Gwiazdor giganta idzie na wojnę z kolejnym klubem. Ile można? "Znów rujnuje relacje"
Romelu Lukaku ewidentnie “zakochał się” w młodzieżowym słowie roku. Kolejny raz zaczyna bowiem… szponcić. Już w czwartym klubie robi się wokół niego zamieszanie, a Belg podpada pracodawcom oraz kibicom. Jak do tej pory zawsze kończyło się to zmianą barw. Napoli już pracuje nad wyciągnięciem konsekwencji. Niewykluczone więc, że czeka nas powtórka z rozrywki.
Romelu Lukaku to drugi najdroższy piłkarz w historii, jeśli weźmiemy pod uwagę sumaryczne kwoty zapłacone za transfery, najlepszy strzelec w historii reprezentacji Belgii i jeden z najbardziej bramkostrzelnych napastników XXI wieku z ponad 400 golami dla klubu oraz kadry. Ale też i zawodnik, który regularnie zmieniał zespoły, zostawiając po sobie niesmak. Teraz ponownie znalazł się w centrum uwagi. Jego niesubordynacja i decyzja o podjęciu leczenia w ojczyźnie, zamiast stawienia się w Neapolu, stanowi kolejny dowód tego, że nie jest to gracz łatwy do okiełznania.
Gdy kilka dni temu podpadł w Napoli, wiele osób mogło pomyśleć: “O, znowu…”. Belg już nie pierwszy raz prezentuje bowiem zachowanie, którym podpada swoim przełożonym. Wymuszanie transferów, umizgi do innych klubów, podkopywanie autorytetu trenera - 32-latek ma sporo za uszami. Teraz nie zameldował się w Neapolu wbrew wytycznym pracodawców. Choć pojechał do ojczyzny na zgrupowanie reprezentacji, został z niego odesłany z powodu obaw o sytuację zdrowotną w obliczu trapiących go w tym sezonie urazów. Miał wrócić do Włoch, lecz zdecydował się pozostać w Belgii i pracować tam indywidualnie z trenerami, na co nie dostał zgody. Sytuacja szybko się zaogniła, a przedstawiciele Napoli rozważają podjęcie zdecydowanych środków.
“Nie powinien mówić takich rzeczy”
Lukaku bruździł sobie wcześniej w Chelsea, Interze, a nawet w Evertonie, gdzie wskoczył do czołówki europejskich napastników. Tam pierwszy raz dały o sobie znać jego krnąbrny charakter i skłonność do palenia za sobą mostów. Pod koniec rozgrywek 2016/17 pojawiły się doniesienia o zaoferowaniu mu nowej umowy. Tymczasem Belg, walczący o koronę króla strzelców Premier League, zaczął dość głośno dawać do zrozumienia, że “The Toffees” to drużyna o zbyt małych ambicjach.
- Everton ma wspaniałą historię, prawda? Trzeba jednak napisać jego przyszłość, rozumiecie? (...) Nie można być zapamiętanym tylko przez strzelone gole. Chcesz zapisać się w historii, zdobywając trofea. Tego chcą fani, więc zamiast żyć przeszłością, musimy patrzeć do przodu. Ten klub musi się rozwijać, rosnąć, zastanawiać się, kogo ściągnąć, aby powalczyć o najważniejsze trofea - cytował wówczas jego słowa Guardian. - (...). Potrzeba odpowiedniego otoczenia. Gry w Lidze Mistrzów, w meczach na najwyższym poziomie - dodawał.
Rozmowy kontraktowe upadły. Frustracji nie ukrywał prowadzący zespół Ronald Koeman, rozczarowani byli kibice. Długoletni kapitan Evertonu, Phil Neville, stwierdził wprost, że “jako lider zespołu, nie powinien mówić takich rzeczy”. Lukaku doczekał się ostatecznie gry w Champions League, ale w barwach Manchesteru United, który kilka miesięcy później kupił go za rekordowe dla “The Toffees” 75 milionów funtów. Niemniej, na Goodison Park napastnik pozostawił po sobie spory niesmak. A jego zachowanie można było uznać za zapowiedź tego, co miało dziać się w kolejnych latach.
Kochał były klub bardziej niż obecny
Dwa sezony w United minęły bez “dymów”. Kolejne dwa w Interze Mediolan również. I okazały się bardzo udane. W efekcie przed startem rozgrywek 2021/22 Chelsea zaoferowała potrzebującym zastrzyku gotówki mistrzom Włoch 97,5 miliona funtów i pobiła swój rekord transferowy, aby ściągnąć Belga z powrotem na Stamford Bridge po siedmiu latach. Jego agent, Federico Pastorello, przekonywał, że taki transfer to spełnienie marzeń dla klienta.
- Podczas ostatniej kampanii w Manchesterze United cały czas myślał o Chelsea oraz o Realu Madryt, co również muszę przyznać. To jedno z kolejnych marzeń dotyczących jego kariery, ale Chelsea zawsze była jego stuprocentowym celem - mówił Sky Sports.
Niedługo po emocjonalnym powrocie atmosfera wokół Lukaku ponownie zrobiła się jednak gęsta. Wejście miał niezłe, lecz szybko się zaciął. Gdy zimą zdawał się wracać do formy po frustrującym okresie i paśmie urazów, Sky Sports Italia opublikowało wywiad, który natychmiast zburzył jego relacje z klubem.
- Nie jestem zadowolony ze swojej sytuacji, ale to normalne. Trener gra innym systemem, lecz nie mogę odpuścić - mówił w nim. - Muszę ciężko pracować i być profesjonalny. (...) Uważam, że może zaoferować mi więcej czasu na boisku, ale muszę szanować jego decyzje - dodawał. A potem, odnosząc się do opuszczenia Włoch, tłumaczył: - Zawsze miałem Inter w sercu. Wrócę tam jeszcze, naprawdę na to liczę. Kocham Włochy.
Intencję miała stanowić chęć przeproszenia fanów “Nerazzurrich” za okoliczności rozstania, lecz wydźwięk okazał się mocno kontrowersyjny. W mediach zawrzało, relacje z kibicami “The Blues” zostały mocno naruszone. Wściekł się też Thomas Tuchel, prowadzący wtedy Chelsea.
- Nie podoba nam się to, bowiem przez takie sytuacje nie możemy odpowiednio skoncentrować się na tym, co najważniejsze. Ale nie mam zamiaru rozdmuchiwać całej sprawy - komentował, cytowany przez Sky Sports. - Łatwo wyciągać zdania z kontekstu, a następnie orientować się, że chodziło o coś zupełnie innego. (...) Romelu jest na tyle doświadczonym piłkarzem, że powinien wiedzieć, jaką moc mają takie słowa.
Później Niemiec potwierdził jeszcze nałożenie na napastnika kary finansowej. A on z kolei wygłosił oficjalne przeprosiny w klubowej telewizji.
- Kibice, jestem bardzo wkurzony tym, co wywołałem. Wiecie, jakie relacje łączą mnie z tym klubem, odkąd jestem nastolatkiem, więc całkowicie rozumiem wasze zdenerwowanie. Oczywiście teraz do mnie należy odbudowanie waszego zaufania i zrobię wszystko, żeby codziennie pokazywać swoje zaangażowanie na treningach i podczas meczów, starając się, abyśmy je wygrywali. Chcę również przeprosić trenera, kolegów z drużyny i zarząd, bo to nie był właściwy moment - tłumaczył.
Pomimo deklaracji nie potrafił naprawić tego, co zepsuł. Po kilku miesiącach stało się to, co stać się musiało. Lukaku powrócił do Interu, choć tylko na zasadzie wypożyczenia. Pobyt w Londynie skończył się wielkim rozczarowaniem, ale Belg miał to, czego pragnął. I pomimo tego szybko znów zaczął szponcić…
Chciał do Interu, romansował z Juve
Na Giuseppe Meazza początkowo prezentował kiepsko. Trafiał rzadko, miał kłopoty z kontuzjami. Pod koniec rozgrywek 2022/23 jednak się rozstrzelał. A “Nerazzurri”, pomimo niesatysfakcjonującej postawy w Serie A, doszli do finału Ligi Mistrzów i wygrali puchar kraju.
Długo wydawało się, że Belg zostanie wykupiony przez ukochany - jak sam mówił - Inter. Miał już dogadać się z Mediolańczykami w sprawie warunków kontraktu, pozostało jedynie osiągnięcie porozumienia z Chelsea, która znacznie obniżyła wymagania finansowe. Temat upadł, bo - zgodnie z medialnymi doniesieniami - popularny “Big Rom” poczuł miętę do innego zespołu.
Jak donosiła La Gazzetta dello Sport, reprezentujący wówczas interesy piłkarza prawnik, Sebastien Ledure, starał się wzbudzić zainteresowanie innych zespołów i do gry wkroczył Juventus. Zgodnie z informacjami Gianluki Di Marzio, rozmowy ruszyły niedługo przed najważniejszym spotkaniem sezonu: finałem Champions League, w którym Lukaku zaprezentował się fatalnie. Postępujące dyskusje i perspektywa gry dla “Starej Damy” sprawiły, że napastnik oraz jego agent latem wycofali się z porozumienia z Interem. Przestali odbierać telefony z obozu “Nerazzurrich”, a gdy wreszcie udało się z nimi skontaktować, miały “posypać się iskry”.
- Dużo osób z zewnątrz lubi wypowiadać się w moich sprawach. Opublikowano wiele głupot. (...) Wypowiem się w odpowiednim czasie, ale gdybym opowiedział, co naprawdę stało się latem, wszyscy byliby w szoku - tłumaczył Lukaku, cytowany przez portal Goal.
Ostatecznie Belg kolejny raz rozstał się z klubem w bardzo napiętej atmosferze. Co więcej, Juve nie dało rady go ściągnąć, więc skończył na wypożyczeniu w Romie, u Jose Mourinho, z którym znał się bardzo dobrze.
Nowy rozdział telenoweli
Po sezonie w Rzymie, latem 2024 roku Napoli wyłożyło za Lukaku 30 milionów euro. Tym samym łączne opłaty za transfery z jego udziałem dobiły do niemal 370 milionów euro - kwoty ustępującej tylko transakcjom, który bohaterem był Neymar. Belgijskiego snajpera na południe Włoch ściągnął jego dawny trener z Interu, Antonio Conte. Pierwsza kampania była bardzo udana, a Lukaku został najlepszym strzelcem zespołu w drodze po mistrzostwo Włoch. Obecny sezon jest już jednak mniej udany, a Belg znów zaczął robić zamieszanie.
Z powodu kontuzji mięśniowej pauzował od początku rozgrywek aż do połowy stycznia. Od tamtej pory zaliczał tylko krótkie wejścia z ławki. Pomimo tego otrzymał powołanie do reprezentacji Belgii na marcowe zgrupowanie, lecz ostatecznie je opuścił, gdy zdiagnozowano u niego kolejne problemy zdrowotne. I tutaj ponownie pojawiły się kłopoty.
Klub wezwał zawodnika, aby ten stawił się z powrotem w Neapolu. Tymczasem on… zdecydował się pozostać w ojczyźnie i pracować z własnymi terapeutami. To rozwścieczyło jego przełożonych. Aktualnie pisze się kolejny rozdział telenoweli.
- SSC Napoli potwierdza, że Romelu Lukaku nie odpowiedział na dzisiejsze wezwanie do powrotu do treningu. Klub zachowuje prawo do podjęcia odpowiednich działań dyscyplinarnych, a także decyzji, czy zawodnik powinien dalej trenować z zespołem - można przeczytać w oświadczeniu “Azzurrich”.
Jak podawał portal Goal, powołując się na doniesienia Football Italia, przedstawiciele Napoli nawiązali kontakt z prawnikami, żeby określić kroki możliwe do podjęcia w stosunku do niesubordynowanego zawodnika. Surowy prezes Aurelio de Laurentiis potrafi grać twardo. Na miesiące odsuwał od zespołu Arkadiusza Milika czy Victora Osimhena, którzy mu podpadli, by potem ostatecznie się ich pozbyć. W obliczu przyzwoitych liczb wypożyczonego latem Rasmusa Hojlunda, którego można wykupić, przyszłość Lukaku nie pisze się w kolorowych barwach.
Kolejny już raz, w czwartym klubie, Belg swoim zachowaniem narobił wielkiego zamieszania i potencjalnie zrujnował relację z przełożonymi oraz kibicami. Strzela regularnie, potrafi wnieść jakość, ale ciągnie się za nim pasmo dziwnych pozaboiskowych incydentów, które trudno określić inaczej, niż mianem braku wyczucia. Chyba że, tak jak w przypadku sytuacji z Evertonem, takie działania mają jasny cel - transfer. Wszak za każdym razem, gdy wokół Lukaku robi się podobny szum, zwiastuje to zmianę barw klubowych.
Pytanie tylko, czy kolejna powtórka z rozrywki nie nadszarpnie jeszcze bardziej jego reputacji. Bo chyba mało kto może nazwać go graczem godnym zaufania.