Fenomenalna forma gracza Legii Warszawa. Wrócił z zaświatów. "Pan Piłkarz"

Fenomenalna forma gracza Legii. Wrócił z zaświatów. "Pan Piłkarz"
Radoslaw Makuch / pressfocus
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 08:00
Kiedy Marek Papszun rozpoczynał swoje rządy w Legii Warszawa, Ruben Vinagre grał tak źle, że można było zastanawiać się, czy z tego związku uda się jeszcze wynieść cokolwiek. Na początku nowego sezonu Portugalczyk znów prezentuje się jednak jak gwiazda całej ligi.
Dotychczasowy pobyt Rubena Vinagre’a przy Łazienkowskiej można było podzielić na dwa okresy. Przed wykupieniem ze Sportingu i po wykupieniu ze Sportingu. Pierwsze pół roku Portugalczyka to była rewelacja, festiwal całkowicie zasłużonych zachwytów. Takiej energii i jakości na lewej stronie boiska dawno w Ekstraklasie nie widzieliśmy, sporo meczów w barwach silnego jeszcze Wolverhampton nie wzięło się z niczego. Wykupienie Vinagre stało się więc (kosztownym) obowiązkiem, Legia zapłaciła ponad dwa miliony euro.
Dalsza część tekstu pod wideo
A później Portugalczyk przestał grać. Słabiej prezentował się cały zespół, nie pomagały ciągłe zmiany na ławce trenerskiej, ale też - jak się wydawało - nieprzypadkowo żaden ze szkoleniowców nie był w stanie wydobyć z Vinagre’a czegokolwiek, co sprawiało, że mówiono o nim jako o zawodniku klasowym. Lewy wahadłowy miał tylko przebłyski, znacznie częściej rozczarowywał. Kibice mieli go zwyczajnie dość.
Kiedy w listopadzie poprzedniego roku Warszawiacy przegrali ze Spartą Praga w Lidze Konferencji, Portugalczyk stał się kozłem ofiarnym. Przy próbie odbioru piłki prawie wpadł w kolegę z zespołu, natomiast z Noah beznadziejnie stracił futbolówkę, po czym chwilę później Ormianie wyrównali stan rywalizacji. Piłkarzowi zaczęto wyliczać błędy, ale też zwracano uwagę na brak zaangażowania. Ten drugi zarzut bolał chyba najbardziej, bo gdyby Vinagre faktycznie oddawał zespołowi swoje serce, nikt nie stawiałby go niżej niż Patryka Kuna czy Arkadiusza Recę.
- Ruben Vinagre w ostatnich sześciu meczach był winny straty pięciu-sześciu goli. To jak możesz go w ogóle wystawić w pierwszym składzie? Żal mi się nad nim pastwić, bo wygląda, jakby grał w piłkę za karę. Zero zaangażowania, zero serducha. Bawi się z tyłu, jakby grał w siatkonogę. Przypuszczam, że jakbym z nim grał, to w przerwie meczu sam bym go zmienił. Nie wytrzymałbym, by dłużej na to patrzeć. Nie wiem, jak się czują przy nim koledzy w szatni Legii - grzmiał Tomasz Hajto, a w jego podejściu wcale nie było nadmiaru przesady.
Sytuacja Portugalczyka wcale nie zmieniła się, gdy do Warszawy przybył ratujący sezon Marek Papszun. 27-latek pozostał na bocznym torze, swoje piętno odcisnęła długa kontuzja związana z urazem przywodzicieli, a do rangi żołnierza nowego trenera urósł wspomniany już Kun. Były podopieczny Papszuna z Rakowa doskonale wykorzystał kryzys formy swoich rywali, zrobił wiele, aby zapracować na nowy kontrakt. Ostatecznie umowy wprawdzie nie dostał, ale latem przeniósł się do Wisły Płock, gdzie gra w pierwszym składzie.
Vinagre natomiast został przy Łazienkowskiej. Obawiano się, że tym samym rozpocznie się uciążliwy dla wszystkich okres dogorywania. Niewiele wskazywało na to, że Portugalczyk odżyje pod wodzą Papszuna. Nie to zdrowie, wybieganie, zaangażowanie, zdolność do zasuwania po obu stronach boiska. Jeszcze w kwietniu trener zapowiadał, że jego pierwszym wyborem na lewe wahadło jest Kun, a pozostała dwójka musi się bardzo postarać, aby doświadczonego zawodnika wygryźć. Vinagre wziął to sobie bardzo do serca.

Odmieniony

Sumiennie przepracował okres przygotowawczy. Nie spoczywał na laurach, naprawdę walczył o miejsce w składzie. Zaczął nawet rozwiewać wątpliwości dotyczące zaangażowania, po asyście w sparingu z Radomiakiem cieszył się niemal jak z asysty w Ekstraklasie. Dopisało mu też zdrowie, bez trudu wygrał rywalizację z Recą, a Kuna już nie było, więc Vinagre sezon rozpoczął w podstawowym składzie. I zachwycił.
Portugalczyk stał się jednym z symboli transformacji Legii pod wodzą Papszuna. Przez ostatnie miesiące szkoleniowiec był w stanie odbudować niemal każdego zawodnika. Niechlubnym wyjątkiem pozostaje Mileta Rajović, który ma tym trudniej, że kibice alergicznie reagują na wszystko, co Duńczyk zrobi. Inna sprawa, że napastnik - w przeciwieństwie do chociażby Vinagre’a - nie daje fanom podstaw ku temu, aby potraktować go łagodniej. Pozostaje nieskutecznym snajperem. W tym czasie portugalski wahadłowy to jeden z najlepszych zawodników początku sezonu w Ekstraklasie.
Już teraz 27-latek może pochwalić się 11 kluczowymi podaniami - więcej uzbierali ich tylko Mateusz Klich i Ajdin Hasić z Cracovii (15), ale oni rozegrali póki co mecz więcej. Dogrania wahadłowego Legii przerodziły się w dwie okazje bramkowe dla zespołu, a finalnie jedną asystę. Dziewięciu piłkarzy kreuje w tym momencie lepiej, przy czym jedynie trzech - Mario Garcię, Pawła Wszołka i Michaela Ameyawa - możemy sklasyfikować jako obrońców lub wahadłowych. Reszta to gracze stricte ofensywni. Nie do przecenienia pozostaje również fakt, że Vinagre trzyma bardzo równy poziom. Jego liczby nie są efektem pojedynczego wyskoku, ale wysokiej dyspozycji w czterech kolejnych spotkaniach. Tak dobrze Portugalczyk nie wyglądał od momentu, kiedy został przez Legię wykupiony, czyli od… półtora roku.
- Ruben Vinagre to dla mnie symbol odmienionej Legii. To był najlepszy zawodnik w meczu z Zagłębiem. Pan piłkarz. Widać, że wrócił do dyspozycji przed tym, jak został wykupiony przez Legię - przyznał Tomasz Włodarczyk w programie na kanale Meczyki. Perspektywa na wahadłowego zmieniła się całkowicie. Z zawodnika wypychanego przez kibiców wrócił do statusu ulubieńca.

Darmowy transfer

Odbudowany Vinagre nie boi się podejmować ryzyka. Wykorzystuje wszystkie walory ofensywne, ale w tyłach też wygląda nieźle, ma ponad pięć interwencji w każdym spotkaniu. Zanotował już 70 udanych podań na połowie przeciwnika, a przecież rozegranie nie należy do jego głównych kompetencji. Co innego z dośrodkowaniami. Legia stawia na długie podania, a Portugalczyk ma już osiem udanych dograń w pole karne rywala, co jest najlepszym wynikiem w Ekstraklasie. Żeby było jednak ciekawiej, drugie miejsce w tej klasyfikacji zajmuje Wszołek, trzeci jest Kamil Piątkowski. Dominacja.
W starciu z Radomiakiem, zdecydowanie największym popisie stołecznych, Vinagre prezentował się kosmicznie w skali Ekstraklasy. Wygrał większość pojedynków, regularnie dobrze wrzucał, miał 80% skuteczności dryblingów i aż trzy kluczowe podania. Z piłką przy nodze przebiegł dystans równy niemal 150% długości całego boiska. Bawił się futbolem, bawił się rywalami, o czym boleśnie przekonał się Kacper Karasek, nad którym rywal już przy 0:5 przerzucił piłkę.
Przy okazji starcia z Radomiakiem poczynania Vinagre’a obserwował między innymi Jan Urban. Selekcjoner żartował później, żeby lider Legii szukał babci z polskimi korzeniami, bo reprezentacji, no cóż, zdecydowanie by się przydał. Urban nie jest w swoim podejściu odosobniony, większość trenerów wzdycha do tak prezentującego się Portugalczyka. Każdy, kto w Ekstraklasie stawia na formację z wahadłowymi, chciałby go u siebie.
Legia dokonała w tym okienku kilku naprawdę ciekawych transferów. Łukasz Zjawiński szybko pokazał, że potrafi strzelać też na najwyższym poziomie. Robert Deziel Jr. bez trudu wskoczył do wyjściowego składu, Michal Sevcik zaliczył udane zawody przeciwko Radomiakowi, a przecież z Czech ściągnięto też bardzo dobrze zapowiadającego się Jana Kuchtę. Mimo wszystko w tym momencie najlepszym transferem Legii pozostaje odzyskany Vinagre. Portugalczyk, razem z Brahimem Traore z Cracovii, stanowią dobry dowód na to, że czasami z danym zawodnikiem trzeba po prostu popracować nieco dłużej. Tym bardziej, jeśli chwilę wcześniej udowadniali, że mają papiery na grę.

Dyskusja

Przeczytaj również