Nie chcieli go w Polsce, a on... upokorzył Real Madryt. Dokonał prawdziwego cudu

Nie chcieli go w Polsce, a on... upokorzył Real Madryt. Dokonał prawdziwego cudu
IMAGO / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 06:55
Dekadę temu chciał zakończyć karierę. Teraz jest lokalnym bohaterem i “katem” Realu Madryt. Jefte Betancor przebył bardzo daleką drogę, aby wreszcie móc znaleźć swoje miejsce na piłkarskiej mapie Europy.
Albacete zdecydowanie nie jest piłkarskim gigantem. Zespół z regionu Kastylia-La Mancha od 20 lat nie gra w La Liga, jego największym sukcesem pozostaje siódme miejsce zajęte w sezonie 1991/92. A jednak to właśnie niepozorny kopciuszek sprawił jedną z większych piłkarskich sensacji bieżącego roku. 14 stycznia podopieczni Alberto Gonzaleza dokonali małego cudu, eliminując Real Madryt w 1/8 finału krajowego pucharu. Alvaro Arbeloa nie mógł sobie wyobrazić gorszego debiutu na stanowisku pierwszego trenera “Los Blancos”. Jefte Betancor osobiście wyrzucił “Królewskich” za burtę Copa del Rey.
Dalsza część tekstu pod wideo
- Dokonaliśmy czegoś niesamowitego. Wyeliminowanie Realu w takich okolicznościach to spełnienie marzeń. Wciąż nie dociera do mnie w pełni, co się stało. Real to jedna z najlepszych drużyn świata, ale odniosłem wrażenie, że to my pokazaliśmy więcej odwagi, pasji, serca do gry. Kibice też nam pomogli, zrobiliśmy to razem - mówił na gorąco w rozmowie z El Pais.

Elektryka prąd nie tyka

Jefte zdecydowanie zasługuje na miano piłkarskiego obieżyświata. Albacete to 19. klub, w którym występuje. Karierę rozpoczynał w ekipie Hercules CF, gdzie rozegrał dwa spotkania na seniorskim poziomie. Szansą dla niego miały być przenosiny do Las Palmas. Z Wyspami Kanaryjskimi przywitał się, strzelając 12 goli w 15 spotkaniach rezerw. Trzykrotnie był zabierany przez Quique Setiena na mecze pierwszej drużyny, jednak nie otrzymał szansy debiutu. Klub wolał odesłać go później na wypożyczenia do Arandiny i UD San Fernando, czyli, nie oszukujmy się, peryferia poważnej piłki. W wieku 24 lat napastnik przez moment porzucił marzenia o profesjonalnej karierze.
- Niecałą dekadę temu chciałem rzucić futbol. Byłem w złym stanie mentalnym. Nie myślałem wtedy trzeźwo. Zacząłem pracować jako elektryk, bo myślałem, że to już koniec ze sportem. Na szczęście otrzymałem odpowiednie wsparcie od rodziny, zacząłem też pracę z psychologiem. Dziś widzę, że wszystko ułożyło się tak, jak powinno - zdradził na antenie Cadena Ser.
Jefte wznowił karierę, decydując się na opuszczenie Półwyspu Iberyjskiego. Okazuje się, że chciał trafić do Polski, jednak żaden z klubów nie wykazał zainteresowania. Z braku laku przystał na ofertę ATSV Stadl-Paura, czyli zespołu z trzeciej ligi austriackiej. I to właśnie tam udowodnił, że dysponuje instynktem strzeleckim, jak to mawiają Hiszpanie, ma nosa do goli. W jednej rundzie zdobył dziewięć bramek w dziesięciu występach, po czym odszedł do Mattersburga. Niedługo potem zawitał do SV Reid, gdzie w 30 kolejkach zebrał 16 bramek i sześć asyst, zostając królem strzelców na zapleczu austriackiej ekstraklasy..
- Jefte Betancor. Kilka lat temu skontaktował się ze mną, abym pomógł mu znaleźć klub w Polsce. Nikt nie był zainteresowany, więc poszedł do Austrii. Tam postrzelał, później w Grecji, transfer do Olympiakosu, a dzisiaj wyrzuca z Pucharu Króla Real Madryt. Piękne historie piszą się czasami w futbolu - opowiedział Daniel Sobis.

Kręta droga

Jefte nigdy nie bał się przystawać na oferty z dość niecodziennych kierunków. Po podboju Austrii zwiedził trzy kluby w lidze rumuńskiej. Sam nie ukrywa, że najlepiej czuł się w FCV Farul Constanta, gdzie prowadził go Gheorghe Hagi, człowiek-pomnik, jeśli chodzi o futbol w Rumunii.
- Hagi to najlepszy trener, z jakim pracowałem. To legenda, jest niesamowity. Osobiście zadzwonił do mnie i przekonał do podpisania kontraktu. On kocha piłkę, żyje nią 24 godziny na dobę. Zawsze dawał z siebie wszystko i tego samego wymagał podczas meczów, ale też na treningach. Jeśli widział, że ktoś nie wnosił maksimum, to mówił mu to w twarz. Nie przebierał w słowach, czasem był nieco szalony. Ale świetnie mi się z nim pracowało - mówił dwa lata temu w rozmowie z Relevo.
- Jaką radę mógłbym dać młodszym piłkarzom? Niech pamiętają, że piłka nie kończy się na Hiszpanii. Nieważne, czy grasz w swoim kraju, czy gdzie indziej. Najważniejsza jest wiara, ciężka praca i konsekwencja. Jestem przykładem, że wszystko jest możliwe - dodał.
Patrząc w statystyki, można dojść do wniosku, że wielu trenerów w Hiszpanii musiało przeoczyć talent Betancora. To bowiem piłkarz, który gwarantował gole w niemal każdym klubie, w którym występował. Oczywiście, że w większości były to kluby z niższej półki. Ale to też jest sztuka, aby regularnie trafiać do siatki, nie mając do pomocy topowych partnerów. Wystarczy przytoczyć przebieg poprzedniego sezonu, kiedy Hiszpan został królem strzelców greckiej ekstraklasy z dorobkiem 16 trafień. Wyprzedził m.in. Ayouba El Kaabiego, Lorena Morona czy Anthony’ego Martiala, czyli znacznie bardziej rozponawalnych zawodników.

Turniej życia

Popisy w Panserraikosie sprawiły, że Olympiakos wydał na Jefte 500 tys. euro. Nie dostał on jednak ani jednej szansy w zespole z Pireusu. Jose Luis Mendilibar woli konsekwentnie stawiać w ataku na Ayouba El Kaabiego i Mehdiego Taremiego. Hiszpański snajper został oddany na wypożyczenie do Albacete, gdzie przeszedł do historii. W tej edycji Pucharu Króla rozegrał cztery mecze, notując cztery bramki i jedną asystę. Najpierw skarcił Celtę Vigo, a w połowie stycznia posłał dublet na wagę wyrzucenia Realu Madryt za burtę.
- Jak to zrobiłem? Widziałem, że jest tylko luka wielkości piłki między obrońcą i Łuninem. Poszukałem jej i od razu po kopnięciu wiedziałem, że bramkarz nie będzie mógł interweniować. Jestem wysokim napastnikiem, stereotypowo myśli się, że ktoś taki najlepiej czuje się w grze powietrznej, ale nie zawsze tak jest. Ja wolę dostać piłkę do nogi - podkreślił dla Radio Marca.
Przewrotność całej sytuacji polega na tym, że Jefte tuż przed meczem z Realem był o krok od opuszczenia Albacete. Mało tego, według doniesień beIN Sports miał wykupiony bilet na samolot do Tajlandii na 12 stycznia. Dostał bowiem lukratywną ofertę z Buriram United. Albacete było gotowe zaakceptować decyzję piłkarza, a Olympiakosowi nie robiło większej różnicy, gdzie 32-latek będzie wypożyczony. Wszystkie zainteresowane kluby czekały na to, co postanowi sam zainteresowany. Ten w ostatniej chwili uznał, że pieniądze są ważne, ale możliwość gry przeciwko “Królewskim” to coś absolutnie wyjątkowego. Odwołał lot do Azji, został w klubie, po czym strzelił hegemonowi dwa gola. Po tamtym meczu definitywnie upadł temat jakiegokolwiek odejścia.
- Wyeliminowaliśmy już Celtę i Real, więc pokazaliśmy, że niezależnie od tego, kto przyjeżdża do Albacete, nie będzie miał łatwo. Postaramy się każdemu utrudnić życie. Marzenia nic nie kosztują - zapowiedział napastnik. - Futbol jest dla ludzi, którzy żyją nim na co dzień. Takie mecze w pucharze są nagrodą za wszystko, przez co przeszliśmy jako zespół. Będziemy cieszyć się meczem z Barceloną, tak jak cieszyliśmy się starciem z Realem. Dla takich chwil żyjemy - podkreślał trener Alberto Gonzalez.
Triumf nad ekipą Arbeloi ewidentnie napędził Albacete. Drugoligowiec zdobył komplet punktów w trzech następnych meczach, dzięki czemu awansował na 12. miejsce i chwilowo odegnał widmo spadku. Na razie żaden kibic nie myśli jednak o walce o utrzymanie. Liczy się tylko wtorkowe starcie z Barceloną, która paradoksalnie spróbuje pomścić Real. Katalończycy oczywiście będą murowanymi faworytami, ale podopieczni Gonzaleza już pokazali, że doskonale czują się w roli underdoga, któremu nikt nie daje szans na awans.
Powszechnie wiadomo, że defensywa “Barcy” nie jest monolitem. Ekipa Flicka ma w zwyczaju stracić gola i dopiero przy negatywnym wyniku rzucić się do huraganowych ataków. A takie podejście sprawia, że Jefte Betancor może czuć się jak ryba w wodzie. To napastnik, który uwielbia grać na granicy spalonego, zwykle potrzebuje jednej dogodnej okazji, aby strzelić dwa gole. Jego kariera stanowi dowód na to, że nigdy nie można się poddać. Skoro zawodnik, który w wieku 24 lat tymczasowo porzucił piłkę na rzecz pracy elektryka, mógł później wyeliminować Real Madryt, to wszystko jest możliwe. Dosłownie wszystko.

Przeczytaj również