Gromy pod adresem Ronaldo. “Hamulcowy, dusi drużynę, grają z nim w dziesiątkę"
Zawód na całej linii. Portugalczycy rozpoczęli zmagania na tegorocznym mundialu od sensacyjnego remisu 1:1 z Demokratyczną Republiką Konga. Cristiano Ronaldo po raz kolejny na wielkim turnieju był problemem, a nie rozwiązaniem dla swojej kadry.
Po hat-tricku Leo Messiego z Algierią cały piłkarski świat czekał na odpowiedź Cristiano Ronaldo. O ile Argentyńczyk pokazał, że jest prawdziwym GOAT-em, o tyle Portugalczyk przeciwko DR Konga zagrał niczym zagubiona owieczka. Przez większość spotkania prawie w ogóle nie uczestniczył w grze, a kiedy już dostał dwie szanse na zostanie bohaterem, to obie zmarnował. Francisco Conceicao wyłożył koledze idealne piłki, jednak snajper Al-Nassr nie miał skalibrowanego celownika i w obu sytuacjach przestrzelił.
Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem w mediach, i to nie tylko portugalskich, toczyła się debata na temat tego, czy 41-latek nadal powinien być podstawowym graczem reprezentacji. Zwolennicy CR7 podkreślali, że przecież on nadal dostarcza hurtową liczbę trafień, za kadencji Roberto Martineza strzelił przecież 25 goli w 33 spotkaniach. Drugi obóz przypominał zaś, że ostatnimi czasy legendarny napastnik zawodził na wielkich turniejach. Na mundialu w Katarze zdobył tylko jedną bramkę, a w fazie pucharowej był zmiennikiem Goncalo Ramosa. W pięciu spotkaniach na EURO 2024 ani razu nie trafił do siatki. Wygląda na to, że racja leży po stronie sceptyków wystawiania Cristiano na tym etapie kariery.
Houston, mamy problem
Gra Ronaldo miała być największą atrakcją dla kibiców w Houston. Widać to było już na początku meczu, kiedy CR7 po raz pierwszy dotknął piłkę, a na trybunach zapanowała ogromna wrzawa. Z biegiem czasu entuzjazm fanów Portugalii spadał, spadał, aż w końcu osiągnął punkt krytyczny. Nie można było bowiem znaleźć praktycznie żadnego pozytywu w grze pięciokrotnego triumfatora Złotej Piłki.
Cristiano przez cały mecz nie zanotował ani jednego celnego strzału, kluczowego podania, udanego dryblingu czy wygranego pojedynku na ziemi. Zaliczył 25 kontaktów z piłką, o dziesięć mniej od Lionela Mpase-Nzau, bramkarza Kongijczyków. 41-latek długimi fragmentami był odcięty od gry, przypominał ciało obce, nie wnosił swoją obecnością nic pozytywnego. Kiedy koledzy już wykreowali mu dwie sytuacje, to uderzył obok bramki, niwecząc szansę na komplet punktów..
To nie był pierwszy tego typu występ. Ronaldo nie trafił do siatki w żadnym z ostatnich dziesięciu meczów na wielkich turniejach, czyli EURO i MŚ. Jego liczby wciąż są spektakularne, potrafi obijać rywali w lidze saudyjskiej, Lidze Narodów i eliminacjach. Ale kiedy przychodzą spotkania o największym ciężarze gatunkowy, to po prostu widać, że ząb czasu naznaczył wychowanka Sportingu.
- Scena w Houston była przygotowana dla Ronaldo, ale nie zdołał on zaserwować odpowiedniego występu. I nie powinniśmy być zaskoczeni, patrząc na jego ostatnie dokonania na mundialu. Dla kontekstu, Messi strzelił dziewięć goli na MŚ od momentu ostatniej bramki Cristiano na tym turnieju. CR7 ma praktycznie zagwarantowane miejsce w składzie, chociaż rola zmiennika byłaby dla niego bardziej odpowiednia - opisał portal The Athletic. - Czarna seria Ronaldo na mistrzostwach świata. Po kolejnym rozczarowującym występie należy zastanowić się nad jego niepodważalną rolą w XI Portugalii - czytamy na łamach Footmercato.
- Wszyscy wielcy napastnicy strzelają na tym mundialu. Tylko Ronaldo nie dał rady - stwierdziła Arancha Rodriguez ze stacji Cope. - Cristiano jest problemem swojej reprezentacji. Portugalia gra z nim w dziesiątkę - rzucił Daniel Riolo z RMC Sport. - Ronaldo dusi drużynę. Jest legendą, ale nie może grać 90 minut na tym poziomie. Nie da się zrekompensować jego braku szybkości, szukając ciągłych wrzutek w pole karne. Straszny występ Cristiano - dodał Albert Ortega z El Confidencial.
Na każdego przyjdzie pora
Ronaldo oczywiście jest żywą legendą i jednym z najwybitniejszych piłkarzy w dziejach. Wciąż zapisuje się w historii, choćby w meczu z DR Konga został najstarszym zawodnikiem z pola, który zagrał na mundialu. Chwała mu za to, że wciąż jest ambitny, głodny i chętny do rywalizacji. Problem w tym, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. On wciąż pragnąłby być liderem i twarzą sukcesów Portugalii, jednak coraz częściej przypomina hamulcowego.
Od dłuższego czasu pozytywny wpływ Ronaldo na grę całej drużyny ogranicza się jedynie do strzelonych goli. To już nie są czasy świetności, kiedy w jego repertuarze znajdowały się też drybling, zryw ze skrzydła, umiejętność wykreowania sytuacji. Tego nie ma. Obecnie 41-latek ma jedynie stać w polu karnym, czekać na piłkę i w miarę możliwości trafiać. Misterny plan Roberto Martineza coraz rzadziej przynosi wymierne efekty. W tym roku snajper rozegrał w kadrze trzy mecze i nie strzelił ani z Chile, ani z Nigerią, ani z DR Konga. Po środowym remisie naprawdę zasadne jest pytanie, czy w drugiej kolejce z Uzbekistanem Cristiano powinien wyjść w pierwszym składzie. Nie, czy wyjdzie, bo na pewno tak, ale czy powinien. Mając na względzie przede wszystkim dobro reprezentacji Portugalii.
Ktoś może oczywiście powiedzieć, że przecież nie ma następcy, więc musi grać lider Al-Nassr. Ale jak ma się pojawić nowa opcja, skoro Roberto Martinez nawet nie próbuje innych rozwiązań? Goncalo Ramos na poprzednim mundialu pokazał, że ma papiery na wielkie granie w kadrze, w 1/8 finału ustrzelił wówczas hat-tricka ze Szwajcarią. Teraz napastnik PSG dostaje jedynie ogony. Przeciwko DR Konga pojawił się na murawie dopiero w 83. minucie i to zmieniając Vitinhę, a nie kompletnie bezproduktywnego Ronaldo. Czy naprawdę kapitan ma mieć immunitet na grę? Czy niezależnie od prezentowanego poziomu będzie występował od pierwszego do ostatniego gwizdka? Trudno zbudować zgrany kolektyw, kiedy tak wyraźnie łamie się zasady merytokracji.
Chcieć a móc
- Cristiano jest punktem odniesienia i wzorem do naśladowania dla innych. Kiedy młodzi zaczynają odczuwać miłość do tego sportu, chcą iść w ślady Ronaldo i to jest wspaniałe. To jego szósty mundial, ale zachowuje się, jakby był pierwszy. To nasz kluczowy zawodnik, najlepszy strzelec, jego statystyki najlepiej odzwierciedlają, ile znaczy w ofensywie - mówił Martinez na przedmeczowej konferencji.
Wygląda na to, że selekcjoner woli umrzeć z własną ideą niż poszukać jakiejś zmiany. Nie chodzi bowiem o to, aby iść w skrajność i kompletnie odsunąć Ronaldo od kadry. On wciąż może być wartościowym elementem, ale już nie jako podstawowy gracz. Przy niekorzystnym wyniku warto mieć na ławce napastnika z takim doświadczeniem, który po wejściu z ławki mógłby poszukać swojej szansy. Ale jaki ma sens stawianie przez 90 minut na kogoś, kto chowa się od gry, dotyka piłkę rzadziej od bramkarza rywali, a ostatniego gola na wielkim turnieju strzelił w listopadzie 2022 roku?
Ronaldo jest w stanie strzelić gola z Uzbekistanem, a pewnie nawet z Kolumbią. Jednak nawet pojedyncze trafienie nie zmieni tego, że 41-latek wyróżnia się negatywnie na tle reszty składu. Gra w innym tempie niż Vitinha, Neves, Fernandes i reszta plejady. Pomocnicy może nie zagrali wybitnie z Kongiem, ale wciąż są bardziej przydatnymi częściami kolektywu. Z kolei Rnaldo przez większość kadencji Martineza bronił się liczbami, ale kiedy te zniknęły, nie pozostało już zbyt wiele argumentów przemawiających za jego obecnością w pierwszym składzie.
Patrząc na decyzje selekcjonera Martineza, nic nie wskazuje na to, aby miał zamiar zdegradować Cristiano do roli rezerwowego. I zdecydowanie nie jest to dobra wiadomość dla kibiców reprezentacji Portugalii.