Podolski rozmienia się na drobne. Coraz mniej umiejętności, coraz więcej chamstwa

Podolski rozmienia się na drobne. Coraz mniej umiejętności, coraz więcej chamstwa
Marcin Bulanda / pressfocus
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 15:10
Można starać się zrzucić winę na Michaela Ameyawa i w ten sposób starać się usprawiedliwić Lukasa Podolskiego, ale można też zauważyć, że Podolski od dłuższego czasu na boisku pokazuje niewiele poza pieniactwem, a uderzenie przeciwnika stanowi tego najlepszy przykład. Mi bliżej do tego drugiego podejścia.
Postawmy sprawę jasno: Michael Ameyaw zaczął. Reprezentant Polski z premedytacją wpadł w Lukasa Podolskiego, w jego zagraniu nie było nic przypadkowego. Nie była to też jakkolwiek walka o piłkę, chociaż 25-latek starał się przedstawiać takie argumenty. Zawodnik Rakowa nawet na nią nie patrzył. Staranował Niemca, trafił go w okolice szyi. Bardzo nieładne zachowanie, które powinno skutkować natychmiastową reakcją sędziego i napomnieniem. Być może nawet czerwoną kartką.
Dalsza część tekstu pod wideo
Problem w tym, że Paweł Raczkowski nie zareagował. Gwizdka nie było, Ameyaw podszedł jeszcze do Podolskiego i ni to szarpnął za koszulkę, ni to starał się przeprosić. Niemiec nie wytrzymał, rąbnął rywala pięścią w brzuch. Nie ma mowy o jakimś lekkim uderzeniu otwartą dłonią, nic z tych rzeczy. Część powtórek jest bardzo nieprecyzyjna, ale na innych doskonale widać, że w ruch poszła pięść. A to już boiskowa bandyterka.
Nawet jeśli Ameyaw zasłużył na kartkę (zasłużył), a jego zachowaniu mogą przyjrzeć się stosowne organy PZPN, to od wymierzania sprawiedliwości są właśnie one i sędzia, a nie Podolski. Nie można tłumaczyć zachowania Niemca tym, że chwilę wcześniej jego rywal nagiął granice. Absurdalnie wyglądają argumenty, że obu zawodnikom należała się żółta kartka, bo Ameyaw to i tamto. Od kiedy pozwalamy na to, aby rąk na boisku używać w charakterze broni?
Oczywiście całe zdarzenie stało się pożywką dla wszelakiej maści rasistów, którzy w mediach społecznościowych dali upust swoim prymitywnym żądzom. Bo wiecie - czarnoskóry piłkarz przewrócił się po uderzeniu w brzuch, więc można zaspokajać się pisaniem o przewróceniu z głodu. Postawię tezę, wydaje mi się niekontrowersyjną, że gdyby na miejscu Ameyawa był Tomasz Pieńko, odbiór i komentarze byłyby jeszcze bardziej krytyczne wobec Podolskiego.
A przecież już są dość stanowcze, czemu trudno się dziwić. Podolski rozmył swoją legendę w oczach niemal całej piłkarskiej Polski, może poza Zabrzem. Na boisku nie daje niczego, a w pamięci bardziej zapisują się ordynarne faule niż piękne akcje. Tych drugich brakuje, tych pierwszych niezmiennie jest dużo, a pamięć lubi to, co świeże. Ostatniego gola Podolski strzelił przeszło rok temu, a kartek zobaczył pięć, w tym jedną czerwoną.
Jednak nawet wtedy, gdy Podolski do bramki trafiał, to i tak trudno było się w nim zakochać z perspektywy postronnego kibica lub takiego, który zdolny jest do jakiejkolwiek refleksji i krytyki piłkarza ulubionego klubu. Za Niemcem ciągnie się opinia boiskowego brutala i znajduje to potwierdzenie w rzeczywistości. Kartka pokazana przez Raczkowskiego stała się dla wielu momentem przełomowym, bo w końcu Podolski dostał coś, na co zbierało się od wielu, wielu miesięcy.
W październiku 2025 roku Podolski uderzył łokciem w twarz Oskara Pietuszewskiego. W lipcu zaczął wyzywać kierownika Piasta i do akcji musiał wkroczyć Kryspin Szcześniak. W styczniu niemal złamał nogę rywalowi z Wisłoki Dębica i to podczas turnieju towarzyskiego Spodek Super Cup. W tej samej sytuacji Podolski rzucił jeszcze piłką w twarz przeciwnika, a później wyśmiewał go mówiąc, że dzięki takim wślizgom wygrywa się trofea, co stanowiło kolejny pokaz absolutnego chamstwa i odklejenia. Kolejny, bo już w 2024 roku Podolski dał prawdziwe show w derbach z Piastem - pokazał "wała", brutalnym wślizgiem staranował Damiana Kądziora i celowo trafił w twarz Jakuba Czerwińskiego.
Za dwie ostatnie sytuacje powinien wylecieć z boiska, ale Paweł Raczkowski i Szymon Marciniak prowadzili mecze z klapkami na oczach. Wtedy to na dobre rozgorzała dyskusja o parasolu ochronnym rozłożonym nad Podolskim. Dyskusja, która wciąż się toczy i nie zniknie do zakończenia kariery przez Niemca.
Dla Górnika Podolski może być ikoną i szansą na lepsze jutro, co czasami oznacza dość smutne stawanie murem, jak w przypadku obrażenia się na żart ze strony Arki Gdynia, ale dla pozostałych klubów Ekstraklasy staje się jednym z najbardziej irytujących, a pewnie i znienawidzonych zawodników. Nie ze względu na kapitalne umiejętności, ale realną obawę przed tym, jak bardzo Niemiec potrafi się zagotować. W lidze ciężko znaleźć aktywnego piłkarza z gorszą kartoteką.

Dyskusja

Przeczytaj również