Flick stracił cierpliwość do gwiazdy Barcelony. "Do roboty"

Flick stracił cierpliwość do gwiazdy Barcelony. "Do roboty"
IPA / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 10:00
Hansi Flick wymaga jednego od swoich piłkarzy. Maksymalnego zaangażowania. Konkretnych oczekiwań trenera nie spełnia Alejandro Balde. Lewy obrońca musiał zostać odsunięty na boczny tor.
Barcelona w ostatnich tygodniach funkcjonuje w trybie walec. Komu tylko może, serwuje manitę. Piątka dla Elche, piątka dla Rayo, a i dla Valencii też coś się znajdzie. Zespół czaruje, jednostki lśnią, a kibice z utęsknieniem wyczekują kolejnych popisów. Nie wszyscy mogą jednak uczestniczyć w boiskowej zabawie, dwóch zawodników z pierwszej kadry jeszcze nie pojawiło się na murawie w tym sezonie. To Brian Farinas, czekający wciąż na debiut w seniorskiej piłce, a także Alejandro Balde, który powoli popada w zapomnienie.
Dalsza część tekstu pod wideo
22-latek jest w najlepszym razie trzecim wyborem na lewą obronę. Hansi Flick już pod koniec okienka sygnalizował Hiszpanowi, że może lepiej będzie mu w innym zespole. Wychowanek La Masii wolał pozostać w macierzystym klubie, chociaż raczej nie wyniknie z tego nic dobrego. W tym momencie jest właściwie niepotrzebnym elementem składu, wypełnieniem ławki i opcją awaryjną w przypadku plagi kontuzji. Jeśli konkurenci do gry będą zdrowi, Balde pozostanie głębokim rezerwowym.

Zastój

Co poszło nie tak? Takie pytanie mogą zadawać kibice Barcelony, śledząc karierę defensora. Jego początki były przecież niezwykle udane, jeszcze jako nastolatek w sezonie 2022/23 wywalczył sobie miejsce w składzie. Wygryzł nie byle kogo, bowiem Jordiego Albę. Postać może niekoniecznie pomnikową, ale na pewno zasłużoną dla klubu. Weteran w ostatnich latach na Camp Nou przypominał nieco sytego kota, więc do wyjściowej jedenastki wskoczył młodziutki tygrys.
W sezonie 2024/25 Balde osiągnął życiową formę. Jak większość piłkarzy, wykonał spory krok do przodu pod czujnym okiem Flicka. Wyróżniał się dynamiką, dobrą grą jeden na jeden, na przestrzeni rozgrywek zebrał jednego gola i aż 10 asyst. Do pewnego momentu wszystko układało się bez zarzutu. Aż przytrafiła się kontuzja mięśniowa, przez którą stracił całą końcówkę kampanii zakończonej krajowym trypletem. Kiedy wrócił do gry, nie przypominał już samego siebie z czasów prosperity.
Obrońca był jednym z największych przegranych poprzedniego sezonu. Grał tak, jakby jego myśli orbitowały daleko poza granice boiska. Potrafił przysypiać w obronie, nie wnosił wiele do ataku, jego znakiem firmowym stały się rajdy pod końcową linię zakończone albo wrzutkami do nikogo, albo podaniami wstecz zwalniającymi akcję. W trakcie kampanii 2025/26 zebrał tylko trzy asysty. Dla porównania, Joao Cancelo, który przyszedł dopiero w styczniu, miał udział przy sześciu bramkach. Podsumowaniem nieudanego okresu Hiszpana był pucharowy mecz na Metropolitano, w którym Atletico do przerwy prowadziło 4:0. Praktycznie każda akcja bramkowa zaczynała się od tego, że Giuliano Simeone bez trudu ogrywał lewego obrońcę, tworząc przewagę przy linii bocznej. Rywale strzelali jak natchnieni, winowajca nie wyciągał wniosków.
Liczby potwierdzają to, co widział praktycznie każdy kibic - wyraźny zjazd formy Balde. Na przestrzeni dwóch ostatnich sezonów ligowych zaliczył regres w takich statystykach jak odbiory, oczekiwane asysty, wykreowane duże okazje, wygrane pojedynki. Być może w pewnym momencie poczuł się zbyt pewnie, nie mając klasowego konkurenta. Kiedy jednak klub takowego sprowadził, to Hiszpan przegrał z nim rywalizację. W decydujących momentach poprzednich rozgrywek Flick konsekwentnie stawiał na Joao Cancelo, ponieważ ten najzwyczajniej w świecie gwarantował większą jakość.
- Zawsze będę bronił zawodników, którzy utożsamiają się z herbem i czują przywiązanie do barw. Jednak w futbolu na najwyższym poziomie liczy się przede wszystkim poziom sportowy. Balde rozegrał dwa dobre sezony, a potem dwa słabe, naznaczone problemami fizycznymi. Jego odejście nie byłoby złą wiadomością dla Barcelony - ocenił Guillem Borras Perez z Jijantes. - Balde wciąż ma margines do rozwoju. Wygląda jednak na to, że Flick nigdy nie był w pełni przekonany do jego umiejętności - stwierdził David Bernabeu z katalońskiego Sportu.

Cierpliwość dobiegła końca

Barcelona nie może sobie pozwolić na bylejakość. Letnie zakupy potwierdziły, że Katalończycy mierzą wysoko i spróbują utrzymać dominację na krajowym podwórku, snując jednocześnie marzenia o podboju Europy. Jeśli dany piłkarz nie potrafi dostosować się do wysokiego poziomu ambicji, to wylatuje z gry. I właśnie to spotkało Balde. W końcu nawet trener nie bał się wytknąć mu nieodpowiedniego zachowania. Kibice i eksperci mogli oceniać 22-latka tylko na podstawie średnich lub słabych występów w meczach, natomiast wygląda na to, że na treningach było jeszcze gorzej. Flick rzadko decyduje się na publiczną krytykę podopiecznych, ale tym razem to zrobił.
- Rozmawiałem z Alejandro i powiedziałem mu, że uważam, iż nie jest skupiony w 100%, więc najlepiej, aby wrócił do domu i oczyścił umysł. Niedługo znów porozmawiamy. To zawodnik o dużej jakości i ważne jest to, aby wiedział, czy jest przekonany, że może konkurować na swojej pozycji. Tego oczekuję od swoich zawodników, aby byli gotowi na rywalizację. Potrzebuję piłkarzy, którzy są w 100% zaangażowani, tylko wtedy możemy walczyć jako jedna drużyna - powiedział Flick 23 sierpnia.
Balde nie zmieścił się w kadrze na mecz z Elche w pierwszej kolejce. To był jasny sygnał od Flicka: “Do roboty. Albo podniesiesz poziom, albo możesz zapomnieć o grze”. W międzyczasie “Barca” miała być otwarta na sprzedaż zbędnego zawodnika. Pod koniec okienka pojawił się temat Manchesteru United, jednak kluby nie doszły do porozumienia. “Czerwone Diabły” preferowały wypożyczenie, a Katalończykom zależało na transferze definitywnym. Poza tym sam piłkarz nie był szczególnie chętny na opuszczenie drużyny, w której łącznie spędził 16 lat. Mercato dobiegło końca, obrońca pozostał w kadrze mistrzów Hiszpanii, jednak sytuacja jest daleka od ideału.
- Balde stał się największym problemem w drużynie Hansiego Flicka. Trener publicznie podkreśla, że chce mieć do dyspozycji tylko w pełni zaangażowanych zawodników. Otoczenie lewego obrońcy czuje się jednak oszukane, uważa, że szkoleniowiec i klub nie byli do końca szczerzy. Czas pokaże, czy próby złagodzenia napięcia okażą się skuteczne - pisał pod koniec sierpnia Javi Miguel z dziennika AS.

Na końcu hierarchii

W trzech poprzednich sezonach Balde rozgrywał kolejno 2000, 3495 i 2806 minut. Obecnie sukcesem będzie jakikolwiek czas spędzony na boisku. W pierwszych czterech kolejkach nie podniósł się z ławki i nie było żadnego momentu, w którym kibice Barcelony mogli za nim zatęsknić. A to z prostej przyczyny. Miejsce na lewej obronie zajął rewelacyjnie spisujący się Xavi Espart. 19-latek nie ma może szybkości Balde i dynamiki Cancelo, ale góruje nad nimi inteligencją taktyczną. Doskonale wie, gdzie się ustawić, kiedy zagrać na klepkę, kiedy przytrzymać piłkę, w którym sektorze zrobić przewagę. Ma jeszcze pewne kłopoty w bezpośrednich pojedynkach w obronie, przy czym to naturalne, biorąc pod uwagę nadal mały bagaż doświadczeń, którego nie może nadrobić warunkami fizycznymi.
Espart jest jedynym piłkarzem “Barcy” z pola, który w tym sezonie zagrał od deski do deski we wszystkich meczach. Flick na każdym kroku podkreśla jego potencjał, rozumienie gry i przydatność w fazie ofensywnej. Właśnie tym różni się od Balde, który potrafił odjechać rywalowi na kilka metrów, po czym przyjmował piłkę na wysokości pola karnego i nie wiedział, co z nią zrobić. Miał czas na zrobienie progresu, w poprzednim sezonie dostał mnóstwo szans i praktycznie żadnej z nich nie wykorzystał. Dlatego dziś nie ma powodu, aby wygrał rywalizację z Xavim i Cancelo. W sytuacji awaryjnej trener zapewne wolałby nawet wrócić do ustawienia z Gerardem Martinem na lewej obronie. Niewykluczone, że zawodnik z “trójką” zobaczy pierwszy skład dopiero po ewentualnej zmianie barw.
- Nie odejdę. Barcelona to mój dom, spędziłem tu 16 lat, to całe moje życie. Chcę nadal odnosić tu sukcesy. Myślę tylko o tym, aby spędzić tu kolejne lata - mówił Balde w lipcowym wywiadzie dla Sportu.
Można cenić miłość i przywiązanie do barw. Uczucia nie mogą jednak przysłaniać rzeczywistości. Fakty są takie, że Barcelona obecnie nie potrzebuje Balde, a on traci w niej jedynie czas. Do stycznia może rozegra pojedyncze minuty, może nie, natomiast z pewnością nie odzyska statusu, na który mógłby zapracować w innym miejscu. Jeśli trener otwarcie kwestionuje twoje zaangażowanie, sadza cię na ławkę lub nawet pomija w kadrze meczowej, to znaczy, że pewien etap dobiegł końca. Pewnie nie jest łatwo odejść z klubu, w którym spędziło się prawie trzy czwarte życia. Ale jeszcze trudniej zostać w zespole, gdzie brakuje miejsca. Rozstania, chociaż bolesne, czasem są po prostu niezbędne.

Dyskusja

Przeczytaj również