"Grał jak gość za 40 mln euro". Kadra ma nowego lidera pełną gębą. Oto najwięksi wygrani baraży

Reprezentacja Polski nie jedzie na MŚ, ale po przegranych barażach możemy wskazać sporo pozytywów. Zwracamy uwagę szczególnie na trzy nazwiska - to najwięksi wygrani meczów z Albanią i Szwecją wśród biało-czerwonych.
2016, 2018, 2020(1), 2022, 2024 i tyle. Kończy się passa obecności Polski na wielkich turniejach. Po 12 latach (mundial 2014) znów nastąpi “dziura”, czego wszyscy możemy solidnie żałować. Biało-czerwoni pokazali w Sztokholmie naprawdę dobrą piłkę, tyle że w tyłach rozdawali Szwedom prezenty. Może nie te święta za pasem, ale gospodarze skwapliwie zajrzeli pod choinkę i zgarnęli awans. Kibice mogli się poczuć niczym za kadencji Paulo Sousy - efektowna ofensywna została finalnie przyćmiona kosztownymi, prostymi pomyłkami w tyłach. Inna sprawa, że teraz ból jest jeszcze większy, bo Jan Urban dysponuje znacznie silniejszą kadrą niż kilka lat temu Portugalczyk.
Piłkarze mają większą jakość, grają regularnie w solidnych klubach, choć nie wszyscy potrafili to przełożyć na reprezentację. Możemy być zawiedzeni np. duetem z Porto, bo Jan Bednarek i Jakub Kiwior nie wyglądali na monolit, który tworzą na co dzień w ekipie “Smoków”. Daleki od formy w barażach był także Matty Cash, ewidentnie “skasowany” problemami zdrowotnymi w ostatnich tygodniach. Obrońca Aston Villi na oko grał trzy razy wolniej niż zwykle, szybko oddychał rękawami - dziwiliśmy się, że selekcjoner we wtorek nie zdjął go szybciej z boiska. Swoją drogą słuszna wydaje się obecna już w mediach koncepcja, by z wykorzystaniem wspomnianej trójki wrócić do ustawienia z czwórką obrońców. Miejsce na lewej stronie mógłby zająć np. Michał Gurgul z Lecha Poznań.
Jest czas na budowę. Latem biało-czerwonych czekają dwa sparingi: z Nigerią i rywalem jeszcze nieznanym. Potem przyjdzie dywizja B Ligi Narodów, bez specjalnego ciśnienia (za to m.in. ze Szwedami naprzeciwko). Grupy eliminacji do EURO 2028 zostaną wylosowane dopiero w grudniu, kwalifikacje ruszą w przyszłym roku. Lepszej okazji, by wpuścić do szatni świeże powietrze, nie będzie - a kandydatów nie brakuje. Poza Gurgulem można wskazać innych defensorów, jak stoperzy Kacper Potulski i Wojciech Mońka, pomocnik Antoni Kozubal, czy napastnik Marcel Reguła.
A będące na wyciągnięcie ręki EURO U-21? Spokojnie widzimy scenariusz, w którym nawet ci “awansowani” do głównej kadry, wracają do tej Jerzego Brzęczka, by pomóc kolegom na młodzieżowych mistrzostwach.
W odświeżonej wersji kadry - niewykluczone, że bez najlepszego piłkarza, kapitana, legendy - ważną rolę będą odgrywali ci, którzy dzisiaj w niej są i właśnie pokazali, ile znaczą. Po barażach mamy na liście trzy nazwiska największych wygranych. Każdy z nich się wyróżnił, każdy w inny sposób. Na tych zawodnikach można polegać.
Najwięksi wygrani baraży
1. Sebastian Szymański
Absolutny numer jeden i według nas najlepszy wśród reprezentantów Polski w barażach. Grał jak gość za 40 mln euro, które w sezonie 2023/24 wróżono mu, gdy błyszczał w barwach Fenerbahce. Może i do Rennes zeszłego lata trafił za cztery razy mniejszą sumę, natomiast po przeprowadzce rozwinął skrzydła w barwach narodowych. Już jesienią pokazywał się z bardzo dobrej strony, np. na Litwie, choć w listopadzie pechowo zszedł z kontuzją przeciwko Holandii. Jan Urban nie porzucił jednak pomysłu gry mocno piłkarskim duetem pomocników Szymański - Piotr Zieliński. Możemy się zastanawiać, czy w pewnym momencie meczu ze Szwecją nie przydałby im się jeszcze jeden człowiek do drugiej linii, natomiast koncepcja jako całość wypaliła.
Szymański wyglądał rewelacyjnie. Z Albanią zagrał prawdopodobnie najlepiej w historii swoich występów w kadrze. Nie chodzi tylko o dwie asysty. Pomocnik sprawiał wrażenie, jakby go sklonowano - wszędobylski, kapitalny w pressingu i odbiorze, kreatywny (pięć kluczowych podań!). Tu w ofensywie, tam w defensywie. Imponował: wślizgiem, przechwytem, potem kreatywnym zagraniem, wygrywanymi pojedynkami. Ze Szwecją znów pokazał to samo. Może i tym razem bez asyst i happy-endu ale po raz kolejny z kluczowymi podaniami, odbiorami, napędzaniem akcji biało-czerwonych.
Można to wprost obwieścić: kadra ma nowego lidera pełną gębą. Trochę na Szymańskiego czekaliśmy, bo o ile umiejętności nikt mu nigdy nie odmawiał, o tyle z biegiem lat rosły obawy, czy, jak mawia klasyk, coś mu na dłużej “przeskoczy”. Czy nie będzie bliżej casusu Karola Linettego, który nabił dziesiątki występów z orzełkiem na piersi, a rzadko wnosił do drużyny realną wartość. O Szymańskiego jesteśmy spokojni. A co najlepsze, jest on w sile piłkarskiego wieku, dopiero za kilka tygodni skończy 27 lat. Środek pola reprezentacji będzie należał do niego.
2. Jakub Kamiński
“Kamyk” to trochę inna historia, bo on już wcześniej zaczął pokazywać, że należy do grona liderów tego zespołu. Błyszczał półtora roku temu, gdy Polacy kopali się po czole w Lidze Narodów za Michała Probierza. Z każdym zgrupowaniem jego marka wewnątrz kadry rosła. Dziś to pewniak, wiodąca postać, w dodatku z bardzo dobrym sezonem klubowym w Bundeslidze. Kamiński jako jedna z “dziesiątek” to fundament gry biało-czerwonych w ofensywie. Ze Szwecją był, wybaczcie kolokwializm, nie do zajechania. Inni tracili paliwo, on sprawiał wrażenie, jakby mógł biegać następne 90 minut. Z przodu, z tyłu, z boku boiska. Z jakością piłkarską, choć można mieć niedosyt, że w którejś ze sytuacji nie zaszachował Nordfeldta. Niemniej, całościowo i tak wypadł pozytywnie. Potwierdził wartość i rolę, jaką odgrywa w reprezentacji.
- Jego trzeba wyróżnić. Był w stanie biegać na tym samym poziomie na początku i na końcu meczu. Wykonał kawał pracy - był herosem - mówił w studiu pomeczowym na kanale Meczyki Łukasz Wiśniowski.
Słuchając “Kamyka” i znając jego charakter nie mamy też wątpliwości: to solidny materiał na przyszłego kapitana. Przyszłość należy do niego, przypomnijmy, że to rocznik 2002 (!). Trzy lata młodszy zawodnik niż Szymański.
- Twarz tej kadry? Dla mnie Jakub Kamiński i mówię to z przekonaniem i absolutnie świadomie. 23 lata i jest to jeden z liderów tej reprezentacji. Coś się kończy, niektórych wypisało życie. (...) Lider to nie tylko to, że pogada coś w szatni, a musi być nim na boisku. Kamiński dla mnie jest nim również tam - chwalił Roman Kołtoń, jeszcze przed barażami.
W nich gwiazdor FC Koeln potwierdził tę tezę. Jan Urban nie musi z przerażeniem bać się, czy ktokolwiek weźmie odpowiedzialność w kadrze po ew. odejściu Roberta Lewandowskiego. Są Zieliński, Szymański, Kamiński.
3. Karol Świderski
Może nazwisko nieoczywiste, natomiast warto napastnika Panathinaikosu pochwalić. I za solidną zmianę z Albanią i za to, co pokazał przez godzinę gry w Sztokholmie - gol był podsumowaniem jego dobrego występu. A gdy przejrzymy komentarze po wypłynięciu w mediach składu biało-czerwonych na finał baraży, to właśnie obecności “Świdra” dziwiło się wielu obserwatorów i ekspertów. A bo Pietuszewski, a bo zbyt ofensywnie, a bo po co, jeśli gość ma słaby czas w klubie. Może i ma, jednak okazało się to - nie pierwszy raz w reprezentacyjnej karierze Karola - bez znaczenia.
- Można zauważyć, że stawiamy na doświadczenie. Zdaję sobie sprawę, że Karol ostatnio nie strzela zbyt wielu goli w Grecji, ale jest bardzo nieprzyjemnym zawodnikiem, trudnym do upilnowania w polu karnym. Potrafi utrzymać się przy piłce, wywalczyć rzut wolny blisko pola karnego. Często w szesnastce jest takim oportunistą, który umie znaleźć się w odpowiedniej sytuacji. Na to liczymy - tłumaczył przed meczem Jan Urban.
Trafił. Świderski odpłacił się morderczą pracą, odnalazł się w grze kombinacyjnej, finalnie strzelił gola na 2:2. Znów nie zawiódł z orzełkiem na piersi, jako “asystent” Roberta Lewandowskiego zdał egzamin. Nie odstawał. Aż szkoda, że zgłosił potrzebę zmiany.
Całościowo potwierdził, że jest ważnym zawodnikiem reprezentacji i można na niego liczyć. Wpuszczając nową krew do ofensywy nie zapominajmy o obecności zaufanego zadaniowca, wyjadacza, jakim jest “Świder”.