rutkowskich, by kiedyś zaszaleli na rynku transferowym i wydali podobne kwoty. To raczej niemożliwe. W klubie mistrza Polski jest i odpowiedzialność, i poczucie stabilizacji, pewnego jutra, i sukcesy sportowe na krajowych boiskach. Czyli tzw. “ciepła woda w kranie, tu i teraz”, a o podbiciu Europy pozostaną marzenia. Marzenia najwierniejszych z wiernych kiboli. Jak się wydaje, bez szaleństw transferowych i pokusy wydania ogromnych pieniędzy pogoń za wyśnioną Ligą Mistrzów pozostanie w sferze marzeń nie do realizowania. Dawno przestałem być człowiekiem patrzącym romantycznie a nawet idealistycznie na futbol. Kasa nie gra na boisku, ale rządzi i decyduje o tzw. jakości. Nawet najinteligentniejszy trener i dyrektor sportowy, doskonale obeznani w piłkarskim rynku w całej Skandynawii, nie ściągną nad Wartę, Wisłę czy Odrę nowego Haalanda, Isaka czy Gyoekersa.
A potem masz problem, bo siadasz do oglądania meczu, w którym owszem, bogaty i z piękną tradycją klub z kraju steranego od czterech lat wojną daje lekcję nowoczesnej piłki nożnej mistrzowi Polski. Wojna wojną, ale na Ukrainie ofiarnych oligarchów finansujących bez większych przeszkód futbol nadal nie brakuje. A że w pierwszej jedenastce Szachtara mamy tylko czterech Ukraińców, to właśnie efekt siły donieckiego budżetu. W Lechu też 12 marca zagrało czterech Polaków. Zamiast rozważań o jakości, czas na narrację o przeciętności i zamknięciu się w naszej ligowej, krajowej piłce. Podniecamy się niezwykle płaską tabelą, interesującym sezonem i wyrównaną stawką w Ekstraklasie. Do czego to prowadzi? Z pewnością nie do postępu. Dlatego nie możemy się dziwić, że przyjeżdżają Latynosi z Ukrainy i dają mistrzom Polski klasyczny oklep. Przykre.

Te polskie murawy…

“Sorry, taki mamy klimat” – powiedzenie byłej wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej często chyba powtarzają na niejednym polskim stadionie. Po tak surowej zimie boiska w Polsce wyglądają okropnie i porównanie z kartofliskami stają się obraźliwe dla plantacji tych szlachetnych warzyw. Czy można temu zaradzić? Klimatu nie zmienimy, ale jak się zatrudnia tzw. greenkeeperów z głową, to i efekt pierwszych meczów nawet w lutym może być inny. Przepisy licencyjne każą bowiem zainstalować tzw. podgrzewanie pod płytą boiska i najlepiej włączyć taki “kaloryfer” na kilkanaście dni przed ligowym meczem, a nie na przykład siedem dni przed godziną zero… To kosztuje? Owszem. Wszystko kosztuje: i prąd, i gaz, i kontrakty zawodników sprowadzonych z egzotycznych stron, ale w naszych klubach czasami włącza się opcja oszczędnościowa i zgadnijcie na czym można najbardziej oszczędzić. Oczywiście na murawie. Bo przecież trawa rosła, rośnie i będzie rosnąć, bo taka jest natura wegetacji i co zrobisz? Nic. A potem nadchodzi taki mecz jak Radomiak - Legia i trener warszawskiej jedenastki Marek Papszun ma minę, jakby miał grać na ugorze… O jakości meczu, mowy nie ma. Bo przede wszystkim piłkarz musi zadbać o zdrowie, a nie o wymyślanie i realizowanie pięknych akcji.
W poważnej piłce, no… w klubie AC Milan murawę zmienia się cztery razy w roku! Fanaberia? Nie. To zapewnienie jakości widowiska, zdrowia piłkarzy i przyjemność oglądania co tydzień (nawet częściej, bo dochodzą jeszcze mecze pucharowe) jedenastek Milanu i Interu. W Lechu murawę zmienia się dwa razy w roku, W Legii podobno też. To trzeba zapisać w budżecie i nie żałować na to pieniędzy. Tak mniej więcej 800 tysięcy do miliona złotych. Nie bierz na sezon czy rok jednego gwiazdora np. z Serbii, Portugalii, Brazylii czy Etiopii (są tacy?), to zamiast kontraktu dla zbawcy twego klubu znajdziesz kasę na regularną wymianę murawy. I klimat nie straszny i nawet mecz młodzieżowej reprezentacji Polski możesz bez przeszkód rozegrać. W Radomiu nastąpiła mobilizacja i w trybie ekspresowym murawę właśnie się zmienia.
Śp. Leo Beenhakker widząc polskie “wiosenne” boiska zwykł mawiać, że nawet psa na taką nawierzchnię by nie wypuścił w obawie o nogi swego kundla. 17 lat po tym, jak przestał pracować z kadrą narodową, jego przestroga czy obawa nadal obowiązuje. Dziwne.. Kolejna kwadratura koła w naszej piłce.

Pietuszewski show

Cóż to za Kroniki bez Oskara Pietuszewskiego? Nie da się. Złoty dzieciak z Białegostoku nadal strzela gole, drybluje, ośmiesza obrońców w lidze portugalskiej i już nie puka, ale łomocze do drzwi reprezentacji Polski! Całkiem niedawno pytałem Mariusza Piekarskiego, który pilotował transfer Oskara z Jagiellonii do Porto, dlaczego tak się spieszył w grudniowe dni ze sprzedażą Pietuszewskiego? Tłumaczenia “Piekario” były logiczne i oczywiste. Po pierwsze: doskonała oferta z Portugalii, po drugie: kolejny sezon w polskiej ekstraklasie nie rozwinie Oskara, a po trzecie… trawa, a właściwie jej brak, czyli polskie boiska po zimie. Piekarski nie chciał ryzykować zdrowiem swego pupila i możliwością złapania prostej kontuzji jak np. skręcenie stawu skokowego na takim “hasioku”. Więc nie warto czekać, jeśli nie wiesz, czy na kolejny mecz masz założyć buty piłkarskie czy łyżwy. W Portugalii, w takim klubie, ma raczej do czynienia, czy to na treningu, czy to w oficjalnym meczu, z prawdziwym dywanem dla piłkarza, nie kartofliskiem.
I tyle by było na pożegnanie tegorocznej, surowej zimy.

Dyskusja

Przeczytaj również