Kiedyś wart 160 mln, teraz... pięć. Blamaż w kolejnym klubie. 31 lat i taki zjazd

Klasyczny przykład dobrego transferu “na papierze”. Wiele wskazywało, że powinno się udać. Raheem Sterling, wypalony na Wyspach gracz, zszedł o szczebelek niżej, by odbudować się w Feyenoordzie. Choć marketingowo klub jednoznacznie zyskał, sportowo angielski skrzydłowy znów zaliczył zjazd.
To mogła, a właściwie powinna być jego ostatnia szansa, by wywalczyć powołanie na mundial. Zmarnował ją koncertowo. Po dwóch latach gnicia na ławce rezerwowych najpierw w Arsenalu, a potem w Chelsea, Raheem Sterling postanowił zacząć od nowa w słabszej, mniej konkurencyjnej lidze. Padło na Holandię i Rotterdam. Wybór dość specyficzny z jednego powodu. W Feyenoordzie przede wszystkim rozwija się młode talenty, niekoniecznie fokusując się na ponad 31-letnich, wypalonych piłkarzach.
Ale tu miało być inaczej. W największym portowym mieście Sterling dostał wszystko, w tym trenera Robina van Persiego, którego podziwiał. Do tego mniej intensywną, ale ofensywną i otwartą na dynamicznych skrzydłowych ligę. Anglik próbował się odrodzić, korzystając ze swoich największych atutów: przebojowości, dryblingu, korzystaniu z otwartej przestrzeni. Nic z tego. Wyszło jak zawsze. Skończyło się katastrofą.
Walka z biurokracją
Zanim piłkarz zmienił barwy, uprzedzał przyszłego pracodawcę, że może mieć problemy kondycyjne, wszak w ostatnim sezonie nie grał zbyt dużo. Już na starcie pojawiły się schody. Tym razem ze strony czysto formalnej. Sterling miał dołączyć do Feyenoordu w połowie lutego, ale po Brexicie jako obywatel Wielkiej Brytanii musiał najpierw uzyskać zgodę na pracę w Holandii. Zgodnie z holenderskim prawem, Sterling nie mógł legalnie podjąć pracy zarobkowej, dopóki jego wniosek nie został w pełni przetworzony. Podobne trudności miał już wcześniej Jordan Henderson, gdy przechodził do Ajaksu Amsterdam.
Znany ze swojej kreatywności trener Van Persie zdecydował się na nietypowy ruch. Aby nie tracić czasu na integrację zawodnika z drużyną, przeniósł treningi do… Brukseli. Przepisy w Belgii okazały się mniej restrykcyjne w kwestii krótkotrwałych treningów bez pełnego pozwolenia na pracę, co pozwoliło Sterlingowi ćwiczyć z nowymi kolegami podczas oczekiwania na holenderskie dokumenty.
Biurokratyczna procedura trwała około tygodnia. Anglik oficjalnie otrzymał pozwolenie na pracę 19 lutego 2026 roku. Dostał zielone światło do gry tuż przed meczem ligowym przeciwko SC Telstar (22 lutego) na słynnym stadionie De Kuip. Doczekał się wówczas debiutu, wchodząc z ławki rezerwowych. Medialny wpływ byłej gwiazdy “Synów Albionu” był ogromny. W ciągu kilku dni koszulki z jego nazwiskiem i numerem 19 zostały wyprzedane w oficjalnym klubowym sklepie. Ekscytacja napędzała popyt. A potem boisko opowiedziało inną historię.
Nie zrzucił “rdzy”
Wliczając pierwszy ligowy występ, Sterling spędził na murawie zaledwie 349 minut. Nie zdobył żadnej bramki i nadal jego ostatnim trafieniem pozostaje gol strzelony jeszcze w barwach Arsenal, uwaga, we wrześniu 2024 roku. Przez cały kilkumiesięczny pobyt w Holandii uzbierał tyle samo asyst, co żółtych kartek. Dokładnie jedną.
Daleko mu było do poziomu, jaki prezentował w swojej złotej erze w Manchesterze City, gdzie zdobył 131 bramek i zanotował 87 asyst w 339 meczach we wszystkich rozgrywkach. Feyenoord natychmiast dostrzegł trudności skrzydłowego w podejmowaniu pojedynków jeden na jeden, co przecież kiedyś było znakiem rozpoznawczym Anglika. Sam Sterling zdawał sobie sprawę z tego, że forma odpłynęła gdzieś daleko, co skłoniło go do opuszczenia Premier League w nadziei na odbudowanie regularności w przyjaznym, kontynentalnym środowisku.
Celem miała być praca z dala od medialnego zgiełku. Sterling niemal całkowicie unikał dziennikarzy w Rotterdamie. Po kilku spotkaniach telewizja ESPN zapytała go o ewentualny powrót do reprezentacji Anglii i wyjazd na mundial.
- Nawet nie rozmawiałem z selekcjonerem Tuchelem. Na razie o tym nie myślę. Najważniejsze, żebym dostawał szansę gry w klubie - odpowiedział 31-latek, który ostatni mecz w kadrze rozegrał właśnie na mistrzostwach świata w 2024 roku. Nie pomógł w ćwierćfinałowym starciu z Francją, kiedy wszedł na boisko jako rezerwowy.
Najtrudniejszym momentem dla Sterlinga było zejście z boiska podczas bezbramkowego remisu z FC Volendam na początku kwietnia. Wyglądał na totalnie sfrustrowanego, ledwo potrafił utrzymać nerwy na wodzy. Ale reakcja pokazała jedną rzecz. Wciąż płonął w nim ogień rywalizacji. Osoby z jego otoczenia podkreślały, jak bardzo zależało mu na spełnieniu oczekiwań. Wyraźnie jednak nie dowoził. Nawet nie patrząc na liczby. W wolniejszej lidze, jaką jest Eredivisie, Sterling wyglądał na zawodnika, który spóźnia się o ułamek sekundy, czy to przy wykończeniu akcji, czy przy ostatnim podaniu.
Zwrot akcji
Wydawało się, że przygoda Sterlinga z Krajem Tulipanów będzie bardzo krótka. Na początku maja holenderscy dziennikarze informowali o nadchodzącym zakończeniu współpracy. Piłkarz miał zaakceptować decyzję klubu, nie kryjąc jednocześnie rozczarowania swoją boiskową postawą. Miał też jednak już plan na lato. Nawet na ewentualnym bezrobociu chciał pracować przez cały czerwiec ze swoim osobistym fizjoterapeutą, aby upewnić się, że będzie gotowy do okresu przygotowawczego w nowych barwach.
Tymczasem w ostatnich dniach nastąpił zwrot akcji. Według portalu FR12.nl, działacze Feyenoordu przygotowują kolejną ofertę dla Sterlinga, postrzegając go jako gracza ważnego w kontekście nadchodzącej kampanii. Drużyna będzie chciała skorzystać z jego doświadczenia, biorąc pod uwagę powrót na scenę Ligi Mistrzów. Podobno w sprawie Anglika wstawił się sam Van Persie, który był zadowolony z zaangażowania skrzydłowego w ostatnich tygodniach.
- Chciałem wprowadzać go powoli wraz z naszym zespołem od przygotowania fizycznego i dać mu czas. Mam do niego ogromny szacunek, zarówno jako do piłkarza, jak i człowieka. Rozmawialiśmy w cztery oczy, a szczegóły tych rozmów zostaną między nami - wyjaśniał Van Persie w rozmowie z The Telegraph motyw transferu Sterlinga.
Czy w takim razie Raheem jeszcze wróci do swojego tańca z piłką? On sam twierdzi, że tak. Wprawdzie statystyki z Eredivisie wskazują, że znajduje się raczej po drugiej stronie rzeki, to piłkarz niczego żałuje. Nie jest pewne, czy będzie chciał zostać w Holandii, która nie była łaskawa dla jego talentu. Nadal szuka odpowiedniej drogi do odzyskania przebojowości i już wie, że każda ścieżka podąża cały czas pod górę. Jeśli nie przebił się w Rotterdamie, będzie bardzo trudno wrócić mu do ukochanej Premier League.
Piłkarz wyceniany swego czasu przez portal Transfermarkt na 160 mln euro, dziś jest według tego samego medium wart zaledwie pięć milionów euro. A to chyba i tak wycena dla niego wyjątkowo optymistyczna.