Nie chcieli go w Polsce, a on... upokorzył Real Madryt. Dokonał prawdziwego cudu
Dekadę temu chciał zakończyć karierę. Teraz jest lokalnym bohaterem i “katem” Realu Madryt. Jefte Betancor przebył bardzo daleką drogę, aby wreszcie móc znaleźć swoje miejsce na piłkarskiej mapie Europy.
Albacete zdecydowanie nie jest piłkarskim gigantem. Zespół z regionu Kastylia-La Mancha od 20 lat nie gra w La Liga, jego największym sukcesem pozostaje siódme miejsce zajęte w sezonie 1991/92. A jednak to właśnie niepozorny kopciuszek sprawił jedną z większych piłkarskich sensacji bieżącego roku. 14 stycznia podopieczni Alberto Gonzaleza dokonali małego cudu, eliminując Real Madryt w 1/8 finału krajowego pucharu. Alvaro Arbeloa nie mógł sobie wyobrazić gorszego debiutu na stanowisku pierwszego trenera “Los Blancos”. Jefte Betancor osobiście wyrzucił “Królewskich” za burtę Copa del Rey.
- Dokonaliśmy czegoś niesamowitego. Wyeliminowanie Realu w takich okolicznościach to spełnienie marzeń. Wciąż nie dociera do mnie w pełni, co się stało. Real to jedna z najlepszych drużyn świata, ale odniosłem wrażenie, że to my pokazaliśmy więcej odwagi, pasji, serca do gry. Kibice też nam pomogli, zrobiliśmy to razem - mówił na gorąco w rozmowie z El Pais.
Elektryka prąd nie tyka
Jefte zdecydowanie zasługuje na miano piłkarskiego obieżyświata. Albacete to 19. klub, w którym występuje. Karierę rozpoczynał w ekipie Hercules CF, gdzie rozegrał dwa spotkania na seniorskim poziomie. Szansą dla niego miały być przenosiny do Las Palmas. Z Wyspami Kanaryjskimi przywitał się, strzelając 12 goli w 15 spotkaniach rezerw. Trzykrotnie był zabierany przez Quique Setiena na mecze pierwszej drużyny, jednak nie otrzymał szansy debiutu. Klub wolał odesłać go później na wypożyczenia do Arandiny i UD San Fernando, czyli, nie oszukujmy się, peryferia poważnej piłki. W wieku 24 lat napastnik przez moment porzucił marzenia o profesjonalnej karierze.
- Niecałą dekadę temu chciałem rzucić futbol. Byłem w złym stanie mentalnym. Nie myślałem wtedy trzeźwo. Zacząłem pracować jako elektryk, bo myślałem, że to już koniec ze sportem. Na szczęście otrzymałem odpowiednie wsparcie od rodziny, zacząłem też pracę z psychologiem. Dziś widzę, że wszystko ułożyło się tak, jak powinno - zdradził na antenie Cadena Ser.
Jefte wznowił karierę, decydując się na opuszczenie Półwyspu Iberyjskiego. Okazuje się, że chciał trafić do Polski, jednak żaden z klubów nie wykazał zainteresowania. Z braku laku przystał na ofertę ATSV Stadl-Paura, czyli zespołu z trzeciej ligi austriackiej. I to właśnie tam udowodnił, że dysponuje instynktem strzeleckim, jak to mawiają Hiszpanie, ma nosa do goli. W jednej rundzie zdobył dziewięć bramek w dziesięciu występach, po czym odszedł do Mattersburga. Niedługo potem zawitał do SV Reid, gdzie w 30 kolejkach zebrał 16 bramek i sześć asyst, zostając królem strzelców na zapleczu austriackiej ekstraklasy..
- Jefte Betancor. Kilka lat temu skontaktował się ze mną, abym pomógł mu znaleźć klub w Polsce. Nikt nie był zainteresowany, więc poszedł do Austrii. Tam postrzelał, później w Grecji, transfer do Olympiakosu, a dzisiaj wyrzuca z Pucharu Króla Real Madryt. Piękne historie piszą się czasami w futbolu - opowiedział Daniel Sobis.
Kręta droga
Jefte nigdy nie bał się przystawać na oferty z dość niecodziennych kierunków. Po podboju Austrii zwiedził trzy kluby w lidze rumuńskiej. Sam nie ukrywa, że najlepiej czuł się w FCV Farul Constanta, gdzie prowadził go Gheorghe Hagi, człowiek-pomnik, jeśli chodzi o futbol w Rumunii.
- Hagi to najlepszy trener, z jakim pracowałem. To legenda, jest niesamowity. Osobiście zadzwonił do mnie i przekonał do podpisania kontraktu. On kocha piłkę, żyje nią 24 godziny na dobę. Zawsze dawał z siebie wszystko i tego samego wymagał podczas meczów, ale też na treningach. Jeśli widział, że ktoś nie wnosił maksimum, to mówił mu to w twarz. Nie przebierał w słowach, czasem był nieco szalony. Ale świetnie mi się z nim pracowało - mówił dwa lata temu w rozmowie z Relevo.
- Jaką radę mógłbym dać młodszym piłkarzom? Niech pamiętają, że piłka nie kończy się na Hiszpanii. Nieważne, czy grasz w swoim kraju, czy gdzie indziej. Najważniejsza jest wiara, ciężka praca i konsekwencja. Jestem przykładem, że wszystko jest możliwe - dodał.
Patrząc w statystyki, można dojść do wniosku, że wielu trenerów w Hiszpanii musiało przeoczyć talent Betancora. To bowiem piłkarz, który gwarantował gole w niemal każdym klubie, w którym występował. Oczywiście, że w większości były to kluby z niższej półki. Ale to też jest sztuka, aby regularnie trafiać do siatki, nie mając do pomocy topowych partnerów. Wystarczy przytoczyć przebieg poprzedniego sezonu, kiedy Hiszpan został królem strzelców greckiej ekstraklasy z dorobkiem 16 trafień. Wyprzedził m.in. Ayouba El Kaabiego, Lorena Morona czy Anthony’ego Martiala, czyli znacznie bardziej rozponawalnych zawodników.
Turniej życia
Popisy w Panserraikosie sprawiły, że Olympiakos wydał na Jefte 500 tys. euro. Nie dostał on jednak ani jednej szansy w zespole z Pireusu. Jose Luis Mendilibar woli konsekwentnie stawiać w ataku na Ayouba El Kaabiego i Mehdiego Taremiego. Hiszpański snajper został oddany na wypożyczenie do Albacete, gdzie przeszedł do historii. W tej edycji Pucharu Króla rozegrał cztery mecze, notując cztery bramki i jedną asystę. Najpierw skarcił Celtę Vigo, a w połowie stycznia posłał dublet na wagę wyrzucenia Realu Madryt za burtę.
- Jak to zrobiłem? Widziałem, że jest tylko luka wielkości piłki między obrońcą i Łuninem. Poszukałem jej i od razu po kopnięciu wiedziałem, że bramkarz nie będzie mógł interweniować. Jestem wysokim napastnikiem, stereotypowo myśli się, że ktoś taki najlepiej czuje się w grze powietrznej, ale nie zawsze tak jest. Ja wolę dostać piłkę do nogi - podkreślił dla Radio Marca.
Przewrotność całej sytuacji polega na tym, że Jefte tuż przed meczem z Realem był o krok od opuszczenia Albacete. Mało tego, według doniesień beIN Sports miał wykupiony bilet na samolot do Tajlandii na 12 stycznia. Dostał bowiem lukratywną ofertę z Buriram United. Albacete było gotowe zaakceptować decyzję piłkarza, a Olympiakosowi nie robiło większej różnicy, gdzie 32-latek będzie wypożyczony. Wszystkie zainteresowane kluby czekały na to, co postanowi sam zainteresowany. Ten w ostatniej chwili uznał, że pieniądze są ważne, ale możliwość gry przeciwko “Królewskim” to coś absolutnie wyjątkowego. Odwołał lot do Azji, został w klubie, po czym strzelił hegemonowi dwa gola. Po tamtym meczu definitywnie upadł temat jakiegokolwiek odejścia.
- Wyeliminowaliśmy już Celtę i Real, więc pokazaliśmy, że niezależnie od tego, kto przyjeżdża do Albacete, nie będzie miał łatwo. Postaramy się każdemu utrudnić życie. Marzenia nic nie kosztują - zapowiedział napastnik. - Futbol jest dla ludzi, którzy żyją nim na co dzień. Takie mecze w pucharze są nagrodą za wszystko, przez co przeszliśmy jako zespół. Będziemy cieszyć się meczem z Barceloną, tak jak cieszyliśmy się starciem z Realem. Dla takich chwil żyjemy - podkreślał trener Alberto Gonzalez.
Triumf nad ekipą Arbeloi ewidentnie napędził Albacete. Drugoligowiec zdobył komplet punktów w trzech następnych meczach, dzięki czemu awansował na 12. miejsce i chwilowo odegnał widmo spadku. Na razie żaden kibic nie myśli jednak o walce o utrzymanie. Liczy się tylko wtorkowe starcie z Barceloną, która paradoksalnie spróbuje pomścić Real. Katalończycy oczywiście będą murowanymi faworytami, ale podopieczni Gonzaleza już pokazali, że doskonale czują się w roli underdoga, któremu nikt nie daje szans na awans.
Powszechnie wiadomo, że defensywa “Barcy” nie jest monolitem. Ekipa Flicka ma w zwyczaju stracić gola i dopiero przy negatywnym wyniku rzucić się do huraganowych ataków. A takie podejście sprawia, że Jefte Betancor może czuć się jak ryba w wodzie. To napastnik, który uwielbia grać na granicy spalonego, zwykle potrzebuje jednej dogodnej okazji, aby strzelić dwa gole. Jego kariera stanowi dowód na to, że nigdy nie można się poddać. Skoro zawodnik, który w wieku 24 lat tymczasowo porzucił piłkę na rzecz pracy elektryka, mógł później wyeliminować Real Madryt, to wszystko jest możliwe. Dosłownie wszystko.