Oto bohater Jagiellonii! Warto było pobić dla niego rekord transferowy

Oto bohater Jagiellonii! Warto było pobić dla niego rekord transferowy
IMAGO / pressfocus
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiWczoraj · 22:55
Białystok dziś nie zaśnie! Jagiellonia nie wypuściła zaliczki z pierwszego meczu (2:1), zremisowała w Glasgow z Rangersami (1:1) i awansowała do ostatniej, czwartej rundy eliminacji Ligi Europy. Bohaterami “Dumy Podlasia” zostali piłkarze sprowadzeni tego lata. Czas leci, kadra zespołu co rusz się zmienia, a Adrian Siemieniec wciąż działa cuda.
Kiedy Jagiellonia wylosowała Rangersów, trudno było o duży optymizm. Nawet jeśli gigant z Glasgow jest obecnie w budowie, ma nowych piłkarzy i trenera, trochę problemów z kontuzjami, a poprzedni sezon zakończył dopiero na trzeciej lokacie w lidze, i tak był przed startem dwumeczu z “Dumą Podlasia” dość wyraźnym faworytem do awansu. Mówimy przecież o klubie, którego kadra wyceniana jest na 127 mln euro. Dla porównania - w przypadku Białostoczan to niemal dokładnie… 100 mln euro mniej.
Dalsza część tekstu pod wideo
Jagiellonia, w zasadzie jak co roku, też ponoć miała być już słabsza. Latem straciła przecież Afimico Pululu i Bartosza Mazurka, kilka miesięcy wcześniej Oskara Pietuszewskiego. Patrząc szerzej - można odnieść wrażenie, że zespół praktycznie w każdym okienku solidnie się osłabia, a potem Adrian Siemieniec i tak potrafi błyskawicznie “ugotować” z tego, co ma do dyspozycji.
Tak jest i na starcie obecnej kampanii. Sześć punktów po trzech ligowych kolejkach kibice z Białegostoku mogą przyjąć z umiarkowanym zadowoleniem, natomiast wyeliminowanie z Ligi Europy marki pokroju Rangersów to bez wątpienia jeden z największych sukcesów w historii klubu. Nawet jeśli mowa o nieco zakurzonym gigancie, to nadal pokonanie go trzeba uznać za ogromny prestiż.
Tydzień temu Jagiellonia po prostu dała sobie szansę. Nie chciała powtórzyć błędu z nie tak dawnej rywalizacji przeciwko Fiorentinie, gdy dwumecz rozpoczęła od wysokiej porażki u siebie i potem mimo imponującego pościgu, na terenie rywala nie była już w stanie wyrwać awansu. Tym razem falstartu nie było. Białostoczanie wygrali u siebie 2:1 i z minimalną zaliczką mogli stawić się na legendarnym Ibrox Stadium.
Rewanż miał wiele twarzy. Momentami Rangersi mocno naciskali na Jagę, ale i ta potrafiła się odgryźć. To zresztą ona stworzyła pierwszą bardzo groźną akcję. Błysnął chyba największy bohater spotkania, sprowadzony latem Anders Klynge. Norweg wyciągnięty z Bodo/Glimt, najdrożej sprowadzony zawodnik w historii Jagiellonii (za 800 tysięcy euro), w 14. minucie kapitalnie balansem zgubił jednego z rywali, by po chwili jeszcze bardziej zaimponować prostopadłą piłką do Jesusa Imaza. Hiszpan trafił jednak tylko w słupek.
Po raz kolejny sprawdziło się niestety powiedzenie, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. Kilka minut po szansie Imaza było już 1:0 dla gospodarzy. Pokazał się piłkarz, którego w Polsce znamy bardzo dobrze. Daisuke Yokota, były skrzydłowy Górnika Zabrze, tego lata trafił do Rangersów z Hannoveru 96 za 3,25 mln euro. I co ciekawe, to on początkowo stwarzał w ekipie ze Szkocji najwięcej zagrożenia. W 18. minucie popędził skrzydłem, wstrzelił piłkę w pole karne, a pechowo ręką zagrał jego rodak - Yuki Kobayashi. Z jedenastu metrów nie pomylił się Lawrence Shankland.
Stracony gol na szczęście nie rozregulował machiny Siemieńca. Rangersi potrafili przycisnąć, ale i Jaga próbowała się odgryzać. I w końcu dopięła swego. Znów swoje zrobił Klynge, tym razem posyłając idealne dośrodkowanie w pole karne, gdzie czekał już inny nowy nabytek Białostoczan - Nik Prelec. Słoweniec, który przy Słonecznej ma zastąpić Pululu (co łatwe nie będzie), głową posłał piłkę do siatki, zdobywając swoją trzecią bramkę w koszulce “Dumy Podlasia”. Wcześniej karcił Koronę i Motor, teraz strzelił premierowego gola w pucharach. I to w jakim momencie!
Rangersi mieli jeszcze prawie pół godziny na odrobienie strat, kilka razy byli naprawdę blisko, ale nie znaleźli już sposobu na pokonanie Sławomira Abramowicza. Jagiellonia sensacyjnie wywalczyła awans i trzeba przyznać, że wywalczyła go naprawdę zasłużenie. Nawet na Ibrox potrafiła długimi fragmentami dorównywać gospodarzom. Nie było to spotkanie, w którym faworyt tłamsi rywala i remisuje pechowo. “Duma Podlasia” miała 43% posiadania piłki, oddała też więcej celnych strzałów niż przeciwnik (4:3), a przecież do tej statystyki nie wlicza się choćby słupek Imaza.
Chwalić można dziś cały zespół. Weteranów, młodych (świetne wejście Eryka Kozłowskiego), zawodników dopiero co sprowadzonych do Białegostoku. Chwalić można, i po prostu trzeba, także Adriana Siemieńca, który miał na ten dwumecz świetny pomysł i potrafił go zrealizować. Teraz może spijać śmietankę, bo jego drużyna zapewniła sobie dziś grę w fazie ligowej któregoś z europejskich pucharów!
O awans do Ligi Europy “Duma Podlasia” zagra z gruzińską Iberią i nie ma się co oszukiwać - powinna spokojnie poradzić sobie z dużo niżej notowanym przeciwnikiem. Nawet jeśli jakimś cudem Białostoczanom powinie się noga, zagrają w Lidze Konferencji. To pokazuje, jak ogromną wagę miał mecz w Glasgow i wyrwany tym awans. Dał spokój i pozwolił wypełnić plan minimum.
Jagiellonio, chapeau bas.

Dyskusja

Przeczytaj również