Idą po pierwsze mistrzostwo od 66 lat. Wielkie kluby za plecami. To może być sensacja sezonu
Celtic i Rangers dominują szkocką Premiership od ponad czterech dekad. Ostatni raz, gdy mistrzem kraju został inny zespół, miał miejsce w 1985 roku, kiedy to tytuł pod wodzą Sir Alexa Fergusona zdobyło Aberdeen FC. Dziś z kolei na bardzo dobrej drodze do wygrania ligi jest Heart of Midlothian - klub, który celuje nie w jednorazową detronizację, a sportowe dogonienie szkockiej “wielkiej dwójki”.
Jeżeli ostatnią osobą, której udało się przerwać hegemonię Old Firm, był najwybitniejszy trener w historii futbolu, to wydawać by się mogło, że powtórzenie tej sztuki będzie graniczyć z cudem. Po 41 latach coraz bliżej dokonania tego cudu jest drużyna Heart of Midlothian, znana także pod skróconą nazwą Hearts. Czterokrotni mistrzowie Szkocji ostatnio sięgnęli po tytuł w… 1960 roku.
“Serca” biją… konkurencję
Sytuacja wygląda naprawdę dobrze. Do końca rundy zasadniczej pozostały zaledwie cztery kolejki, a “Serca” liderują w tabeli z czterema punktami przewagi nad Celticiem i pięcioma nad Rangersami. Co więcej, wszystkie “mecze na szczycie” w tej części sezonu są już za nimi - z każdym z gigantów z Glasgow zespół Hearts mierzył się po trzy razy, zdobywając 13 na 18 możliwych punktów. Porażkę poniósł tylko raz, w lutym - wyjazdowe starcie z Rangersami przegrał 2:4, a i tak zawiesił rywalom poprzeczkę dość wysoko. W końcu do przerwy było 2:2, a o wyniku przesądził dublet Youssefa Chermitiego w drugiej połowie.
Najbardziej imponujące były jednak mecze przeciwko Celticowi. “The Bhoys” ulegli rewelacyjnej ekipie z Edynburga 1:3 na wyjeździe i 1:2 u siebie, a w ostatnim, styczniowym pojedynku padł remis 2:2. U obecnych mistrzów Szkocji szczególnie zauważa się duży zjazd formy, bo o ile Rangersi potrafili jeszcze prezentować odpowiedni poziom w ligowych hitach, to nie można powiedzieć tego samego o innej drużynie z Glasgow. Fakt, że Celtic w ogóle może zakończyć sezon bez mistrzostwa kraju już jest ogromną sensacją. W duopolu Old Firm od lat to oni są tymi lepszymi - na ostatnich 14 sezonów wygrali wszystkie oprócz jednego, 2020/21, w którym triumf pod wodzą Stevena Gerrarda odnieśli “The Gers”.
Fatalne wyniki na lokalnym podwórku i odpadnięcie z eliminacji Ligi Mistrzów po dwumeczu z debiutującym Kajratem Ałmaty to nie wszystko. W obecnym Celticu największym problemem jest wszechobecny brak stabilizacji. Zatrudniony w styczniu Martin O’Neill okazał się być już trzecim bohaterem zmiany na ławce trenerskiej “The Bhoys” podczas tego sezonu. Dość powiedzieć, że został zatrudniony… drugi raz w przeciągu kilku miesięcy. W październiku w trybie awaryjnym zastąpił Brendana Rodgersa, po którego dymisji wszystko zaczęło się walić. Wytrzymał natomiast osiem meczów - tyle samo, co jego nietrafiony następca Wilfried Nancy. Słowem, następca O’Neilla został zastąpiony później przez… O’Neilla we własnej osobie.
Całość brzmi kuriozalnie, ale taka obecnie jest rzeczywistość najbardziej utytułowanego klubu ze Szkocji. Na dokładkę mieliśmy jeszcze protesty fanów, którzy są absolutnie wściekli na pozbawiony - ich zdaniem - ambicji zarząd. Awantury pojawiały się nie tylko po przegranych derbach z Rangersami (1:3), ale i podczas ostatniej edycji corocznego zebrania członków klubu, którzy finalnie musieli przerwać spotkanie zaledwie po 25 minutach. Powód? Reakcja niektórych udziałowców z grup kibicowskich na komentarz syna największego akcjonariusza klubu, Rossa Desmonda, który w imieniu ojca stanął w obronie zarządu.
- Akcjonariusze Celticu, niezadowoleni ze sposobu zarządzania klubem, podnieśli czerwone kartki, wygwizdali dyrektorów i skandowali “zwolnić zarząd”, gdy jego członkowie pojawili się na sali. Ogłoszono półgodzinną przerwę, po której pokazano wcześniej nagrane wywiady - opisywał sytuację w listopadzie The Guardian.
Ostatecznie przerwa nie pomogła, bo Desmond nie był w stanie dojść do głosu. Walne zgromadzenie odwołano, ale protesty nie ustawały. Podobne obrazki widzieliśmy w styczniu, po przegranym przez Celtic Old Firm Derby.
Tak się robi transfery
Główny rywal Hearts w walce o mistrzostwo jest więc w rozsypce, co w kontekście samego wyścigu o tytuł przekłada się na korzyści. Snów o wygraniu ligi nie byłoby jednak, gdyby za sznurki w edynburskim klubie nie pociągał Tony Bloom. Właściciel Brighton i Royale Unionu Saint-Gilloise w czerwcu zeszłego roku postanowił podjąć się kolejnego wielkiego wyzwania i zaszczycić swoją obecnością kolejną europejską ligę, wykupując 29% akcji w Hearts. Na Szkocję postawił nie bez powodu - zamarzył sobie bowiem o przełamaniu duopolu i zbudowaniu zespołu, który miałby stać się trzecią siłą tamtejszej piłki klubowej.
Bloom wprowadził te same patenty, co wcześniej w Anglii i Belgii. Rozwinięty skauting oparty o niezawodny system Jamestown Analytics - firmy analitycznej założonej przez samego 55-latka - sprawdza się także na szkockim rynku. Latem Hearts dokonało kilku rewelacyjnych transferów. Największy gwiazdor zespołu i autor 12 bramek w tym sezonie, Claudio Braga, przyszedł z drugiej ligi norweskiej. Rewelacyjny grecki skrzydłowy Alexandros Kyziridis sezon temu grał w słowackich Michalovcach. Świetnym ruchem póki co okazuje się też wypożyczony z Oxford United Stuart Findlay, który stał się liderem defensywy w ekipie z Edynburga. Niestety, ostatnio doznał kontuzji i jest wykluczony z gry do połowy kwietnia.
Szczególnie fascynujące są historie pierwszej dwójki. Dla Bragi, jako Portugalczyka, kontynuacja kariery na Północy była niebywałym szokiem kulturowym.
- Przed przyjazdem do Norwegii nigdy nie widziałem padającego śniegu. Nie miałem nawet pojęcia, ile będę zarabiał i czy w ogóle zostanę w zespole, bo nie byłem nawet związany żadnym kontraktem. Przeprowadzka tam była ryzykiem, które się opłaciło - mówił dla BBC Sport.
Kyziridis z kolei przyznał w jednym z wywiadów, że miał momenty, w których myślał o zakończeniu piłkarskiej kariery. Od tego pomysłu odciągnął go psycholog. I chyba wyszło na dobre, skoro 25-latek grał już w klubach z pięciu różnych krajów - Grecji, Węgier, Słowenii, Słowacji i Szkocji.
- Zdarzały się chwile, w których decydowałem się na rzucenie futbolu. Zaraz później mówiłem jednak sobie, że są dwie możliwości: albo faktycznie kończę, albo rozmawiam z psychologiem, żeby mi pomógł. Koniec końców uczęszczałem do specjalisty przez dwa lata i mogę powiedzieć, że to dzięki niemu moja pewność siebie jest na tak wysokim poziomie - nie ukrywał reprezentant Grecji, cytowany przez Edinburgh News.
- Grałem naprawdę w wielu miejscach podczas swojej kariery, wiele razy zmieniałem kluby. Nigdy nie miałem lepszej szatni niż w Hearts. Zawsze powtarzam, że mamy dobrych graczy, ale dla mnie najważniejsze jest to, żeby byli przede wszystkim dobrymi ludźmi - zaznaczył.
Ferguson dołożył cegiełkę
Patrząc na poprzednie działania Blooma, można było spodziewać się, że część jego nieoczywistych transferów w Hearts okaże się strzałami w dziesiątkę. Trudno było jednak z miejsca oczekiwać, by sam klub momentalnie doskoczył do ligowej czołówki, wszak poprzedni sezon zakończył dopiero na siódmym miejscu i musiał grać w grupie spadkowej. Kapitalną pracę z drużyną wykonał trener Derek McInnes, który był odpowiedzialny za wiele kluczowych decyzji mających pozytywny wpływ na rozwój klubu.
Jednym z najważniejszych wydarzeń było przedłużenie kontraktu z gwiazdą klubu, Lawrence’em Shanklandem. Uwielbiany przez kibiców “Shanks” nie tylko podpisał umowę na kolejne trzy lata, ale i otrzymał opaskę kapitańską. Wizja walki o mistrzostwo Szkocji kusiła go bardziej niż propozycje z Bliskiego Wschodu.
Co ciekawe, obecny trener Heart of Midlothian zasięgał porad u samego… Sir Alexa Fergusona, który jest jego dobrym znajomym. Panowie po raz pierwszy przecięli się ze sobą w latach 90., kiedy McInnes był jeszcze piłkarzem Rangersów. Tam jego trenerem był Walter Smith, bliski przyjaciel Fergusona.
SAF jest na bieżąco, jeśli chodzi o sytuację w Hearts i czasami udziela McInnesowi wskazówek. Jakby nie patrzeć, nie powinno to dziwić - w końcu 84-latek jako ostatni w historii przerwał hegemonię Celticu i Rangersów. To właśnie pod jego wodzą w 1985 roku po tytuł sięgnęło Aberdeen.
- Rozmawiał ze mną przez telefon, kiedy jechałem na derby Edynburga [przeciwko Hibernian - przyp. red.] i dał mi kilka świetnych wskazówek, dzieląc się cennymi informacjami. Zna wszystkich moich zawodników. Rozmawia tak, jakby znał ich osobiście. Kiedy mówię im o tym wszystkim, nie mogą uwierzyć - wspominał McInnes, cytowany przez Hearts Standard.
Przed Hearts arcyważna część sezonu. W rundzie zasadniczej obecny lider zagra jeszcze z czterema drużynami, z których trzy są już pewne gry w grupie spadkowej (Kilmarnock, Dundee FC, Livingston). Terminarz idealny pod to, by utrzymać pozycję lidera przed rozpoczęciem rywalizacji w grupie mistrzowskiej. To właśnie ta faza zdeterminuje, czy przełomowe rozbicie duopolu w końcu nastąpi.