Dramatyczny fakt dotyczący Legii Warszawa. Jak w takim klubie to możliwe?
Marek Papszun tchnął nowe życie w Legię i coraz więcej wskazuje na to, że utrzyma ją w Ekstraklasie. Użytek robi przede wszystkim z tego, z czego znany był już podczas przygody z Rakowem, mianowicie bardzo solidnej defensywy. Ofensywa wciąż jednak w klubie z Łazienkowskiej kuleje. I to na przestrzeni całego sezonu. Jedna ze statystyk wręcz poraża.
Na przełomie roku Marek Papszun rozpoczął w stolicy misję ratunkową. Przyszedł do Legii, by uchronić ją przed spadkiem. I choć zaliczył falstart, bo w pierwszej kolejce rundy wiosennej “Wojskowi” przegrali u siebie z Koroną, to potem krok po kroku zaczął wygrzebywać zespół z bagna.
Dziś sytuacja jest już zdecydowanie lepsza. Legia nie przegrała żadnego z 10 ostatnich meczów ligowych, gromadząc w tym czasie 18 punktów. W tabeli za ten okres zajmuje drugie miejsce, jedynie za Lechem Poznań. W efekcie wygrzebała się ze strefy spadkowej i choć nadal nie może czuć się bezpiecznie, to po 29 kolejkach zajmuje jeszcze do niedawna wymarzone 11. miejsce.
Papszun przede wszystkim poukładał zespół i postawił na efektywność, nie efektowność. Czy na Legię w ostatnim czasie patrzy się z przyjemnością? No nie. W jej grze nie ma polotu. Jest pragmatyzm. I trudno dziwić się szkoleniowcowi “Wojskowych”, że utrzymanie chce wywalczyć właśnie w takim stylu. Po pierwsze - to jego siła od lat. Po drugie - drużynę po prostu trzeba budować od tyłu. Jeśli nie masz fantastycznej ofensywy (jak Lech Poznań czy ostatnio choćby GKS Katowice), która w razie czego na trzy gole rywala odpowie czterema swoimi, to daruj sobie niepotrzebne ryzyko.
A trener Legii, co tu ukrywać, z przodu nie za bardzo ma z czego rzeźbić. Jest jedna statystyka, dotycząca całego sezonu, a więc kadencji kolejno Edwarda Iordanescu, Inakiego Astiza i właśnie Papszuna, która wygląda szokująco, wręcz wstydliwie dla ekipy z Łazienkowskiej. Otóż proszę sobie wyobrazić, że tylko jeden (!) piłkarz Legii strzelił w tym sezonie ligowym więcej niż dwa (!) gole, co zauważył ostatnio użytkownik platformy X "MajkeI1999". To nie żart. Przypomnijmy - za kilka dni rozpocznie się 30. kolejka.
No dobra, to może chociaż ten jeden gość sporo nastrzelał? No nie. Mileta Rajović, bo o nim mowa, w obecnej kampanii Ekstraklasy trafiał do siatki sześć razy. Daje mu to ex aequo 21. miejsce w klasyfikacji strzelców. Tyle samo bramek zdobył m.in. środkowy obrońca GKS-u Katowice - Lukas Klemenz.
Rajović jest w tym sezonie regularnie krytykowany, uchodzi za transferowy niewypał, a i tak wybija się znacząco ponad swoich kolegów pod względem dorobku. Bo, tak jak już wspomnieliśmy, za jego plecami sytuacja wśród autorów bramek wygląda w drużynie z Łazienkowskiej dra-ma-tycz-nie.
Pomijając duńskiego napastnika, najskuteczniejsi są Bartosz Kapustka, Ermal Krasniqi, Rafał Adamski, Wahan Biczachczian, Paweł Wszołek, Rafał Augustyniak, Antonio Colak i Jean-Pierre Nsame. Każdy z nich strzelił po… dwa gole.
- W Ekstraklasie nie ma żadnego innego klubu, w którym drugi najskuteczniejszy piłkarz miałby na koncie tak mało bramek,
- W Ekstraklasie nie ma żadnego innego klubu, którego duet najlepszych strzelców miałby tak mało bramek (tyle samo Piast Gliwice - 8).
To z jednej strony tylko ciekawostki, bo mimo wszystko Legia jakoś te gole strzela i, przynajmniej w ostatnim czasie, punktuje. Rozkłada odpowiedzialność na wielu piłkarzy. Zazwyczaj, jeśli już wygrywa, robi to bardzo skromnie, ale małymi krokami przybliża się do osiągnięcia celu. Ten oczywiście na starcie sezonu miał być zupełnie inny, ale potem rzeczywistość brutalnie zweryfikowała oczekiwania.
Na dłuższą metę Legia, nawet jeśli się utrzyma, musi natomiast odpowiednio wzmocnić swoją ofensywę, bo teraz wygląda ona po prostu biednie. Rajović ma co najwyżej przebłyski i zazwyczaj prezentuje się kiepsko. Nsame nie jest okazem zdrowia, podobnie zresztą jak Colak, który mimo wielu szans w tym sezonie rzadko dawał drużynie coś ekstra. Pochwalić, zachowując umiar, można Adamskiego, bo on akurat przyszedł dopiero zimą, już po starcie rundy, a mimo to zdążył w ośmiu spotkaniach zdobyć dwie bramki, dorzucił asystę, wygląda też po prostu nieźle w samej grze.
Pisząc o ofensywie, nie mamy natomiast na myśli jedynie napastników, bo przecież i piłkarze grający przynajmniej piętro niżej powinni dorzucać swoje “trzy grosze” do dorobku drużyny. A robią to od wielkiego dzwonu.
Co ciekawe, równie mizernie, albo i gorzej, wygląda klasyfikacja asystentów. Najwięcej decydujących podań przy golach po 29 kolejkach mają Kapustka, Krasniqi i Elitim. Dokładnie po… dwa. Każdy z pozostałych 17 klubów PKO BP Ekstraklasy ma w swoich szeregach lepszego asystenta.
Mało kreują, mało strzelają. Przed Papszunem (a przy okazji pewnie także przed ludźmi odpowiedzialnymi za transfery) naprawdę dużo pracy. Niezależnie od tego, w której lidze “Wojskowi” rozpoczną sezon 2026/2027.