Legia ma zaskakujący problem. Nic dziwnego, że Papszun tak zareagował. Wymowne słowa po meczu

Legia ma zaskakujący problem. Nic dziwnego, że Papszun tak zareagował. Wymowne słowa po meczu
Kasia Dzierzynska / pressfocus
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 08:00
Legia Marka Papszuna nie musi drżeć o utrzymanie w Ekstraklasie. Ale Legia jest zjawiskiem szerszym, obejmującym też pozostałych trenerów. Ta właściwa Legia wciąż może spaść, a chociaż Papszun robi wiele, aby tak się nie stało, to rzuty rożne wciąż rzucają mu kłody pod nogi.
Celem dwóch drużyn, które ku uciesze postronnych obserwatorów wytrwale angażują się w walkę o utrzymanie, jest minimalizowanie ryzyka. Marek Papszun i Aleksandar Vuković nie mają zbyt wielu punktów wspólnych, ale koncentrowanie się na defensywie to mianownik rzucający się w oczy. Ani Widzew, ani Legia nie grają pięknie. Grają, żeby punktować, grają bezwzględnie na wynik. Czasami przeginają, czasami brakuje szczęścia, niekiedy decydują detale.
Dalsza część tekstu pod wideo
To sprawia, że ani Widzew nie może Legii skutecznie dogonić, ani Legia nie może Widzewowi odskoczyć. Łodzianie wydarli zwycięstwo, Warszawiacy zamiast trzech punktów zdobyli jeden. W poprzedniej kolejce Warszawiacy pewnie pokonali Pogoń, natomiast Łodzianie nie potrafili sforsować osłabionego Rakowa. Sinusoida ciągnie się i nic nie wskazuje na to, aby miała zostać zaburzona. W tym sezonie pełne osiągnięcie stabilizacji nie wydaje się możliwe dla żadnego z tych zespołów.
Legia mogłaby się naprawdę nieźle urządzić po meczu z Górnikiem. Dwa punkty więcej dałyby jej sześć "oczek" straty do Wisły Płock, a to żaden dystans wobec tak karykaturalnie wykrzywionego sezonu. Bitwa przy Łazienkowskiej zakończyła się jednak remisem, gdybologia nie ma więc żadnego sensu, perspektywa fanów Warszawiaków pozostała niezmienna - trzeba się bić nie o puchary, ale utrzymanie.
Szczelna obrona to dobre narzędzie, aby tę misję wypełnić. Należy przy tym oddać, że tyły Legii są naprawdę mądrze poukładane - a przynajmniej do pewnego momentu. Wszystko rozbija się o obronę stałych fragmentów. Poza nimi defensywa stołecznych spisuje się świetnie, z otwartej gry nie straciła bramki od potyczki z Jagiellonią na początku marca! Pięć pełnych meczów, a na rozkładzie Raków, Pogoń czy Radomiak.
Trudno jednak podtrzymać pozytywną opinię o funkcjonowaniu "Wojskowych" wobec oczywistego problemu, który zaczyna irytować Papszuna do tego stopnia, że szkoleniowiec mówi o nim publicznie. Legia z Górnikiem nie zgarnęła trzech punktów nie tylko przez udawaną kontuzję Otta Hindricha, a następnie nieco niepotrzebną paradę Rumuna, ale przede wszystkim przez ten sam błąd, który sprawił, że straciła bramkę w zremisowanym starciu z Radomiakiem.
Michał Zachodny słusznie wypunktował skalę tych bliźniaczych goli. Krycie strefowe, rywal wrzuca na szósty metr, wygrywa główkę, cieszy się z trafienia. Jeśli coś takiego zaczyna się powtarzać, to już nie jest przypadek. Tym bardziej, że Paweł Bochniewicz - autor bramki z soboty - przyznał, że Górnik doskonale wiedział, jak rozegrać ten rzut rożny. A miał się na czym uczyć, bo żaden zespół w Ekstraklasie nie broni kornerów gorzej niż Legia. Jej współczynnik xGA w takich sytuacjach przekracza 0,05. To wyjątek w stawce.
Nic więc dziwnego, że Papszun był po starciu z Zabrzanami zwyczajnie zirytowany. Częściowo powinien na siebie, bo manewr z udawanymi urazami bramkarzy należy jak najszybciej wyrwać z korzeniami, zanim ten ostatecznie przejmie futbol, częściowo zaś na podopiecznych, bo nie uczą się na błędach, nie wyciągają wniosków. Detalami sprawiają, że utrzymanie stołecznych w elicie to wciąż nic pewnego.
- Bochniewicz ma około dwóch metrów, wyszedł w górę i trudno było go zatrzymać. Ale mamy też mechanizmy obronne i one zawiodły. W takiej sytuacji musimy zachować się lepiej. Zabrakło mi po prostu takiej determinacji do wybronienia. Jest ostatni stały fragment gry, wygrywasz 1:0... Nie widziałem tam takiej pasji do bronienia ostatniej akcji - przyznał przed kamerami Canal+.
Na ten moment błędy Legii są jedynie poważne. Niewiele jednak brakuje, aby przerodziły się w błędy kardynalne i poskutkowały oblaniem najważniejszego egzaminu w najnowszej historii klubu. Tu trzeba się udać na błyskawiczne korepetycje piłkarskie, bo Zagłębie, Lech czy Widzew nie omieszkają spróbować uderzyć w najsłabszy punkt Warszawiaków. Można to w końcu zrobić nie pokazując nic wielkiego przez przeszło 90 minut.

Dyskusja

Przeczytaj również