30 sekund i się zaczęło! Zaskakująca wersja Zielińskiego, Włosi piszą o jednym. "Niezwykle trudne"

30 sekund i się zaczęło! Zaskakująca wersja Zielińskiego, Włosi piszą o jednym. "Niezwykle trudne"
Just Pictures / pressfocus
Mateusz - Hawrot
Mateusz HawrotWczoraj · 23:39
Piotr Zieliński rozegrał ponad 80 minut dla Interu w przegranym meczu z Arsenalem. Był to słodko-gorzki występ Polaka, na co zwracają też uwagę włoskie media. Ujrzeliśmy różne wersje pomocnika.
To jest dobry czas Piotra Zielińskiego w Interze. Reprezentant Polski stał się istotną postacią w układance trenera Cristiana Chivu. Przed wtorkowym meczem z Arsenalem miał na koncie 26 meczów w tym sezonie (blisko 1400 minut) plus dorobek trzech goli i dwóch asyst. W Lidze Mistrzów grał w każdym w sześciu spotkań, w tym pięć rozpoczął od pierwszej minuty. Błyszczał szczególnie z Atletico, gdy trafił do siatki i był najlepszym zawodnikiem “Nerazzurrich”. Nie dziwi, że ostatnio Chivu wręczył mu abonament na grę - od początku grudnia Polak uzbierał siedem na osiem występów w podstawowym składzie w Serie A. Dopiero co brylował przeciwko Napoli i Udinese, a jego postawę trafnie podsumował na kanale Meczyki Mateusz Święcicki.
Dalsza część tekstu pod wideo
- Gdybym miał mówić o największym indywidualnym zwycięstwie trenera Chivu, to byłby to bezsprzecznie Piotr Zieliński. Dyspozycja TOP. Mam wrażenie, że Piotrek rozwinął się jeszcze bardziej. Wygląda lepiej niż Nicolo Barella i Mkhitaryan - przyznał komentator ligi włoskiej na antenie Eleven Sports.
Z liderującym w fazie ligowej Arsenalem Zieliński znów dostał szansę w wyjściowej jedenastce, jako najniżej ustawiony pomocnik, mózg zespołu. Trener dokonał zmian, jednak Polaka one ominęły. W dodatku nadal niedysponowany jest Hakan Calhanoglu.

Zaczął zaskakująco, potem zniknął

Zieliński błyskawicznie musiał dostosować się do warunków na boisku. Można powiedzieć, że zaczął ten mecz, jak zaczyna bardzo rzadko, czyli od mnóstwa roboty w defensywie. Inter przysnął na start i już w 30 sekund Arsenal miał dwa strzały w polu karnym. Drugi z nich, autorstwa Mikela Merino, zablokował właśnie “Zielu”, wyręczając Yanna Sommera. A to było naprawdę groźne uderzenie. Po chwili polski pomocnik wrócił za akcją i przerwał atak gości z Londynu, gdy znów pachniało pożarem wokół pola karnego. Zieliński miał tyle pracy, że w pewnym momencie walczył nawet z rozpędzonym Bukayo Saką na skrzydle.
W 10. minucie “Kanonierzy” objęli prowadzenie. Składną akcję wykończył Gabriel Jesus. Do całej drużyny Interu można mieć pretensje za zachowanie w obronie, także do Zielińskiego, który dość pasywnie działał na linii pola karnego, był raczej bierny, w roli obserwatora. Nie popisali się mediolańczycy.
W odpowiedzi Inter wyrównał, tyle że bez udziału “Ziela”, chociaż po pięknym golu Petara Sucicia jeden z kibiców gospodarzy rzucił, że Chorwat strzelił… właśnie w stylu Polaka.
Co jeszcze można napisać o pierwszej połowie w wykonaniu 31-latka ze Ząbkowic Śląskich? Niewiele. Drugą bramkę Arsenal zdobył po rzucie rożnym, Zieliński nie maczał w niej palców. W 38. minucie komentujący ten mecz w CANAL+ Sport Tomasz Lipiński słusznie zauważył, że reprezentant Polski jest kompletnie niewidoczny. Obudził się on właściwie dopiero sekundy przed przerwą. Miał piłkę w środku, podał do Lautaro, dostał zwrotne podanie, minął dwóch rywali i szukał prostopadłym zagraniem Francesco Acerbiego. Ten jednak jakby nie zrozumiał intencji pomocnika.

Przebudzenie i "ciasteczka"

- Zieliński - nic nie można powiedzieć. Ani dobrze, ani źle, po prostu nie było [tego] za wiele. Reprezentant Polski musi wejść na trochę wyższe obroty, stać go na to - mówił w przerwie Lipiński, by już po starcie drugiej połowy przytomnie zauważyć: - Polak gra dziś bardziej obrońcę niż pomocnika. Częściej wchodzi między dwóch stoperów, tam widzi dla siebie miejsce. Trochę szkoda.
Można było podpisać się pod tymi słowami dziennikarza, natomiast jakby uruchomiły one “Ziela”, który z każdą minutą się rozkręcał. Zaczął od wybornego podania “w uliczkę” do Barelli, napędzając akcję Interu. Magicznym dotknięciem pokazał, w jakiej grze czuje się najlepiej. Po upływie godziny gry “Nerazzurri” mieli okres naprawdę udanych dziesięciu minut, goniąc wynik - spora w tym zasługa Polaka. Uczestniczył w atakach, grał kombinacyjnie, słał kolejne “ciasteczka”. Gola na 2:2 nie udało się jednak zdobyć. W 82. minucie coraz bardziej zmęczonego Zielińskiego zmienił Bonny, a po chwili Arsenal zamknął mecz trafieniem Viktora Gyokeresa.
Całościowo Inter, mimo zasłużonej porażki, zasłużył na kilka ciepłych słów za momentami równorzędną walkę z potężnym przeciwnikiem. Mały plusik za drugą połowę możemy też postawić przy nazwisku Piotra Zielińskiego. W pierwszej Polak był zupełnie niewidoczny do przodu i bardziej widzieliśmy go w defensywie. Tam, owszem, miał dobre interwencje, ale i nie garnął się do przerwania akcji bramkowej na 0:1. W drugiej się rozkręcił w ofensywie, napędził kilka ataków, rzucał przeszywające obronę Arsenalu prostopadłe podania. Ogólnie zaliczył niezły występ. Przyzwoicie, choć bez fajerwerków, miewał lepsze.
- Nie był to łatwy mecz, ale mogliśmy zdobyć jedną-dwie bramki więcej. Arsenal był bardzo wymagającym rywalem pod względem fizycznym. Szczególnie w pierwszej połowie wysoko podchodzili, nawet czasami indywidualnie nas kryli, Eze biegał troszkę za mną. Ciężko było dostać piłkę, ale w kilku sytuacjach była szansa ją podprowadzić - mówił pomocnik w TVP Sport.

Nie zawodził, ale cierpiał

Główną rolę w drugiej linii odegrał Petar Sucić. Chorwat zebrał najlepsze noty z tercetu z Zielińskim i Barellą, ostatniego z nich włoskie media oceniły najsłabiej. Reprezentant Polski od części redakcji (np. Eurosportu czy Il Messaggero) otrzymał 5,5 w skali 1-10, a od części (jak Sky Italia, goal.com i TuttoMercatoWeb) “szóstkę”.
- Nie zawodził w niemożliwym tłoku, grając swoje na ryzyku, chociaż czasami, podobnie jak inni, był przytłoczonym tempem gości. Kiedy ci zwalniali, bardziej uwydatniał swoją jakość - napisano w ostatnim ze wspomnianych źródeł. - Nie był w tak świetnej dyspozycji, jaką widzieliśmy w lidze, ale radził sobie w starciu z “gigantami” Arsenalu, choć miał problemy z utrzymaniem tempa w drugiej połowie - to z kolei ocena kibicowskiego serwisu fcinter1908.it. - Niezwykle trudny mecz dla Polaka, mniej efektowny i skuteczny niż jego ostatnie występy. Cierpiał przy duszącym pressingu Arsenalu - bardziej surowi byli dziennikarze Eurosportu.
Niemniej, Zieliński może dalej chodzić z podniesioną głową. To jego czas w Interze, który wprawdzie nie jest pewny bezpośredniego awansu do 1/8 finału Ligi Mistrzów, ale przede wszystkim walczy o mistrzostwo Włoch. I to wydaje się być priorytetem klubu.
- Czuję się dobrze, nie mam żadnych problemów zdrowotnych. Trener daje mi dużo swobody i dużo grania. Jest gdzie się pokazać. Wyniki są okej – poza tym dzisiejszym. Trzeba to kontynuować. Uważam, że jesteśmy naprawdę mocną drużyną i jeszcze wiele fajnego możemy zrobić w tym sezonie - mówił Mai Strzelczyk po ostatnim gwizdku. - [W Interze] jestem cichym liderem. Wychodzę na boisko i swoimi umiejętnościami chcę drużynie dać jak najwięcej - dodawał.
I oby tak dalej. Trzymamy kciuki za wicekapitana reprezentacji Polski, szczególnie że jego optymalna forma będzie kluczowa w marcowych barażach o awans na MŚ.

Przeczytaj również