Duży kłopot Barcelony. W centrum zamieszania dwie gwiazdy. "Nie są gotowi"
Trenerzy w topowych klubach zwykle muszą tworzyć hierarchię w oparciu o dobrych i lepszych piłkarzy. Hansi Flick stanął przed innym dylematem. Od dłuższego czasu szkoleniowiec Barcelony musi wybierać na środku ataku mniejsze zło.
Robert Lewandowski i Ferran Torres nieprzerwanie walczą o miejsce w pierwszym składzie Barcelony. Można odnieść wrażenie, że obecnie ich rywalizacja polega na tym, kto w danej chwili jest mniej słaby. Żaden z nich w tym momencie nie gwarantuje wystarczającej liczby bramek. Obaj przypominają nieco ciało obce, nie grają w tempie Raphinhi, Fermina czy Lamine’a Yamala. Rzadko dochodzą do sytuacji, a kiedy już je mają, to zwykle koncertowo je marnują. Przed decydującym etapem sezonu Hansi Flick nie ma napastnika, o którym mógłby powiedzieć: “Na niego mogę liczyć, on na pewno mnie nie zawiedzie”.
Posucha
Bezpośrednia rywalizacja o miejsce w składzie teoretycznie powinna napędzać obu zainteresowanych. Przykład ofensywy Barcelony pokazuje, że nie zawsze tak musi być. Lewandowski i Ferran nie mają zagwarantowanego miejsca w once de gala, ale nie robią wiele, aby to zmienić. W tym roku kalendarzowym “Blaugrana” strzeliła 50 goli, z czego tylko dziewięć zapisali na swoich kontach nominalni napastnicy. “Lewy” ma sześć trafień, a Torres trzy. Nietrudno policzyć, że od stycznia odpowiadają za zaledwie 18% bramek całej drużyny. To dramatyczny wynik.
Co się dzieje z nominalnymi snajperami na Camp Nou? W przypadku Lewandowskiego widać, że wiek zaczyna odgrywać coraz większą rolę. 37-latek próbuje oszukiwać metrykę, ale nie zawsze mu się to udaje. Coraz częściej czegoś mu brakuje na boisku. Tu metra, żeby dobiec do piłki, tam kilkudziesięciu centymetrów, aby trafić do bramki, a nie obok niej. Obrońcy rywali konsekwentnie znajdują sposoby, aby zneutralizować weterana. W poprzednim sezonie wygrywał on 45% pojedynków, w obecnym tylko 41%. W niedawnym meczu z Newcastle wdał się w siedem pojedynków powietrznych, zwyciężając tylko jeden z nich. Jeszcze za czasów peaku formy w Bayernie byłoby to właściwie niemożliwe, aby defensorzy mogli tak łatwo radzić sobie z kapitanem reprezentacji Polski.
Ferran ma inny problem. Jego widoczna zapaść nie może być tłumaczona wiekiem. Ma 26 lat, zatem teoretycznie powinien zbliżać się do szczytu swoich możliwości. Od wielu miesięcy gra jednak po prostu fatalnie. Udowadnia, że nie ma takiej sytuacji, w której nie dałby rady przestrzelić. W bieżących rozgrywkach zmarnował 19 dużych okazji, co stanowi najgorszy wynik w całej lidze hiszpańskiej. Pedri, Yamal i pozostali zawodnicy mogą rwać włosy z głowy, widząc, jak ich kolejne podania są marnowane przez wychowanka Valencii.
W przypadku Ferrana można dojść do wniosku, że znów walczy z wewnętrznymi demonami. Już na początku pobytu w Barcelonie pokazał, że ma pewne problemy natury mentalnej. Rozpłakał się choćby po meczu z Napoli w Lidze Europy, kiedy nie wykorzystał kilku “setek”. Następnie rozpoczął pracę z psychologiem, co pozwoliło mu wyjść na prostą. Stworzył alter ego, podkreślając w wieku wywiadach, że czuje się jak rekin. Miał być drapieżny, krwiożerczy i bezlitosny pod bramką. Przez pewien okres to działało. W poprzednich rozgrywkach zanotował 19 goli i siedem asyst, spędzając na murawie 1921 minut. Pod nieobecność kontuzjowanego Lewandowskiego strzelał z Interem czy Realem Madryt w finale Copa del Rey. Teraz w najmniejszym stopniu nie przypomina samego siebie. Jest przygaszony, nieobecny. W ogóle nie sprawia wrażenia, jakby sam wierzył we własne możliwości.
- Lewandowski i Ferran na cenzurowanym. Obaj stracili skuteczność w kluczowym momencie sezonu. Wszyscy wiedzą, że są zdolni do przerwania strzeleckiej suszy, ale na razie im się to nie udaje. Barcelona ma szczęście, że bramki rozkładają się równomiernie, a gole innych graczy łagodzą spadek formy obu “dziewiątek” - opisał Sergi de Juan z dziennika AS. - Ferran stracił strzelecki zmysł. Lewandowski również emanuje bezradnością. 37-latek po raz pierwszy w karierze musiał akceptować rolę rezerwowego. Kiedy już gra, mało biega i jeszcze mniej naciska. Utknął w rutynie - wtórował Javier Gascon z Mundo Deportivo.
Brak iskry
Napastnicy przestali gwarantować gole i nieszczególnie wyróżniają się w innych aspektach gry. W dziesięciu poprzednich występach obaj zebrali łącznie tylko pięć kluczowych podań. W tym czasie Ferran oddał 23 strzały, osiem celnych, z czego padła jedna bramka. Lewandowski zanotował 17 uderzeń, sześć w światło bramki, strzelił dwa gole. Lamine Yamal jednym hat-trickiem z Villarrealem potrafił w większym stopniu pomóc drużynie.
- Nie martwię się statystykami “Lewego” i Ferrana. Takie rzeczy zdarzają się napastnikom. Jestem zadowolony z tego, co widzę w ich wykonaniu na treningach. Teraz jest dobry moment, aby wrócili - powiedział Flick przed meczem z Sevillą.
Słowa trenera nie weszły w życie. Ferran nawet nie podniósł się z ławki przeciwko “Los Nervionenses”. Lewandowski rozegrał 90 minut i raczej nie mógł być zadowolony ze swojego występu. Dość powiedzieć, że najlepiej zachował się w sytuacji, w której nie dotknął piłki, tylko ją przepuścił, co zaowocowało golem Joao Cancelo. Kiedy Polak sam próbował wpisać się na listę strzelców, to pudłował na potęgę. Wolej w trybuny, główka obok słupka, niewykorzystana sytuacja sam na sam. “Barca” rozbiła Andaluzyjczyków 5:2, ale to nie był dobry mecz doświadczonego napastnika.
- Bardzo słaby występ Roberta Lewandowskiego. Nie jest w najlepszej formie. Pod nieobecność Yamala i Ferrana powinien strzelić gola, ale nie wykorzystał szans w 25., 44., 77. i 83. minucie - opisała Marca. - Próbował, znajdował przestrzeń, szukał okazji do zdobycia bramki, ale po prostu nie mógł znaleźć nagrody. Po niecelnym strzale głową narzekał na maskę - podsumował kataloński Sport.
Do końca sezonu pozostały dwa miesiące z hakiem. Napastnikom Barcelony nie zostało wiele czasu na odwrócenie złej karty. Zwłaszcza, że nie wysyłają żadnych sygnałów powrotu do formy z poprzednich rozgrywek. I nie można nawet powiedzieć, że potrzebują jednego gola, a później pójdzie już z górki. W styczniowym finale Superpucharu Hiszpanii “Lewy” zdobył bardzo ważną bramkę z Realem i nie odblokowało go to w perspektywie długoterminowej. Ferran potrafił huknąć hat-tricka z Betisem, żeby w kolejnych 19 meczach strzelić łącznie trzy gole. A sytuacji przecież nie brakuje, ponieważ “Barca” Flicka to jeden z ostatnich zespołów, o którym można by powiedzieć, że brakuje w nim mitycznego serwisu.
Alternatywa i konieczność transferu
Jeśli jedna i druga opcja regularnie nie spełniają oczekiwań, to warto poszukać trzeciej. W kadrze Barcelony są bowiem zawodnicy, którzy mają predyspozycje do gry w centrum ofensywy. Jednym z nich jest Marcus Rashford, któremu trudno będzie o minuty na lewym skrzydle po powrocie Raphinhi. Jeszcze ciekawiej prezentuje się możliwość wystawienia Daniego Olmo w linii ataku. W poprzednim sezonie sprawdził się jako “fałszywa dziewiątka” przeciwko Betisowi. Rozegrał wówczas rewelacyjny mecz, pomógł odnieść efektowne zwycięstwo 5:1. Flick później nie wrócił do tego manewru, ale być może nadeszła pora na odkurzenie obiecującej idei.
- Może wystawienie Daniego Olmo na pozycji napastnika nie będzie takim złym pomysłem. Flick musi o tym pomyśleć. Ani Ferran, ani Lewandowski nie są gotowi, nie wnoszą nic do gry - stwierdziła Lucia Marquez z Jijantes.
Warto też wybiec nieco dalej w przyszłość. W letnim okienku Barcelona będzie musiała usprawnić środek ataku. Klub nie może akceptować tego, że dwie “dziewiątki” strzelają od wielkiego dzwonu i zespół wygrywa raczej pomimo napastników, a nie dzięki nim. W trakcie kampanii Joan Laporta parę razy powiedział wprost: chciałby, aby Lewandowski i Ferran zostali w klubie. Prezes podkreślił jednocześnie, że Deco podejmie ostateczną decyzję w tej sprawie. A dyrektor sportowy musi widzieć, że kolejny rok z tym duetem nie wróży niczego dobrego. “Barca” potrzebuje snajpera z najwyższej półki, który w pojedynkę zagwarantuje co najmniej 30-40 goli rocznie.
Teoretycznie bliżej odejścia znajduje się Polak, któremu 30 czerwca wygaśnie umowa. Katalończycy tak naprawdę powinni jednak rozważyć opcję pożegnania zarówno z Lewandowskim, jak i Ferranem. Byłaby to rewolucja, ale przeprowadzona z konkretnych powodów. Czy 38-letni “Lewy” będzie lepszy od 37-letniej wersji samego siebie? Wątpliwe. Czy Torres kiedykolwiek stanie się zawodnikiem, na którego można liczyć przez cały sezon? Jeszcze mniej prawdopodobne.
Hiszpańskie media zgodnie podają, że “Barca” latem ściągnie nową “dziewiątkę”. Dopiero za parę miesięcy temu dowiemy się, czy będzie to gwiazda pokroju Juliana Alvareza czy raczej ktoś z półki Dusana Vlahovicia. A może klub sprowadzi zarówno klasowego gracza do pierwszego składu, jak i materiał na solidnego zmiennika. Nie byłoby to zaskakujące, patrząc na dyspozycję Lewandowskiego i Torresa. “Blaugrana” po prostu potrzebuje lepszego napastnika.