Niesamowite, gdzie trafił Sochan. Tego nie osiągnął żaden Polak
Stało się. Jeremy Sochan trafił do New York Knicks. Przed reprezentantem Polski absolutnie najważniejsze miesiące w karierze. Wybrał drużynę, w której może przepaść lub stać się częścią czegoś większego. Ta presja będzie jego przywilejem.
5 lutego w NBA miał miejsce trade deadline. Do tego czasu Jeremy Sochan nie zdążył znaleźć nowej drużyny. Istniało ryzyko, że dokończy sezon w San Antonio Spurs, co byłoby kompletną stratą czasu. Od dawna wiadomo bowiem, że nie figurował w planach trenera Mitcha Johnsona. Zajmował niemal najniższe miejsce w hierarchii, na parkiecie pojawiał się od wielkiego dzwonu albo wcale. Na szczęście 22-latek doszedł z “Ostrogami” do porozumienia w sprawie przedwczesnego rozwiązania umowy. Stał się wolnym zawodnikiem, który mógł trafić do dosłownie każdej drużyny.
Kiedy Sochan chwilowo był na bezrobociu, można było usłyszeć głosy, że jego przyszłość w najlepszej koszykarskiej lidze świata stoi pod znakiem zapytania. Tego typu obawy okazały się zupełnie bezpodstawne. Shams Charania, transferowy guru w NBA, zdradził, że po Polaka zgłosiło się aż 10 ekip, czyli 1/3 ligi. Całkowicie nieudane miesiące pod koniec przygody w SAS nie wpłynęły aż tak drastycznie na realną wartość wszechstronnego skrzydłowego. Właśnie dlatego mógł on trafić do topowej marki, która ma jeden cel. New York Knicks chcą po raz trzeci w historii sięgnąć po mistrzowskie pierścienie.
Co poszło nie tak?
Na początku warto powiedzieć, dlaczego przygoda Sochana w San Antonio zakończyła się tak szybko. Swego czasu był on przecież wartościowym elementem rotacji Spurs. Było tak jednak za czasów Gregga Popovicha, który regularnie chwalił Polaka. To był zawodnik w jego stylu, charakterny, bezkompromisowy, skupiający się przede wszystkim na grze defensywnej. Do tego gotowy na to, aby wciąż się rozwijać. Bez wahania akceptował eksperymenty z grą na pozycji rozgrywającego, co miało poprawić jego umiejętności z piłką w rękach. Za kadencji poprzedniego trenera spędzał na parkiecie średnio ponad 25 minut na mecz. U Mitcha Johnsona ten wskaźnik spadł o ponad połowę.
Nie należy jednak krytykować obecnego opiekuna SAS. On od początku sezonu zdawał się robić to, co najlepsze dla drużyny. Wykrystalizował hierarchię, otaczając największą gwiazdę, czyli Victora Wembanyamę, zarówno doświadczonymi Harrisonem Barnsem i De’Aaronem Foxem, jak i piekielnie utalentowanymi Carterem Bryantem oraz Dylanem Harperem, których wybrano w drafcie. Trudno kwestionować trenera, który na razie zaprowadził drużynę na drugie miejsce w Konferencji Zachodniej.
Patrząc szerzej, wygląda to tak, jakby prędkość wzrostu Spurs wyprzedziła tempo rozwoju Sochana. W 2022 roku trafił do jednej z najgorszych drużyn w NBA, kontynuującej proces przebudowy. Późniejsze wydraftowanie Wembanyamy i dokładanie kolejnych jakościowych elementów sprawiło, że wczorajszy chłopiec do bicia stał się dzisiejszym kandydatem do walki o najwyższe cele. San Antonio poszło do przodu, a nasz reprezentant delikatnie stanął w miejscu. Nie rozwinął się choćby w najważniejszym współcześnie elemencie gry, czyli skuteczności za trzy. W tym sezonie trafiał 26% rzutów zza łuku, w trzech poprzednich sezonach wynosiło to odpowiednio 25%, 31% i 31%. To nie są dobre wyniki.
- Rozumiemy, że Jeremy chciałby grać więcej. Cieszę się, że tego dokładnie chce, bo tak waleczne nastawienie jest niezbędne, by utrzymać się w lidze. Jeremy nie jest w rotacji i to jest decyzja podjęta przeze mnie. Oczekuję od niego, by codziennie przychodził do pracy jak profesjonalista, by ciężko pracował i był dobrym kolegą z drużyny - i dokładnie to teraz robi. W tej lidze okazje nie zawsze przychodzą wtedy, kiedy byś tego chciał, ale musisz pozostać gotowy - powiedział na konferencji Mitch Johnson, cytowany przez Keepthebeata, polskiego twórcę materiałów o NBA.
“Przelicytował”
Poprzedni kontrakt Sochana ze Spurs obowiązywał do końca tego sezonu. Gdyby nie został przedłużony, zostałby on tzw. zastrzeżonym wolnym agentem. Jeśli inny klub złożyłby mu konkretną ofertę, włodarze z San Antonio mieliby prawo wyrównać propozycję, aby zatrzymać zawodnika. Przy czym raczej nikt w Teksasie nie wiązał ze skrzydłowym długoterminowych planów. Szczególnie, że według doniesień jego oczekiwania finansowe uznano za wysokie. Zbyt wysokie.
- Pojawiają się głosy, że obóz Jeremy’ego Sochana przelicytował podczas negocjacji nowego, wieloletniego kontraktu z San Antonio. Oczekiwania było ogromne, 22-letni koszykarz mógł stać się najlepiej zarabiającym polskim sportowcem. Zamiast tego mamy rozstanie ze Spurs i ostatni dzwonek w NBA. Kulisy są dla Sochana brutalnie: nie zrobił wiele, by sobie pomóc. Sezon dokończy w Nowym Jorku i będzie to misja ratunkowa - opisał Sebastian Parfjanowicz na łamach Przeglądu Sportowego Onet.
Spurs próbowali zatem wymienić Sochana przed trade deadline. I już kilka tygodni temu mówiło się o opcji dołączenia do New York Knicks, na stole miała pojawić się opcja transakcji z udziałem Polaka i Guerschona Yabusele. 30-latek jest reprezentantem Francji, zatem niektóre źródła sugerowały, że Wembanyama byłby zwolennikiem tego ruchu. Na przeszkodzie stanęły jednak finanse. Michael Scotto informował, że San Antonio nie chciało zgodzić się na podjęcie opcji przedłużenia umowy z Yabusele, co kosztowałoby 5,78 mln dolarów. Ostatecznie tuż przed zamknięciem “okienka transferowego” Knicks oddali skrzydłowego do Chicago Bulls. Po kilku dniach Jeremy już nie na zasadzie wymiany i tak wylądował w Big Apple.
- Sochan może stać się realną opcją dla Knicks ze względu na swój wiek i potencjał. Prawdopodobnie będzie szukał drużyny, która zaakceptuje jego styl oparty w dużej mierze na obronie. A w Nowym Jorku nie potrzebują większej siły w ofensywie, tylko być może właśnie świetnego defensora, który umie też rozgrywać. Chociaż nie wiadomo, czy Knicks będą w stanie zagwarantować mu wystarczającą liczbę minut - pisał portal Sports Illustrated, kiedy transfer Sochana jeszcze nie był ogłoszony.
Wymarzona opcja
Sochan zamienił jedną mocną drużynę na drugą. Knicks od kilku lat konsekwentnie budowali skład, który obecnie aż ocieka talentem. Wyjściowa piątka: Jalen Brunson, Josh Hart, Mikal Bridges, OG Anunoby i Karl-Anthony Towns ma właściwie wszystko. Jakość, skuteczność, wzrost, warunki fizyczne, umiejętności obronne i wiele więcej. W poprzednim sezonie Nowojorczycy dotarli do finałów Konferencji Wschodniej, gdzie w sześciu meczach przegrali z Indianą Pacers. Teraz znów celują co najmniej w dotarcie do decydującej serii na Wschodzie.
W czym Knicks są dobrzy? Najprostsza odpowiedź brzmi: we wszystkim. Zajmują trzecie miejsce w NBA w ataku i dziewiąte w obronie. Są na czwartej lokacie pod względem średniej trafionych rzutów dystansowych na mecz (15), ponieważ obecnie nie da się wygrywać bez trójek. To drużyna, która stara się nigdy nie odpuszczać, o czym świadczy trzecia lokata w liczbie zbiórek na atakowanej desce. Sprowadzenie w środku sezonu Jose Alvarado oraz właśnie Sochana potwierdza, jak wielką uwagę przywiązuje się w Nowym Jorku do gry defensywnej.
- Sochan zapewni Knicks niezbędną głębię na skrzydłach. Dzięki swoim wszechstronnym umiejętnościom powinien stać się istotnym elementem rotacji - ocenił Jake Weinbach, ekspert od NBA. - Pozyskanie Sochana znacznie wzmacnia ławkę Knicks. Nowojorczycy dodali niespodziewany zastrzyk energii do składu - dodał Justin Tasch z New York Post.
Czy Sochan będzie regularnie grał? Na to pytanie odpowiedź najprawdopodobniej zna tylko trener Mike Brown. Można domyślać się, że skoro aż 10 ekip zabiegało o 22-latka, to wybrał Knicks z konkretnego powodu. Raczej nie dostał żadnej gwarancji minut, ale chociaż szansę na to, aby pokazać umiejętności w większym wymiarze niż w pierwszej połowie sezonu, która była dla niego okresem straconym. Na pewno nie należy spodziewać się Polaka w wyjściowej piątce, która po prostu jest zbyt mocna. Jego głównym konkurentem do wejścia z ławki powinien być Mohamed Diawara, 20-letni skrzydłowy, mający za sobą udane tygodnie. Francuz coraz częściej gra po kilkanaście minut na mecz, a za zaufanie odwdzięczył się solidnymi występami z Celtics czy 76ers.
Wyjątkowa szansa
Aby utrzymać się w Knicks, Sochan z pewnością będzie musiał poczynić postęp względem końcówki przygody w Spurs. W tym sezonie rozgrywał średnio 13 minut, notując po 4,1 punktu, 2,6 zbiórki i jedną asystę. Nie są to liczby, które mogłyby robić na kimś wrażenie. Oczywiście, że punktowanie nigdy nie było największym atutem Polaka. To przede wszystkim rasowy obrońca, który w przeszłości nie bał się indywidualnego krycia gwiazd ze ścisłego topu. Jeśli znów stanie się utrapieniem dla rywali, powinien przypaść do gustu trenerowi Brownowi.
Jeśli wszystko pójdzie dobrze, Sochan stanie przed szansą na premierowe występy w play-offach NBA. W poprzednich latach nie sprawdził się w najważniejszej fazie rozgrywek, ponieważ Spurs głównie tankowali. Nie ma zaś możliwości, aby Knicks wypadli z czołowej szóstki na Wschodzie. Wręcz przeciwnie, mogą spokojnie celować w wyprzedzenie Celtics, którzy aktualnie okupują lokatę wicelidera. Boston w tym sezonie przerasta oczekiwania, ale ma bardzo wąską kadrę, a brak kontuzjowanego Jaysona Tatuma prędzej czy później odbije się na wynikach. Tak naprawdę głównym konkurentem Nowojorczyków w konferencji będą rewelacyjnie spisujący się Detroit Pistons. I w ewentualnych finałach Wschodu ekipa z Madison Square Garden pod żadnym pozorem nie będzie bez szans.
Dotychczas tylko jeden Polak wystąpił w finałach NBA. W sezonie 2008/09 Orlando Magic z Marcinem Gortatem w składzie dotarło do decydującej serii, w której Los Angeles Lakers triumfowali w pięciu meczach. Przed Sochanem oczywiście bardzo daleka droga, aby mógł pójść w ślady “The Polish Hammer” i w ogóle zagrać o mistrzostwo. Najpierw musi zapomnieć o nieudanych miesiącach w San Antonio i wywalczyć miejsce w hierarchii Knicks. Istnieje ryzyko, że 22-latek się nie sprawdzi i po sezonie opuści Nowy Jork. Ale jest też możliwość, że jego talent do gry defensywnej podbije serca kibiców i przede wszystkim trenera. Gorzej niż w Spurs raczej nie będzie. A to już dobra wiadomość dla reprezentanta Polski.