Duży problem w czołowym klubie Ekstraklasy. "Na dłuższą metę tak się nie da"

Duży problem w czołowym klubie Ekstraklasy. "Na dłuższą metę tak się nie da"
Pawel Jaskolka / pressfocus
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 15:30
Górnik Zabrze wygrał już w tym sezonie Puchar Polski, a i na boiskach PKO BP Ekstraklasy walczy o duże cele, na dwie kolejki przed końcem okupując trzecią lokatę. Osiąga tak znakomite wyniki, choć wiosną gra w zasadzie bez napastnika. Na dłuższą metę tak po prostu się nie da. “Dziewiątka” przy Roosevelta jest potrzebna od zaraz.
Dla Górnika to absolutnie historyczny sezon. Na początku maja zespół prowadzony przez Michala Gasparika wywalczył dla klubu pierwsze trofeum od 1988 roku. Zabrzanie w wielkim finale Pucharu Polski okazali się lepsi od Rakowa Częstochowa, dzięki czemu świętować mogli nie tylko tak wyczekiwany laur, ale też wywalczenie przepustki do Europy.
Dalsza część tekstu pod wideo
Jeszcze kilka dni temu po cichu mówiło się nawet o tym, że Górnik może pokusić się o zdobycie w tym sezonie podwójnej korony. Tuż po wielkim sukcesie przyszło jednak małe załamanie formy. W ostatnich dwóch kolejkach ligowych drużyna z Zabrze wywalczyła tylko jeden punkt, nie strzeliła nawet gola. Niespodziewanie przegrała u siebie z Zagłębiem Lubin, potem zremisowała w Gdyni z walczącą o utrzymanie Arką. Efekt? Spadek z drugiego na trzecie miejsce i stracona szansa na mistrzostwo Polski. Górnik nadal ma oczywiście o co grać. Teraz cel to bez wątpienia wicemistrzostwo, które akurat w tym sezonie jest wyjątkowo atrakcyjne, bo pierwszy raz premiowane grą w eliminacjach Ligi Mistrzów.

Liseth się zaciął

Kto jednak wie, czy Zabrzanie nie byliby w jeszcze lepszej sytuacji, gdyby mieli skutecznego napastnika. Jego brak już wielokrotnie w tym sezonie bywał odczuwalny. Głównie wiosną, gdy niemal całkowicie zaciął się Sondre Liseth. Norweg w rundzie jesiennej strzelił sześć goli, co można było uznać za wynik całkiem przyzwoity. Po zimowej przerwie dołożył natomiast zaledwie jedno trafienie. W rozgrywanym 28 lutego meczu z GKS-em Katowice. Dwa i pół miesiąca temu.
Gasparik jest zatem cudotwórcą. Wywalczył już jedno trofeum, niemal do samego końca był w grze o drugie, choć praktycznie nie posiada snajpera. Odpowiedzialność po prostu rozłożyła się na cały zespół. Bezcenne bramki zaczęli zdobywać i skrzydłowi, i środkowi pomocnicy, i - co szczególnie imponujące - obrońcy. Punkt w Warszawie ratował przecież Paweł Bochniewicz, a w meczach z Koroną i Jagiellonią zwycięstwa zapewniał Rafał Janicki.
Można powiedzieć - ważne, że wpada do sieci. Niezależnie, kto strzela. Po części to oczywiście prawda, ale w dłuższej perspektywie brak jakościowej “dziewiątki” może wyjść Górnikowi bokiem. Trochę już wychodzi. W dwóch ostatnich spotkaniach Zabrzanie nie strzelili przecież żadnego gola, choć oddali aż 40 (!) strzałów. Sześć z nich było autorstwa wspomnianego Lisetha.
Norweg nie jest oczywiście całkowicie bezużyteczny. Nieźle gra tyłem do bramki, sporo biega, pracuje dla drużyny, nie ogranicza się do czekania w polu karnym rywali. Warto zresztą dodać, że przed przyjściem do Górnika częściej grał jako ofensywny pomocnik. I to po prostu widać.

Trzeba ruszyć na zakupy

Problemem Górnika jest też fakt, że dla Lisetha nie za bardzo są jakiekolwiek alternatywy. Teoretycznie w rolę “dziewiątki” wcielić może się Yvan Ikia Dimi, co robił zresztą choćby w niedawnym meczu z Jagiellonią, ale jego Gasparik zazwyczaj widzi jednak na skrzydle. O sprowadzonym zimą Borisławie Rupanowie nie ma natomiast co się rozwodzić, bo po kiepskim starcie i kilku występach został całkowicie przyspawany do ławki. Nie wchodzi na murawę nawet jako dżoker.
Teraz Górnik “dociągnie” już do końca sezonu w obecnym składzie personalnym, ale latem po prostu musi ruszyć na rynek transferowy po jakościowego i przede wszystkim bramkostrzelnego napastnika, może nawet dwóch. Tym bardziej, że rywalizować trzeba będzie na kilku frontach, w tym - mamy nadzieję jak najdłużej - w Europie.
Z jednej strony sporym atutem Górnika jest fakt, że nie należy do zespołów uzależnionych od “dziewiątki”. Z drugiej natomiast nie zawsze da się wygrywać kolektywem. Czasami potrzeba gościa, który jak nikt inny w zespole jest pazerny na gole. Kto wie, być może na finiszu sezonu zadecyduje właśnie to, że Jagiellonia ma Afimico Pululu, Raków może skorzystać z Jonatana Brauta Brunesa, a Lechowi przynajmniej kilkanaście goli na sezon gwarantuje Mikael Ishak.
Tymczasem najskuteczniejszym piłkarzem tej kampanii ligowej w Górniku, ex aequo ze wspomnianym Lisethem, nadal jest Ousmane Sow. Piłkarz, który w przerwie zimowej trafił do Broendby. To bardzo wymowne.
Zabrzanie na szczęście zdają sobie sprawę z tego, że muszą sprowadzić latem solidną “dziewiątkę”. Już sondują zatem rynek. Jak przekazywał redaktor naczelny Meczyki.pl, Tomasz Włodarczyk, na celowniku Górnika znalazł się Tomas Chory ze Slavii Praga, ale jego sprowadzenie wydaje się praktycznie nierealne ze względu na duże oczekiwania finansowe. Trzeba zatem szukać dalej.

Dyskusja

Przeczytaj również