Dramat niedawnej rewelacji. 15 meczów z rzędu bez triumfu. "Desperacka walka o przetrwanie"
Źle się dzieje w Barcelonie. Espanyol, który był prawdziwą rewelacją rundy jesiennej, pogrążył się w kryzysie. “Papużki” muszą znaleźć sposób na rozwinięcie skrzydeł, jeśli chcą uniknąć spadku.
Zero zwycięstw w 15 tegorocznych meczach, pięć punktów na 45 możliwych i ostatnie miejsce w tabeli La Liga za ten okres. Tak katastrofalnie prezentuje się bilans Espanyolu. Patrząc na ligi TOP5, od stycznia jedynie Metz zdobyło mniej punktów od barcelońskich “Papużek”. Ekipa z Lotaryngii nie musi się tym szczególnie przejmować, ponieważ jest już pewna spadku do Ligue 2. Podopiecznym Manolo Gonzaleza strach przed relegacją również zagląda w oczy.
Drużyna, która jeszcze w styczniu mogła spokojnie marzyć nawet o awansie do Ligi Mistrzów, dziś musi oglądać się za siebie. Katastrofalna passa sprawiła, że przewaga nad strefą spadkową stopniała do czterech punktów. Drużynie brakuje czterech oczek do osiągnięcia magicznej granicy 42 punktów, która w Hiszpanii jest uważana za gwarancję utrzymania. Mijają tygodnie, nawet miesiące, a sytuacja Espanyolu ze skomplikowanej zaczyna przeradzać się w fatalną.
Jesień ćwierćwiecza
Miniony rok był naprawdę udany w wykonaniu Espanyolu. Najpierw zespół z dużą pomocą Joana Garcii utrzymał się w elicie. Transfer bramkarza do lokalnego rywala początkowo nie wpłynął negatywnie na zespół z Cornelli. Wręcz przeciwnie, w pierwszej połowie tego sezonu piłkarze Gonzaleza przerastali najśmielsze oczekiwania. Sprawiali niespodzianki, regularnie punktowali i mogli marzyć o wielkich rzeczach.
W rundzie jesiennej “Papużki” zdobyły 60% możliwych punktów, wykręcając 10 zwycięstw, cztery remisy i pięć porażek. Rok zakończyły serią pięciu triumfów nad Sevillą, Celtą, Rayo, Getafe i Athletikiem. Marko Dmitrović mówił, że zespół nie stawia sobie żadnych ograniczeń. Urko Gonzalez twierdził, że Espanyol może pokonać każdego rywala. Wyniki musiały imponować, chociaż trudno było zachwycać się stylem. Manolo Gonzalez stawiał na bezpośredni futbol i stałe fragmenty. Jego zespół pozostaje ex aequo z Barceloną liderem pod względem bramek z rzutów rożnych i wolnych. Jednocześnie zajmuje trzecie miejsce od końca w kwestii średniej liczby podań oraz posiadania piłki. Ta drużyna nie grała pięknie, ale do pewnego momentu była zabójczo skuteczna.
W tabeli La Liga za poprzedni rok Espanyol zajął szóste miejsce. Na koniec rundy jesiennej był piąty ze stratą czterech punktów do Atletico. Optymistycznie nastawieni kibice mogli wyobrazić sobie hymn Ligi Mistrzów puszczany na Cornella. Marzycieli na ziemię regularnie sprowadzał trener, który nawet w najlepszym momencie sezonu zaznaczał, że priorytetem jest utrzymanie. Wygląda na to, że on czuł, co się święci.
- Skupiamy się na tym, żeby zdobyć 42 punkty, ponieważ dla rozwoju klubu kluczowe jest utrzymanie się w La Liga. Piłkarze mogą mówić, że jestem marudą, ale powtarzam, że najpierw trzeba osiągnąć ten cel, a potem szukać następnych. Druga połowa sezonu to będzie długa podróż. Jestem jednak dumny z tego, co już osiągnęliśmy. Widzę, że zawodnicy dają z siebie wszystko. Myślę, że słowo “zespół” najlepiej opisuje nasz Espanyol w tym sezonie - mówił Gonzalez, cytowany przez dziennik Sport, po grudniowym zwycięstwie z Athletikiem.
Jeden mecz zmienił wszystko
Na początku stycznia Manolo odebrał statuetkę dla najlepszego trenera miesiąca w lidze hiszpańskiej. Okres hossy miał zostać przedłużony w derbach, do których Espanyol podchodził uskrzydlony serią zwycięstw. Dodatkowym smaczkiem rywalizacji z Barceloną była nawet niekoniecznie niechęć, a wręcz nienawiść kibiców z Cornelli do Joana Garcii. Oni starali się zgotować mu piekło, wyzywali od szczurów, zdrajców i Judaszy. Golkiper zareagował w najlepszy możliwy sposób. Wspiął się na wyżyny, pomagając “Blaugranie” w odniesieniu zwycięstwa 2:0.
Espanyol mógł czuć się niepocieszony po przegranych derbach. Zagrał bowiem dobrze, stworzył mnóstwo okazji, ale został z niczym. Tamten moment był punktem zwrotnym całego sezonu. W kolejnych tygodniach sytuacja regularnie się powtarzała, “Papużki” nie grały szczególnie źle, trzymały się swojego stylu, ale nic nie chciało wpadać. Tygodnie bez zwycięstwa przemieniły się w miesiące. Każda następna kolejka tylko pogarszała sytuację w tabeli.
Podobno suma szczęścia zawsze równa się zero, ale akurat ostatnimi czasy fortuna faktycznie nie stoi po stronie zawodników z Cornelli. W tym sezonie wykreowali 46,1 oczekiwanych goli, z czego padło tylko 37 trafień. W meczu z Getafe mogli prowadzić do przerwy 2:0, ale obie bramki nie zostały uznane z powodu minimalnych spalonych. W doliczonym czasie pierwszej połowy to “Los Azulones” wbili dwa trafienia i finalnie wygrali 2:1. Manolo Gonzalez szuka nowych rozwiązań, ostatnio przeszedł na system z dwoma nominalnymi “dziewiątkami”, czyli Roberto Fernandezem i Kike Garcią. Od 36-latka można było oczekiwać umiejętności utrzymania nerwów na wodzy w ważnym momencie. Jednak nawet on zawiódł. W poprzednim spotkaniu z Rayo zmarnował karnego przy stanie 0:0, a w 87. minucie to drużyna z Madrytu zapewniła sobie komplet punktów.
- Jeśli nie możesz wygrać, to przynajmniej zdobądź jeden punkt. Musimy wygrywać, ale przede wszystkim punktować. W ostatnich tygodniach nie było meczów, w których zagraliśmy bardzo słabo, ale zawsze czegoś brakuje. Detale zabierają nam zwycięstwa - podkreślał kapitan Javi Puado. - Zawsze myślimy o zwycięstwie, ale nie udaje nam się uniknąć porażek. Znowu przegrywamy wyrównany mecz. Mieliśmy okazje, ale to znów nie wystarczyło - powiedział Leandro Cabrera na antenie Movistar po porażce z Rayo.
- Mieliśmy rzut karny, Pere Milla też mógł strzelić gola. To są sytuacje, w których zwycięstwa wymykają nam się z rąk. Szczerze mówiąc, piłka nie jest dla nas sprawiedliwa. Ale też kiedy nie wygrywasz przez tak długi okres, to na pewno coś robisz źle. Jestem sfrustrowany. Teraz już nie mamy miejsca na błąd. Nie chcę mówić, że każdy następny mecz to finał, ale na pewno najbliższe starcia będą bardzo ważne. Musimy zacisnąć zęby i walczyć jak zwierzęta, aby osiągnąć cel - stwierdził trener Gonzalez.
Łabędzi śpiew “Papużek”?
Patrząc na indywidualności, trudno pochwalić któregokolwiek zawodnika Espanyolu. Ściągnięty z Bragi Roberto Fernandez, który miał stać się liderem ofensywy, brał udział przy dwóch bramkach w ostatnich 17 kolejkach. Marko Dmitrović, co raczej nikogo nie dziwi, nie gra na poziomie Joana Garcii. W tym sezonie ligowym Hiszpan uratował Barcelonę przed utratą 10 bramek, a Serb jest pół gola na minusie w statystyce expected goals against. Idąc dalej, Tyrhys Dolan robi sporo wiatru na skrzydle, ale nie wynika z tego wiele konkretów (jeden gol w 33 występach). Potencjalnie najmocniejsze punkty, czyli Carlos Romero i Omar El Hilali na bokach obrony, też nie grają na miarę oczekiwań.
Espanyol wyrównał najgorsze rozpoczęcie roku w historii La Liga. W 2013 Real Zaragoza również zaliczył od stycznia serią 15 meczów bez zwycięstwa. Tamte rozgrywki zakończył na ostatnim miejscu w tabeli, co nie wróży dobrze. “Papużki” znajdują się w lepszym położeniu ze względu na dorobek 34 punktów z rundy jesiennej. To może jednak nie wystarczyć do utrzymania. Przewaga nad strefą spadkową wynosi już tylko cztery oczka, a terminarz nie sprzyja. Najbliższym rywalem, już dziś, w poniedziałkowy wieczór, będzie Levante, które obudziło się za pięć dwunasta w walce o przetrwanie. Ekipa z Walencji wygrała trzy z czterech poprzednich meczów. Następnie podopieczni Gonzaleza podejmą Real Madryt, czyli drużynę, na której niezależnie od formy raczej trudno szukać przełamania. Później wyjazdowa potyczka z Sevillą, która też wisi nad przepaścią. Krótko mówiąc, ścieżka zdrowia.
- Rok 2026 dusi Espanyol. Po obiecującej pierwszej połowie sezony zespół wrócił do przykrej rzeczywistości. Porażka z Rayo wpędza “Papużki” w walkę o utrzymanie. Marzenia o pucharach przemieniły się w desperacką walkę o przetrwanie - opisała Marca. - Pytanie nie brzmi już, dlaczego Espanyol zdobył pięć na 45 możliwych punktów, ale jakim cudem zebrał 39 oczek w pierwszej połowie sezonu - podsumował Ivan Molero z dziennika AS.
Paradoks całej sytuacji polega na tym, że zespół z Cornelli jest dokładnie w tym samym miejscu, co przed rokiem. Wtedy też miał 38 punktów po 32 kolejkach i dopiero wygrana z Las Palmas w ostatniej serii gier zapewniła utrzymanie. Espanyol i walka o byt na najwyższym poziomie rozgrywkowym - ten duet to prawdziwe papużki nierozłączki.