Niebywały transfer giganta. 8 mln euro za takiego kozaka
La Scala futbolu ma nowego idola. Kibice na San Siro zostali błyskawicznie oczarowani przez talent Alphadjo Cisse. Zjawiskowy 19-latek sprawił, że nikt w Mediolanie nie tęskni za Rafaelem Leao.
Ruben Amorim powiedział, że go uwielbia. Massimo Ambrosini porównał do młodego Robinho, a Strahinja Pavlović stwierdził, że jego kolega wygląda, jakby rozegrał już 200 meczów w Serie A. Wszystkie te pochwały są kierowane pod adresem młokosa, który jeszcze rok temu był anonimowy i rozegrał tylko siedem meczów po wyleczeniu poważnej kontuzji. Alphadjo Cisse nie tracił jednak czasu, rozkochując w sobie czerwono-czarną część stolicy Lombardii.
Najpierw gol w prestiżowym sparingu z Manchesterem United. Następnie zwycięska bramka w pierwszej kolejce Serie A. Niedługo potem trafienie z kolejną wielką marką, tym razem Juventusem. Wychowanek Hellasu raczej nie mógł wyobrazić sobie lepszego startu w Milanie. Z każdym tygodniem zainwestowana w niego kwota ośmiu milionów euro wygląda na coraz lepszy interes “Rossonerich”.
Transfer rzutem na taśmę
Cisse to ten typ piłkarza, który wyróżniał się od najmłodszych lat. Jako junior pewnego dnia miał powiedzieć trenerowi przed meczem, że będzie strzelał tylko przewrotkami. Słowa dotrzymał i w ten ekwilibrystyczny sposób skompletował hat-tricka. Przełomem w jego karierze był sezon 2023/24, kiedy zdobył 16 bramek w Primaverze. Pod koniec rozgrywek zadebiutował w Serie A przeciwko Interowi.
- Już na pierwszych zajęciach pokazał, że ma ponadprzeciętne umiejętności techniczne. Musieliśmy popracować z nim nad aspektem fizycznym i grą w defensywie, ale pod kątem technicznym był niesamowity. Często po treningach oddawał pięć strzałów z rzutów wolnych. Najczęściej trzy lub cztery wpadały w samo okienko. Przed nim świetlana przyszłość - opisał dla Tuttosport Paolo Zanetti, były trener Hellasu.
Alphadjo z powodzeniem może występować jako lewoskrzydłowy, “dziesiątka” lub napastnik. Kiedy ma przed sobą tylko jednego rywala, z dużym prawdopodobieństwem urwie mu się już na pierwszych metrach. Dobrze czuje się w grze na małej przestrzeni, potrafi z dużą powtarzalnością dochodzić do dogodnych sytuacji. Kolejni trenerzy zwracają jedynie uwagę na konieczność poprawy gry w obronie, która powinna przyjść z czasem.
Latem ubiegłego roku Hellas wypożyczył Cisse do drugoligowego Catanzaro. Tam w rundzie jesiennej nastolatek zebrał sześć goli i asystę. W styczniu był o krok od przenosin do PSV. Holendrzy doszli do porozumienia z włodarzami “Gialloblu”, mieli już nawet szykować dokumenty związane z transferem. W ostatniej chwili do akcji wkroczył jednak Geoffrey Moncada, ówczesny dyrektor Milanu. Kiedy przed 19-latkiem pojawiła się perspektywa gry na San Siro, z miejsca odrzucił ofertę z Eindhoven. “Rossoneri” zgodzili się zapłacić osiem milionów euro kwoty stałej i półtora w bonusach. Zawodnik został natomiast jeszcze w Catanzaro na półrocznym wypożyczeniu. I trzeba powiedzieć, że miał ogromnego pecha. W pierwszym meczu od momentu uzgodnienia transferu zerwał mięsień przywodziciela, przez co wypadł z gry do końca sezonu. Jego przyszłość stanęła pod znakiem zapytania.
Gwiazda wygryziona
Latem Cisse stawił się w Mediolanie, natomiast nie skradł okładek. Włoska prasa nieszczególnie żyła stosunkowo tanim transferem zawodnika, który poprzednie miesiące spędził na leczeniu kontuzji. Zdecydowanie większe zainteresowanie wzbudzały głośne zakupy Goncalo Ramosa czy Diego Moreiry, na których wyłożono łącznie ponad 120 mln euro. Wychowanek Hellasu po cichu pracował na swoje miejsce.
Jeszcze na początku okienka w mediach pojawiały się doniesienia o możliwym wypożyczeniu 19-latka do Torino i Sassuolo. Taka opcja wchodziłaby w grę, gdyby Rafael Leao pozostał w klubie. Portugalczyk przed mundialem ogłosił chęć odejścia, ale później przez wiele tygodni temat transferu tkwił w martwym punkcie. Ruben Amorim nie zamierzał jednak dawać krnąbrnemu gwiazdorowi drugiej szansy. Chociaż odejście Leao do Galatasaray zostało dopięte dopiero pod koniec sierpnia, już wcześniej Portugalczyk wypadł z łask trenera. Nowy opiekun “Rossonerich” wolał postawić na mniej rozpoznawalnego, ale zdecydowanie bardziej zaangażowanego piłkarza.
- Amorim nie ma sztywno ustalonej hierarchii. Wybiera skład na podstawie formy i postawy na treningach. Cisse przez całe lato bardzo ciężko pracował w Milanello. Nastolatek szybko przyswoił motto trenera, który nie toleruje braku wysiłku. Grają ci, którzy najlepiej trenują. Wszystko wskazuje na to, że jest gotowy do walki o skład - opisała Alessandra Gozzini z La Gazzetta dello Sport.
W ostatnim sprawdzianie przed startem sezonu Milan wygrał 4:2 z Manchesterem United. Cisse został jednym z bohaterów meczu rozgrywanego we Wrocławiu. Strzelił wówczas gola, regularnie napędzał ataki, stwarzał sporo problemów Noussairowi Mazraouiemu i pozostałym defensorom “Czerwonych Diabłów”. Pokazał wszystkim, że ma papiery na grę w pierwszym składzie.
- Łączy mnie bardzo dobra relacja z trenerem. Od początku obdarzył mnie zaufaniem, mogę swobodnie wyrażać siebie na boisku. Jeszcze nie jestem w najwyższej formie po kontuzji, ale z każdym tygodniem czuję się coraz lepiej. Latem była możliwość odejścia na wypożyczenie, ale wierzyłem, że mogę dostać szansę tutaj. Cieszę się, mogąc być częścią jednego z największych klubów świata. Na każdym treningu uczę się czegoś nowego od kolegów, którzy mają ogromną jakość - przyznał na antenie DAZN.
Spektakularny start
19-latek faktycznie rozpoczął rozgrywki w wyjściowej jedenastce. Co więcej, to właśnie on był autorem pierwszej bramki Milanu w tym sezonie. Przeciwko Torino dobrze odnalazł się w polu karnym, kończąc kombinacyjną akcję z udziałem Musaha i Rabiota. Ustawienie z Cisse i Loftusem-Cheekiem na “dziesiątkach” może nie prezentowało się najbardziej spektakularnie na papierze, natomiast przyniosło oczekiwane efekty.
W trzeciej kolejce Milan mierzył się z Juventusem. Kibice obawiali się widowiska nudnego, bezjajecznego, w końcu cztery z sześciu poprzednich meczów tych drużyn kończyły się wynikiem 0:0. Taki rezultat widniał też w momencie, kiedy Cisse meldował się na boisku w drugiej połowie. Już po siedmiu minutach przyjął piłkę, ustawił sobie na prawej nodze, po czym z zimną krwią pokonał Vicario. W nadchodzących latach to może stać się firmowa akcja utalentowanego Włocha.
- On jest za dobry. To naprawdę fantastyczny piłkarz. Musimy we Włoszech dawać takim dzieciakom więcej szans. Jeśli chodzi o grę w polu karnym, Alphadjo potrafi wszystko. Czy jestem zaskoczony jego startem w Milanie? Nie, ponieważ wiedziałem wcześniej, ile potrafi. Jedyną niewiadomą był czas, jakiego będzie potrzebował po kontuzji, ale na szczęście szybko uporał się z problemami. Wkrótce będzie grał w reprezentacji - powiedział Ciro Polito, dyrektor Catanzaro, na łamach Milannews.it.
To nie jest oczywiście tak, że Cisse już wspiął się na szczyt i osiągnął perfekcję. Co to, to nie. Wciąż miewa wahania formy, co potwierdziły ostatnie mecze z Lazio. Na Stadio Olimpico zagrał słabo, oddał jeden nieudany strzał, nie miał żadnego dryblingu, wygrał tylko trzy z 10 pojedynków. Przeciwko "Orłom" z Lizbony dostosował skę do miernego poziomu całej ekipy, która zasłużenie przegrała 0:2. Sam Ruben Amorim apeluje o spokój i pozwolenie piłkarzowi na rozwój w swoim tempie. Jeśli Alphadjo zdobędzie kolejną bramkę, to nie znaczy jeszcze, że jest nowym Kaką. I w drugą stronę, jeden gorszy występ nie może przekreślać naprawdę udanego startu sezonu.
- Ludzie patrzą tylko na jego gole. Ja zwracam uwagę na inne aspekty, także te, w których musi się poprawić. To wciąż bardzo młody piłkarz. Już teraz imponuje talentem, ale trzeba dać mu czas na rozwój. Jestem zadowolony przede wszystkim z tego, co pokazuje na treningach i uważam, że może być jeszcze lepszy. Przed nim sporo pracy - mówił trener.
Czas goni nas
Amorima można pochwalić za to, że zaufał piłkarzowi, który przed tym sezonem miał na koncie tylko trzy występy w Serie A. Wielu trenerów we Włoszech uznałoby, że jest za wcześnie, że młody ma jeszcze czas i musi się ograć na pięciu wypożyczeniach w Serie B, albo i niżej. Widać to na przykładzie 23-letniego Antonio Vergary z Napoli. Massimiliano Allegri stwierdził niedawno, że trzeba powoli go wprowadzać, bo rozegrał tylko kilkanaście meczów we włoskiej ekstraklasie. To nie jest odosobniony przypadek.
Mnóstwo juniorów na Półwyspie Apenińskim nie dostaje szans w wielkich klubach. Błąkają się po drużynach z drugiego szeregu, a po powrocie z wypożyczeń dalej nie grają, bo nie mają doświadczenia w Serie A. W ten sposób można marnować całe pokolenia piłkarzy. Nic dziwnego, że najciekawszym włoskim projektem stało się Como, gdzie ze świecą szukać reprezentanta Włoch. I to nie jest żaden przytyk do ekipy Cesca Fabregasa, która imponuje wynikami, stylem gry, skuteczną polityką transferową. Spora część Serie A ma problem z odważnym wprowadzeniem młodych Włochów. Tym większe uznanie dla Cisse, któremu udało się przebić.
Czy 19-latek zostanie uznany za największe letnie wzmocnienie Milanu? Konkurencja w postaci Goncalo Ramosa (jeden gol w czterech meczach) i Diego Moreiry (dublet z Lazio) na pewno nie będzie taka łatwa do pokonania. Transfer Cisse na pewno może być wysoko sklasyfikowany, patrząc na stosunek ceny do jakości. Na dzisiejszym rynku piłkarskim osiem milionów euro to drobne, prawie nic. A jednak nawet za tyle można znaleźć prawdziwy diament. Do oszlifowania, ale diament.