Dramat niespełnionej gwiazdy Barcelony. Zachwycał formą, wypadł z gry na dwa lata

Dramat niespełnionej gwiazdy Barcelony. Zachwycał formą, wypadł z gry na dwa lata
Jayne Kamin-Oncea / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 08:00
W Barcelonie był zapowiadany jako drugie wcielenie Andresa Iniesty. Camp Nou ostatecznie nie podbił, ale znalazł swoje miejsce za oceanem, stając się prawdziwą gwiazdą MLS. Gdyby nie kontuzja, być może Riqui Puig właśnie szykowałby się do powrotu na europejskie boiska.
MLS zdecydowanie lubi zawodników z przeszłością na Camp Nou. I nie chodzi tylko o Roberta Lewandowskiego w Chicago Fire czy prawdziwą kolonię barcelońskich legend w Interze Miami. Niedawno Los Angeles Galaxy zakontraktowało też Sergiego Roberto. Wszechstronny pomocnik ponownie będzie dzielił szatnię z piłkarzem, u którego ostatnie dwa lata kariery są naznaczone jedynie bólem.
Dalsza część tekstu pod wideo
Riqui Puig po raz ostatni pojawił się na murawie 1 grudnia 2024 roku. Z powodu poważnego urazu kolana do gry wróci najwcześniej na początku przyszłego roku. Ekipa z Miasta Aniołów za jednym zamachem straciła największą gwiazdę, boiskowego lidera i szanse na realną walkę o tytuły. Z Hiszpanem na boisku zespół dotarł do finałów MLS, teraz okupuje dolne rejony tabeli bez perspektyw na poprawę sytuacji. Jedna kontuzja zmieniła wszystko.

Niespełniona obietnica La Masii

Dlaczego Puig już w wieku 24 lat wylądował w lidze, która kojarzona jest raczej z piłkarzami dorabiającymi do emerytury? Odpowiedź jest prosta: ponieważ nie spełnił oczekiwań w Barcelonie. A w jego przypadku były one bardzo wysokie. Co kilka lat w La Masii pojawia się zawodnik, który jeszcze przed debiutem zyskuje sporą popularność. Kibice widzą popisy w rezerwach czy drużynach młodzieżowych i snują wizje o nowej gwieździe futbolu. W pewnym momencie tzw. hype na Puiga przybrał naprawdę spore rozmiary.
- Obietnica, która stanie się rzeczywistością. Riqui Puig - DNA La Masii i skarb Barcelony - tak pisał o nim w 2020 roku oficjalny profil La Liga.
Riqui zyskał popularność, bo to pomocnik skrojony pod Barcelonę. Kreatywny, piekielnie dobry technicznie, najlepiej czujący się z piłką przy nodze. Ktoś, kogo każdy rywal teoretycznie może przestawić, ale ryzykując jednocześnie, że zostanie efektownie przedryblowany. Najlepszy występ w barwach “Blaugrany” zaliczył wiosną 2020 roku, kiedy zdał egzamin na tle topowego rywala, czyli Atletico. Potrafił wygrać walkę o środek pola z nie byle kim, bowiem Thomasem Parteyem i Saulem Niguezem.
Puig rozegrał 57 meczów w seniorach “Barcy”, natomiast w większości były to epizody w końcówkach. O ile Ronald Koeman miał taki okres, kiedy regularnie na niego stawiał, o tyle już u Xaviego poszedł w odstawkę. W sezonie 2021/22 spędził na murawie tylko 475 minut w La Liga. Więcej szans otrzymywali wówczas Pedri, Gavi czy nawet Nico Gonzalez, który obecnie występuje w Manchesterze City. W maju 2022 roku Riqui usłyszał od trenera, że ma się pakować. Po ośmiu latach opuścił miasto Gaudiego w bardzo chłodnej atmosferze.
- Bolał mnie sposób, w jaki musiałem wyjechać z Barcelony. Przeżyłem trudny miesiąc, pierwszy raz spotkałem się z tym, że jako piłkarz nie możesz pojechać z całym zespołem na tournee przed sezonem. Rozumiem, że klub chciał wywrzeć presję na zawodnikach, aby odeszli, ale można to zrobić w inny sposób. Musiałem trenować sam, Xavi nie pozwolił mi pracować z resztą drużyny. Uważam, że nie zostałem potraktowany uczciwie. Prezes Laporta mówił mi, że jestem piłkarzem przyszłości, ale ostateczna decyzja należała do trenera. Nie mogłem zostać tam, gdzie mnie nie chciano - wspominał w rozmowie z dziennikiem AS.

American beauty

Kto wie, czy ścieżka kariery jeszcze nie zaprowadzi filigranowego wirtuoza z powrotem do Europy. Może niekoniecznie do Barcelony, która najwyraźniej nie była mu pisana. Świat piłki nie musi kończyć się na Camp Nou. Puig przekonał się o tym na własnej skórze.
Puig podjął zaskakującą decyzję, akceptując ofertę z USA. Nie brakowało głosów, że transfer do LA Galaxy oznacza wypisanie się z poważnej piłki, niemal przedwczesny koniec kariery. On nie wyjechał tam jednak, aby odcinać kupony. W bardzo szybkim tempie stał się nie tylko kluczowym elementem drużyny, ale przede wszystkim jednym z najlepszych piłkarzy w całej lidze. W drugim meczu w MLS posłał asystę, w trzecim strzelił fantastycznego gola z Toronto FC. W międzyczasie udzielił kilku wywiadów, w których podkreślał, że odnalazł piłkarską ziemię obiecaną. Jego styl wpisywał się w potrzeby drużyny, spodobało mu się miasto, wreszcie miał miejsce na pokazanie drzemiących w nim pokładów talentu.
- Los Angeles jest idealne, czuję się tu bardzo szczęśliwy. Nigdy nie pada, świeci słońce, są piękne plaże. Dobrze zaadaptowałem się do zespołu, większość piłkarzy mówi po hiszpańsku, co tylko ułatwiło życie. Potrzebowałem jednak czasu, aby przystosować się do warunków w MLS. Poziom techniczny jest inny niż w Hiszpanii, ale to o wiele bardziej fizyczna liga. W Barcelonie liczyło się przede wszystkim utrzymanie piłki, przez 80 minut w meczu rozgrywałeś w ataku pozycyjnym. Tutaj gra się od jednego pola karnego do drugiego. W pierwszym meczu przebiegłem 11 kilometrów, w Hiszpanii robiłem osiem, maksymalnie 10. W Barcelonie nigdy nie chodziłem na siłownię, byłem młody i liczyła się tylko piłka. Tutaj zrozumiałem, że muszę poprawić sylwetkę, aby móc grać na optymalnym poziomie - opowiedział na łamach The Athletic.
Słowa o braku treningów siłowych oczywiście nie świadczą dobrze o Barcelonie. Trzeba też brać poprawkę na to, że po przenosinach do MLS piłkarz wychowany w La Masii mógł w większym stopniu skupić się na aspektach fizycznych. Wszak pod kątem techniki bił na głowę większość rywali. Widać było, że jest ulepiony z innej gliny. I co najważniejsze, korzystał z wyraźnej przewagi talentu w najlepszy możliwy sposób. Bywały miesiące, kiedy prawie w każdym meczu gwarantował konkrety pod bramką. W 2024 roku rozegrał 36 spotkań, notując w nich 17 goli i 14 asyst. Przy okazji pobił rekord punktów podczas zmagań w MLS All Star passing challenge. Potwierdzał, dlaczego w latach młodości bywał porównany do Iniesty czy Thiago Alcantary.
- To wspaniały piłkarz. Ma wyjątkowe umiejętności, wszyscy to widzą. Zawsze chce grać, rywalizować, brać na siebie odpowiedzialność. Kiedy dostaje piłkę, wiadomo, że coś może się stać. Samą swoją jakością motywuje zespół do jeszcze lepszej gry. Jest niezastąpiony - zachwalał Greg Vanney, trener LA Galaxy.

Hart ducha

Pod koniec 2024 roku Puig pomógł drużynie awansować do finałów MLS. W decydującym meczu Konferencji Zachodniej ekipa z Los Angeles pokonała Seattle Sounders 1:0. Jedynego gola strzelił Dejan Joveljić, wykorzystując asystę Hiszpana. Wychowanek Barcelony dograł spotkanie, chociaż w okolicach 60. minuty doznał kontuzji kolana. Już po meczu okazało się, że zerwał więzadło krzyżowe.
Tydzień później podopieczni Grega Vanneya zostali mistrzami. W finale zwyciężyli 2:1 z New York Red Bulls, a po ostatnim gwizdku zadedykowali ten sukces jednej osobie. Puig nie mógł wystąpić w najważniejszym spotkaniu, ale wszyscy wiedzieli, że bez niego zespół nie miałby szans na dotarcie tak daleko w fazie play-off.
- Kontuzja Riquiego była dla nas dodatkową motywacją. Chcieliśmy wyjść i wygrać dla niego. To jeden z naszych braci. Oczywiście, że byliśmy smutni z powodu urazu, miał sporego pecha, ale teraz możemy wspólnie świętować - mówił po zdobyciu mistrzostwa Mark Delgado, były już pomocnik Galaxy. - Riqui był dla nas wszystkim w tym sezonie. Od początku grał na fantastycznym poziomie. Teraz musieliśmy zrobić to dla niego, dokończyć misję. To był wyraz wdzięczności za wszystko, co zrobił wcześniej - wtórował Joseph Paintsil, skrzydłowy ekipy z Miasta Aniołów.
Zgodnie z przewidywaniami drużyna zaliczyła brutalny regres bez Hiszpana w składzie. W poprzednim roku była przedostatnia na Zachodzie, teraz okupuje 13. lokatę. Marco Reus, od którego można by oczekiwać, że przejmie rolę lidera, nie gwarantuje tak fantastycznych liczb jak Riqui. W tym sezonie ligowym Niemiec uzbierał cztery gole i sześć asyst w 19 występach. Kibice w LA z wytęsknieniem czekają na powrót największej gwiazdy. Powrót, który niestety wciąż się wydłuża. W styczniu lekarze wykryli, że lewe kolano Puiga nie zagoiło się w odpowiedni sposób. Znów trafił na stół operacyjny, tracąc kolejny sezon.
- To straszne. Po roku codziennej pracy w jednym celu, którym jest powrót na boisko, dostałem wiadomość, której najbardziej nie chciałem usłyszeć: potrzebna jest kolejna operacja. To dla mnie bardzo trudny moment. Cieszę się jedynie, że drugi zabieg przeszedł pomyślnie i znów mogę skupić się tylko na treningach, mając nadzieję, że jak najszybciej będę mógł cieszyć się grą w piłkę - podsumował.
Na szczęście są też dobre wieści. Dziennik Sport poinformował, że 27-latek rozpoczął już lekkie treningi na murawie. Za miesiąc lub dwa powinien wznowić pracę z zespołem. Celem będzie pełne przygotowanie na start kolejnego sezonu, który ruszy w lutym przyszłego roku. Oczywiście, że po dwuletniej przerwie nie należy spodziewać się życiowej formy Hiszpana. Wrodzony talent wciąż sprawia jednak, że Puig może odzyskać miano jednego z najlepszych pomocników występujących w USA.

Dyskusja

Przeczytaj również