Futbol u progu rewolucji. Ten przepis może zmienić wszystko. Straci... Barcelona?

Futbol u progu rewolucji. Ten przepis może zmienić wszystko. Straci... Barcelona?
Ugis Riba / Shutterstock.com
Wojciech - Klimczyszyn
Wojciech KlimczyszynDzisiaj · 16:30
Jeszcze chwila i futbol może stanąć na głowie. Przygotujcie się na całkowite odwrócenie jednej z podstawowych zasad tej dyscypliny, przynajmniej takiej, jaką znamy. To wszystko przez trenerską legendę.
Kanadyjska Premier League może zapisać się w historii. Właściwie to już się zapisała. Ale nie z powodu jakiegoś wielkiego osiągnięcia, wybitnej bramki albo serii zwycięstw nieznanego w pojęciu europejskiego kibica klubu. Jeśli chodzi o poziom piłkarski - tu nic się nie zmienia, wciąż drużynom z Kraju Klonowego Liścia daleko do czołówki. Jednak o tamtejszej lidze zrobiło się głośno z innego powodu: przetestowania przepisu zaproponowanego sześć lat temu przez niekwestionowany autorytet futbolowy.
Dalsza część tekstu pod wideo

W poszukiwaniu “prześwitu”

“Spalony Wengera” był wyśmiewany w Internecie, ale też krytykowany przez głośne nazwiska. Sam pomysłodawca, Arsene Wenger, legenda trenerskiego świata i były menedżer Arsenalu, a obecnie konsultant FIFA, był odsądzany od czci i wiary. Prawdę mówiąc, niewielu wierzyło, że jego idea w ogóle wejdzie w życie. Miała przepaść, zostać wyrzucona do kosza, w najlepszym przypadku sprawdzona w jakimś mało znaczącym turnieju juniorów. Tymczasem niedawno nastąpił przełom. I to nie byle gdzie, bo w seniorskiej, zawodowej piłce. Właśnie na kanadyjskich boiskach.
O co w ogóle chodzi? Obecnie przepis o spalonym jest restrykcyjny: jeśli jakakolwiek część ciała piłkarza, którą można strzelić gola (głowa, tułów, nogi), znajduje się przed ostatnim obrońcą w momencie podania, flaga asystenta idzie w górę, a sędzia gwiżdże spalonego. Wenger zaproponował odwrócenie tej logiki. Zawodnik nie znajduje się na spalonym, dopóki jakakolwiek część ciała, którą może zdobyć bramkę, znajduje się w linii z ostatnim obrońcą. Innymi słowy: dopóki jakakolwiek część ciała napastnika “pokrywa się” z obrońcą, gramy dalej.
Wenger dysponował dwoma ważnymi argumentami. Głównym powodem jest frustracja kibiców i piłkarzy związana z systemem VAR i tym, że bramki są anulowane z powodu wysuniętego nosa czy czy czubka buta, co zabija emocje. Według Francuza nowy przepis ułatwiłby czytanie spalonego. Prościej byłoby stwierdzić, czy między graczami jest “prześwit” (całkowita przerwa), niż wyznaczać linie co do milimetra przy stykowych sytuacjach. Przeciwnicy pomysłu argumentowali, że rysowanie linii nie zniknie, ale teraz VAR będzie po prostu wyznaczał je “z drugiej strony”, więc problem minimalnych spalonych wcale nie odejdzie do lamusa.

Przełom tu i teraz

O dziwo, IFAB, czyli międzynarodowa organizacja nadzorująca zmiany w przepisach piłkarskich, nie skreśliła idei Wengera, choć zwykle pozostaje konserwatywna w sprawach jakichkolwiek poprawek do zapisów, których część ma już ponad sto lat. Poleciła FIFA sprawdzenie propozycji “w praniu”. I tak, w 2023 roku, odbyły się testy w ramach ligi włoskiej do lat 18, a następnie w rozgrywkach młodzieżowych w Holandii. I wreszcie, w ostatnich tygodniach, w Kanadzie rozegrano pierwsze mecze, gdzie “stary spalony” przestał być spalonym. I co? I wszystko poszło bez większych zastrzeżeń.
Gol Alejandro Diaza, który dał Pacific FC prowadzenie w starciu z Halifax Wanderers, został uznany, mimo że gracz drużyny atakującej znajdował się znacznie przed ostatnim zawodnikiem broniącej się ekipy, co zgodnie ze standardową zasadą, skutkowałoby anulowaniem gola. Tymczasem Diaz mógł się cieszyć z trafienia, bo jednak kawałek nogi został w linii z obrońcą. Protesty rywali na nic się zdały. Rewolucja zaczęła się tutaj i teraz.
Według FIFA zmiana ma na celu jeszcze jedną rzecz. Faworyzowanie gry ofensywnej i poprawienie tempa meczu. Badania zlecone przez piłkarską centralę, ale też zwykła logika wskazują, że przy nowej interpretacji liczba bramek mogłaby wzrosnąć znacząco, ponieważ napastnicy zyskują ogromną przewagę nad obrońcami. Gdyby poprawki weszły w życie już teraz, moglibyśmy być pewni, że Kylian Mbappe uśmiechałby się częściej, a Hansi Flick musiałby mocno zrewidować taktykę “agresywnie wysokiej linii” defensywy Barcelony. Słowem, pewnie wszystko stanęłoby na głowie.

Nie ma złotego środka

Zasada spalonego jest na cenzurowanym i pod szczególną obserwacją od prawie 10 lat, czyli od momentu wprowadzenia VAR, a zwłaszcza ostatnio po zaimplementowaniu półautomatycznego spalonego, którego najpierw wprowadzili Włosi, a następnie do Serie A dołączyły kolejne najsilniejsze ligi Europy. Oczywiście sam fakt stosowania technologii nie oznacza, że jest on wolny od błędów i wątpliwości.
Te najpoważniejsze dotyczą przede wszystkim sytuacji, w których nie da się jednoznacznie stwierdzić, czy napastnik faktycznie znalazł się przed obrońcą w momencie podania. I czy sam moment zagrania został dobrze określony przez operatora na wozie VAR. Wielokrotnie zastanawialiśmy się, czy przy wytyczeniu linii spalonego asystenci zbyt wcześnie, ewentualnie zbyt późno zatrzymali akcję. Bo różnicę może zrobić dosłownie jedna klatka, czyli dokładnie 41 milisekund. Nie ma i nie będzie w tym przypadku złotego środka. Nawet po wprowadzeniu “zasady Wengera” wiele ma zależeć od czynnika ludzkiego.
W Kanadzie presja jest dużo niższa, bo piłka nożna nie należy tu do najpopularniejszych sportów. Komisarz Canadian Premier League po pierwszych testach z nowymi przepisami był dumny, że akurat w jego lidze doszło do “małej rewolucji”, dzięki czemu o rozgrywkach chociaż przez chwilę zrobiło się głośno.
- Chodzi o to, aby umieścić CPL w czołówce innowacji i wnieść znaczący wkład w globalną ewolucję piłki nożnej - wyjaśnił James Johnson, cytowany przez The Athletic. - Dzięki bliskiej współpracy z FIFA i IFAB jesteśmy dumni, że możemy odegrać rolę w kształtowaniu przyszłości futbolu, kontynuując budowanie rozgrywek, które odzwierciedlają nasze ambicje tutaj, w Kanadzie - dodał.
Warto przy okazji wskazać zagrożenia wynikające z nowej interpretacji spalonego. Jeśli faworyzuje napastników, zwłaszcza szybkich, wydaje się oczywistym, że trenerzy nie będą już ryzykowali ustawiania wyższej defensywy. O “samobójczych” formacjach stosowanych przez wspomnianego Hansiego Flicka można zapomnieć. Prawdopodobnie szkoleniowcy słabszych drużyn w starciach z silnymi będą forsowali niski blok lub wręcz popularne “parkowanie autobusu” w polu karnym. Zamiast dynamicznych meczów, możemy otrzymać widowiska, w których jedna drużyna muruje bramkę, co paradoksalnie zabije atrakcyjność spotkania.
W Kanadzie jednak na razie nie odnotowano spadku średniej strzelonych goli. W poprzednich trzech sezonach oscylowała w okolicy 2,5 bramki na mecz, w ostatnim to już trzy trafienia na spotkanie. Nową zasadę wprowadzono na początku kwietnia i po kilku rozegranych kolejkach mamy średnią… 3,01 na mecz. Trzeba jednak pamiętać, że to dopiero wstępny okres i drużyny nie przestawiły się jeszcze do nowych wymagań taktycznych.
Wyniki testów zostaną przedstawione IFAB pod koniec roku. Jeśli zakończą się sukcesem, a wiele na to wskazuje, bo Kanadyjczycy są do tej pory zadowoleni z wprowadzonych zmian, istnieje możliwość zmiany przepisów na całym świecie w sezonie europejskim 2027/28.

Dyskusja

Przeczytaj również