"Gracz wart 100 milionów". Nikt tak nie tańczy w najlepszej lidze świata

Mówili mu, że nie zostanie zawodowym piłkarzem. W wieku 20 lat grał na poziomie piątej ligi. Droga do wielkiej kariery była długa i wyboista. Iliman Ndiaye przeszedł ją jednak tanecznym krokiem, dzięki czemu dziś jest gwiazdą Premier League.
AFC Hillgate, Boreham Wood, Sheffield United, Olympique Marsylia i Everton. Patrząc na takie CV, trudno byłoby pomyśleć, że mamy do czynienia z topowym piłkarzem. Pozory mogą jednak mylić. Iliman Ndiaye przez długi czas gonił za marzeniem, jakim było przebicie się do seniorskiej piłki. Wieloletnie starania nie poszły na marne. Dziś mówimy o triumfatorze Pucharu Narodów Afryki i zawodniku, który wzbudza postrach wśród obrońców w Premier League. Za piłkarzy o takiej charakterystyce spokojnie można płacić nawet 100 mln euro.
Step up
Historia Ndiaye rozpoczyna się w Rouen. Przyszedł na świat w dość licznej rodzinie, mając cztery starsze siostry, trzy młodsze i jeszcze brata. Całą gromadkę wychowywał ojciec, który był zawodowym tancerzem i pierwszym trenerem Ilimana. Chłopczyk w młodym wieku zapragnął być piłkarzem po tym, jak zobaczył filimiki z popisami Diego Maradony. W miejscowym FC Rouen przyjmowano dzieci dopiero od szóstego roku życia, więc wcześniej Senegalczyk musiał zdobywać doświadczenie na własną rękę.
- Uwielbiałem tartanowe boisko niedaleko naszego domu. Codziennie spędzaliśmy tam z tatą i siostrą długie godziny. Grałem sam przeciwko pięciu, a nawet wszystkim siedmiu siostrom. Musiałem się postarać, aby mijać je z piłką. Ojciec obserwował naszą grę i zawsze powtarzał: "pracuj ciężko, a wszystko inne przyjdzie samo" - zdradził na łamach oficjalnej strony Evertonu.
- Tata nauczył mnie wszystkiego. To dzięki niemu stałem się takim piłkarzem. Był tancerzem, uczył mnie różnych ruchów tanecznych, które mogłem później wykorzystać na boisku. Nauczyłem się grać w swoim rytmie. Ojciec pomagał mi też, nagrywając większość treningów. Dzięki temu mogłem analizować, które elementy poprawiłem, a gdzie mam jeszcze większe pole do rozwoju. Moje dzieciństwo kręciło się wokół piłki i tak już pozostało - dodał.
Względy zawodowe ojca sprawiły, że rodzina Ndiaye często musiała się przeprowadzać. W młodym wieku zaliczył on epizod w senegalskim zespole AS Dakar Sacre Coeu, zaś jako 14-latek przeniósł się do Anglii, gdzie bardzo trudno było mu znaleźć nowy klub. Odrzucano go w jednej akademii za drugą. Podziękowali przedstawiciele m.in. Manchesteru United, Chelsea, Tottenhamu i Southampton. Po latach zdradził, że wielokrotnie słyszał słowa: “Jesteś za niski i zbyt słaby, żeby zrobić karierę”. Nigdy nie wziął ich sobie do serca.
Aby podtrzymać nadzieję na sukces, skrzydłowy zapisał się do projektu Rising Ballers, który pomaga piłkarzom-amatorom. Organizuje turnieje, umożliwia pokazanie się szerszej publiczności i ułatwia poszukiwania pracodawcy w niższych dywizjach. Ndiaye trafił do Boreham Wood, gdzie po trzech latach gry przykuł uwagę włodarzy Sheffield United. Nie mógł jednak od razu liczyć na możliwość gry w ekipie “The Blades”. Najpierw musiał sprawdzić się na wypożyczeniu w piątoligowym Hyde United, gdzie grał w wieku 20 lat. W tamtym momencie trudno było przypuszczać, że przebije się na poziom Premier League. A jednak.
Talent późno dojrzewający
Wypożyczenie go ukształtowało. Do Sheffield wrócił już jako zawodnik gotowy do przejęcia roli lidera drużyny. W debiucie ustrzelił dublet w wygranym 6:2 starciu z Peterborough United. W sezonie 2022/23 pomógł drużynie awansować do Premier League, notując 14 goli i 11 asyst w 46 meczach ligowych. W międzyczasie zdobył bramkę z Tottenhamem na wagę awansu do ćwierćfinału FA Cup.
- Iliman gra tak, jakby tańczył na murawie. Robi rzeczy, których nie da się wytrenować, z tym trzeba się urodzić. Jest bardzo naturalny w podejściu do piłki. Obrońcom trudno jest przewidzieć jego ruchy, trudno gra się przeciwko takim piłkarzom. I robi to wszystko z uśmiechem na twarzy, to wspaniały dzieciak - chwalił dla Daily Mail Paul Heckingbottom, ówczesny trener Sheffield.
Ndiaye wyróżniał się, prezentując niezwykle efektowny styl. To piłkarz, który potrafi wejść w dziesięć dryblingów podczas jednego spotkania. Może osiem razy straci piłkę, ale zrekompensuje to dwiema akcjami, które zmienią oblicze meczu. Jest przedstawiciele nieco wymierającego gatunku skrzydłowych idących zawsze do przodu. Deficyt tak odważnych zawodników sprawił, że nie zabawił długo na Bramall Lane. Latem 2023 roku został sprzedany do Olympique’u Marsylia za 17 mln euro. Odhaczył tym samym kolejny punkt na prywatnej liście życzeń.
- Od dziecka jestem kibicem Marsylii. W wieku pięciu lat dostałem koszulkę OM i od razu zakochałem się w tym klubie. To wspaniałe miejsce. Kibice, atmosfera na stadionie, wszystko tu jest wyjątkowe. W dzieciństwie obserwowałem wielkie gwiazdy w Marsylii i marzyłem, aby pójść w ich ślady - opowiedział dla The Guardian.
Senegalczyk miał momenty na Stade Velodrome. W debiucie w Ligue 1 posłał asystę przeciwko Reims. Wraz z drużyną dotarł do półfinału Ligi Europy, gdzie lepsza okazała się Atalanta, późniejszy triumfator rozgrywek. W 46 występach dla OM zebrał cztery bramki i pięć asyst. Przed startem sezonu 2023/24 klub postanowił jednak urządzić małą rewolucję. Zatrudniono Roberto De Zerbiego, który miał nowy pomysł na budowę ofensywy. Zakup Masona Greenwooda skłonił działaczy do sprzedaży Ismaili Sarra oraz właśnie Ndiaye. Obaj doskonale odnaleźli się w Premier League.
Koncerty w mieście Beatlesów
- Jestem pod ogromny wrażeniem tego, jak gra "Ili". Od pierwszego treningu widać było, że to niezwykły piłkarz. Przyszedł, zaczął grać, a my pomyśleliśmy: "Mój Boże, co to jest za dzieciak?". Zrobił wrażenie na zespole, a później przełożył to na rywalizację w Premier League. Przerasta nasze oczekiwania - chwalił David Moyes. - Ndiaye jest jednym z najlepszych piłkarzy w Premier League. To zawodnik najwyższej klasy - stwierdził Jamie O'Hara, były zawodnik Tottenhamu.
Pozytywne opinie na temat Ndiaye nie mogą dziwić. Wystarczy obejrzeć niemal dowolny mecz Evertonu, aby dostrzec gigantyczną jakość tego piłkarza. Skrzydłowy wymyka się schematom, praktycznie nie gra na alibi, uwielbia mijać, a momentami wręcz ośmieszać rywali. Niedawno zaliczył osiem dryblingów przeciwko Manchesterowi United. To najlepszy wynik w pojedynczym meczu w tym sezonie ligi angielskiej.
W sumie w bieżących rozgrywkach Ndiaye zanotował 53 udane dryblingi. To drugi najwyższy wynik w Premier League po tym zanotowanym przez Jeremy’ego Doku. Przy czym trzeba mieć na uwadze, że nieco łatwiej wykręca się takie liczby w ekipie Pepa Guardioli, która częściej kontroluje przebieg konkretnych meczów. Manchester City zajmuje drugie miejsce w lidze pod względem posiadania piłki, a Everton piąte od końca. Znacznie mniej dominujący styl “The Toffees” zupełnie nie przeszkadza Senegalczykowi, który czasami bywa jednoosobową armią w niebieskiej części miasta Beatlesów.
Warto też podkreślić, że 26-latek nie uprawia sztuki dla sztuki. Umiejętności w zakresie dryblingu stanowią jego największy, ale nie jedyny atut. W tym sezonie notuje średnio 0,4 oczekiwanej bramki i asysty na mecz. W Evertonie konkretniejszy pod tym względem jest jedynie Beto, czyli podstawowy napastnik. Swoimi trafieniami Ndiaye zapewnił drużynie pięć dodatkowych punktów. Przeszedł też do historii klubu, strzelając ostatniego gola na Goodison Park i pierwszego na Hill Dickinson Stadium. Tego już nikt mu nie odbierze.
Giganci nie śpią
Na początku roku Ndiaye osiągnął prawdopodobnie największy sukces w dotychczasowej karierze. Wraz z reprezentacją Senegalu sięgnął po Puchar Narodów Afryki. Jego najlepszym momentem w trakcie turnieju było zdobycie jedynej bramki w ćwierćfinałowej potyczce z Mali. Zawodnik, który w wieku 20 lat tułał się na marginesie poważnej piłki, został mistrzem.
- Nie wychodzę na mecz z myślą o odpowiedzialności, która na mnie spoczywa. Wiem, kim jestem i na co mnie stać. Gram po to, aby cieszyć się futbolem. Zdaję sobie sprawę z tego, czego ludzie ode mnie oczekują, kibice i koledzy z drużyny wiedzą, do czego jestem zdolny. Jako zawodnik z ofensywy powinienem strzelać gole i dokładać asysty, ale nie skupiam się tylko na liczbach. Nie podchodzę obsesyjnie do statystyk. Chcę po prostu dawać z siebie 100%, a reszta przyjdzie sama. Dorastałem, wyznając tę zasadę i dalej będę tak podchodził do sportu - podkreślał.
Popisy Ndiaye przykuwają uwagę czołowych ekip z Premier League. W listopadzie Santi Aouna informował, że zainteresowanie Senegalczykiem wykazują Manchester City, Tottenham i Liverpool. Portal Teamtalk dodał, że znajduje się też on na celowniku Manchesteru United. “Obywatele” zimą kupili Antoine’a Semenyo, zatem ten kierunek raczej odpada. “Spurs” na razie muszą skupić się na utrzymaniu w Premier League. Ale już opcje potencjalnej gry dla “The Reds” lub “Czerwonych Diabłów” brzmią nad wyraz kusząco. Na Anfield tak naprawdę nie załatano luki po odejściu Luisa Diaza, a w ekipie z Old Trafford też znalazłoby się miejsce dla takiego ballera.
Niedawno David Moyes przyznał, że on sam nie słyszał o żadnych plotkach dotyczących ewentualnego transferu Ndiaye, więc nawet nie zaprząta sobie głowy tym tematem. Trzeba jednak spojrzeć prawdzie w oczy. Evertonowi trudno będzie zatrzymać na dłużej piłkarza tej klasy. 26-latek potwierdził już, że spokojnie jest gotowy do gry w klubie z jeszcze wyższej półki. Nikogo nie powinno zdziwić, jeśli latem na Hill Dickinson Stadium spłyną grube oferty, spośród których jedna zostanie zaakceptowana.
Aby dostrzec geniusz Senegalczyka, najlepiej obejrzeć poniższą kompilację prób dryblingów z tego sezonu. Ponad 20 minut czystej zabawy. Warto.