Kapitalny transfer w Ekstraklasie! "Lepszego po prostu nie było"

Miniony sezon Ekstraklasy obrodził w transfery rekordowe, głośne, fatalne, ale na szczęście nie zabrakło też tych udanych. W tym zestawieniu zebraliśmy 10 naszych zdaniem najlepszych.
Oczywiście, jak to w przypadku tego typu zestawień, trzeba było pominąć kilku zawodników. Poza wymienioną tu dziesiątką bardzo duże wrażenie zrobili między innymi Oskar Repka (Raków), Rafał Adamski (Legia), Filip Stojilković (Cracovia), Rafał Leszczyński (Wisła), Leonardo Rocha (Zagłębie) czy Sebastian Kerk (Arka).
Eman Marković (IFK Goeteborg -> GKS Katowice - kwota nieznana)
Długo pracował na zaufanie Rafała Góraka, długo też nie dawał argumentów, aby go nim obdarzać. W pierwszej rundzie Eman Marković strzelił tylko dwa gole, w dodatku oba w starciu z Termalicą, w którym wszedł z ławki. Norweg nie potrafił ustabilizować formy, wielu kibiców GKS-u patrzyło na niego z przekąsem. Od kwietnia nastąpił jednak prawdziwy wystrzał formy i 27-latek kończy sezon z opinią jednej z najciekawszych i najlepszych "dziesiątek" w Ekstraklasie. Dublety z Lechem, Motorem i znów z Termalicą, do tego jeszcze asysta ze spadkowiczem. Bez jego kapitalnej dyspozycji Katowiczanie nie byliby w stanie walczyć o europejskie puchary.
Lamine Diaby-Fadiga (Jagiellonia -> Raków Częstochowa - 120 tys. euro)
Jeszcze kilka miesięcy temu był to jeden z najdziwniejszych ruchów w Ekstraklasie. Raków ściągał krytykowanego Lamina Diaby'ego-Fadigę, dopłacał do interesu, a w drugą stronę wysyłał Dawida Drachala. Wydawało się, że Jagiellonia dopięła transferowy majstersztyk. No właśnie. Wydawało się, bo Drachal na Podlasiu kompletnie przepadł, natomiast Diaby-Fadiga stał się jedną z najważniejszych postaci w Częstochowie. Bardzo dobrze wygląda za plecami napastnika, ma niezłą skuteczność (sześć goli), od biedy dorzuci też ostatnie podanie (cztery asysty). W wewnętrznej klasyfikacji kanadyjskiej Rakowa lepszy jest tylko Jonatan Brunes, a jeśli chodzi o liczbę rozegranych minut przez piłkarzy z pola, 25-latek zajmuje zaskakujące miejsce dziewiąte.
Otto Hindrich (CFR Cluj -> Legia Warszawa - 600 tys. euro)
Wpadł do Ekstraklasy w zimowym okienku i z miejsca zrobił kapitalne wrażenie. Rumunowi nie trzeba było dużo czasu, aby wygryźć Kacpra Tobiasza i rozwiać jakiekolwiek wątpliwości dotyczące przedłużenia umowy z Polakiem. Otto Hindrich już teraz doczekał się miana jednego z najlepszych golkiperów Ekstraklasy, a status postara się podtrzymać w przyszłym sezonie, o ile ktoś przy Łazienkowskiej nie wpadnie na pomysł, aby go sprzedać. Tak się zaś składa, że niewielu podopiecznych Marka Papszuna ma większy potencjał na transfer przynoszący do klubu kilka milionów. Pewny, stabilny, dobrze dyrygujący obroną i zwyczajnie nie popełniający dziecinnych błędów. Bez niego utrzymanie byłoby zadaniem niemal niemożliwym do realizacji.
Sebastian Bergier (GKS Katowice -> Widzew Łódź - bez odstępnego)
Kibice Widzewa wolą nie myśleć, jak wyglądałby dorobek punktowy, gdyby nie Sebastian Bergier. Napastnik, przypomnijmy, ściągnięty z myślą o towarzyszeniu "temu lepszemu" lub wchodzeniu z ławki rezerwowych. Szybko jednak się okazało, że do byłego zawodnika GKS-u Katowice nie ma pojazdu ani Andi Zeqiri, ani inna "dziewiątka" zrekrutowana przez Łodzian. 26-latkowi zdarzały się gorsze występy, nie zachwyca, jeśli chodzi o ogólne panowanie nad piłką, jednak psioczenie na tak skutecznego piłkarza brzmi po prostu irracjonalnie. 14 bramek w zespole do samego końca walczącym o utrzymanie, przechodzącym ciągłe transformacje trenerskie - spora sztuka.
Luis Palma (Celtic Glasgow -> Lech Poznań - wypożyczenie)
Można trochę ponarzekać, że skrzydłowemu brakuje konsekwencji, ale liczby ma kapitalne. W klasyfikacji kanadyjskiej uzbierał 16 punktów, co dało mu ósme miejsce, a trzecie, jeśli z zestawienia wyłączymy klasycznych napastników. Reprezentant Hondurasu wielokrotnie zachwycał techniką, doczekał się statusu zawodnika przyciągającego kibiców na stadiony, przynajmniej w pierwszej części sezonu. Druga była w wykonaniu Luisa Palmy słabsza, lecz od kwietnia znów bardzo konkretna. Próżno się dziwić chęci wykupienia 26-latka z Celticu. Nie za początkowo ustalone cztery miliony euro, może nawet nie za trzy, jednak na pozostanie Palmy nikt przy Bułgarskiej psioczyć nie będzie.
Przemysław Wiśniewski (Spezia -> Widzew Łódź - 3,10 mln euro)
Za większość transferów Widzewowi należy się sroga bura, żeby nie użyć mocniejszego określenia. Ale ściągnięcie Przemysława Wiśniewskiego wyszło zespołowi na dobre. Udało się pozyskać prawdziwego lidera, gościa, który nie boi się skrytykować reszty zespołu, gdy ten zwyczajnie zawodzi. Reprezentant Polski nieźle wszedł do nowego zespołu, a później było już tylko lepiej. Na dobrą sprawę Wiśniewski nie zanotował żadnego naprawdę słabego spotkania, bardzo dobrze odnalazł się w sprzyjającej mu taktyce Aleksandara Vukovicia, co też wyróżnia go spośród innych graczy Łodzian. Szkoda, że jego rekrutacja nie była efektem dokładnego przemyślenia sprawy, ale łapanki, co tylko potwierdzają wyniki.
Marcin Kamiński (Schalke 04 -> Wisła Płock - bez odstępnego)
Kilka lat temu Marcin Kamiński mówił, że czuje się wystarczająco mocny na powrót do reprezentacji Polski. Patrzono na to z dużym dystansem, a wyniki całego Schalke nie pomagały. Latem stoper wrócił do Polski, dołączył do Wisły Płock i pokazał, że powołanie nie byłoby irracjonalne - ostatni selekcjonerzy stawiali na znacznie gorszych zawodników. 34-latek to fundamentalna postać Wisły, jednej z rewelacji Ekstraklasy. Nie byłoby świetnego rezultatu Płocczan - 38 straconych bramek, lepsza tylko Legia - gdyby nie między innymi postawa Kamińskiego. Warto też pamiętać, że to weteran strzelił gola na wagę trzech punktów z Legią, a potem swoimi bramkami ratował remisy z Lechią i Lechem.
Jarosław Kubicki (Jagiellonia -> Górnik Zabrze, bez odstępnego)
W letnim okienku Górnik poszedł bardzo szeroko, ale nie każdy z nowych zawodników od razu wskoczył do układanki Michala Gasparika. Ba, większości ta sztuka nie udała się aż do końca zmagań. Taka uwaga nie dotyczy jednak Jarosława Kubickiego, który choć czasami padał ofiarą rotacji, to jednak zazwyczaj lądował w podstawowym składzie Zabrzan. To zaskoczenie mniejsze niż fakt, że Jagiellonia niezbyt walczyła o zatrzymanie 30-latka. Bo doświadczony piłkarz od kilku sezonów gra na regularnie wysokim poziomie, nie notuje serii słabych spotkań, można na nim oprzeć drugą linię, zwłaszcza, gdy obok biega rewelacyjny Patrik Hellebrand. Górnik znalazł okazję na rynku i doskonale ją wykorzystał.
Maksym Chłań (Lechia -> Górnik Zabrze, bez odstępnego)
Młodzieżowy reprezentant Ukrainy wyróżniał się już w barwach Lechii, więc jego dobra prezencja w Górniku nie jest szczególnym zaskoczeniem. Skrzydłowy będzie w Gdańsku wspominany w dużej mierze dzięki świetnemu występowi w finale Pucharu Polski, jednak na ligowych boiskach też radził sobie arcydzielnie, przyczynił się do wprowadzenia Zabrzan w nową erę. Początkowo miał problem z regularną grą w wyjściowej jedenastce, ale października wskoczył na właściwe obroty i już nie odpuścił - gole z Legią, Piastem, Wisłą czy Radomiakiem, do tego asysty z Rakowem, Widzewem. Absolutna czołówka ligi, jeśli chodzi o udane dryblingi, a do tego wysokie miejsce w wygranych pojedynkach. Więcej takich transakcji wewnętrznych, a wszystko będzie dobrze.
Karol Czubak (KV Kortrijk -> Motor Lublin, 400 tys. euro)
Napastnik wracał do Polski po bardzo nieudanym pobycie w Belgii - raptem pięć występów i brak goli w pół roku dla KV Kortrijk - a i na poziomie Ekstraklasy nie był nijak zweryfikowany. Można było mieć wątpliwości, czy Karol Czubak to odpowiedni wybór dla Motoru. Lublinianie ryzykowali tym bardziej, że ich wcześniejsze ruchy w okienku na kolana nie rzucały, niebezzasadnie mówiono, że z taką kadrą o utrzymanie będzie szalenie ciężko. Mateusz Stolarski wyciągnął jednak maksimum, w czym wydatnie pomógł właśnie Czubak. 26-latek zdobył aż 18 bramek, był zdecydowanie najlepszym strzelcem wśród Polaków. Jego gole zapewniły Motorowi 16 punktów, lepszego transferu w tym sezonie po prostu nie było.