Katastrofa giganta. Te słowa mówią wszystko. "Totalny chaos"

O relacjach Gianniego Infantino z Donaldem Trumpem, żegnającej się z mundialem reprezentacji Brazylii, a także Arsenalu, którego to piłkarze formę z klubu przenoszą także na swoje zespoły narodowe - pisze Janusz Basałaj w kolejnym odcinku swojego mundialowego cyklu felietonów.
Kroniki Piłkarskie Janusza Basałaja to zbiór felietonów, w których doświadczony dziennikarz Meczyki.pl komentuje bieżące wydarzenia ze świata futbolu. Na czas trwających mistrzostwa świata zamieniają się one w Mundialowe Kroniki. Bo przecież dziś wszyscy żyjemy tym, co dzieje się za oceanem.
Związki Infantino z Trumpem
Nigdy nie uważałem Donalda Trumpa za diabła wcielonego światowej polityki. Stara się być na swój sposób skuteczny i konsekwentny. Prezydent USA swoją postawą, sposobem sprawowania władzy i prowadzeniem największego światowego mocarstwa, naraził się tylu ludziom, że każda jego kolejna decyzja przestaje już dziwić i bulwersować.
Poza futbolem oczywiście… Dyplomacja i sposób prowadzenia piłkarskiego biznesu przez szefa FIFA, Gianniego Infantino, na tyle rozzuchwaliła lidera USA, że po prostu zrobił, co zrobił. Na jego amerykańskiej ziemi broni swoich ludzi, swoich reprezentantów, więc korzystając z armii prawników, poczucia mocarstwowości i misji przewodzenia światu, unieważnił (odwołał) dyskwalifikację dla reprezentanta USA, Folarina Baloguna. Oczywiście to nie był akt prezydencki, tylko decyzja FIFA. Infantino od dawna trwa w diabolicznym tańcu z politykami (liderami, dyktatorami – nazwijcie to jak chcecie) kierując tak potężną organizacją. Sprawą Trumpa jest brak znajomości futbolu, jego zasad fair play, tradycji, ale Infantino? Człowiek piłki od zawsze wdał się w dziwną relację z prezydentem. Co chciał przez to osiągnąć? Bał się, że prezydent Trump nagle się zdenerwuje i rozwiąże finały mistrzostw świata, a wszystkich odeśle do domu?
Dlatego w tej całej aferze nie winię w 100 procentach Trumpa, tylko Infantino, który nagle postanowił zrobić dobrze gospodarzom finałów. Tyle że rzeczywistość zaskrzeczała i przyniosła Belgom zwycięstwo w meczu z USA (w składzie Stanów oczywiście był Balogun…) 4:1. Zwyciężył sport, a może metafizyczne nieco poczucie przyzwoitości i sprawiedliwości. Jak mawiał niezapomniany Włodzimierz Lubański: “Lepiej dla piłki”.
Brazylia poza turniejem
Co za czasy? Kiedy odpadała z finałów Brazylia, pół świata płakało z bólu, a sama ojczyzna “Canarinhos” pogrążała się w rozpaczy. Tym razem mamy poczucie ulgi. Przeciętna ekipa bez gwiazd (no może poza pędziwiatrem Viniciusem), bez piłkarskiej duszy, bez tej futbolowej samby, jaką potrafią grać Brazylijczycy od lat. No i ten Carletto, czyli signore Ancelotti, prowadzący Brazylię, a wcześniej znany jako najbardziej utytułowany trener na świecie. Wydawało się, że tak doświadczony szkoleniowiec zbuduje jednak mocny zespół, przynajmniej na medal mistrzostw świata.
Nie dał rady i tylko najbardziej fanatyczni zwolennicy “Canarinhos” wierzyli w to, że wejdzie na boisko Neymar, po czym jako gwiazda i weteran ekipy sprawi cud. Nie było cudu. Pierwsza jedenastka, oparta na piłkarzach z angielskich klubów, nie zachwycała. Nie było mowy o brazylijskim rytmie gry opartym na wielkich umiejętnościach indywidualnych, dobrej taktyce, entuzjazmie i polocie w grze. ,,Przemieleni” przez ciężki sezon w Europie i na Wyspach snuli się po amerykańskich boiskach. I tyle. Trochę przykro pisać to człowiekowi wychowanemu na królewskości Pelego i boskości piłkarskiej reprezentacji Brazylii.
Wielkie uznanie dla Bartłomieja Rabija, autora książki “Podcięte skrzydła kanarka. Blaski i cienie brazylijskiego futbolu”. Odważył się przed Mundialem na wyznanie w Przeglądzie Sportowym:
- Brazylia nie jedzie po puchar, tylko po to, by nie dostać w trąbę. (…) Realia w Brazylii przypominają tam teraz to, co się działo w polskiej piłce w latach 90. Kompletny chaos. W takich okolicznościach trudno o zbudowanie czegoś wielkiego.
Rabij się zna!
Piłkarze Arsenalu rządzą
Jaki najlepszy klub gra w finałach mistrzostw świata? Oczywiście Arsenal. Londyński klub wysłał na finały 16 piłkarzy. Aż 10 z nich zagra w ćwierćfinałach. Oczywiście zagra, jeśli postawi na nich selekcjoner, ale trudno dziś wyobrazić sobie grę Anglii bez Rice’a, Saki, Madueke czy Eze. Norwegię bez Odegaarda. Belgię bez Trossarda. Francję bez Saliby. Hiszpania też może postawić na Merino, Zubimendiego, a nawet bramkarza Rayę. Najwyższy szacunek dla piłkarzy trenera Mikela Artety.
Fani Arsenalu patrzą na to z uznaniem, ale coraz częściej zadają sobie pytanie: Jak ci nasi będą wyglądać po tak ciężkim turnieju w nowym ligowym i pucharowym sezonie?. W takich sytuacjach Scarlett O’Hara, bohaterka powieści “Przeminęło z wiatrem”, zwykła mawiać: ,,Pomyślę o tym wszystkim jutro…”. Gwoli ścisłości, Scarlett nigdy nie kibicowała Arsenalowi, bo w połowie XIX wieku Arsenalu jeszcze nie było.