Katastrofa byłego króla strzelców Ekstraklasy. Szokujący zjazd

Katastrofa byłego króla strzelców Ekstraklasy. Szokujący zjazd
Marcin Karczewski / pressfocus
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 10:11
Na polskich boiskach spędził aż pięć lat, owocną przygodę ze Śląskiem Wrocław kończąc jako król strzelców Ekstraklasy. Ruszył wtedy do Kataru i choć tam początkowo spisywał się przyzwoicie, to dziś jest daleki od optymalnej formy. Trudno w to uwierzyć, ale Erik Exposito czeka na zdobycie bramki prawie… 10 miesięcy.
Polska publiczność poznała go latem 2019 roku. 23-letni wówczas Erik Exposito, jak wielu jego rodaków, postanowił opuścić Hiszpanię i spróbować swoich sił nad Wisłą, a w tym konkretnym przypadku raczej nad Odrą. Do Śląska Wrocław zdecydowanie nie przychodził jako gwiazda, natomiast w CV miał kilka konkretnych klubów. W barwach Las Palmas 11 razy wystąpił na poziomie La Liga i strzelił nawet jednego gola. Częściej grał jednak w klubowych rezerwach, zaś próba odbicia się na wypożyczeniu do drugoligowej Cordoby spaliła na panewce.
Dalsza część tekstu pod wideo

Początkowo piłkarz momentów

Na pierwszego gola w Śląsku czekał nieco ponad 20 minut. Nie trafił co prawda w debiucie, gdy wszedł na murawę w samej końcówce, ale już drugi występ w roli dżokera zwieńczył bramką w zwycięskim spotkaniu z Piastem Gliwice. Potem zaciął się na kilka kolejek, natomiast kiedy się odblokował, to z przytupem. Zapakował hat-tricka w derbach z Zagłębiem Lubin. To wtedy kibice go pokochali.
Czy można powiedzieć, że Hiszpan z miejsca zaczął podbijać Ekstraklasę? Raczej nie. Miał przebłyski i widać było, że to gość, który grać potrafi, ale przez długi czas był po prostu zbyt chimeryczny. W żadnym z dwóch pierwszych sezonów nie przekroczył bariery 10 goli. Uzbierał ich kolejno osiem i dziewięć. Bez katastrofy, ale od napastnika, który gra bardzo regularnie, wymaga się mimo wszystko chociaż przekroczenia dwucyfrówki. Exposito “złamał” ją dopiero przy trzecim podejściu, trafiając do siatki 11 razy w kampanii 2021/22.
Erik Exposito
Transfermarkt
W międzyczasie snajper pochodzący z Teneryfy pokazywał też inne, to mniej piłkarskie oblicze. Na początku sezonu 2020/21 został zawieszony przez klub po tym, jak przyłapano go w klubie nocnym. Dodajmy, w trakcie szalejącej pandemii koronawirusa. Później zaś potrafił stawić się w klubie z nadwagą, co rozwścieczyło ówczesnego szkoleniowca Śląska, Jacka Magierę.
- Exposito dostał rozpiskę treningów i limit wagi, z jakim ma się stawić w klubie. Nie interesuje mnie to, gdzie on zrobi te treningi. Może to zrobić nad morzem, może w górach, może gdziekolwiek. Dzisiaj nie chcę go widzieć w szatni. Zawodowcy mają o siebie dbać - mówił wspomniany trener na kanale Prawda Futbolu.

Łakomy kąsek

Exposito co rusz był też kuszony przez inne kluby. Z perspektywy czasu aż trudno uwierzyć, że ostatecznie spędził we Wrocławiu pięć lat, bo niemal co okienko pojawiały się w jego kontekście kolejne informacje o zainteresowaniu bardziej możnych i silniejszych ekip. Były to zarówno opcje zagraniczne, jak i polskie. Sprowadzenie Hiszpana poważnie sondowały Raków Częstochowa czy Legia Warszawa.
Mierzący 190 cm napastnik stał się wyjątkowo łakomym kąskiem z kilku powodów. Przede wszystkim - rozkręcił się na murawie. Jego piąty sezon w Śląsku był tym zdecydowanie, ale to zdecydowanie najlepszym. “Wojskowi” do ostatniej kolejki bili się o mistrzostwo Polski, ostatecznie zajmując drugą lokatę, a tak dobre wyniki zawdzięczali w dużej mierze właśnie Hiszpanowi. Ten w 33 meczach strzelił 19 goli i zaliczył sześć asyst. Został królem strzelców rozgrywek oraz najlepszym napastnikiem sezonu.
Wtedy, w glorii i chwale, opuścił Wrocław. Zrobił to, bo zaczął przerastać swój zespół, ale też dlatego, że akurat wygasał mu kontrakt. Wrocławianie nie byli już w stanie sprostać coraz większym wymaganiom swojej gwiazdy.
Exposito był do wzięcia bez kwoty odstępnego, chwilę wcześniej rozegrał sezon życia, a to połączenie wyjątkowo kuszące dla klubów buszujących po rynku w poszukiwaniu skutecznego napastnika. Co ciekawe, Hiszpan miał odrzucić zaloty m.in. Crvenej zvezdy, która oferowała mu milion euro za rok gry. Nie brakowało też propozycji z Bliskiego Wschodu i choć początkowo napastnik z grymasem patrzył na ten kierunek, to ostatecznie się skusił. Na ostatniej prostej upadł jeszcze temat jego transferu do katarskiego Umm-Salal, natomiast niedługo później pozyskanie Hiszpana ogłosił inny klub z tego kraju - Al-Ahli.

Dobre złego początki

Jak Exposito odnalazł się w nowym środowisku? W poprzednim sezonie radził sobie naprawdę nieźle. W 30 meczach strzelił 10 goli i zanotował siedem asyst. Większość dorobku zgromadził jednak w pierwszych kilku miesiącach, a potem mocno obniżył loty.
Dziś aż trudno w to uwierzyć, ale ostatnią bramkę Hiszpan zdobył… 29 marca 2025 roku. Patrząc szerzej, przez ostatni rok trafił do siatki tylko raz. Teraz jest natomiast dziewięć i pół miesiąca bez gola. 22 kolejne występy bez zdobyczy. Początkowo były to jeszcze mecze rozegrane od deski do deski, natomiast w końcu Exposito stracił tak duże zaufanie. W bieżącej kampanii jest więc częściej zmiennikiem. Nadzieję daje ostatni występ, bo po dłuższym czasie były gracz Śląska w końcu wyszedł w podstawowej jedenastce i nawet zaliczył asystę.
Co ciekawe, Exposito na murawie współpracuje m.in. ze słynnym Julianem Draxlerem. O miejsce w składzie rywalizuje natomiast głównie z Sekou Yansane, 22-letnim Francuzem. Podczas ostatniego starcia z Al-Shamal doszło do pewnego przełomu, bo obaj zagrali w duecie. Efekt? Świetny. Hiszpan, o czym już zdążyliśmy wspomnieć, dopisał do swojego dorobku asystę, Yansane ustrzelił hat-tricka, a Al-Ahli wygrało 4:2 z wyżej notowanym Al-Shamal.
Exposito na pewno nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, ale trzeba przyznać - prawie dziesięciomiesięczna tęsknota za golem u byłego króla strzelców może niepokoić.

Przeczytaj również