Idą po pierwsze trofeum od... 126 lat. Został jeden krok. Zagrali na nosie gigantom
Na krajowym podwórku nigdy nie sięgnęli po żadne istotne trofeum, a w europejskich pucharach zanotowali jedynie mało znaczące epizody. W ciągu najbliższego miesiąca los NEC Nijmegen może się jednak odmienić. Za sprawą ultraofensywnej gry klub jest o krok od napisania historii, jakiej Holandia w XXI wieku jeszcze nie widziała.
Ajax, Feyenoord oraz PSV. Od momentu powstania Eredivisie w połowie lat 50. holenderski triumwirat piłkarski ma się dobrze. W tym czasie zgarnął dla siebie zdecydowaną większość najważniejszych tytułów i niezwykle rzadko zdarza mu się dopuścić do najwyższych laurów klub spoza swojego elitarnego grona. W obecnym sezonie takie stan rzeczy próbuje zmienić NEC Nijmegen. Klub, który został założony w 1900 roku, a więc 126 lat temu, nadal czeka na swoje dni chwały. Cierpliwość jego kibiców już za chwilę może być wynagrodzona. I to w naprawdę zachwycającym stylu.
Samobójcza taktyka
Aby należycie wyjaśnić, w jaki sposób NEC znalazło się o krok od historycznych sukcesów, należy przyjrzeć się jego najnowszej historii. Po spadku z Eredivisie w 2017 roku klub przez kolejne cztery lata musiał bić się na jej zapleczu. Oznaczało to konieczność gry w piątki, bo to zwykle w ten dzień odbywają się kolejki Eerste Divisie, a także rywalizację ze słabszymi zespołami, w tym również rezerwami takich klubów jak Ajax i PSV. To nie był łatwy okres dla kibiców, którzy jednak nie odwrócili się od ukochanych barw. Goffertstadion w dalszym stopniu pozostawał wypełniony po brzegi. Sęk w tym, że wyniki wciąż pozostawały co najmniej rozczarowujące, a zespół bezskutecznie próbował ponownie dostać się do elity.
- W Nijmegen w pewnym momencie zapanował cynizm. Podsyciło to lokalną skłonność do narzekania, potocznie nazywaną „nuilen”. Do tego doszło odejście kilku ikon klubu. Przełom nastąpił dopiero w 2021 roku. NEC zajęło siódme miejsce, ale awansowało do baraży, gdzie z tylnego fotela postanowiło wszystkich zaskoczyć. Pod wodzą Rogiera Meijera wywalczyło awans. Pomimo ograniczeń związanych z pandemią koronawirusa, po finale z Bredą na stadionie zgromadziły się tysiące kibiców. Meijer położył podwaliny pod obecne sukcesy. Przekształcił klub z drużyny walczącej o przetrwanie w solidny zespół z czołówki Eredivisie, czego dowodem był awans do finału Pucharu Holandii w 2024 roku. Zeszłego lata rozstał się z klubem w doskonałych stosunkach, a NEC postanowiło przekręcić wajchę w drugą stronę i zatrudniło Dicka Schreudera - mówi nam Dominique Pichel, dziennikarz De Gelderlander.
O ile bowiem Meijer generalnie preferował defensywny styl gry, o tyle jego następca to wielki entuzjasta gry do przodu, który kultywuje słynny holenderski futbol totalny. U Schreudera atakują praktycznie wszyscy, łącznie z wysoko ustawionym bramkarzem czy wahadłowymi pełniącymi de facto funkcję skrzydłowych. 54-latek sprawił, że NEC zaczęło grać nie tylko znacznie milej dla oka, ale też skuteczniej. W obecnym sezonie Eredivisie strzeliło dotąd w sumie 74 gole - więcej ma jedynie PSV, które już obroniło mistrzowski tytuł. Na 30 rozegranych spotkań w aż 13 ekipa z Nijmegen strzeliła co najmniej trzy gole. Oczywiście jest druga strona medalu, bo “Eniesee” również stosunkowo dużo bramek tracą. Nie zmienia to jednak faktu, że tak prezentująca się drużyna przyciąga kibiców niczym magnes.
- Styl zespołu pod wodzą Schreudera jest niezwykle ofensywny, o czym wiedzieliśmy już w momencie jego przybycia. Jeszcze przed dołączeniem do NEC jego koncepcja była czasami określana w Holandii jako “samobójcza taktyka”, ponieważ ten trener stosuje nieustępliwy wysoki pressing na całym boisku. Jego drużyny naciskają aż do bramkarza przeciwnika. To naturalnie pozostawia ogromną przestrzeń za obroną, zwłaszcza że z tyłu grają jeden na jednego. W rezultacie wszystko sprowadza się do wygrywania pojedynków indywidualnych. Jest to niezwykle intensywny, energiczny i wymagający fizycznie styl gry. Ponieważ Schreuder wystawia na boisku jak najwięcej ofensywnych zawodników, oglądanie niemal każdego meczu NEC to czysta przyjemność - dodaje Pichel.
Najpierw zoo, teraz futbol
Szkoleniowiec, który jako piłkarz m.in. PSV czy Groningen rozegrał niecałe 100 meczów w Eredivisie, po zawieszeniu butów na kołku pracował w różnych rolach w Anglii, USA czy w Niemczech, gdzie pełnił funkcję asystenta Juliana Nagelsmanna. Długo musiał czekać, aby zdobyć odpowiednią licencję i móc rozpocząć samodzielną karierę trenerską na wysokim poziomie. Zaczęło się w 2021 roku w PEC Zwolle, skąd po dwóch latach przeniósł się do Castellon, z którym awansował do Segunda Division. W Nijmegen nie zboczył z obranego kursu i własnej filozofii. Jego zespół występuje w ustawieniu 3-4-2-1, ale w wersji na wskroś ofensywnej. I dlatego musiał do tego zebrać odpowiednich wykonawców, którzy dzięki tak dobrej postawie w obecnym sezonie przyciągają spore zainteresowanie bogatszych ekip.
- Dwaj kluczowi zawodnicy tego zespołu - ofensywny pomocnik i reprezentant Surinamu Tjaronn Chery, a także środkowy napastnik Bryan Linssen to już doświadczeni zawodnicy grubo po 30-stce. Oni nie będą więc już raczej bohaterami wielkich transferów, czego nie można powiedzieć o kilku innych zawodnikach tego zespołu. Japończyk Kodai Sano zimą znalazł się na radarach ekip z Anglii, ale także Ajaksu i PSV. Mówiło się o ofertach rzędu 20 milionów euro, ale NEC postanowiło je odrzucić, bo przypuszczało, że latem będzie w stanie zarobić jeszcze więcej. Do tego z dobrej strony pokazują się utalentowani skrzydłowi - Basar Onal i Sami Ouaissa, których też monitorują większe kluby - opowiada w rozmowie z nami Jeroen Kapteijns, dziennikarz De Telegraaf.
Klub zimą stać było na to, aby odprawiać z kwitkiem kolejnych potencjalnych kontrahentów, ponieważ może liczyć na cichą pomoc ze strony Marcela Boekhoorna. Ten pochodzący z Nijmegen miliarder to niezwykle barwny człowiek, która inwestował w najróżniejsze biznesy, od telekomunikacji, przez produkcję drzwi, aż po sieć piekarni. Jeśli za coś się zabierał, to zwykle zamieniał to w złoto. Teraz sukces z biznesu chce powtórzyć w NEC. Zresztą nie ma zbytnio wyboru, ponieważ na łożu śmierci jego ojca miał mu obiecać, że będzie się troszczył o ukochany klub. Dlatego od czasu do czasu dorzuca do jego budżetu pewne środki, aby z De Goffert żaden piłkarz nie musiał odejść szybciej, niż wymagałaby tego sytuacja.
- Sukces NEC nie byłby możliwy bez pomocy Boekhoorna. To przecież jeden z najbogatszych Holendrów, który jest oddanym kibicem klubu i od kilku lat wspiera go również finansowo. W dużej mierze dzięki jego pomocy do zespołu trafili utalentowani zawodnicy z Japonii i kilku z zaplecza Eredivisie. Boekhoorn jest bardzo barwną i popularną postacią. Prowadzi biznesy w naprawdę wielu różnych branżach. Posiada nawet własne zoo, które może pochwalić się jedynymi dwoma pandami w kraju, które są tam oczywiście jedynie wypożyczone z Chin. Nie posiada żadnej oficjalnej funkcji w klubie, ale szacuje się, że na przestrzeni ostatnich kilku lat zainwestował w niego około 30 milionów euro - dodaje Kapteijns.
Czas na Real
Boekhoorn oddałby pewnie jeszcze większą sumę, gdyby mógł zagwarantować - sobie i wszystkim pozostałym kibicom NEC - wygraną w niedzielnym meczu z AZ Alkmaar, którego stawką będzie Puchar Holandii. Dla “Eniesee” to bowiem już szósty finał w historii - tyle że żadna z poprzednich pięciu prób nie zakończyła się sukcesem. Teraz nadzieja jest tym większa, że w obecnym sezonie podopieczni Schreudera już dwukrotnie pokonali tego rywala w lidze. Mają nad nimi przewagę sześciu punktów i trzech pozycji w tabeli. Dodatkowo “Serogłowi” jeszcze w czwartek musieli rywalizować z Szachtarem Donieck w Lidze Konferencji, dlatego w niedzielę powinni być bardziej zmęczeni od odpoczywających w tym tygodniu piłkarzy z Nijmegen. Wydaje się, że jeśli nie teraz, to klątwa KNVB Beker może już nigdy nie zostać przełamana.
- Całe Nijmegen mocno kibicuje NEC. W dniach poprzedzających finał miasto zostało przystrojone w czerwono-zielono-czarne barwy, na fasadach domów powiewają flagi w tych kolorach, a dzieciaki wszędzie chodzą w koszulkach zespołu. W ubiegłym roku roku klub obchodził 125. urodziny i z tej okazji wypuścił aż sześć unikalnych trykotów, aby uczcić swoją bogatą historię. Drużyna grała w nich przez cały sezon, a te cieszyły się niespotykanym dotąd powodzeniem wśród kibiców. Teraz, aby uczcić awans do finału, NEC wyprodukowało nawet specjalny strój dedykowany temu spotkaniu, który wyprzedał się w mgnieniu oka - zresztą podobnie jak bilety na mecz z AZ. Wielu fanom nie udało się ich zdobyć, dlatego władze miasta wraz z lokalnymi przedsiębiorcami przygotowują na niedzielę kilka stref kibica. Tu wszyscy żyją teraz futbolem - opowiada Pichel.
Niedzielna wygrana nad AZ da też NEC ogromnego mentalnego kopa na decydujące cztery spotkania ligowe. Tu stawka jest równie wysoka, jeśli nawet nie wyższa. 54 punkty to już teraz najwyższy dorobek zespołu z Goffertstadion w całej jego historii występów w Eredivisie, ale oczywiście apetyt rośnie w miarę jedzenia. Taki wynik póki co oznacza trzecie miejsce w tabeli, które z kolei zapewniłoby eliminacje Ligi Mistrzów. Strata do obecnie drugiego Feyenoordu - i tym samym bezpośredniego awansu do fazy ligowej LM - wynosi jednak zaledwie punkt. NEC Nijmegen już napisało przepiękną historię. Teraz może do niego dopisać jeszcze tylko lub aż złote zakończenie.
- Zdobycie Pucharu Holandii i awans do Ligi Mistrzów, który można porównać chyba tylko z grą w tych rozgrywkach Willem II, wywołałyby w Nijmegen falę absolutnej eurofi i byłoby to absolutnie historycznym osiągnięciem. Tak duże sukcesy miałyby też istotny wpływ na to, kto pozostanie w klubie na przyszły sezon. Bez wątpienia każdy chce przecież zagrać w LM. Tak zamożny darczyńca jak Boekhoorn jako zagorzały kibic NEC jest w stanie dołożyć odpowiednie środki, aby utrzymać najlepszych graczy, takich jak Nejasmic czy Sano oraz trenera Schreudera. Już kilkukrotnie zasypywał deficyt budżetowy klubu, a teraz marzy mu się grać w europejskich pucharach. Zresztą sam już wspomniał, że pięknie byłoby gościć na De Goffert taki Real Madryt. Kto wie - może jego marzenie się spełni - podsumowuje.