Dramat gwiazdy Barcelony. Kolejne hiobowe wieści. Klub sam się o to prosił

Widz zawsze chce oglądać magika w akcji. Ale nawet najlepszy iluzjonista musi czasem zejść ze sceny. Złapać oddech, odpocząć, zresetować się. Widać to na przykładzie Pedriego, który grał tak długo, aż organizm powiedział “dość”.
Hiobowe wieści stają się w mieście Gaudiego ponurą codziennością. Porażka w El Clasico, zawirowania wokół Lamine’a Yamala i czerwona kartka Pedriego nie są jedynymi gorzkimi pigułkami, które musi przełknąć Barcelonismo. Okazuje się bowiem, że nieobecność lidera środka pola będzie dłuższa niż jednomeczowe zawieszenie. Wychowanek Las Palmas doznał kontuzji mięśniowej, która według różnych źródeł eliminuje go na ok. pięć-sześć tygodni. Hiszpan po raz pierwszy wypadnie z gry za kadencji Hansiego Flicka. I trzeba powiedzieć wprost, że klub prosił się o takie kłopoty.
Zmęczenie materiału
Kontuzja Pedriego nie powinna nikogo dziwić. Tak naprawdę jedynym zaskoczeniem jest fakt, że wcześniej przez ponad półtora roku piłkarz ten nie zmagał się z prawie żadnymi problemami zdrowotnymi. I to pomimo gigantycznych obciążeń. Od momentu przybycia Hansiego Flicka pomocnik wystąpił w 72 z 73 meczów Barcelony. Składa się na to 69 występów od pierwszej minuty i trzy wejścia z ławki. Dotychczas dostał wolne tylko raz, 26 stycznia przeciwko Valencii, kiedy zmagał się z kłopotami żołądkowymi.
Od czasu starcia z “Nietoperzami” rozegrał 53 mecze z rzędu dla klubu i reprezentacji. Poprzedni sezon zakończył z dorobkiem 4646 minut rozegranych w Barcelonie i ponad 400 w kadrze. W bieżącym zebrał już 1099, w lidze spędził na murawie ponad 94% z dostępnych minut. Rotacje praktycznie go nie obejmowały. Meldował się na boisku nawet w pozornie niepotrzebnych okolicznościach. Dość powiedzieć, że zagrał od deski do deski w wygranym 3:0 starciu z Mallorką, kiedy rywale przez ponad połowę meczu grali w dziewiątkę. Przeciwko Valencii zszedł dopiero w 81. minucie przy stanie 5:0. Naprawdę były okazje ku temu, aby Flick najzwyczajniej w świecie dał odsapnąć 22-latkowi. Tak się jednak nie stało.
- Obecne metody treningowe bardzo mi odpowiadają. Nie chcę powiedzieć, że poprzednie były złe, po prostu teraz czuję się świetnie. Mój organizm źle reaguje, kiedy przestaję grać na tydzień czy dwa - mówił kilka miesięcy temu Pedri, cytowany przez beIN Sports. - Trener powtarza mi, że chce, abym dominował w pomocy. W szatni mamy wielu młodych zawodników, więc mam też być jednym z liderów. Podoba mi się ta rola, nie obawiam się tej odpowiedzialności. Chcę się dalej rozwijać w tym aspekcie - dodał.
Katalońska prasa informowała, że Julio Tous, trener “Barcy” od przygotowania fizycznego, opracował specjalny plan treningów dla Pedriego. Działania te miały wyeliminować nawracające kontuzje, które nieustannie trapiły piłkarza w latach 2020-2023. Sam zainteresowany sugerował, że nie lubi siadać na ławce, ponieważ to wybija go z rytmu. Najlepiej czuje się na murawie, z piłką przy nodze i możliwością dyrygowania grą Katalończyków. Każdy jednak ma pewną granicę wytrzymałości. Wygląda na to, że w przypadku zawodnika z Wysp Kanaryjskich została ona przekroczona, co zakończyło się kolejną w karierze absencją.
Jakościowy dylemat
Łatwo oczywiście zrozumieć, dlaczego Flick przy dosłownie każdej okazji wystawiał Pedriego. To mózg drużyny, potencjalnie nawet jej najlepszy zawodnik. Nigdy nie będzie notował takich liczb jak Raphinha czy Robert Lewandowski, ale to on od wielu miesięcy nadawał ton w grze całej Barcelony. We wrześniu większość kibiców nie mogła zrozumieć, dlaczego zajął dopiero 11. miejsce w plebiscycie Złotej Piłki. Trudno było bowiem zaakceptować stwierdzenie, że jest na świecie dziesięciu zawodników, którzy grają od niego lepiej.
- Pedri - mój nowy ulubiony piłkarz. Dla mnie jest teraz najlepszym pomocnikiem świata - napisał Paul Scholes po meczu Newcastle - Barcelona. - Słowa Scholesa wiele znaczą, ponieważ sam był wybitnym piłkarzem. Pedri jest świetny, to wyjątkowy piłkarz, staje się też liderem na boisku. Z nim na boisku mamy większą kontrolę, znakomicie organizuje zespół - skomentował Flick. - Pedri gra tak dobrze, że czasami sprawia, że zapominamy o Xavim i Inieście - dodał Jose Luis Mendilibar, trener Olympiakosu.
Nikt nie jest jednak idealny. I w przypadku Pedriego też widać było zalążki regresu, który mógł wynikać z przemęczenia. Cała Barcelona prezentuje się o wiele słabiej w porównaniu z debiutanckim rokiem Flicka i spadkobierca numeru Iniesty nie jest żadnym wyjątkiem. Względem poprzedniego sezonu spadła jego liczba wygranych pojedynków (z 58% do 54%), odzyskanych piłek na mecz (z 6,9 do 6,4) czy oczekiwanych asyst na 90 minut (z 0,27 xA do o,24 xA). Różnice może nie są ogromne, ale potwierdzają tendencję zniżkową.
Już we wcześniejszych meczach z PSG, Gironą czy Sevillą pomocnik nie grał na miarę swoich możliwości. Dobitnym potwierdzeniem kryzysu był jego występ na Santiago Bernabeu. Real Madryt zjadł, przemielił i połknął drugą linię Barcelony. Eduardo Camavinga czy Jude Bellingham dominowali nad Pedrim zarówno pod kątem fizycznym, jak i technicznym. Wystarczy przypomnieć pierwszą akcję bramkową, kiedy Anglik jednym zwodem wyprowadził rywala w pole, po czym posłał perfekcyjne podanie, które zakończyło się asystą do Mbappe. Hiszpan miał w tym spotkaniu 101 kontaktów z piłką i nawet nie otarł się o poziom zaprezentowany w tej jednej sytuacji przez wychowanka Birmingham.
Wyrwa
Pedri zakończył Klasyk, oglądając drugą żółtą kartkę za faul po błędzie technicznym i wślizgu w Tchouameniego. W tamtym momencie fani Barcelony mogli pomyśleć sobie, że ich ulubieniec przynajmniej odsapnie przeciwko Elche, po raz pierwszy od dziewięciu miesięcy dostanie króciutki urlop. Wiemy już jednak, że przerwa od gry będzie dłuższa z powodu kontuzji mięśniowej. Adria Albets podawał, że rozgrywający wróci za cztery-pięć tygodni. Javi Miguel informował, że absencja może potrwać nawet do połowy grudnia. Niezależnie od źródeł, jedno jest pewne - Barcelona ma spory problem.
Flick przez półtora roku nie przetestował żadnego systemu, w którym wychowanek Las Palmas nie odgrywałby kluczowej roli. Nadchodzące mecze będą zatem stanowić eksperyment na żywym organizmie. Wąska kadra sprawia, że tak naprawdę nie ma zbyt wielu opcji na zastępstwo. Najpewniej więcej szans otrzyma Marc Casado, który w ostatnich miesiącach spadł w hierarchii. Dotychczas w tym sezonie ligowym tylko cztery razy znalazł się w wyjściowym składzie, przy czym dwukrotnie ściągano go na ławkę już w przerwie. Teoretyczną opcją do gry jest Marc Bernal, ale dopiero we wrześniu wrócił on do gry po wyleczeniu zerwanego więzadła krzyżowego. Raczej trudno wyobrazić sobie, aby nagle miał stać się członkiem tzw. once de gala.
Do tego dochodzi wszechstronny Eric Garcia, który w poprzednim sezonie grywał w środku pola. Sęk w tym, że przesunięcie go do drugiej linii właściwie zabiera jakiekolwiek pole manewru w defensywie. Jedynymi zdrowymi stoperami pozostają jeszcze Ronald Araujo i Pau Cubarsi. Eric przydałby się też na prawej stronie obrony, ponieważ forma Julesa Kounde jest daleka od ideału. Generalnie Barcelonie potrzebna byłaby maszyna klonująca, aby Garcia mógł załatać przynajmniej trzy luki w składzie. Raczej nie podejrzewamy jednak Flicka o umiejętności godne Diodaka. A zatem niezbędne będzie łatanie składu na trytytki.
- Lamine to fenomen, ale Pedri jest zawodnikiem, który decyduje o wynikach Barcelony - stwierdził niedawno Michael Laudrup w rozmowie z dziennikiem AS.
Nie można odmówić racji legendzie duńskiej piłki. Pedri to bezdyskusyjnie najlepszy pomocnik “Blaugrany” i jeden z głównych architektów jej sukcesu z poprzedniego sezonu. Spora, a prawdopodobnie nawet zbyt duża eksploatacja musiała jednak w końcu zebrać żniwo. Żaden piłkarz nie jest maszyną, którą włączasz co trzy dni, aby bez szwanku pracowała na najwyższych obrotach. To po prostu fizycznie niemożliwe. Szczególnie w takim zespole, jak Barcelona, gdzie lista kontuzjowanych jest niemal równie długa, jak zestawienie dostępnych graczy. Właściwie w każdym tygodniu klub wydaje co najmniej jeden (zwykle więcej) komunikat medyczny.
W takiej sytuacji trzeba dorzucić kamyczek do ogródka Hansiego Flicka, Julio Tousa i pozostałych członków sztabu szkoleniowego. To nie może być przypadek, że zawodnicy łamią się jeden po drugim jak zapałki. Tylko w ostatnim czasie do treningów wrócili Lewandowski, Olmo i Joan Garcia, ale wypadli Christensen, Pedri oraz Raphinha, u którego odnowił się uraz. Od dłuższego czasu skład pozostaje zdziesiątkowany, a poszczególni piłkarze jedynie zamieniają się miejscami w gabinetach lekarskich.
Trudno walczyć o trofea, kiedy tylko połowa kadry jest zdrowa, z czego co najwyżej połowa tej połowy znajduje się w odpowiedniej formie. Z perspektywy Barcelony pocieszenie jest jedno. Gorzej już raczej być nie może. Chyba.