Fenomenalny transfer w Ekstraklasie. Trafili w "10". Inni mogą zazdrościć

Fenomenalny transfer w Ekstraklasie. Trafili w "10". Inni mogą zazdrościć
Lukasz Laskowski / pressfocus
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 15:30
Można siłować się na to, kto wyda na transfery więcej, kto pobije rekord, do kogo przyjdzie piłkarz z bardziej imponującym CV. A można też, jak Korona Kielce, nie cudować. Wziąć, i to bez kwoty odstępnego, pewniaka do liczb. Do tego doskonale znającego ligę. Mariusz Stępiński wrócił. I to w jakim stylu.
Nie było go prawie 10 lat. Latem 2016 roku Mariusz Stępiński ruszył na podbój Europy. Już po raz drugi. Wcześniej przez jakiś czas próbował swoich sił w Niemczech, ale zaliczył wówczas falstart. Warto natomiast docenić, że nie bał się wrócić do kraju, złapać nad Wisłą jeszcze trochę szlifów, zamiast na siłę udowadniać wszystkim, że jest już “za duży” na Ekstraklasę. Rozkręcił się przede wszystkim w Ruch Chorzów. I wtedy spróbował ponownie.
Dalsza część tekstu pod wideo

Dekada poza ojczyzną

Nantes, Chievo, Hellas, Lecce, Aris Limassol, Omonia Nikozja. Przez blisko dekadę Stępiński solidnie wzbogacił swoje CV. Szło mu różnie. Miał momenty świetne, ale i te naprawdę kiepskie. Patrząc jednak całościowo - nie wypadł z karuzeli poważnego grania. Zanotował 78 spotkań w Serie A, strzelił tam 14 goli, kilka kolejnych dorzucił we francuskiej Ligue 1, a przez ostatnie lata jakość potwierdzał też na Cyprze, jeśli już faktycznie dostawał swoje szanse, bo jak doskonale wiemy, nie zawsze jego pozycja zależała od aspektów stricte sportowych.
Mariusz Stępiński
Transfermarkt
Mowa oczywiście o skomplikowanej sytuacji z ostatniego do tej pory zagranicznego klubu, a więc Omonii Nikozja. Tam Stępiński początkowo spisywał się naprawdę solidnie. Przyszedł w środku sezonu 2023/24, a do jego końca strzelił sześć goli w 17 meczach. Jeszcze lepiej wiodło mu się w kolejnej kampanii, gdy nie tylko regularnie trafiał na krajowym podwórku (12 bramek w 27 meczach), ale i w eliminacjach Ligi Konferencji (cztery trafienia w pięciu spotkaniach). Cypryjskie słońce ewidentnie mu służyło.
W międzyczasie przyszedł jednak pamiętny mecz Omonii z Legią. Kibice klubu ze stolicy Cypru zachowali się wówczas skandalicznie, wywieszając transparent z hasłem “Armia Czerwona wyzwoliła Warszawę”. Stępiński, co warto docenić, nie chciał milczeć. Nie zamiatał sprawy pod dywan. Skrytykował fanów reprezentowanego wtedy przez siebie klubu. A potem… przestał grać regularnie. Kara? Tak to wyglądało.
Od tamtej pory Stępiński nie miał już w Nikozji mocnej pozycji. Czasami lądował poza kadrą, w niektórych meczach grał ogony, jedynie od czasu do czasu wychodził w pierwszym składzie. A gdy już to robił, jak na finiszu rozgrywek 2024/25, to znów potwierdzał jakość.

Widzew nie skorzystał

Miarka przebrała się jednak w obecnym sezonie. Jesienią Polak spędził na murawie łącznie 250 minut. Od końcówki października nie dostał już żadnej szansy. Został całkowicie odsunięty. W większości meczów lądował poza kadrą meczową. Trzeba było więc uciekać.
30-latek nigdy nie ukrywał, że sercem najbliżej jest mu do Widzewa. To tam stawiał pierwsze poważne kroki w świecie piłki, tam debiutował na boiskach Ekstraklasy. I co ciekawe, tam mógł wrócić po latach zagranicznych wojaży. Był chętny na taki ruch, ale odpowiednią determinacją nie wykazał się ostatnio szalejący na rynku transferowym klub z al. Piłsudskiego. Pierwszą okazję, by ściągnąć Stępińskiego, Widzew miał latem 2025 roku.
- Na dwa dni przed końcem okna Omonia nie dość, że chciała puścić mnie za darmo, to chciała też dopłacać do mojej pensji. Byłem do wyciągnięcia za darmo. Dyrektor Widzewa dostał od razu informację o tym, ale klub był dogadany już z Zeqirim - wspominał niedawno Stępiński na kanale Meczyki.
Napastnik nie uniósł się dumą i tej zimy ponownie brał pod uwagę transfer do Widzewa. Doszło jednak do powtórki z rozrywki.
- Powiedziałem jasno: dajcie mi czas, transfer dojdzie do skutku. Ale dyrektor powiedział mi, że nie może czekać tak długo. Fakty okazały się inne. Nie mam do nikogo żalu, bo to jest biznes. Ja jestem spokojny ze swoim sumieniem, zrobiłem wszystko, co mogłem i mogę spokojnie spojrzeć w lustro - dodawał Stępiński.

Debiut marzeń, a niedługo… kadra?

Czy Widzew będzie pluł sobie w brodę? Niewykluczone. Wspomniany Zeqiri, sprowadzony za dwa miliony euro, póki co jest sporym rozczarowaniem. A Stępiński? Ostatecznie kilka tygodni temu zdecydował się na transfer do Korony Kielce. Formą błyszczał już w sparingach, a w ostatnią niedzielę na boiska Ekstraklasy wrócił w wielkim stylu. Ustrzelił dublet w wyjazdowym meczu z Legią Warszawa, dając “Złocisto-Krwistym” bezcenne zwycięstwo.
Podczas gdy Stępiński błyszczał na Łazienkowskiej, po czole znów kopał się grający dla przeciwnej drużyny Mileta Rajović. Przypomnijmy - najdroższy piłkarz w historii klubu.
Jak zatem widać, nie zawsze trzeba szukać, przepraszam za wyrażenie, kwadratowych jaj. Wydawać fortuny za piłkarzy, którzy już na starcie są wielkim znakami zapytania. Przecież zanim jeszcze Rajović kopnął piłkę w koszulce Legii, choćby z Danii docierały informacje - to absolutnie nie jest piłkarz wart takich pieniędzy. To nie jest ktoś, kto zrobi różnicę.
Różnicę robi natomiast Stępiński. Jasne, może to tylko znakomity debiut. Może za moment 30-latek spuści z tonu i stwierdzimy jednak, że jest transferowym niewypałem. Futbol bywa przecież naprawdę nieprzewidywalny. Póki co jednak zdecydowanie bardziej pachnie tu powrotem przez wielkie P. Już teraz zaczyna się mówić, i pisać, o możliwym powołaniu napastnika Korony do reprezentacji Polski.
Czy to pomysł oderwany od rzeczywistości? Absolutnie nie. Stępiński musi oczywiście potwierdzić jakość w dłuższej perspektywie, natomiast jeśli faktycznie to zrobi, powinien dostać swoją szansę. Atak reprezentacji Polski w ostatnich latach został chyba trochę zbyt mocno zabetonowany. Ciągle oglądamy tam te same nazwiska. Nazwiska, co tu ukrywać, z problemami. Adam Buksa strzelił w tym sezonie trzy gole, wciąż leczy kontuzję, a i przed nią nie zachwycał. Karol Świderski jest dziś w Panathinaikosie głównie rezerwowym, Krzysztof Piątek zaciął się po niezłym starcie w Katarze. Może czas na odrobinę świeżości?
Na rozmyślania o kadrze na poważnie przyjdzie natomiast jeszcze (być może) czas. Póki co cieszmy sie, że Stępiński wrócił do Ekstraklasy, bo bez wątpienia jest dla niej wartością dodaną.

Przeczytaj również