Emocjonalny terror w wielkim klubie. Dobitne obrazki. "Ludzie na krawędzi wyczerpania"
Nowy serial Amazona o Manchesterze City nie jest klasycznym hołdem dla Pepa Guardioli. To bardziej portret człowieka, który tak bardzo zakopał się w swojej obsesji, że wycisnął z drużyny ostatnie soki. Enzo Maresca nie będzie miał łatwo - ciężar korony już teraz waży, a poziom oczekiwań plus ubytki liderów stawiają go przed gigantycznym zadaniem. Przerabiano to już w Manchesterze United i Arsenalu.
Wszyscy teraz szukają porównań, choć on nieustannie od nich ucieka. Internet pełny jest nagrań wideo, na których widać, jak Maresca świętuje gola przeciwko Bournemouth (2:1) identycznie jak świętował go Guardiola. Kiedy po meczu nowy menedżer City rozmawia z Rayanem Cherkim, wygląda jak wykapany Hiszpan - ten sam sweter, ta sama łysa glaca i identyczna gestykulacja, jakby duch Pepa wciąż krążył po Etihad, tylko tym razem przemawiał głosem Włocha. Guardiola w ciągu 10 lat wygrał tutaj 20 trofeów. Skala porównań jest tak wielka, że Maresca po zatrudnieniu w City nie chciał przejmować jego biurka. Wziął inny pokój. Stare biuro Guardioli przerobiono na salę konferencyjną.
Jazda na całego
Kiedy pierwszy raz zabrał publicznie głos, od razu z szuflady wypadły porównania do Manchesteru United i Arsenalu po erze Fergusona i Wengera. Bezpośredni kontynuatorzy nie wytrwali dłużej niż półtora roku, co pokazuje, jak trudno być kustoszem w wielkich muzeach. Maresca przyszedł po to, by “opiekować się” dziedzictwem Pepa, choć serial Amazona pt. “A Beautiful Obsession” pokazuje, że zadanie będzie jeszcze trudniejsze niż sądzono. W czterech odcinkach widzimy dwa ostatnie sezony Manchesteru i to, jak bardzo ta drużyna była wyciskana do cna. Nowy trener nie dostaje gotowej maszyny, tylko drużynę po długim, wyczerpującym cyklu. To trochę tak, jakby wszedł do szatni, która ciągle jest w trakcie terapii.
Zwykle jest tak, że wielkie platformy serwują nam seriale mocno wypolerowane. Chodzi w nich o to, by “sprzedawać” sukces i przedstawiać bohaterów w jak najlepszym świetle. Produkcja “A Beautiful Obsession” jest pod tym względem inna, bo nie chce stawiać laurki dla odchodzącego trenera. Dostajemy tam surowy, czasem wręcz bolesny zapis tego, jak wygląda zarządzanie ludźmi na krawędzi wyczerpania. Kiedy Guardiola opowiada w szatni o swoim rozwodzie, nie mówi tego, by się wyżalić, tylko stosuje to jako narzędzie motywacyjne. Powtarza ten zabieg kilkakrotnie, mówiąc, jak bardzo poświęcił własne życie rodzinne, a w zamian dostaje występy określane jako “hańbę”.
Zerwane więzi
Sezon 2024/2025 był odchyłem w standardach, do jakich przyzwyczaił Manchester City. Był czas, kiedy w 13 spotkaniach zespół zanotował aż dziewięć porażek. To wtedy Guardiola kłócił się z Kylem Walkerem, co jest udokumentowane w serialu. Wtedy też Manuel Estiarte, czyli najbliższy współpracownik Guardioli, pierwszy raz w życiu zszedł do szatni, by poprosić zawodników o wyrozumiałość wobec wybuchów trenera. Wyjaśnił im, że Pep wbrew pozorom nie jest robotem - to człowiek, który właśnie przechodzi rozwód i którego życie prywatne sypie się tak samo jak to zawodowe.
Oczywiście w tym samym czasie toczyło się też życie medialne - tam Guardiola chronił swoich zawodników. Co jakiś czas próbował różnych sztuczek, by odbudować więź z zespołem, np. pokazywał im nagrania wspólnych celebracji i kazał w szatni jak najczęściej się przytulać. W pewnym momencie udało mu się zażegnać kryzys, bo przecież Manchester w ostatnim sezonie wygrał FA Cup i Puchar Ligi, a w lidze dał się wyprzedzić tylko Arsenalowi. Z drugiej strony ten suchy bilans trofeów nie oddaje tego, na jakim etapie znalazł się ten zespół: to była drużyna tak długo funkcjonująca na najwyższych obrotach, że w końcu siadły jej bezpieczniki.
Potrzeba restartu
Guardiola rozważał odejście już w listopadzie 2024 roku - nie dlatego, że stracił wiarę w swoje umiejętności, ale czuł, że tak będzie uczciwiej wobec klubu. Ostatecznie podpisał nową umowę jako sygnał nowego otwarcia, ale to były miesiące na “pożyczonym czasie”, w cieniu świadomości, że era dobiega końca. Wiedzieli to też piłkarze - z City stopniowo odchodzili tacy liderzy jak Kyle Walker cz Kevin de Bruyne, a tego lata dołączyli kolejni: Rodri, Bernardo Silva i John Stones. Maresca dzisiaj nie dość, że musi nacisnąć “reset”, to jeszcze głowi się nad utratą kilku fundamentalnych filarów tej machiny.
Czasami wygląda to tak, jakby zespół najpierw stracił ojca, potem starszego brata, a wraz z nim solidną część swojej tożsamości. Kiedy Manchester City rozpoczął sezon 2026/2027 meczem z Bournemouth, w środku pola nagle wylądował nominalny obrońca, Marc Guehi. Był to sygnał, jak bardzo wybrakowani są dzisiaj “The Citizens”. Nie da się tak łatwo zastąpić Rodriego, czyli zdobywcę Złotej Piłki i triumfatora mundialu. Tego samego lata odeszli też Tijjani Reijnders i Savinho, za moment zrobią to najprawdopodobniej Omar Marmoush i Nico Gonzalez. Jack Grealish też rozgląda się za nowym pracodawcą, co pokazuje ogromną skalę zmian.
Nowy świat
Maresca podsumowuje to krótko: City jest dzisiaj jak aktor, który przez dekadę pracował z jednym reżyserem, a teraz musi przestawić się na zupełnie inny sposób myślenia. Ostatnio Zlatan Ibrahimović jako ekspert w TV powiedział, że dziedzictwo Pepa jest zbyt duże, by w kilka miesięcy zrobić zmianę jeden do jednego i że może to zająć lata. Pierwszy test w Tarczy Wspólny przeciwko Arsenalowi (0:3) wypadł fatalnie. W drugim wrażenie uratowała końcówka (2:1 z Bournemouth), ale obraz gry nie był optymistyczny. Zespół dociera się jeszcze po wakacjach i intensywnym czasie mundialu. Poza tym ciągle jest w fazie meblowania. City właśnie pozyskało 18-letniego Ayyouba Bouaddiego z Lille. Nikt jednak nie wie, jak tak młody gracz zaadaptuje się w Premier League, a przecież oczekiwania z miejsca będą olbrzymie.
Maresca szuka w tym wszystkim plusów, mówiąc, że klub w ostatnich 17 latach miał tylko trzech trenerów, więc nie jest ziemią ruchomych piasków. On sam sprawdził się w Leicester, a w Chelsea włożył do gabloty Ligę Konferencji i Klubowe Mistrzostwo Świata, wygrywając w finale z PSG 3:0. Był też asystentem Pepa w chwili największych triumfów, co kibice doskonale pamiętają. Stąd piękny transparent na powitanie podczas pierwszego meczu sezonu.
Włoch ostatnio poleciał do Barcelony, by wysłuchać wskazówek od Guardioli. Ciągle są przyjaciółmi, a wiedza Pepa może stanowić dla nowego trenera dodatkową wartość. Na papierze Maresca wydaje się być idealnym “kontynuatorem” w świecie “Post-Pep”. Zwłaszcza w realiach, kiedy zmiana była konieczna, co doskonale pokazuje dokument Amazona. Nowy sezon to klasyczne “sprawdzam”. Maresca musi udowodnić, że klub potrafi oddychać bez geniusza, który przez dekadę był jego jedynym powietrzem.