Klapa! Gwiazdor uciekł z Manchesteru United, z nowego klubu zaraz go pogonią? "Frustrujące oblicze"

Klapa! Gwiazdor uciekł z Manchesteru United, z nowego klubu zaraz go pogonią? "Frustrujące oblicze"
IMAGO / pressfocus
Kacper - Klasiński
Kacper KlasińskiDzisiaj · 12:00
Niewiele ponad 40% możliwych minut rozegrał Alejandro Garnacho po transferze do Chelsea. Z Manchesteru United odszedł w wyniku niezadowolenia ze zmniejszenia swojej roli. Można więc założyć, że nie tak widział pobyt w Londynie.
Alejandro Garnacho odszedł z Manchesteru United, bo jego notowania spadły po zatrudnieniu Rubena Amorima i nie miał pewnego miejsca w podstawowej jedenastce. Pół roku po transferze do Chelsea możemy powiedzieć, że chyba nie tak wyobrażał sobie sytuację w nowym klubie. W barwach “The Blues” gra jeszcze mniej niż u Portugalczyka, a konkurencja na jego pozycji jest naprawdę duża. Na razie na przeprowadzce na Stamford Bridge - mówiąc krótko - nie wyszedł najlepiej.
Dalsza część tekstu pod wideo

Wszystko przez ego

Garnacho miał naprawdę obiecujące wejście do pierwszego zespołu Manchesteru United. Szybko zaczął odgrywać istotną rolę u Erika ten Haga i wydawało się, że zostanie kolejną perełką z Carrington (choć pozyskaną z Atletico Madryt), która na dłużej zagrzeje miejsce na Old Trafford. Ukoronowanie jego występów pod wodzą Holendra stanowił gol w zwycięskim finale FA Cup przeciwko Manchesterowi City. Może i szczęśliwy, bo wynikający z nieporozumienia Josko Gvardiola i Stefana Ortegi, ale zapisujący go na zawsze w kibicowskim folklorze.
W ciągu roku duże nadzieje kibiców ustąpiły jednak miejsca frustracji. Argentyńczyk z młokosa utożsamianego z uwielbianą przez fanów United walecznością i oddaniem klubowym barwom zmienił się w ich oczach w zawodnika egocentrycznego i problematycznego. Jeszcze za kadencji Ten Haga potrafił lajkować posty w mediach społecznościowych uderzające w trenera, choć ten regularnie na niego stawiał. Raz zrobił to w przypływie złości po tym, jak został zdjęty z boiska w spotkaniu z Bournemouth. W kolejnym przypadku bez wyraźnej przyczyny zostawił serduszko pod krytyczną wypowiedzią Cristiano Ronaldo. A po zmianie szkoleniowca historia się powtórzyła.
Najpierw Amorim odsunął Garnacho od składu w obliczu powtarzających się wycieków dotyczących składów meczowych (a te nagle zniknęły). Co więcej, w preferowanym przez Portugalczyka systemie bez klasycznych skrzydłowych trudno było znaleźć mu odpowiednią rolę, więc nie miał już gwarantowanego miejsca w jedenastce, ale też i nie notował imponujących liczb. Po przegranym finale Ligi Europy 21-latek z dezaprobatą wypowiedział się o decyzji trenera o posadzeniu go na ławce. Wtórował mu też brat, pełniący funkcję jego agenta. W szatni miało dojść do konfrontacji, podczas której trener dał podopiecznemu do zrozumienia, że powinien szukać sobie nowej drużyny. I tak doszło do ostatecznego rozpadu na linii Manchester United - Garnacho. Relacji, w dużej mierze nadszarpniętej przez - jak się wydaje - wybujałe ego i brak pokory utalentowanego gracza.

Potransferowy niedosyt

W letnim okienku transferowym właściwie pewne było, że odsunięty od zespołu Argentyńczyk opuści Old Trafford. Sprzedaż udało się dopiąć dopiero pod koniec sierpnia, gdy Chelsea zapłaciła za niego 40 milionów funtów. Taki kierunek tylko dodatkowo rozsierdził fanów United, śpiewających mu niegdyś z dumą “Viva Garnacho”.
Pozyskanie młodego zawodnika, któremu przepowiadano przecież świetlaną przyszłość, wpisywało się w politykę transferową “The Blues” w ostatnich latach. Co więcej, w tym przypadku mowa o piłkarzu doświadczonym już na poziomie Premier League, co stanowiło dodatkowy bonus, a nie było wcale oczywiste w przypadku ich innych nabytków. Charakter skrzydłowego sprawiał oczywiście, że część obserwatorów postrzegała taki ruch jako ryzyko, ale ostatecznie to zakup, który miał prawo się obronić.
Po pół roku można jednak mówić o niedosycie. Garnacho nawiązuje raczej do słabej postawy z ostatniej kampanii z diabełkiem na piersi, a nie do udanych rozgrywek 2023/24. Na murawie pokazuje swoje bardziej rozczarowujące, frustrujące oblicze, a jego liczby malują niezbyt obiecujący obraz.

Z deszczu pod rynnę

Garnacho jak na razie zagrał w 29 z 38 możliwych meczów na wszystkich frontach (16 z 24 w Premier League). Tylko dziesięć razy zaczynał spotkania ligowe w podstawowej jedenastce i zaledwie siedmiokrotnie spędził na murawie więcej niż godzinę. W 2026 roku zagrał od pierwszej minuty w lidze tylko dwa razy, przesiadując całe 90 minut na ławce w aż pięciu z ośmiu spotkań. W efekcie od startu sezonu uzbierał łącznie zaledwie niespełna 42% możliwych ligowych minut. We wszystkich rozgrywkach wypada nieznacznie lepiej - ma ich 43%. Można zakładać, że nie na to liczył. W końcu w Manchesterze czuł frustrację, spędzając na murawie ponad 63% możliwego czasu pod wodzą Amorima.
Argentyńczyk, gdy dostaje szansę, nie daje specjalnych argumentów, aby wystawiać go częściej. Na murawie przypomina jeźdźca bez głowy, często chaotycznego, bezproduktywnego i nieskutecznego. Tę twarz pokazywał też w United, gdy często aż “za bardzo próbował”, co okazywało się kontrproduktywne. Na razie ma na koncie sześć goli i trzy asysty na wszystkich frontach, natomiast cztery ze swoich trafień zaliczył w dwóch spotkaniach Carabao Cup przeciwko Cardiff i Arsenalowi.
Liam Rosenior deklarował, że widzi u podopiecznego “obiecujące znaki”, lecz nie daje dowodu zaufania swoimi decyzjami. Poprowadził Chelsea w 12 spotkaniach i desygnował Garnacho w pierwszej jedenastce zaledwie pięciokrotnie. Dwukrotnie w lidze, z Brentfordem i West Hamem (zmiana już w przerwie), a do tego z cypryjskim Pafos w Lidze Mistrzów i drugoligowcami w Pucharze Anglii: Charltonem oraz Hull City. I choć ten potrafił ustrzelić dublet z Arsenalem po wejściu z ławki w Pucharze Ligi, wszystko wskazuje na to, że u nowego trenera to gracz drugiego garnituru. Dwie bramki wbite “Kanonierom” to zresztą jego jedyne liczby w tym roku kalendarzowym.
Obecnie wyżej w hierarchii na pozycji lewoskrzydłowego są Pedro Neto i ściągnięty w tym samym okienku Estevao. Co więcej, konkurencję po powrocie do zdrowia powinien wzmocnić inny letni nabytek, Jamie Gittens - choć w jego przypadku pauza może potrwać długo. Latem w klubie zamelduje się też kolejny skrzydłowy, Geovany Quenda z portugalskiego Sportingu. Choć nastolatek występuje głównie na prawej flance, zdarzało mu się też grać po drugiej stronie. Tłok na preferowanej pozycji Garnacho jest więc spory, a jego notowania nie stoją wysoko.
Wydaje się, że w poszukiwaniu lepszego miejsca dla siebie trafił z deszczu pod rynnę. Gra rzadziej niż w Manchesterze, ma bardzo liczną konkurencję, która w nadchodzących miesiącach jeszcze się wzmocni, a trener Rosenior na razie wydaje się nieprzekonany jego umiejętnościami. Podstawowe pytanie brzmi: jak krnąbrny Argentyńczyk podejdzie do swojej sytuacji? Jeśli tak, jak w United, to szybko może podpaść i w Londynie. W takich sytuacjach warto z pokorą spuścić głowę w dół i zakasać rękawy. Ostatnie miesiące w Manchesterze sugerują jednak, że w jego przypadku nie jest to oczywiste.

Przeczytaj również