Kiepskie wieści dla Polski. Gwiazdor Szwedów znów włączył tryb "potwór"
Viktor Gyokeres półtora roku nie strzelał w reprezentacji Szwecji i obudził się akurat wtedy, kiedy stawką jest mundial, a rywalem - Polska. Hat-trick z Ukrainą (3:1) tylko potwierdził zwyżkę formy Szweda, którą kibice Premier League obserwują od dwóch miesięcy. O takich jak on mówi się, że najlepsi są wtedy, gdy rozsadza ich pewność siebie. Bywały lepsze momenty w tym sezonie, by stawać mu na drodze.
Jeszcze jesienią można było uderzać w niego do woli. Dominowały wtedy momenty, kiedy to piłka bardziej prowadziła Gyokeresa niż on ją. Szwed wyglądał niezgrabnie i wolno. Miał problem z odczytywaniem intencji kolegów, przede wszystkim znikał w dużych meczach. Jeśli sporadycznie strzelał, to na tle słabych. Do 23. kolejki miał raptem pięć bramek w lidze. Pojawiały się pierwsze komentarze, że być może Premier League to dla niego za wysokie progi.
Najgorsze za nim
Gyokeres musiał przetrwać burzę memów. Trochę czasu zajęło mu lepsze wyczucie kolegów i adaptacja do nowego stylu gry, bo przecież w Sportingu najlepszy był w szybkich kontrach. U Mikela Artety musiał nauczyć się poruszania w ciasnych przestrzeniach. Arsenal zwykle dominuje i kruszy mury rywala w niskim bloku. Gyokeres przez długi czas miał bardzo słabą wartość kontaktów z piłką, jedną z najniższych spośród napastników klubów czołówki. Dopiero niedawno te liczby drgnęły, a wraz z nimi pojawiły się bramki. W ostatnich ośmiu spotkaniach Premier League trafił sześć razy.
W sumie w 2026 roku 27-latek ma 11 trafień - strzelał też w Lidze Mistrzów i w półfinale Pucharu Ligi z Chelsea. Dla porównania Erling Haaland w tym czasie uzbierał pięć bramek, mimo że prawie cały czas był zdrowy i opuścił tylko jedno spotkanie. Gyokeres przede wszystkim znakomicie wyglądał w lutowych derbach Londynu, kiedy dwukrotnie ugryzł Tottenham. Oba gole były ładnej urody, ze świetną kontrolą piłki i precyzyjnym wykończeniem. Zresztą to samo Gyokeres pokazał przy golu na 2:0 z Ukrainą. Kiedy jest pewny siebie, lepiej rozbija obrońców i rzadko się myli.
Odbudowa mentalna
Już wcześniej w jego karierze pojawiały się wzmianki, że to typowy “confidence player”. Kiedy wejdzie na odpowiednie tory, dociska gaz do dechy. Tej pewności początkowo mu brakowało. Jego pierwsze miesiące w Anglii zbiegły się z kontuzjami innych napastników, więc całą uwaga skupiała się na nim. Wydawało się, że Gyokeres może więdnąć mentalnie - miał już przecież kiedyś takie epizody w Swansea. Od stycznia obserwujemy jednak zupełnie innego zawodnika. Poprawił grę plecami do bramki, lepiej kontroluje piłkę, wydaje się skuteczniejszy w bezpośrednich pojedynkach z obrońcami.
Jego wartość expected goals w lidze wynosi 9,35. Dorobek 11 bramek pokazuje więc, że strzela więcej niż teoretycznie powinien. To zawodnik z dużo lepszym wykończeniem niż Albańczycy, którzy kilka dni temu w Warszawie zmarnowali swoje sytuacje. Gyokeres tymczasem w starciu z Ukrainą oddał trzy strzały i trzy zamienił na bramki. Każde z tych trafień było inne i zademonstrowało różne cechy Szweda. Był tam instynkt i zimna krew, opanowanie w walce z obrońcami. Na końcu też skuteczność przy strzale z rzutu karnego, wywalczonego przecież także przez niego. Piłkarz “Kanonierów” słynie z potężnego uderzenia przy jedenastkach. To też może mieć znaczenie w barażu.
Nowy lider
- Pokazał, dlaczego gra w Arsenalu i jest jednym z najlepszych napastników świata - chwalił Szweda trener reprezentacji Ukrainy, Serhij Rebrow. Wcześniej Gyokeres w kadrze nie trafiał w czterech spotkaniach z rzędu. Szwedzi żadnego z tych spotkań nie wygrali. To były zresztą ciemne miesiące tamtego zespołu i koniec selekcjonera Johna Dahla Tomassona. Nowy trener Graham Potter jest w podobnym miejscu, w jakim u nas jesienią był Jan Urban. Musi pozbierać rozbity zespół. Zbudować pewność siebie wokół takich graczy jak Gyokeres, który przecież w ostatniej Lidze Narodów uzbierał dziewięć bramek w sześciu meczach. Był najlepszym strzelcem w Europie.
Pokonał wtedy Cristiano Ronaldo i Erlinga Haalanda. To był też okres, kiedy miał swój szczyt w Sportingu. Przez dwa lata rozegrał 102 oficjalne spotkania i zdobył 97 bramek. Był dwa razy królem strzelców ligi portugalskiej. Szwedzi wierzą, że ta wersja Gyokeresa właśnie wraca. Nie jest już młodym i nieopierzonym zawodnikiem. Spokojnie może przejąć rolę szefa kadry, która nie grała na dwóch ostatnich wielkich turniejach. Szwedzi potrzebują charyzmy lidera – kogoś, kim dawniej był Zlatan.
Zapowiedź wiosny
W Premier League Gyokeres raczej nie przebije bariery 20 bramek. Ostatnim napastnikiem Arsenalu, który tego dokonał, był Pierre-Emerick Aubameyang w sezonie 2019/2020. Brak typowego snajpera uchodził zresztą za dużą bolączkę “Kanonierów” w poprzednich sezonach. Ale nawet, jeśli Szwed nie dobije do osiągnięcia “Auby”, to i tak w maju będzie mógł spojrzeć na siebie z dumą. Już teraz ma 16 bramek we wszystkich rozgrywkach.
Arsenal wyprzedza Manchester City o dziewięć punktów. Ciągle gra w Lidze Mistrzów, gdzie teraz w kalendarzu ma Sporting, czyli były klub Szweda. Innymi słowy: Gyokeres mimo słabego początku nie stał się kulą u nogi “Kanonierów”. Jest postacią, która obudziła się w kluczowym momencie sezonu. Najlepsze wiosną dopiero przed nim i na to liczy Graham Potter w starciu z Polską. Nasza kadra nie wygrała na wyjeździe z ekipą “Trzech Koron” od 96 lat. Trzy ostatnie mecze w Solnie oznaczały porażkę. Bardzo dobry mecz Szwedów przeciwko Ukrainie i popis Gyokeresa nie stawia nas w roli faworytów.