Gigant wydał 35 mln na napastnika. Ten strzelił… trzy gole w 44 meczach. "Katastrofa"

Gigant wydał 35 mln na napastnika. Ten strzelił… trzy gole w 44 meczach. "Katastrofa"
IMAGO / pressfocus
Kacper - Klasiński
Kacper KlasińskiDzisiaj · 12:35
Zeszłego lata był jednym z najgorętszych piłkarzy na angielskim rynku transferowym. Dziś jest wielkim niewypałem. Liam Delap nie trafiał do Chelsea z wielkimi oczekiwaniami, ale i tak zawiódł. Choć jest napastnikiem, wciąż ma w swojej karierze więcej żółtych kartek niż goli. Zakup Anglika to smutna alegoria polityki “The Blues”.
Wiele zarzutów można mieć do decyzji kadrowo-transferowych obecnego zarządu Chelsea, która i w tym sezonie kilka razy trafiła kulą w płot. Zakup Liama Delapa już latem mógł budzić uzasadnione wątpliwości. Aktualne rozgrywki okazały się jednak bezwzględne dla młodego Anglika. “The Blues” wyłożyli 35 milionów euro na chłopaka, który zwyczajnie nie jest gotowy do gry w klubie o europejskich ambicjach.
Dalsza część tekstu pod wideo

Inni mogli odetchnąć z ulgą

Latem 2025 roku Liam Delap był jednym z najbardziej rozchwytywanych graczy w Premier League. 21-letni wówczas napastnik stanowił ciekawą opcję na rynku, bo jego Ipswich Town spadło do Championship. On za to skończył rozgrywki jako najlepszy strzelec zespołu z 12 bramkami w lidze. Młody Anglik z klauzulą odstępnego to “produkt”, na który zwraca uwagę niemal każdy klub z angielskiej elity.
Delapa łączono z powrotem do Manchesteru City, gdzie grał w młodzieżówkach, a także m.in. z Tottenhamem, Newcastle, Arsenalem, Manchesterem United, Liverpoolem czy Evertonem. Walkę o jego podpis wygrała natomiast ostatecznie Chelsea. Londyńczycy tym samym kontynuowali politykę ściągania młodych, perspektywicznych graczy z potencjałem sprzedażowym. Delap w teorii idealnie wpisywał się w ich model zarządzania klubem. Na przywitanie dostał “dziewiątkę” - numer o dużym ciężarze gatunkowym, ale w Chelsea właściwie przeklęty.
Po niezłym sezonie w barwach beniaminka jego notowania stały wysoko. Pojawiały się jednak również i wątpliwości. Czy to zawodnik gotowy, aby grać w zespole o wielkich ambicjach? Czy będzie w stanie przystosować się do stylu opartego na większym posiadaniu piłki, wymagającego gry przeciwko nisko ustawionym rywalom, gdzie nie ma dużej przestrzeni do zaatakowania dla graczy linii ofensywnej? Dziś wiemy już, że były to wątpliwości uzasadnione. Delap “spalił się” na Stamford Bridge i kontynuował “klątwę” koszulki z numerem dziewięć. Choć oczekiwania nie stały na wysokim poziomie, Anglik został jednym z największych niewypałów tego sezonu w Premier League. Rywale pokonani przez Chelsea w walce o transfer mogli odetchnąć z ulgą, że uniknęli wpadki.
23-latek wygląda bowiem po prostu blado. Nawet jak na zmiennika. Nie potrafi pomóc, gdy “The Blues” potrzebują goli czy asyst. Nie umie ożywić zmagającego się w ostatnich tygodniach z prawdziwym kryzysem ataku. Brakuje mu skuteczności, gdy ma już okazje, ale przede wszystkim do nich nie dochodzi. I kompletnie nie potrafi ich sobie wykreować.

Problemy… z piłką

Liczby mówią same za siebie. Niedługo minie rok od transferu, a Anglik ma na koncie zaledwie trzy gole. W Premier League trafił tylko raz. Łącznie, od debiutu na Klubowych Mistrzostwach Świata, zanotował 44 występy, w których uzbierał bezpośredni udział przy ośmiu trafieniach. Tylko sześć z nich (w tym zaledwie jedna bramka i jedna asysta w lidze) są oficjalnie zaliczane do trwającego jeszcze sezonu. Połowę z nich uzbierał, zaliczając hattrick asyst przeciwko drugoligowemu Hull City w FA Cup. W tym samym meczu potrafił też jednak zmarnować taką okazję:
Ta sytuacja w pewien sposób dobrze obrazuje Delapa. To gracz pracowity. Naciska rywali i nie boi się biegać. Problem polega jednak na tym, że jest kompletnie nieefektywny, gdy to jego drużyna ma futbolówkę. A to właśnie tego, zwłaszcza pod bramką rywala, oczekuje się od napastnika. Niektórzy złośliwi fani nazywają go “wrestlerem” przez to, jak bardzo skupia się na niekoniecznie udanych pojedynkach fizycznych z przeciwnikami, jednocześnie nie dodając od siebie wystarczająco dużo, gdy po prostu trzeba grać w piłkę.
- Gdy przechodził do Chelsea, mówiłem, że powinien wybrać zespół pokroju Evertonu. Rozwinąć się tam przez kilka lat i potem zrobić krok do klubu Big Six. Przeskok z Ipswich do Chelsea jest zbyt duży. Podoba mi się jako napastnik - umie utrzymać piłkę, ma niezłe wykończenie, ale po prostu nie jest jeszcze gotowy na poziom czołówki Premier League - oceniał go w talkSPORT były długoletni napastnik Aston Villi, Gabriel Agbonlahor.
Delap szybko przegrał walkę o miejsce w podstawowym składzie. Jeszcze w trakcie Klubowych Mistrzostw Świata, gdy z powodu czerwonej kartki został zawieszony Nicolas Jackson, wydawało się, że Anglikowi spadła gwiazdka z nieba. Chelsea szybko pozyskała jednak Joao Pedro, a ten natychmiast stał się preferowanym wyborem. I liczby go bronią. To najlepszy snajper zespołu - ma 20 goli na wszystkich frontach (z tego 15 w lidze). Przy takim konkurencie Delap nie ma argumentów na częstszą grę.
- Raz gra, raz nie gra, w jednym meczu dostaje dziesięć minut, a w kolejnym żadnej. Nie strzelasz, długo czekasz na gole i zaczynasz wątpić w siebie - on potrzebuje odpowiedniej pracy na treningach, bo może znajdować się w lepszych sytuacjach, ale wydaje mi się, że większość jego problemów to kwestia pewności siebie - zwracał uwagę w talkSPORT legendarny napastnik Chelsea, Jimmy Floyd Hasselbaink.
Należy zwrócić uwagę, że Delap przegrywa rywalizację z Pedro u już trzeciego trenera. Tak było u Enzo Mareski, który znał przecież Anglika z czasów wspólnej pracy w drużynie U23 Manchesteru City. Sytuacja nie zmieniła się po zatrudnieniu Liama Roseniora i wciąż się utrzymuje pod wodzą Caluma McFarlane’a.

Więcej “żółtek” niż goli

Czy słabe liczby Delapa powinny dziwić? Aż tak słabe - oczywiście, bo są po prostu tragiczne. Ale jeśli spojrzy się na historię jego kariery, można było spodziewać się, że niekoniecznie doskoczy do poziomu Chelsea. Przed transferem na Stamford Bridge strzelił w profesjonalnym futbolu zaledwie 25 goli w 116 występach. Dla Manchesteru City zdobył tylko jedną bramkę, gdy dostał szansę w Pucharze Ligi. Przez dwa sezony spędzone na wypożyczeniach w Championship trafiał 12 razy. Potem tak samo często ładował piłkę do siatki w ciągu roku spędzonego na poziomie Premier League jako gracz Ipswich. Tendencja wzrostowa, ale…
Delapa dotyczy kolejna statystyka dobrze dopasowana do niespecjalnie przychylnej mu charakterystyki jego gry. W rozgrywkach seniorskich reprezentował pięć profesjonalnych klubów. Tylko w jednym z nich - Hull City - zdobył w lidze więcej bramek niż zebrał żółtych kartek (wynikiem osiem do sześciu). Ba, łącznie, w całej seniorskiej karierze, ma więcej “żółtek” niż trafień (33 do 28). To liczby zwyczajnie absurdalne dla napastnika. A mówimy przecież o graczu kreowanym jeszcze niedawno na jednego z topowych młodych graczy w Anglii.
Liam Delap
Flashscore
Statystyki ligowe Liama Delapa w seniorskim futbolu (stan na 11.05.2026) | Źródło: Flashscore
Wydaje się, że zbyt szybko został rzucony na za głęboką wodę. Pozycja napastnika i feralna “dziewiątka” w Chelsea potrafiły przygnieść Andrija Szewczenkę, Fernando Torresa, Alvaro Moratę, Gonzalo Higuaina czy Romelu Lukaku. A co dopiero młodego, niedoświadczonego chłopaka, który dopiero zasmakował futbolu na poziomie Premier League.
Transfer Delapa to w pewnym sensie alegoria sposobu budowania obecnej Chelsea. Brak w niej “pewniaków” gwarantujących doświadczenie i jakość. Są młodzi gracze, na których nie da się zawsze polegać. I najprawdopodobniej brak liderów, swoistych punktów oparcia, ich przytłacza. Tak właśnie jest z Anglikiem. To wciąż młody zawodnik, więc trudno go skreślać. Za szybko zrobił jednak zbyt duży krok do przodu, trafiając w bardzo wymagające środowisko.
Już teraz mówi się, że “The Blues” zamierzają go sprzedać. I to prawdopodobnie byłby dla niego dobry scenariusz. Delap zwyczajnie nie był i nie jest napastnikiem na miarę czołowego angielskiego klubu. Może stanie się takim w przyszłości, ale najlepiej, żeby okrzepł w zespole o mniejszych oczekiwaniach. Na razie nie wydaje się, aby w barwach Chelsea miał do tego odpowiednie warunki. Ten mariaż od początku wyglądał na nie do końca dopasowany. I boisko boleśnie potwierdziło te obawy.

Dyskusja

Przeczytaj również