Klub z Ligue 1 brutalnie upadł na dno. Teraz zastrzelono jego legendę

Życie ich wieloletniego prezesa, bohatera lokalnej społeczności, mogłoby posłużyć jako inspiracja dla scenarzystów dobrego filmu sensacyjnego. Dla kibiców francuskiego AC Ajaccio wydarzenia ostatnich miesięcy to jednak rzeczywistość. A ta od momentu karnej degradacji klubu i zabójstwa Alaina Orsoniego pozostaje niezmiernie brutalna.
Kiedy mowa o Korsyce, pierwsze myśli krążą najczęściej wokół Napoleona i przepięknych widoków, jakie ma do zaoferowania ta śródziemnomorska wyspa. Tymczasem jeszcze dekadę temu stanowiła również ważny ośrodek na mapie francuskiego futbolu i posiadała aż czterech przedstawicieli na dwóch najwyższych poziomach rozgrywkowych. Dziś po tamtym okresie pozostały już tylko wspomnienia. Korsykański futbol z roku na rok popada w coraz większy kryzys. Jego najnowszą odsłoną jest upadek AC Ajaccio, które po niemal 30 latach zniknęło z profesjonalnej piłki. I na domiar złego w ciągu kilku ostatnich dni straciło swoje dwie ikony. Jedną w niewiarygodnych, mrożących krew w żyłach okolicznościach.
Przeznaczenie oszukali tylko raz
O tym, że jest źle, było wiadomo już od dłuższego czasu. Chociaż Ajaccio od 1998 roku utrzymywało się na poziomie Ligue 1 lub Ligue 2, nigdy nie należało do jakichś krezusów. Zwykle nie pozwalały na to dość mocno ograniczone finanse. Korsykański zespół w całej swojej historii spędził razem 14 sezonów we francuskiej elicie. Po raz ostatni jeszcze trzy lata temu pod wodzą legendarnego Oliviera Pantaloniego, który na Stade Michel Moretti w roli trenera pracował łącznie aż 13 lat. Choć spadek po sezonie 2022/2023 był zasłużony, chyba nikt w stolicy Korsyki nie spodziewał się, że będzie początkiem końca profesjonalnej drogi klubu.
- Ajaccio zawsze dysponowało niewielkimi środkami finansowymi i nawet w Ligue 2 zwykle było jednym z klubów o najmniejszym budżecie. Tej sytuacji nie zmienił nawet powrót do francuskiej elity w 2023 roku. W najwyższej klasie rozgrywkowej to był zespół w dużej mierze oparty na tych samych zawodnikach, którzy kilka miesięcy wcześniej wywalczyli awans, może skromnie wzmocniona dwoma czy trzema zawodnikami. Brakowało jakości i odpowiednich finansów, aby pozostać na dłużej wśród najlepszych. Co nie zmienia faktu, że klub zdołał wykorzystać tamten sezon, aby poprawić infrastrukturę i zmodernizował stadion oraz boiska treningowe - opowiada nam Patrick Secchi, dziennikarz wydawanej w Ajaccio gazety Corse-Matin.
Pantaloni po spadku pozostał w klubie jeszcze przez rok. Odszedł latem 2024 roku, kiedy Direction Nationale du Controle de Gestion (DNCG), organ kontrolujący finanse we francuskiej piłce, zdegradował Ajaccio z uwagi na jego długi do Championnat National (trzeci poziom). Wtedy po odwołaniu zespół uniknął jednak stryczka. I choć za kadencji nowego trenera, Mathieu Chaberta, spisywał się słabo, to kiedy schedę po nim przejął Thierry Debes, wcześniej trener bramkarzy, wyraźnie odżył. W okresie jego pracy był czwartą siłą Ligue 2, dzięki czemu zajął w niej 12. miejsce i uniknął spadku na boisku. Wydawało się, że “ACA” z Debesem na ławce może w kolejnym sezonie powalczyć o coś więcej. I wtedy do gry znów wkroczył DNCG. Najpierw po raz kolejny zdegradował Korsykan do National, a kiedy okazało się, że problemy finansowe klubu są dużo poważniejsze, wyrzucił ich ze wszelkich rozgrywek.
- Wcześniejszy spadek z Ligue 1 był bezdyskusyjny i choć w drugoligowej rzeczywistości Ajaccio też niezbyt mogło się odnaleźć, to najgorsze działo się za kulisami. Klub pogrążał się w problemach finansowych, zadłużenie wciąż rosło, pojawiły się też oskarżenia o oszustwa. A to, przy bardzo skromnym budżecie, który nawet w momencie awansu do elity oscylował w okolicy 8,5 miliona euro, nie mogło mieć dobrych skutków. Do tego doszedł też standardowo “kontekst francuskiej piłki”, związany z obniżającymi się wpływami z praw telewizyjnych, ale to nie był ten najważniejszy czynnik prowadzący do upadku tego klubu - opowiada nam Bartek Gabryś, obserwator francuskiego futbolu.
Bez wielkich rodów nie ma kasy
Ajaccio długo próbowało uniknąć najczarniejszego scenariusza i ostatecznie nie doszło do całkowitej likwidacji. Sprawy w swoje ręce wzięli kibice, którzy nie odwrócili się od klubu i przy pomocy lokalnych firm oraz piłkarzy wychowanych w tym regionie, jak Benjamin Andre, Remy Cabella czy Vincent Marchetti, byli w stanie go uratować. Choć naprędce, to udało się zbudować dość ciekawą drużynę i zgodę na grę w Regional 2, czyli na… siódmym poziomie rozgrywkowym. W kadrze nowego zespołu nie brakuje oczywiście juniorów, ale też bardziej doświadczonych graczy o przeszłości w czerwono-białych barwach. Pod wodzą Anthony’ego Lippiniego, innego byłego gracza “ACA”, dla którego to pierwsze trenerskie przetarcie, zespół dobrze wszedł w sezon i po 11 kolejkach z 39 punktami przewodzi tabeli.
- Na przestrzeni ostatnich miesięcy klub mocno się zmienił. I choć funkcjonuje teraz jako zespół amatorski, nadal może korzystać z większości infrastruktury, która wcześniej była do jego dyspozycji, w tym z sali do ćwiczeń, gabinetów medycznych czy nawet przestrzeni do wypoczynku. Może też liczyć na pomoc ze strony kibiców oraz były zawodowych piłkarzy. Tacy gracze jak Andy Delort, Riad Nouri i Cedric Avinel są gotowi wesprzeć klub w tym ciężkim momencie i pozwolić mu jak najszybciej wrócić do dawnej formy. Wokół Ajaccio panuje obecnie prawdziwa jedność. Dla innych korsykańskich klubów nie ma znaczenia, że Ajaccio występuje obecnie jedynie w Regional 2. Fani Bastii wciąż czekają na kibiców “ACA”, kiedy ci podróżują na mecze z zespołami z północy wyspy - przyznaje Secchi.
Kibice derbowego rywala Ajaccio też nie mają zbyt wielu powodów do radości. Ich zespół aktualnie szoruje po dnie tabeli Ligue 2. Istnieje coraz większe prawdopodobieństwo, że w przyszłym sezonie Korsyka nie będzie miała przedstawiciela nie tylko w elicie, ale również na jej zapleczu, a taka sytuacja po raz ostatni miała miejsce w latach 60. To tym bardziej bolesne, że przecież jeszcze dekadę temu stosunkowo małe, bo 80-tysięczne Ajaccio było jednym z niewielu francuskich miast z dwoma profesjonalnymi klubami. Drugi z nich, czyli Gazelec, w sezonie 2015/2016 rozegrał nawet swój jedyny sezon w Ligue 1, jednak teraz gra w Championnat National 3 (piąty poziom). Ligę wyżej występuje jeszcze FC Borgo, a więc zespół powstały na bazie dawnego CA Bastia.
- Na obecny stan korsykańskiej piłki spory wpływ ma sytuacja ekonomiczna. Korsyka nie jest zamożna, a kluby dużym stopniu są finansowane przez lokalny biznes. Nie jest to skala, na którą może liczyć Stade Rennais ze strony rodziny Pinault czy Paris FC i rodzina Arnault. Mogłoby to wyglądać inaczej, gdyby pojawił się jakiś zagraniczny inwestor, ale sytuacja właścicielska Ajaccio pokazała, że droga do takiego scenariusza jest daleka. Kluby nie wypuszczają też na rynek młodych talentów na tyle regularnie, aby móc zarabiać na ich sprzedaży. I nawet jeśli chciałyby zbudować taki system, to trochę by zajęło. W takich okolicznościach nie ma przypadku, że praktycznie każdy korsykański zespół, który wszedł gdzieś wyżej w drabince francuskiej piłki, później zanotował bankructwo - tłumaczy Gabryś.
Cud albo dekada czekania
Ostatnie ciosy na kibiców Ajaccio spadły 12 stycznia. Tego dnia zmarły aż dwie ważne dla klubu postacie. O śmierci Rollanda Courbis, trenera, który w 2004 roku wprowadził klub do Ligue 1, wiemy niewiele. Za to morderstwo Alaina Orsoniego, ex-prezesa “ACA”, trafiło na pierwsze strony gazet. 71-latek został śmiertelnie postrzelony na pogrzebie własnej matki. To była już druga próba zamachu na jego życie - pierwszą, nieudaną przeżył w 2008 roku, tuż po objęciu rządów w klubie, w czasie których również doprowadził go do powrotu do Ligue 1 oraz wybudował nową bazę treningową. Dla mieszkańców Ajaccio był nie tylko działaczem piłkarskim. Zyskał u nich popularność jako założyciel Korsykańskiego Frontu Wyzwolenia Narodowego, na którego czele walczył o dużo większą autonomię dla wyspy. Oprócz zaangażowania politycznego i licznych biznesów działał też w lokalnym półświatku. Wiele wskazuje, że jego śmierć stanowi element porachunków korsykańskich gangów.
- Zabójstwo Orsoniego było ogromnym szokiem dla całej Korsyki, a informacje o nim szybko obiegły nie tylko francuskie, ale też międzynarodowe media, głównie z uwagi na okoliczności całego zajścia oraz postać byłego prezesa Ajaccio. W samym klubie oczywiście zapanowała żałoba, wiele osób nie potrafiło uwierzyć w to, co się wydarzyło. Jego śmierć nie miała natomiast większego wpływu na funkcjonowanie zespołu. Orsoni już od jakiegoś czasu nie był już formalnie z nim związany, zresztą opuścił nawet Korsykę. Aktualnie na czele klubu stoją więc zupełnie inni ludzie, którzy chcą ruszyć do przodu - opowiada Sechhi.
Następcy Orsoniego chcieliby podobnie jak on doprowadzić klub do sukcesów i sprawić, by o korsykańskiej piłce znów było głośno. O to przynajmniej w najbliższych latach może być jednak niezwykle ciężko. O ile w miarę szybko udało stworzyć się zupełnie nowy zespół, o tyle dużo więcej problemów wciąż pojawia się poza boiskiem. Aktualnie klub w dużej mierze opiera swoje finansowanie na lokalnym biznesie, co niesie za sobą pewne ograniczenia. W dodatku nadal nierozwiązana pozostaje też kwestia Stade Michel Moretti, z którego klub nie może korzystać i rozgrywa domowe spotkania na jednym z boisk bocznych. Nie sprzyja też koniunktura w całym kraju, która dotyka zwłaszcza tych mniej zamożnych ekip.
- We Francji zmagamy się z problemem spadku wpływów z tytułu praw telewizyjnych. W związku z tym mniejszym klubom - w tym również tym korsykańskim - będzie niezwykle ciężko, aby pozostać na poziomie choćby Ligue 2. Kolejny powrót do elity wydaje się w najbliższych latach w zasadzie niemożliwy. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę koszt takiego awansu. Widzimy w Europie też trend, że coraz więcej drużyn staje się częścią większych konsorcjów. Cud jest oczywiście możliwy, jak to już często bywało w przypadku korsykańskich drużyn - ale na razie jest to mało prawdopodobny scenariusz. Czuję, że na ponowną grę Ajaccio na zapleczu francuskiej elity będziemy musieli poczekać przynajmniej dekadę - podsumowuje Secchi.