Kadra pełna gwiazd, a bohaterem... bezrobotny 35-latek. Miał być kłopotem, dał awans

Kadra pełna gwiazd, a bohaterem... bezrobotny 35-latek. Miał być kłopotem, dał awans
MB Media / PressFocus
Adam - Kowalczyk
Adam KowalczykDzisiaj · 10:50
Od 1998 roku Norwegia czekała na swój udział w mistrzostwach świata. Do Ameryki Północnej wysłała najzdolniejsze pokolenie w dziejach - na praktycznie każdej pozycji ma przynajmniej jednego piłkarza niezłej lub bardzo wysokiej klasy europejskiej. Prawie każdej. Orjan Nyland, bramkarz, na papierze uznawany za najsłabszy punkt norweskiej kadry, został jej bohaterem podczas mundialu. To m.in. dzięki niemu drużyna może teraz walczyć o pierwszy ćwierćfinał w historii.
Pierwsza runda fazy pucharowej mundialu 2026. Norwegia gra z Wybrzeżem Kości Słoniowej. I prowadzi - dzięki bramce Haalanda na 2:1 w końcówce jest o krok od wyrównania najlepszego wyniku w historii swoich występów na wielkich turniejach. Na zegarze 97. minuta, ostatnia z doliczonych przez sędziego. Skandynawscy fani jednak nie świętują - Iworyjczykom właśnie został przyznany rzut wolny, a do piłki podchodzi Amad Diallo.
Dalsza część tekstu pod wideo
Każdy, kto wie, jak kluczową postacią jest dla “Słoni” gwiazdor Manchesteru United, w tamtym momencie wstrzymał oddech. Diallo ratował już przecież swojej drużynie wynik mnóstwo razy - to właśnie dzięki jego golom WKS tuż przed startem MŚ pokonało Francję (2:1), a na samym turnieju ograło Ekwador (1:0). Każdego z tych rywali 24-latek kłuł właśnie w końcowych minutach spotkania. Gdy wreszcie oddał strzał, przez ułamek sekundy można było myśleć, że stanie się tak i tym razem. Piłka frunęła idealnie, zmierzała w samo okienko bramki, gotowa do zatrzepotania w siatce.
Ale takie rzeczy nie są dozwolone na warcie Orjana Nylanda. 35-latek popisał się interwencją godną miana bramkarskiej parady turnieju. Chwilę później został bohaterem, bo sędzia zakończył spotkanie. Przed mundialem trudno było się jednak spodziewać, że to właśnie jego reszta drużyny będzie wynosić pod niebiosa.

Roi się od talentu, ale nie między słupkami

Praktycznie każda boiskowa formacja reprezentacji Norwegii jest przepełniona mocnymi nazwiskami. Obrona? Gwiazdor Borussii Dortmund (Ryerson), podstawowi defensorzy klubów Premier League (Ajer, Wolfe) i Serie A (Heggem, Ostigard, Pedersen). Pomoc? Dowodzona przez kapitana odradzającego się Arsenalu (Odegaard), a wspierana przez gwiazdy Benfiki (Aursnes) czy Fulham (Berge). Atak? Tu chyba nie trzeba się rozwodzić - Haaland to czołowy piłkarz świata, Sorloth wciąż strzela gole dla Atletico, a Larsen wygrał z Crystal Palace Ligę Konferencji. Nie zapominajmy też oczywiście o wybitnie zdolnym pokoleniu skrzydłowych, w którego skład wchodzą Oscar Bobb, Andreas Schjelderup, Antonio Nusa czy Sindre Egeli.
A bramkarz? Z bramkarzami Norwegowie problemy mieli od zawsze. Dość powiedzieć, że w latach 2007-2021 zabetonowaną pozycję między słupkami miał Rune Jarstein - wielka legenda Herthy Berlin, która z biegiem lat zaczęła być kojarzona bardziej z poważnymi błędami niż heroicznymi interwencjami. Kulminacją okazało się spotkanie z Turcją rozgrywane w ramach kwalifikacji do mundialu 2022. Norwegowie na ten turniej powinni awansować, lecz w domowym starciu z bezpośrednim rywalem o miejsce barażowe zaprezentowali się mizernie. Przegrali aż 0:3, a Jarstein zawalił jedną z bramek. Zaliczył bardzo słabą pierwszą połowę, zaś na drugą nie wyszedł, bo selekcjoner Stale Solbakken zmienił go w przerwie. I choć oficjalnym powodem zmiany były problemy zdrowotne, to faktem jest, że golkiper był wówczas w katastrofalnej dyspozycji. Dwa tygodnie wcześniej rozegrał zresztą prawdziwy “antymecz” w Bundeslidze przeciwko Borussii Dortmund, w którym oba stracone przez Herthę gole spokojnie można było zrzucić na jego konto.
Jak się później okazało, było to ostatnie zgrupowanie norweskiej kadry, w którym Jarstein wziął udział. W wieku 38 lat doświadczony bramkarz zawiesił buty na kołku, kończąc tym samym swoją przygodę z reprezentacją. Na jego miejsce nie było specjalnie wielu alternatyw - jedną z tych najsensowniejszych wydawał się Andre Hansen, czyli golkiper znany tylko i wyłącznie z norweskich boisk. Nowym liderem hierarchii ostatecznie został jednak Orjan Nyland. To gracz, który w 2015 roku wyjechał z lokalnego Molde do niemieckiego FC Ingolstadt, a w kolejnych latach grał w takich klubach jak Aston Villa, Bournemouth, Sevilla czy RB Lipsk. Wbrew pozorom, nie zrobił w żadnym z nich kariery - niemal na każdym etapie swojej piłkarskiej przygody w Europie pełnił bowiem rolę rezerwowego.

Zawsze drugi

W dużym uproszczeniu Nylanda można opisać jako przyzwoitą “dwójkę”, która wybierała ambitne transfery. Nie zawsze jednak był on tak traktowany. W Ingolstadt przegrał rywalizację z Ramazanem Ozcanem i Martinem Hansenem. Dopiero podczas trzeciego sezonu w klubie udało mu się na stałe wskoczyć do bramki. Gdy zaś przechodził Aston Villi, to dostał koszulkę z numerem “1”, docelowo zastępując Sama Johnstone’a. Niestety, karierę w Anglii pokrzyżowała mu poważna kontuzja. Ze względu na częściowe pęknięcie ścięgna Achillesa norweski bramkarz był poza grą przez praktycznie cały 2019 rok. Od tej pory oglądanie go na boisku było rzadkością, tym bardziej, że gdy w końcu wrócił do zdrowia, nadszedł trudny czas pandemii. Później zaś klub z Birmingham kupił Emiliano Martineza, więc szanse Nylanda na pierwszy skład stały się jedynie marzeniami.
A co było potem? Cóż, w Norwich City Nyland nie rozegrał ani minuty przez rok, później zaś trafił do Bournemouth, gdzie wystąpił w sumie trzy razy. Tyle samo spotkań zagrał w barwach RB Lipsk, ale w międzyczasie spędził rundę na wypożyczeniu w Reading, gdzie wyszedł na boisko 10-krotnie. W tym samym okresie na dobre stał się “jedynką” norweskiej reprezentacji. I nie da się ukryć, że zarówno na papierze, jak i w praktyce, był najsłabszym punktem kadry. Brak rytmu meczowego w klubowej piłce sprawiał, że - podobnie jak Jarsteinowi - zdarzały mu się słabe mecze, podczas których popełniał poważne błędy. Przykład? Liga Narodów 2022/23, mecz ze Słowenią i bardzo złe zachowanie przy golu Benjamina Seski, którego strzał po prostu musiał zostać obroniony w takiej sytuacji. Zamiast tego mieliśmy fatalną, kompletnie nieudaną próbę interwencji.
Dyskusje o Nylandzie w pierwszym składzie reprezentacji pochłaniały norweskich kibiców tak samo, jak polskie debaty o tym, czy nasza kadra powinna grać trójką czy czwórką obrońców. Jedni uważali, że bramkarz, który zupełnie nie gra w klubie (a co jakiś czas ląduje na piłkarskim bezrobociu) nie powinien być “jedynką” w drużynie narodowej. Inni zaś byli zdania, że przy niedoborze jakości w bramce trudno o jakąkolwiek opcję alternatywną. To nie przypadek, że selekcjoner Stale Solbakken przed mundialem chciał rekrutować do kadry Nikitę Haikina - podstawowego bramkarza Bodo/Glimt, które w sezonie 2025/26 zostało rewelacją Ligi Mistrzów. 30-letni Rosjanin teoretycznie mógłby grać dla Norwegii, jednak FIFA odrzuciła aplikację o przyznanie mu takiej możliwości. Najwcześniej Haikin będzie mógł zadebiutować w “Lovene” w 2028 roku, bo wtedy minie pięć lat, odkąd mieszka w Norwegii nieprzerwanie.
Norweski selekcjoner przed startem MŚ był zresztą pytany przez dziennikarzy o to, czy jest zadowolony z formy swoich podopiecznych. Największe wątpliwości budziła właśnie dyspozycja pierwszego bramkarza.
- Myślę, że tylko z Orjanem jest kłopot. To jest jeden z głównych powodów do obaw. Jeśli sytuacja się nie zmieni i nadal nie będzie dostawał szans do gry, to nie będzie to idealne rozwiązanie - przyznał.

Ile waży jedna interwencja

Przypomnijmy, że w momencie wyjazdu na turniej Nyland był rezerwowym bramkarzem Sevilli z wygasającym za kilkanaście dni kontraktem. Wraz z nim w kadrze znalazło się też dwóch mniej doświadczonych golkiperów - Sander Tangvik z HSV i Egil Selvik z Watfordu. Spośród całej trójki tylko ten ostatni jest w swoim klubie graczem wyjściowej jedenastki. To dość wymownie opisuje sytuację norweskich piłkarzy na tej pozycji. Bohater tekstu, jako weteran, miał oczywiście pewne miejsce w “jedenastce”, jednak jego występy w fazie grupowej nie wskazywały na to, że będzie to dla niego udany turniej. Z Irakiem nie miał praktycznie nic do roboty, a jedynego celnego strzału “Lwów Mezopotamii” nie obronił, przez co z gola mógł cieszyć się Aymen Hussein. Mecz z Senegalem był zaś w jego wykonaniu bardzo przeciętny, choć przyćmiony przez Haalanda i resztę ofensywy, która dała Norwegom zwycięstwo 3:2. Być może o grze bramkarza mówiłoby się bardziej, gdyby podopieczni Solbakkena stracili jakiekolwiek punkty. Nyland nie był najpewniejszy na przedpolu, wpuścił dwa gole, ale jednocześnie trudno go było winić za stracone bramki. Nie przeszkodził, nie pomógł.
I tu wracamy do punktu wyjścia, czyli spotkania z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Tak się złożyło, że w dzień rozgrywania tego meczu kontrakt Nylanda z Sevillą wygasał. Trudno było uwierzyć w to, że bezrobotny 35-letni bramkarz, którego indywidualna jakość wyraźnie odbiega od reszty składu, nagle stanie się mocnym punktem kadry w fazie pucharowej. Nic bardziej mylnego. W 1/16 finału świetnie wywiązał się z większości swoich zadań. Przy jedynym golu Iworyjczyków był bez szans, natomiast podejmował dobre decyzje niemal zawsze, gdy sytuacja tego wymagała. Interwencja z końcówki była tu tylko wisienką na torcie.
Fakt, że Norwegia awansowała do najlepszej szesnastki mundialu po raz trzeci w historii, czyni tę paradę jeszcze lepszą. Nyland uchronił cały zespół przed dogrywką, de facto uratował awans i korzystny wynik. W meczu o ćwierćfinał czeka już go znacznie większe wyzwanie - spróbuje on bowiem zatrzymać piłkarskiego giganta, czyli Brazylię. Oczywiście, nie jest to Brazylia, którą dziś możemy nazwać postrachem mundialu, lecz Carlo Ancelotti nadal ma do dyspozycji absolutną plejadę gwiazd w składzie. Ciekawostką jest, że Norwegia to jedyna drużyna, z którą “Canarinhos” rozegrali przynajmniej jeden oficjalny mecz o stawkę i… nie wygrali ani razu. Bilans między tymi zespołami to zero zwycięstw Brazylii, dwa zwycięstwa Norwegii i dwa remisy.
Spośród dotychczasowych czterech pojedynków między obydwiema drużynami, najbardziej zapadł w pamięć ten z 1998 roku. Na MŚ we Francji Norwegia ograła Brazylię 2:1 po golach w 83. i 86. minucie. Co ciekawe, częścią tamtej drużyny był… Stale Solbakken, który grał wówczas dla angielskiego FC Wimbledon. Dziś, po latach, 54-latek spróbuje ten sukces powtórzyć, już przy linii bocznej. Kto wie, czy to właśnie Nyland nie pomoże mu w jego osiągnięciu.

Dyskusja

Przeczytaj również