Gigant zmierza w przepaść. To może być najdroższy spadek w historii futbolu

Gigant zmierza w przepaść. To może być najdroższy spadek w historii futbolu
IMAGO / pressfocus
Paweł - Grabowski
Paweł GrabowskiDzisiaj · 12:00
Już mało kto pamięta, jak Tottenham w sierpniu był sekundy od pokonania PSG i wygrania Superpucharu Europy. Działo się to dwóch trenerów temu, w dodatku w czasach, kiedy nikomu nie przyszłoby do głowy, że Londyńczycy mogą spaść z Premier League. Wtorkowa porażka z Atletico (2:5) totalnie obnażyła trenera Igora Tudora, który zmienił bramkarza już po 17 minutach, chociaż uczciwiej byłoby, gdyby sam zwolnił się już w przerwie.
Od lat to jeden z najbogatszych klubów świata. Mają stadion, który przypomina statek kosmiczny, a przed sezonem wydali 265 milionów funtów na transfery. Ciągle są też ostatnim triumfatorem Ligi Europy, choć trener, który wygrał tamten puchar, w lipcu został brutalnie zwolniony. Po Ange’u Postecoglou przyszedł Thomas Frank, a po Thomasie Franku - Igor Tudor. Każda z tych zmian tylko pogłębiała dół Tottenhamu. Spurs w 2026 roku nie wygrali meczu w Premier League. Są punkt nad strefą spadkową.
Dalsza część tekstu pod wideo

Brutalny gong

Spotkanie z Atletico (2:5) już na zawsze przejdzie do historii, choć Tottenham w przeszłości przegrywał 2:7 z Bayernem w 2019 roku. Dawniej Manchester City wytarł nim podłogę, wygrywając aż 6:0, kiedy trenerem był Andre Villas-Boas. Była jeszcze słynna katastrofa na St. James’s Park, gdy po odejściu Antonio Conte “Spurs” już po 21 minutach przegrywali z Newcastle aż 0:5. Od tamtego spotkania za chwilą miną trzy lata i to pokazuje, jak niewiele się w Londynie zmieniło. Wtedy też klub nie miał stałego trenera, stosując plastry na otwartą ranę. Cristian Stellini wytrwał cztery spotkania - dokładnie tyle samo, ile teraz na koncie ma Tudor.
Chorwacki trener przyszedł w połowie lutego z misją ratowania sezonu. Mówiono, że w przeszłości sprawdzał się w roli strażaka, choć jego CV - mówiąc łagodnie - nie powala. Od 2013 roku zwiedził 12 klubów i tylko w tym pierwszym, w Hajduku Split, wygrał mistrzostwo. Nigdzie poza Chorwacją nie wytrwał na stanowisku 50 spotkań. W Tottenhamie szokiem będzie fakt, jeśli przejdzie barierę dziesięciu, bo na razie przeszedł do historii klubu jako trener, który przegrał pierwsze cztery spotkania. Oczywiście nie wszystko jest jego winą. Tudor zawitał do drużyny rozbitej i pozbawionej pewności siebie. Niestety zamiast zasypywać ten dół, póki co jeszcze bardziej go pogłębia.

Brak serca

Jeśli ostatecznie zostanie zwolniony, niewiele po sobie zostawi. Przede wszystkim zostanie zapamiętany z brutalnej zmiany Antonina Kinsky’ego w meczu z Atletico. Czech już na starcie spotkania popełnił dwa fatalne błędy. Kiedy zespół przegrywał 0:3, Tudor ściągnął go z boiska, co jest ewenementem w historii Ligi Mistrzów. Zdarzały się oczywiście wcześniejsze zmiany bramkarzy, ale tylko w wypadku kontuzji. Kinski nie miał urazu, właśnie debiutował w Lidze Mistrzów i po 17 minutach dostał “wędkę”. Fakt, że Tudor nie wykonał w jego kierunku żadnego gestu, żadnej próby pocieszenia, nie świadczy o nim dobrze. Młody bramkarz został sam w tym bagnie.
Już fakt, że Czech w ogóle zagrał w tym meczu, był dziwny. Oczywiście jego rywal w bramce - Vicario - też jest daleki od swojej najlepszej formy, ale jednak ma dużo większe doświadczenie w starciach z topowymi drużynami. Kinski został rzucony na pożarcie Atletico, choć w tym sezonie ani razu nie zagrał w Premier League. Tudor na ławce posadził też m.in. Simonsa, Gallaghera i Palhinhę, których potem przywoływał. To pokazuje, że przeliczył się ze swoimi wyborami. Zrobił to w meczu Ligi Mistrzów, która jest jedyną szansą na uratowanie tego sezonu. W tym momencie trudno uwierzyć w udany rewanż, a to oznacza, że “Spurs” czeka już tylko walka o utrzymanie.

Bal na Titanicu

Przed sezonem brzmiałoby to absurdalnie. “Koguty” są dziewiątym najbogatszym klubem świata. Fakt braku awansu do europejskich pucharów byłby dla nich finansową katastrofą. W tym momencie mają serię pięciu porażek z rzędu, a ich rywale z dołu tabeli, jak Nottingham Forest i West Ham, ewidentnie ostatnio przyspieszają. Jeśli 22 marca Tottenham przegra bezpośrednie starcie z tymi pierwszymi, trzeba będzie krzyknąć “Mayday”. Z drugiej strony ten komunikat pomocy unosi się już od jakiegoś czasu. Kiedy Tudor w mediach użył sformułowania: “łódź płynie w pożądanym kierunku”, dziennikarze od razu go wypunktowali. Sugerowali, że dowodzi co najwyżej Titanikiem.
Spadek “Spurs” byłby jedną z największych degradacji w historii piłki. Zlatywali z ligi już w 1977 roku, ale wówczas nie istniała Premier League, a futbol nie spał na tak wielkich pieniądzach. Innymi słowy: nawet jeśli spłonęła chałupa, to wciąż była tylko chałupą. Dzisiaj Tottenham żyje w świecie wielkich pałaców. Trudno wyobrazić sobie rozmiar tej katastrofy, gdyby to wszystko nagle miało zniknąć. Do końca sezonu zostało dziewięć kolejek.

Ostatnia prosta

Dla Tottenhamu najlepszą opcją byłoby zatrudnienie teraz kogoś bardziej poważnego niż Tudor, choć z drugiej strony, który poważny trener wziąłby na siebie takie ryzyko. Podczas meczu z Atletico w Madrycie obecny był Mauricio Pochettino. Argentyńczyk do lipca 2026 roku ma jednak umowę z reprezentacją USA. Jeśli miałby wrócić do Londynu, to dopiero latem. Nikt nie wie, w jakim miejscu będzie wtedy Tottenham. Na dziś Tudor mówi o tej drużynie wprost: nie potrafią biegać, nie potrafią strzelać i nie potrafią bronić. Te trzy problemy coraz mocniej popychają zespół w otchłań.
W Tottenhamie brakuje silnych liderów i ludzi, którzy przywrócą całej ekipie pewność siebie. Brakuje kontuzjowanych Dejana Kulusevskiego i Jamesa Maddisona. Nie ma też spójnego planu, bo niektórzy, jak Archie Gray, rzucani są po całym boisku. Tudor co chwilę grzebie w ustawieniu. Zawodnicy, którzy u dobrego trenera mogliby zyskać, choćby Palhinha, Randal Kolo Muani czy Xavi Simons, w rzeczywistości grają tylko gorzej. Gdyby cofnąć się w czasie i odjąć bardzo dobry początek kadencji Ange’a Postecoglou, to od dwóch i pół roku Spurs są przeciętną drużyną z mierną średnią punktową.
Przypomina to oczywiście gotowanie żaby. Typowa sytuacja, w której ludzie nie zauważają stopniowo narastającego zagrożenia. Żaba wrzucona do wrzątku od razu wyskoczy, ale żaba umieszczona w zimnej wodzie, którą powoli podgrzewamy, nie zauważy zagrożenia i zostanie ugotowana. 17. miejsce Tottenhamu z poprzedniego sezonu było pewną wskazówką. Udało się to rozmasować wygraniem Ligi Europy. Poza tym istniała przepaść między 17. miejscem, a 18., które oznaczało spadek. W tym sezonie takiej sytuacji nie ma. Tottenham wkroczył w kolejny etap urządzania się w szambie.

Dyskusja

Przeczytaj również