Grube ryzyko Tuchela, w tle niepokój… Barcelony. "Będzie tego żałował"
Słaby mecz z Ghaną (0:0) uwypuklił sporo problemów reprezentacji Anglii. Thomas Tuchel podjął ryzykowną grę jeszcze przed mundialem i może tego pożałować. Jak na razie dostał sygnał ostrzegawczy, który jednocześnie może martwić… FC Barcelonę.
Po rozbiciu 4:2 Chorwacji w Anglii zapanowała euforia - kadra, dobro narodowe, na dużym turnieju wreszcie nie tylko punktuje, ale i gra efektownie, skutecznie, widowiskowo. Jakże to miła odmiana po przynoszącym dobre wyniki, natomiast siermiężnym, ciężkostrawnym futbolu Garetha Southgate’a. Thomas Tuchel nie nacieszył się jednak długo idyllą. Bezbarwny i bezbramkowy remis z Ghaną (zawiódł nawet Harry Kane) na nowo obudził w Anglikach wątpliwości, których nie brakowało po zaskakujących powołaniach na mistrzostwa świata. Od ściany do ściany? Być może, wszak strata punktów z Ghaną, mając perspektywę rywalizacji z Panamą i wygranie grupy na wyciągnięcie ręki, dramatyczna nie jest. Ale selekcjoner nie powinien lekceważyć lampek ostrzegawczych, które wypadły z szafy po Ghanie. Eksperci już sugerują, że może być zmuszony wypić piwo, które sam nawarzył.
Kontrowersje, kontuzje, kombinacje
Gdy Thomas Tuchel ogłaszał powołania na mundial, Anglia przecierała oczy ze zdumienia. Można było spodziewać się, że Trent Alexander-Arnold, któremu daleko do bycia ulubieńcem Niemca, zostanie w domu. Trener pominął natomiast kilka innych, ważnych nazwisk. Pozostając w linii defensywy: najgłośniej zrobiło się po odrzuceniu Harry’ego Maguire’a, co mocno uderzyło doświadczonego stopera, następnie wyrażającego niezadowolenie w mediach. Tuchel zignorował też perspektywicznego i jakościowo chyba najlepszego lewonożnego Leviego Colwilla z Chelsea, a po lewej stronie pominął i świetnego Lewisa Halla, i wciąż solidnego Luke’a Shawa. W pomocy nie znalazł miejsca dla błyszczącego w Premier League Morgana Gibbsa-White’a, za nazwiska nie miał zamiaru powoływać rozczarowujących ostatnio Cole’a Palmera czy Phila Fodena. Wezwania do USA nie dostał także inny zawodnik drugiej linii, Adam Wharton.
Selekcjoner postawił na nieoczywiste pomysły. W obronie zaprosił odsuniętego na boczny tor w City Johna Stonesa, choć najwięcej emocji wzbudziły decyzje dot. boków defensywy. De facto Tuchel nie powołał żadnego klasycznego lewego obrońcy! Nie Hall, nie Shaw, a Nico O’Reilly (grający tam u Guardioli, ale raczej środkowy pomocnik), Djed Spence (nominalny prawy) czy Dan Burn (dwumetrowy bardziej stoper) mieli pokryć ten sektor boiska. Prawy zaś Reece James i Tino Livramento. To było obarczone ogromnym ryzykiem, bo obaj mają skłonność do kontuzji. Livramento wypadł z gry jeszcze przed mundialem, a za niego przyjechał… Trevor Chalobah z Chelsea. Kolejny środkowy obrońca. Po poprzestawianiu klocków Tuchel zawsze znajdzie kogoś, kto grał na jednej czy drugiej stronie, ale opcje się kurczą. Oto bowiem James - cóż za niespodzianka! - doznał urazu w trakcie turnieju.
Zawodnik Chelsea to w formie kapitalny piłkarz, czołowy prawy obrońca świata, tyle że rzadko może pokazywać pełnię umiejętności. Non stop łapie kontuzje, zdrowie ma liche, częściej nie gra niż gra. Teraz opuści kończący rywalizację w grupie mecz z Panamą, jak i starcie w 1/16 finału. Efekt? Jedyny nominalny prawy obrońca to grający przeciwko Ghanie na lewej flance Djed Spence. Spence z beznadziejnego w ostatnim sezonie Tottenhamu, Spence, do którego Tuchel miał mnóstwo uwag.
Niemiecki trener byłby zaraz o krok od rozpaczliwego grania na prawej obronie Declanem Rice’em, co zdarza się Mikelowi Artecie. Byłby, bo znakomity Rice też ma kłopoty zdrowotne i nie wiadomo, w jakim stopniu pomoże zespołowi w dwóch najbliższych meczach. Prawdopodobnie zastąpi go Kobbie Mainoo.
Podcięte skrzydła
Kontrowersyjna selekcja ma też swoje odbicie w drugiej linii. Wśród ekspertów krytykujących Tuchela jest Jamie Carragher, którego zdaniem Niemiec powołał grono zbyt podobnych do siebie profilem piłkarzy.
- Jego skład jest złożony z graczy podobnego typu. Każda zmiana przeciwko Ghanie była “jeden do jednego”. W drużynie 26-osobowej powinno być miejsce dla jednego czy dwóch technicznych piłkarzy więcej, takich, którzy dadzą ci coś ekstra, jak Palmer czy Wharton - pisał Carragher w The Telegraph. - Pozostawienie Palmera w domu to rzecz, której Tuchel będzie żałował. Występ z Ghaną pokazał potrzebę gry magika, który rozregulowałby niski blok obronny. To wstyd, że najbardziej kreatywna angielska “dycha” nie pojechała na MŚ - punktował legendarny obrońca Liverpoolu, a dziś ceniony ekspert.
Można się zastanawiać, czy Carragher nie przesadza, wynosząc na piedestał bezbarwnego w ostatnim roku Palmera, natomiast z pewnością Tuchelowi przydałaby się większa kreatywność w drugiej linii. Ale też bądźmy szczerzy: widzimy ją w obecnej kadrze. U Morgana Rogersa, u Eberechiego Eze, u rezerwowych jak dotąd skrzydłowych. Jude Bellingham, który dostał nagrodę MVP meczu z Ghaną i sam był ją zdziwiony, nie wygląda najlepiej. Do końca walczył o skład, faworytem wydawał się być Rogers, Tuchel finalnie wybrał gwiazdę Realu. Szału nie ma.
Nie ma też wystarczającej jakości na skrzydłach. Duet Anthony Gordon i Noni Madueke wyglądał z Ghaną do bólu przeciętnie, marnie, jednowymiarowo. Ich charakterystyka nie pasowała do gry na “low block” przeciwnika. O ile drugi z wymienionych, mocno (słusznie!) krytykowany za sezon w Arsenalu i brak myślenia na boisku, jeszcze obronił się z Chorwacją, o tyle Gordon zanotował dwa słabiutkie występy. Słabo kiwa, traci piłki, nie zdobywa przewagi, nie czuje gry, nie strzela, kiepsko współpracuje z kolegami. Trudno chwalić wyłącznie za bieganie zawodnika, który właśnie kosztował Barcelonę 80 mln euro. W Anglii są jasne głosy, by nie patrzeć na to, ile zapłacono i gdzie będzie grał Gordon, tylko zrzucić go na ławkę.
W pogotowiu czeka bardziej kreatywny, nawet jeśli mało przyszłościowy Marcus Rashford. Jakość jest potrzebna tu i teraz, a i Gordon, i chaotyczny Madueke mają jej zbyt mało, by myśleć o medalach. Inna sprawa, że gdyby w pełni zdrowia był Bukayo Saka (znów kwestie zdrowotne!), to on, a nie jego kumpel z Arsenalu obsadziłby prawe skrzydło.
Ryzykowna gra Tuchela
Swoją drogą, postawa Gordona musi być niepokojąca także dla Barcelony i… nie musi być zaskoczeniem dla obserwatorów Premier League. Nie zrozumcie tego źle, bo Gordon ma duży talent, pole do rozwoju i potrafi porywać tłumy, dać coś ekstra, zapewnić konkrety w ofensywie, natomiast posiada swoje ograniczenia. “Barca” mocno zaryzykowała, rzucając na stół taką kwotę, szczególnie, że lewoskrzydłowy nie wydawał się być pierwszorzędną potrzebą. Czujne oko Hansiego Flicka z pewnością śledzi mundial.
Czy Gordon i Madueke dostaną kolejną szansę, by odbić się na tle Panamy? Thomas Tuchel może nie chcieć ryzykować zdrowia Rashforda czy Saki i wyciągnąć do krytykowanych “pędziwiatrów” pomocną dłoń. Dodajmy, że Panamczycy przegrali oba dotychczasowe mecze po 0:1, ale nie są zupełnymi outsiderami, potrafią pograć, napsuć krwi rywalowi. Przed Thomasem Tuchelem i całą reprezentacją Anglii mecz nie tyle o trzy punkty i pierwsze miejsce, ile o rozwianie (ograniczenie?) wątpliwości, kupno spokoju na dalszą część turnieju. Niemiecki selekcjoner Anglików podjął ryzykowną grę jeszcze przed mundialem i może tego pożałować. Niemniej, Anglia to nadal faworyt do strefy medalowej, kipiący jakością, z najbardziej kompletnym, najlepszym dziś środkowym napastnikiem na świecie.