Jak Mioduski uderzał w Marciniaka. "To nieakceptowalne"

Jak Mioduski uderzał w Marciniaka. "To nieakceptowalne"
Tomasz Jastrzebowski / pressfocus
Janusz - Basałaj
Janusz BasałajDzisiaj · 15:15
O meczu Argentyny z Anglią, prezesie PZPN, który wybrał wycieczkę za ocean, a nie Superpuchar Polski, a także Szymonie Marciniaku i... Dariuszu Mioduskim - pisze Janusz Basałaj w kolejnym odcinku swojego mundialowego cyklu felietonów.
Kroniki Piłkarskie Janusza Basałaja to zbiór felietonów, w których doświadczony dziennikarz Meczyki.pl komentuje bieżące wydarzenia ze świata futbolu. Na czas trwających mistrzostwa świata zamieniają się one w Mundialowe Kroniki. Bo przecież dziś wszyscy żyjemy tym, co dzieje się za oceanem.
Dalsza część tekstu pod wideo

Nie tylko Tuchel zawiódł

Anglicy zaczęli już “pływać” po strzeleniu gola przez Anthony’ego Gordona. Coraz wolniej biegali, gubili krycie, a Argentyna w swoim rytmie, takiej wojnie piłkarskiej na całego, tylko podkręcała tempo i w końcu “zakręciła’ biednych Angoli. Nie winiłbym Tuchela do końca. Nie miał armat na ławce rezerwowych. W reprezentacji Argentyny bardzo dobrych piłkarzy zmieniali znakomici koledzy. Nie chciałbym już porównywać Lautaro Martineza, Nicolasa Otamendiego, Rodrigo de Paula z Ivanem Toneyem, Ezrim Konsą czy Danem Burnem. Nie wierzę, że selekcjoner Tuchel dał swoim graczom sygnał do kurczowej obrony przy stanie 1:0. Każdy głupszy, ale też i mądrzejszy trener od Tuchela nie podyktowałby takiej taktyki swemu zespołowi w meczu z Argentyną. To raczej wybór tych ludzi na boisku, bo sił brakowało, a bieganie bez końca za Messim zmęczy każdego piłkarza na świecie. Przestańmy też bredzić bez końca o selekcjonerze, jego wpływie na każdą akcję, każdy drybling, dośrodkowanie i strzał. Czy musisz przekonywać kapitana Kane’a, by nie bronić się tak nisko? Albo kazać faulować bez końca Messiego? Zmiany w taktyce, ustawieniu, roszadach personalnych najlepiej wychodzą jednak na odprawach, tych przedmeczowych i pomeczowych. Możesz najwyżej bić brawo fantastycznemu Pickfordowi, który do czasu bronił jak natchniony.
Awansowała do finału Argentyna, bo uszami wylewała się jej pasja, niesamowita wola walki, ambicja i konsekwencja. A o organizacji gry i fenomenalnych umiejętnościach indywidualnych nie ma co wspominać. Strach dziś wychodzić na taką jedenastkę. Nie dość, że są mistrzami świata, to jeszcze Messiemu nadal się chce zmieniać losy meczu. Raz jest fantastycznym strzelcem, a raz genialnym asystentem.
Dawać ten niedzielny finał z Hiszpanią! Bo to musi być wielka gra.

Kulesza wolał za ocean

Czy prezesowi PZPN Cezaremu Kuleszy wolno mniej? Kiedyś dziennikarze Gazety Wyborczej ścigając partię starych komuchów, często stawiali taką tezę wobec tych, którzy po 89. roku szybko odzyskali władzę. Mieli swoje za uszami, naród im to pamiętał, więc ludzie GW często stawiali ich do pionu.
Kulesza ma swoje błędy i grzechy, ale jakoś dziś jestem w nastroju by go rozgrzeszyć, że wybrał finał mistrzostwa świata, a nie Superpuchar Polski. Cezarego ciągnie do Europy, do świata. Lubi pokazać się na salonach. Anonimowość czy grzeczniej mówiąc: średnia rozpoznawalność, daje poczucie spokoju i pewnego komfortu. Nie czekają go w NY gwizdy, wyzwiska, obraźliwe hasła, trudne rozmowy o polskiej piłce. Może poczuć się mężem piłkarskiego stanu, godnie reprezentującego nasz futbol. Tym bardziej, że trzeba jakoś reprezentować polską piłkę, bo Jan Urban – selekcjoner, starannie ominął amerykańskie, meksykańskie i w końcu kanadyjskie stadiony. Szkoda, może zobaczyłby, że wszystkie poważne drużyny grają czwórką w obronie. Ale i tak odpowiedź Urbana jest znana: “Nie mamy ludzi na lewą obronę”. Ja tam bym wstawił w jedenastce biało-czerwonych Michała Gurgula na lewej stronie… Ale ja się nie znam. I poważyłbym się na zabranie podstawowego obrońcy z młodzieżówki Jerzego Brzęczka! Ot, takie pieprzenie po polsku i piłkarsku.
Nie będzie prezesa na Superpucharze, bo Gianni Infantino zaprasza na finał. Rozumiem to. Gianniemu się nie odmawia. A Superpuchar Polski sam się rozegrał bez prezesa PZPN. Finał mistrzostw świata żąda jednak obecności Cezarego. Szacunek!

Finał nie dla Marciniaka

Cała Polska kibicuje naszemu człowiekowi na Mundialu. Czy Szymon Marciniak posędziuje jeszcze w tych mistrzostwach? Już wiemy, że nie. Historyczna szansa, by dwa razy z rzędu prowadzić finał najważniejszego turnieju przepadła. Nasz człowiek nie może znów sędziować Argentynie (przed czterema laty tamtejsi finaliści - Francuzi - mieli swoje uwagi co do pracy Szymona), a te pobłażanie wobec Messiego z pierwszej fazy turnieju. Więc jednak nie! Bo Argentyna… Szkoda tylko, że nie omawia się klasy, doświadczenia i obycia międzynarodowego Marciniaka. Taki finał Hiszpania – Argentyna pasowałby mu jak mało który mecz. Widzę to, jak bierze za twarz argentyńskie rozbrykane towarzystwo, a wielkim Hiszpanom wpaja poczucie dyscypliny i posłuch u arbitra.
Coraz częściej myślę jednak, że do światowego futbolu, a właściwie do międzynarodowego sędziowania, doszła zasada pochodząca prosto z boksu zawodowego: “90 procent biznesu – 10 procent sportu”. Możemy pocieszyć się, że następny prezydent FIFA, czyli Dariusz Mioduski, w takiej sytuacji postawiłby na Marciniaka. Chociaż pamiętam taką scenę z loży właściciela Legii. Mecz jak mecz, sędziował właśnie Szymon Marciniak. Pan Darek bardzo krytycznie wyrażał się o jego robocie. “To nieakceptowalne” – grzmiał po kolejnych decyzjach najlepszego naszego arbitra. Pod koniec meczu wspólnie z Piotrem Burlikowskim (wtedy doradca prezesa PZPN) pożegnaliśmy grzecznie pana Prezesa, a Piotrek nie darował sobie uwagi : “Dziękuję panu prezesowi za gościnę, mam nadzieję, że Legia kiedyś będzie w tym miejscu, gdzie dzisiaj jest Szymon Marciniak”.
Powiedzieć, że Piotrek ma niewyparzoną gębę, to mało. On miał rację. A nadzieja pozostała…

Dyskusja

Przeczytaj również