Dramat niedawnej rewelacji. Po sezonie życia spadli na samo dno. Utrzymanie będzie cudem

Dali się poznać światu jako zespół z patentem na Puchar Króla. Mirandes jeszcze kilka miesięcy temu było natomiast krok od jeszcze większego sukcesu - historycznego awansu do Primera Division. Klub, który obrał dość nietypowy model budowy swojej kadry, dziś płaci za niego najwyższą cenę. Jest na samym dnie. Nadzieję tracą nawet najwierniejsi kibice.
Co robisz, kiedy nie masz bogatego właściciela, wokół ciebie nie ma też wielkiego biznesu, ale chcesz zaistnieć w futbolu, i to na całkiem wysokim poziomie? Musisz znaleźć własną ścieżkę i w kreatywny sposób zniwelować swoje finansowe braki. I właśnie na taki pomysł kilka lat temu wpadli w Miranda de Ebro, 40-tysięcznym ośrodku leżącym na styku trzech różnych światów, gdzie w XXI wieku postawili na futbol. Mirandes, klub bez pokaźnego budżetu, potrafił dzięki temu postawić się największym, a w zeszłym sezonie mógł napisać przepiękną historię dla całego regionu. Dziś, podobnie jak miasteczko, z którego się wywodzi, stoi na rozstaju dróg. Problem w tym, że w przypadku “Rojillos” żadna z nich może nie prowadzić do szczęśliwego zakończenia.
Z nieba do piekła
Kastylia - Kraj Basków - La Rioja - to w tym trójkącie leży miejscowość, która stanowi jeden z najważniejszych węzłów kolejowych w kraju. To tu produkuje się również wagony dla kolei dużych prędkości, osiągającej w Hiszpanii prędkość nawet 300 kilometrów na godzinę. W podobnie szybkim tempie zakończył się też przepiękny sen Mirandes, którym był poprzedni sezon Segunda Division. W nim podopieczni Alessio Lisciego jeszcze na dwie kolejki przed końcem fazy zasadniczej zajmowali pozycję wicelidera. Ostatecznie zmagania zakończyli na czwartym miejscu, przez co trafili do baraży. Po wyeliminowaniu Racingu Santander, w finale zmierzyli się z Realem Oviedo. U siebie wygrali 1:0, ale w rewanżu po dogrywce ulegli 1:3. Choć ostatecznie musieli więc obejść się smakiem, ich kibice i tak mogli być z nich dumni.
- Zeszły sezon był najlepszym w historii Mirandes. Klub nie wykorzystał swojej szansy na awans, ale nikt nie odczuwał po tym wyrzutów sumienia. Władze podziękowały za pracę wykonaną przez ówczesny sztab trenerski oraz piłkarzy. Już od kilku sezonów klub opiera budowę drużyny na licznych wypożyczeniach zawodników z innych, wyżej notowanych ekip. Zwykle są to piłkarze z najlepszych akademii w kraju. Tyle że taki układ nie zawsze musi się sprawdzać i tak jest właśnie w obecnych rozgrywkach. Nie wszyscy spośród sprowadzonych latem graczy sprostali oczekiwaniom, w związku z czym zespół czeka teraz spore wyzwanie - opowiada w rozmowie z nami Gustavo Conde, dziennikarz zajmujący się na co dzień Mirandes w Diario AS.
Latem Mirandes faktycznie straciło praktycznie cały zespół. Najlepszy strzelec i asystent z ubiegłego sezonu, Joaquin Panichelli, aktualnie w barwach Strasbourga walczy o koronę strzelców Ligue 1. Lider środka pola, Jon Gorrotxategi, obecnie jest podstawowym obrońcą Realu Sociedad. Hugo Rincon, który napędzał akcje na prawym boku defensywy, teraz występuje w Gironie. Dość powiedzieć, że spośród piłkarzy, którzy w poprzednim sezonie rozegrali dla “Rojillos” powyżej tysiąca minut (było ich 15), ostał się tylko Juan Gutierrez,i to głównie dlatego, że jako jeden z nielicznych zawodników nie był tu wypożyczony, lecz zakontraktowany na stałe (takich zawodników jest z kolei łącznie pięciu). Do tego po dwóch latach odszedł też trener Lisci, którego skusiła Osasuna.
- Można powiedzieć, że z nieba, w którym znaleźliśmy się w zeszłym sezonie, spadliśmy teraz do piekła. Duży wpływ ma na to sposób, w jaki została skonstruowana obecna kadra. Poprzednie rozgrywki zakończyliśmy później niż zwykle i dlatego było mniej czasu na budowę nowej drużyny, a tę musieliśmy stworzyć praktycznie od zera. Klub ma też coraz większą konkurencję, jeśli chodzi o wypożyczenia. Dyrektor sportowy nie zdołał sprowadzić wszystkich zawodników, których chciał. W dodatku doszedł jeszcze fakt, że przez prawie całą pierwszą rundę nie graliśmy na naszym stadionie, co również nie było dla nas łatwe - opisuje w rozmowie z nami Jorge Orive, kibic Mirandes.
Trzech trenerów, trzy powody
Oczywiście można by rzec, że taka przebudowa odbiłaby się na wynikach każdego zespołu, ale akurat Mirandes powinno być już do tego przyzwyczajone. Mimo że w zasadzie co sezon kadra “Rojillos” była budowana od zera, nie powstrzymywało to ich od kolejnych sukcesów, choć głównie w Pucharze Króla. Docierali tam do półfinału najpierw w 2012, a potem 2020 roku. Po udanych poprzednich rozgrywkach wydawało się, że być może teraz taki specyficzny model budowy klubu pozwoli też wreszcie na regularne osiąganie dobrych wyników na boiskach ligowych. Nic bardziej mylnego. W 23 kolejkach ekipa z prowincji Burgos zgromadziła tylko 17 punktów i szoruje po dnie tabeli. W dodatku jej strata do bezpiecznego miejsca już teraz wynosi aż osiem oczek.
- Na Mirandes w obecnym sezonie nałożyło się kilka problemów. Jakość wypożyczonych zawodników nie jest tak wysoka, jak to miało miejsce w poprzednich latach. Gorsza jakość trenerów - szczególnie biorąc pod uwagę, że teraz drużynę objął już trzeci szkoleniowiec w obecnych rozgrywkach. Wreszcie też drużynie nie pomogły kwestie infrastrukturalne, gdyż przez pierwszą połowę sezonu klub musiał występować poza swoim stadionem z uwagi na prace remontowe. Ta utrata przewagi własnego boiska też miała spory wpływ na wyniki drużyny - wymienia Alex Fitzpatrick, współautor podcastu “The Spanish Segunda Show” poświęconego zapleczu La Ligi.
“Jabatos”, czyli “Dziki”, jak nazywani są zawodnicy Mirandes ze względu na ich zazwyczaj energetyczną grę oraz sporą populację tych zwierząt w regionie, sezon zaczęli pod wodzą Frana Justo. Jego kadencja okazała się zupełną klapą - w 13 meczach “Rojillos” zdobyli jedynie dziewięć punktów. W listopadzie trenerski ster przejął Jesus Galvan. Z nim na ławce zespół wyleciał z Pucharu Króla, a w lidze w ośmiu spotkaniach sięgnął po tylko pięć oczek. Teraz drużynę przejął Antxon Muneta, dotychczasowy analityk, który już w listopadzie jako trener tymczasowy doprowadził drużynę do jednego z czterech ligowych zwycięstw. To właśnie on, mimo braku większego doświadczenia w roli szkoleniowca, ma za zadanie podnieść zespół z kolan.
- Największym problemem Mirandes w obecnym sezonie są pomyłki jego piłkarzy i to właśnie one skazują drużynę na kolejne porażki. Zawodnicy popełniają zbyt wiele błędów indywidualnych, za które w Segunda Division płaci się wysoką cenę. Do tego w wielu meczach drużynie brakuje odpowiedniego nastawienia i odwagi, aby wyjść z tej niezwykle trudnej sytuacji. Doszły jeszcze zmiany trenerów, które wynikały nie tylko z wyników, ale przede wszystkim z wrażenia, jakie pozostawiała po sobie drużyna. Fran Justo nie potrafił dotrzeć do sedna problemu. Za kadencji Jesusa Galvana gra nieco się poprawiła, ale na dłuższym dystansie również nie odniósł sukcesu. To dlatego teraz klub postawił na człowieka z własnych szeregów - opowiada Conde.
Nikt nie chce odpuścić
Mirandes z uwagi na obraną strategię przez lata pełniło funkcję klubu-trampoliny. Piłkarze ogrywali się na Estadio Municipal de Anduva, aby później wypłynąć na szerokie wody w swoich macierzystych lub po prostu bogatszych zespołach. Taką drogę w ostatnich latach przeszli m.in. Dani Vivian, Nicolas Jackson, Rodrigo Riquelme czy Ivan Martin. W zeszłym sezonie Lisci również dysponował silną ekipą. Muneta w przeciwieństwie do Włocha może korzystać jednak z dość przeciętnej kadry. Jej najlepszym piłkarzem jest Carlos Fernández, strzelec ośmiu goli, który nie jest jednak aż tak regularny, aby porównywać go do Panichellego. Poza tym jasnych punktów w zespole widać naprawdę niewiele.
- W Segunda Division wszystko jest możliwe, choć sytuacja Mirandes jest naprawdę trudna. Kiedy trenerem był jeszcze Galvan, prosił o wzmocnienia kadry praktycznie we wszystkich formacjach. Dokonano kilku transferów, które podniosły jakość jedenastki, ale mogą one nie wystarczyć, aby nadrobić te straty. Bardzo wiele będzie zależało od tego, co wydarzy się w najbliższych dniach na rynku transferowym. Mirandes zmaga się z podobnym problemem co większość ligowych rywali i brakuje im odpowiedniego strzelca. Wcześniej zawsze takiego mieli, ale to dzięki bardziej trafnym wypożyczeniom - uważa Fitzpatrick.
Faktycznie zimowe wzmocnienia Mirandes już po zaledwie kilku tygodniach prezentują się znacznie lepiej niż większość letnich ruchów. Szczególnie dobre wejście do nowej drużyny ma ofensywny pomocnik, Javi Hernandez. Wypożyczony z Espanyolu gracz w trzech meczach trafił już trzykrotnie do bramki. Problem w tym, że te bramki przełożyły się na zaledwie jeden punkt, a “Rojillos” muszą zacząć wygrywać, żeby realnie myśleć o pozostaniu w Segunda Division. W przeciwnym wypadku po siedmiu latach mogą opuścić jej szeregi. Ten pociąg powoli im już odjeżdża, co sprawia, że atmosfera wokół klubu robi się coraz gęstsza.
- Nastroje na trybunach są obecnie dość ponure. Zaczęliśmy się powoli godzić z coraz bardziej prawdopodobną przyszłością naszego zespołu. Aby w rzeczywistości uniknąć spadku, musi wydarzyć się cud. Trzeba wygrać ponad połowę pozostałych meczów i szczerze nie do końca wierzę, że mamy na to wystarczająco dobry skład. Co nie zmienia faktu, że jestem przekonany, iż nadal będziemy wspierać drużynę i będziemy wierzyć w utrzymanie się w Segunda División - przynajmniej dopóki będzie to możliwe pod względem matematycznym. Do tego momentu nikt nie zamierza odpuścić - zaznacza Orive.