Kiepskie wieści dla Polski. Gwiazdor Szwedów znów włączył tryb "potwór"

Kiepskie wieści dla Polski. Gwiazdor Szwedów znów włączył tryb "potwór"
ANP / pressfocus
Paweł - Grabowski
Paweł GrabowskiDzisiaj · 20:30
Viktor Gyokeres półtora roku nie strzelał w reprezentacji Szwecji i obudził się akurat wtedy, kiedy stawką jest mundial, a rywalem - Polska. Hat-trick z Ukrainą (3:1) tylko potwierdził zwyżkę formy Szweda, którą kibice Premier League obserwują od dwóch miesięcy. O takich jak on mówi się, że najlepsi są wtedy, gdy rozsadza ich pewność siebie. Bywały lepsze momenty w tym sezonie, by stawać mu na drodze.
Jeszcze jesienią można było uderzać w niego do woli. Dominowały wtedy momenty, kiedy to piłka bardziej prowadziła Gyokeresa niż on ją. Szwed wyglądał niezgrabnie i wolno. Miał problem z odczytywaniem intencji kolegów, przede wszystkim znikał w dużych meczach. Jeśli sporadycznie strzelał, to na tle słabych. Do 23. kolejki miał raptem pięć bramek w lidze. Pojawiały się pierwsze komentarze, że być może Premier League to dla niego za wysokie progi.
Dalsza część tekstu pod wideo

Najgorsze za nim

Gyokeres musiał przetrwać burzę memów. Trochę czasu zajęło mu lepsze wyczucie kolegów i adaptacja do nowego stylu gry, bo przecież w Sportingu najlepszy był w szybkich kontrach. U Mikela Artety musiał nauczyć się poruszania w ciasnych przestrzeniach. Arsenal zwykle dominuje i kruszy mury rywala w niskim bloku. Gyokeres przez długi czas miał bardzo słabą wartość kontaktów z piłką, jedną z najniższych spośród napastników klubów czołówki. Dopiero niedawno te liczby drgnęły, a wraz z nimi pojawiły się bramki. W ostatnich ośmiu spotkaniach Premier League trafił sześć razy.
W sumie w 2026 roku 27-latek ma 11 trafień - strzelał też w Lidze Mistrzów i w półfinale Pucharu Ligi z Chelsea. Dla porównania Erling Haaland w tym czasie uzbierał pięć bramek, mimo że prawie cały czas był zdrowy i opuścił tylko jedno spotkanie. Gyokeres przede wszystkim znakomicie wyglądał w lutowych derbach Londynu, kiedy dwukrotnie ugryzł Tottenham. Oba gole były ładnej urody, ze świetną kontrolą piłki i precyzyjnym wykończeniem. Zresztą to samo Gyokeres pokazał przy golu na 2:0 z Ukrainą. Kiedy jest pewny siebie, lepiej rozbija obrońców i rzadko się myli.

Odbudowa mentalna

Już wcześniej w jego karierze pojawiały się wzmianki, że to typowy “confidence player”. Kiedy wejdzie na odpowiednie tory, dociska gaz do dechy. Tej pewności początkowo mu brakowało. Jego pierwsze miesiące w Anglii zbiegły się z kontuzjami innych napastników, więc całą uwaga skupiała się na nim. Wydawało się, że Gyokeres może więdnąć mentalnie - miał już przecież kiedyś takie epizody w Swansea. Od stycznia obserwujemy jednak zupełnie innego zawodnika. Poprawił grę plecami do bramki, lepiej kontroluje piłkę, wydaje się skuteczniejszy w bezpośrednich pojedynkach z obrońcami.
Jego wartość expected goals w lidze wynosi 9,35. Dorobek 11 bramek pokazuje więc, że strzela więcej niż teoretycznie powinien. To zawodnik z dużo lepszym wykończeniem niż Albańczycy, którzy kilka dni temu w Warszawie zmarnowali swoje sytuacje. Gyokeres tymczasem w starciu z Ukrainą oddał trzy strzały i trzy zamienił na bramki. Każde z tych trafień było inne i zademonstrowało różne cechy Szweda. Był tam instynkt i zimna krew, opanowanie w walce z obrońcami. Na końcu też skuteczność przy strzale z rzutu karnego, wywalczonego przecież także przez niego. Piłkarz “Kanonierów” słynie z potężnego uderzenia przy jedenastkach. To też może mieć znaczenie w barażu.

Nowy lider

- Pokazał, dlaczego gra w Arsenalu i jest jednym z najlepszych napastników świata - chwalił Szweda trener reprezentacji Ukrainy, Serhij Rebrow. Wcześniej Gyokeres w kadrze nie trafiał w czterech spotkaniach z rzędu. Szwedzi żadnego z tych spotkań nie wygrali. To były zresztą ciemne miesiące tamtego zespołu i koniec selekcjonera Johna Dahla Tomassona. Nowy trener Graham Potter jest w podobnym miejscu, w jakim u nas jesienią był Jan Urban. Musi pozbierać rozbity zespół. Zbudować pewność siebie wokół takich graczy jak Gyokeres, który przecież w ostatniej Lidze Narodów uzbierał dziewięć bramek w sześciu meczach. Był najlepszym strzelcem w Europie.
Pokonał wtedy Cristiano Ronaldo i Erlinga Haalanda. To był też okres, kiedy miał swój szczyt w Sportingu. Przez dwa lata rozegrał 102 oficjalne spotkania i zdobył 97 bramek. Był dwa razy królem strzelców ligi portugalskiej. Szwedzi wierzą, że ta wersja Gyokeresa właśnie wraca. Nie jest już młodym i nieopierzonym zawodnikiem. Spokojnie może przejąć rolę szefa kadry, która nie grała na dwóch ostatnich wielkich turniejach. Szwedzi potrzebują charyzmy lidera – kogoś, kim dawniej był Zlatan.

Zapowiedź wiosny

W Premier League Gyokeres raczej nie przebije bariery 20 bramek. Ostatnim napastnikiem Arsenalu, który tego dokonał, był Pierre-Emerick Aubameyang w sezonie 2019/2020. Brak typowego snajpera uchodził zresztą za dużą bolączkę “Kanonierów” w poprzednich sezonach. Ale nawet, jeśli Szwed nie dobije do osiągnięcia “Auby”, to i tak w maju będzie mógł spojrzeć na siebie z dumą. Już teraz ma 16 bramek we wszystkich rozgrywkach.
Arsenal wyprzedza Manchester City o dziewięć punktów. Ciągle gra w Lidze Mistrzów, gdzie teraz w kalendarzu ma Sporting, czyli były klub Szweda. Innymi słowy: Gyokeres mimo słabego początku nie stał się kulą u nogi “Kanonierów”. Jest postacią, która obudziła się w kluczowym momencie sezonu. Najlepsze wiosną dopiero przed nim i na to liczy Graham Potter w starciu z Polską. Nasza kadra nie wygrała na wyjeździe z ekipą “Trzech Koron” od 96 lat. Trzy ostatnie mecze w Solnie oznaczały porażkę. Bardzo dobry mecz Szwedów przeciwko Ukrainie i popis Gyokeresa nie stawia nas w roli faworytów.

Przeczytaj również