Klęska kadry pełnej gwiazd! Dała plamę na mundialu. "Przegniła drużyna"

Klęska kadry pełnej gwiazd! Dała plamę na mundialu. "Przegniła drużyna"
Li Muzi / pressfocus
Adam - Kowalczyk
Adam KowalczykDzisiaj · 13:00
Choć mundial ze względu na rozszerzoną formułę z 48 drużynami trochę ograniczył skalę sensacji w fazie grupowej, to i tak znalazły się zespoły, które już na tym etapie turnieju kompletnie dały plamę.
Spośród 16 ekip, z którymi pożegnaliśmy się przed startem fazy pucharowej, wybraliśmy cztery, które naszym zdaniem najbardziej zawiodły względem oczekiwań. Kryteria wyboru były więc dość proste.
Dalsza część tekstu pod wideo

Czechy

Równo dwie dekady czekali nasi południowi sąsiedzi, by na mundial wrócić. O tym, jaki to szmat czasu, niech świadczy fakt, że o sile ich kadry w 2006 roku stanowili Jan Koller, Milan Baros, Karel Poborsky, Tomas Rosicky, Petr Cech czy zmierzający już wówczas na drugi koniec rzeki Pavel Nedved. To było złote czeskie pokolenie, które zaledwie dwa lata wcześniej w Portugalii dotarło aż do półfinału mistrzostw Europy. Wielkie oczekiwania przed MŚ w Niemczech skończyły się jednak fiaskiem - po genialnym meczu otwarcia ze Stanami Zjednoczonymi (3:0) balonik rósł tak gwałtownie, że pękł w stylu równie spektakularnym. Po 0:2 od Ghany i 0:2 od Włoch Czechy wyleciały z turnieju już w fazie grupowej, sprawiając kibicom potężne rozczarowanie.
Nie dziwi więc, że awans na MŚ 2026 był w kraju wielkim wydarzeniem. Wydawać by się mogło, że na rozszerzonym do 48 uczestników turnieju, gdzie “Czeskim Lwom” już na start poszczęściło się w losowaniu (grupę z Meksykiem, Koreą Południową i RPA nawet na papierze można było uznać za najsłabszą na imprezie), awans z grupy powinien być obowiązkiem. Nic bardziej mylnego - podopieczni Miroslava Koubka poradzili sobie fatalnie, a część kibiców, pół-żartem, pół-serio, zestawiała ich występy z dawnymi turniejami w wykonaniu reprezentacji Polski. Mecz otwarcia? Zasłużone 1:2 z Koreą Południową i wypuszczenie z rąk prowadzenia w ostatnich 30 minutach meczu. Mecz o wszystko? Wstydliwy remis 1:1 z RPA, która wyrosła na jedną z najsłabszych ekip na turnieju. Przesądził głupio sprokurowany rzut karny wykorzystany przez Mokoenę. A na koniec bolesna porażka 0:3 z Meksykiem.
Atmosfera awansu na MŚ 2026 była przeciwieństwem tego, co widzieliśmy 20 lat temu. Czesi, aby dostać się na turniej, nie przeszli bowiem przez eliminacje - oni się przez nie prześlizgnęli. W marnym stylu zajęli drugie miejsce w grupie, przegrywając po drodze m.in. z Wyspami Owczymi. Przeczołgali się przez baraże, najpierw eliminując w rzutach karnych Irlandię, a później Danię. Grali bardzo nieatrakcyjny futbol. Analitycy Opty wyliczyli, że aż 50% (11/22) goli Czechów w eliminacjach padło po stałych fragmentach gry - wyższego wyniku nie miała żadna inna drużyna. Bronili głęboko, opierali swoją grę na fizyczności i waleczności. To zresztą pogrzebało ich na samym mundialu, bo rywale błyskawicznie byli w stanie ten styl rozszyfrować.
Teraz jesteśmy na etapie, gdzie po fatalnym występie na turnieju w reprezentacji wybiło szambo. Karierę w drużynie narodowej po mundialu zakończyło dwóch kluczowych zawodników - Patrik Schick i Tomas Holes. Szczególny szok wzbudziła decyzja gwiazdy Bayeru Leverkusen, która na karku ma dopiero 30 lat.
- Ta decyzja nie została przeze mnie podjęta impulsywnie i nie zapadła z dnia na dzień. To myśl, którą nosiłem w sobie od dłuższego czasu i nad którą długo się zastanawiałem. [...] Mam poczucie, że czeski futbol stać na znacznie, znacznie więcej, niż pokazuje w ostatnich latach. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i zmienić wiele rzeczy, które od dawna nie funkcjonują tak, jak powinny. Nie mówię tego z gniewu ani rozczarowania. Mówię to dlatego, że zależy mi na czeskiej piłce - przyznał Schick.

Szkocja

Wiadomo, że Szkocja przed turniejem trafiła do trudnej grupy. Wiadomo też, że nie była w tej grupie faworytem nawet do drugiego miejsca - problemów z Brazylią i Marokiem mógł spodziewać się każdy. Poza drużyną narodową Szkoci wysłali jednak do Ameryki Północnej kogoś jeszcze - wspaniałych kibiców. Fani “The Tartan Army” poszliby za swoją drużyną w ogień, a o ich oddaniu niech świadczy fakt, że w celu uniknięcia horrendalnych cen biletów na pociągi w Stanach Zjednoczonych, wspólnie złożyli się na wynajęcie szkolnych autobusów. Najstarsza członkini szkockiej grupy kibicowskiej, 93-letnia Moira Brown, przed meczem z Brazylią przyznała, że zamierza zostać w Stanach Zjednoczonych nawet, jeśli Szkocja przegra i nie wyjdzie z grupy. Wierzyła w awans mimo bardzo przeciętnych meczów ekipy Steve’a Clarka z Haiti i Marokiem.
Szkoccy kibice więc dowieźli, ale nie dowieźli szkoccy piłkarze, którzy od pierwszej kolejki wypadali dość mizernie. Z najsłabszym Haiti wygrali 1:0, ale ekipa z Ameryki Środkowej miała naprawdę realne szanse na urwanie punktu, patrząc na przebieg meczu. W meczu z Marokiem z kolei Szkoci nie oddali ani jednego celnego strzału, a końcowy wynik już w drugiej minucie ustalił Ismael Saibari.
Nie było lepiej też z Brazylią - wysoka porażka 0:3 wysłała Szkotów do domu. Gdy brak awansu z grupy stał się faktem, z posady po siedmiu latach pracy zrezygnował Steve Clarke. To koniec pewnej ery, bo pod wodzą 62-latka “The Tartan Army” zdecydowanie poprawiła swoje wyniki i awansowała na trzy z ostatnich czterech wielkich turniejów. Brutalne fakty są też jednak takie, że na każdej z imprez, na które się dostała, grała słabo. Być może rzeczywiście to najwyższy czas na zmiany.

Turcja

Na występy Turków podczas tegorocznego mundialu patrzyło się z wybałuszonymi oczami i kręciło głową z niedowierzaniem. Z jednej strony to drużyna o wielkim potencjale indywidualnym - dość powiedzieć, że jej trzon stanowią Hakan Calhanoglu, Kenan Yildiz i Arda Guler, którzy na co dzień grają pierwsze skrzypce w topowych klubach Europy. Z drugiej strony zaś, ta sama drużyna nie potrafi strzelić żadnego gola w dwóch meczach, mimo oddania aż 62 strzałów w stronę bramki rywali. I to rywali, którzy piłkarsko stoją na co najwyżej średnim poziomie. Porażki z Australią (0:2) i Paragwajem (0:1) były dla tureckiej reprezentacji koszmarem, szczególnie że straciła ona przez nie szansę na awans z grupy jako druga kadra na turnieju. Zaraz po Haiti.
- Normalnie coś takiego zdarza się raz na 50 meczów. W dwóch meczach padło z naszej strony ponad 60 strzałów, a o posiadaniu piłki nawet nie chcę wspominać. Naprawdę myślicie, że problem polega na braku środkowego napastnika? Jak nie wychodzi, to nie wychodzi! Jeśli ktoś z was potrafi wyjaśnić, dlaczego w piłce nożnej dzieją się takie rzeczy, to chętnie się czegoś nauczę. My próbujemy i nam nie idzie, a przeciwnik podchodzi i strzela gola już z pierwszego strzału - skarżył się na pomeczowej konferencji selekcjoner Vincenzo Montella.
W normalnych okolicznościach można by się było z Włochem zgodzić, ale ten, kto oglądał oba mecze, doskonale widział, jaki naprawdę miały one obraz. Turcja rzeczywiście bombardowała rywali strzałami, ale większość z nich oddawała w sposób niedokładny. Zawodnicy desperacko próbowali uderzać z dystansu, z rozmaitych pozycji, często bezrefleksyjnie lub w pośpiechu. Mniej więcej tak, jakby byli pod ciągłą presją. Grunt, że nie przynieśli wstydu w ostatnim starciu z USA, które mimo braku stawki było naprawdę przyjemną piłkarską ucztą. I choć zaczęło się dla Turków w najgorszy możliwy sposób (Amerykanie objęli prowadzenie już w 2. minucie), to ostateczny cios zadał Kaan Ayhan, który w ostatniej akcji meczu dał “Gwiazdom Półksiężyca” zwycięstwo 3:2.
Po honorowym zwycięstwie tureccy kadrowicze wrócili do domu z nieco lepszymi humorami, jednak nie da się ukryć, że od drużyny z takim potencjałem kadrowym powinno się oczekiwać znacznie więcej. Nad Bosforem wszyscy marzyli o ćwierćfinale, a celowali w pewny i bezproblemowy awans z grupy. I w tym drugim mieli absolutną słuszność.

Urugwaj

Bez dwóch zdań największa katastrofa, jaka ziściła się na tym mundialu. Aż dziwne, że po drugiej stronie lustra w urugwajskiej szatni nie zaczęła się ukazywać kadra Francji z MŚ 2010, prowadzona przez Raymonda Domenecha. Gdy Luis Suarez w 2024 roku wystąpił w programie DSports, tłumacząc decyzję o zakończeniu kariery reprezentacyjnej, nie omieszkał się też opowiedzieć o cyrkach, jakie działy się podczas zgrupowań urugwajskiej kadry.
- Proszę kibiców, aby nie wyładowywali się na zawodnikach, gdy coś idzie nie tak. Bielsa podzielił całą grupę ze względu na sposób, w jaki trenuje. Piłkarze kiedyś osiągną granicę wytrzymałości, wybuchną. Byli nawet koledzy z drużyny, którzy powiedzieli mi, że grają tylko w Copa America i nic więcej - zaczął.
- Wszyscy wiemy, że on nie lubi mieć do czynienia z liderami lub graczami z doświadczeniem. Musiałem milczeć z szacunku dla drużyny narodowej i ze względu na współistnienie w szatni. Nie chciałem być częścią problemu. Pracownicy z obsługi nie mogą wchodzić, witać się z nami albo z nami jeść. Wielu zawodników zorganizowało spotkanie, aby poprosić trenera chociaż o zwykłe “dzień dobry”, a on nawet się nie przywitał. Boli mnie to, przez co przechodzi reprezentacja - dodał, odsłaniając kulisy.
Podczas MŚ 2026 Urugwaj był drużyną przegniłą, sportowo nijaką i zupełnie niezasługującą na grę w dalszej fazie turnieju. W grupie z Arabią Saudyjską, Wyspami Zielonego Przylądka i Hiszpanią zajął przedostatnie miejsce, zdobył dwa punkty. Poziom rywali w fazie grupowej tylko potęguje klęskę - dla żadnej drużyny o zbliżonym do “Celeste” potencjale indywidualnym nie powinno być tu innego scenariusza niż awans. Aż trudno uwierzyć, że to ten sam zespół, o którego sile stanowią Federico Valverde, Manuel Ugarte czy Rodrigo Bentancur. Niestety, wybitna jakość indywidualna pojedynczej formacji nie była w stanie uratować całej drużyny przed blamażem - szczególnie, że zarówno ofensywa, jak i defensywa, kompletnie zawodziły. Bardzo słaby turniej zagrał Darwin Nunez, zaś z tyłu zdecydowanie największą odpowiedzialność za stracone gole poniósł bramkarz Fernando Muslera. Gdy spojrzymy sobie na wszystkie cztery bramki stracone przez Urugwaj na MŚ, to przy każdej z nich dopatrzymy się poważnego błędu golkipera Estudiantes.
Dwa remisy z wyraźnie słabszymi na papierze rywalami z Azji i Afryki to jedno, ale smutną kwintesencją tej imprezy był dla Urugwaju mecz ostatniej kolejki z Hiszpanią. Solidna pierwsza połowa, jedyny gol stracony znikąd po fatalnym “babolu” bramkarza, nerwowe zmiany (Bielsa zdjął w przerwie Muslerę, a później Valverde) i czerwona kartka po obrzydliwym wejściu Canobbio. To bolesne, ale żegnamy podopiecznych Bielsy bez żalu, jako jedną z najbardziej nijako grających drużyn tego mundialu.
***
Turniejowych zawodów było oczywiście więcej. Wspomnieć można chociażby o Korei Południowej, która w pierwszej kolejce pokonała Czechów w obiecującym stylu, jednak w pozostałych meczach nie zdobyła punktów. Drugi fatalny turniej z rzędu zaliczył z kolei Katar. Nawet jeśli większość z nas się tego spodziewała, to wciąż mówimy tu o zwycięzcach dwóch ostatnich edycji Pucharu Azji. Do reszty wyeliminowanych trudno się przyczepić - dla Haiti, Curacao, Uzbekistanu czy Iraku sam awans stanowił duży sukces, zaś wobec zespołów pokroju Tunezji, Iranu czy Nowej Zelandii nie było szczególnych oczekiwań. Tak naprawdę największy potencjał na niespodzianki i rozczarowania pojawi się dopiero w fazie pucharowej, która ruszy wraz z dzisiejszym meczem RPA z Kanadą o godzinie 21:00.

Przeczytaj również