Kolejny trener straci pracę w Ekstraklasie? Nie poprawił nic. "Pogrążeni w marazmie"

Kolejny trener straci pracę w Ekstraklasie? Nie poprawił nic. "Pogrążeni w marazmie"
Ireneusz Wnuk / pressfocus
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 08:40
Wieczysta zamierzała ocenić kadencję Żeljko Kopicia dopiero po przerwie reprezentacyjnej. Nikt chyba jednak nie zakładał, że dotychczasowe poczynania Chorwata będą wyglądały tak źle. A może nie powinniśmy się dziwić, biorąc pod uwagę nieustającą niefrasobliwość beniaminka.
Wieczysta ma gigantyczne możliwości finansowe, które rekompensują niedostatki w kibicach. Wojciechowi Kwietniowi udało się zbudować klub, który w ekspresowym tempie awansował do Ekstraklasy. Szkopuł w tym, że o ile I liga wybaczała wiele błędów i gorączkowych decyzji, o tyle najwyższy poziom brutalnie je weryfikuje. Nie można rywalizować w Ekstraklasie bez konkretnego planu. To znaczy można, ale w kolejnym sezonie zazwyczaj ląduje się już gdzieś indziej.
Dalsza część tekstu pod wideo
Wieczysta tymczasem stale udowadnia, że pomysłu nie ma. Zmian na ławce trenerskiej dokonuje się z myślą o bardzo konkretnym efekcie. Czasami celem nadrzędnym jest punktowanie, czasami diametralna zmiana stylu, czasami skupienie się na potencjale zespołu. Zarząd beniaminka też zakładał, że Żeljko Kopić poprawi sytuację po kilku meczach Kazimierza Moskala. Niestety dla Krakowian - oczekiwania swoje, rzeczywistość swoje.
Niby głupio wyciągać wnioski na podstawie czterech meczów, ale przecież tyle właśnie dostał Moskal po awansie do Ekstraklasy. Ba, jeszcze przed spotkaniem z Cracovią wiedział, że wkrótce zostanie zwolniony, o czym Sławomir Peszko mimochodem powiedział w Lidze+Extra na antenie CANAL+. Skoro więc Moskala rozliczono tak bezwzględnie, dlaczego nie zrobić tego z Kopiciem? Zwłaszcza, że Chorwat punktuje jeszcze gorzej, a zespół nie wykonał kroku do przodu pod niemal żadnym względem.
Na wstępie trzeba zaznaczyć, że Wieczysta Moskala wyglądała słabo. W meczach z Radomiakiem, Lechem, Piastem i Cracovią stworzyła łącznie 13 sytuacji. Skromny wynik, biorąc pod uwagę, że rywalizowała z Radomiakiem pogrążonym w problemach przedsezonowych (Tomasz Kaczmarek zapowiadał, że zespół potrzebuje jeszcze kilku tygodni, aby zacząć optymalnie funkcjonować) oraz Piastem, który w tamtym momencie nie znalazł jeszcze odpowiedzi na niefunkcjonującą defensywę, czego dowód stanowiła zresztą potyczka z Wieczystą, kiedy Gliwiczanie zeszli z boiska na tarczy (3:4).
Sam beniaminek też miał niebagatelne problemy w tyłach, zawodził (i zawodzi) choćby Antonio Milić, sprowadzony z myślą o liderowaniu pierwszej linii. W efekcie Wieczysta pozwoliła rywalom na skumulowanie 7,39 xGA i straciła osiem bramek, co, jak widać, nie wzięło się z niczego. Jedynie we wspomnianym już spotkaniu z Piastem Krakowianie wypracowali xG wyższe niż rywale.
Nawet w tak prozaicznej statystyce jak sprinty i ogólny dystans pokonany podczas spotkania beniaminek się nie wyróżniał. Nieznacznie, ale jednak ustępował większości ligowej stawki. Wyjątkiem, w dodatku negatywnym, derby z Cracovią, kiedy podopieczni Moskala nie pokonali nawet 98 kilometrów. Dostosowali się w tym względzie do "Pasów", a koniec końców przegrali (2:3), co ostatecznie zakończyło rządy 59-latka. W pewnym sensie i tak pracował on długo - Kwiecień ufał bardziej jedynie Przemysławowi Cecherzowi, Franciszkowi Smudzie i Sławomirowi Peszce, chociaż należy pamiętać, że funkcjonowali w zupełnie innych realiach ligowych. Na niższych poziomach Wieczysta pozostawała hegemonem, od I ligi zaczęły się problemy.
Istniały więc powody, aby rozważyć zakończenie współpracy z Moskalem, tym bardziej, że jego średnia punktowa w Ekstraklasie nigdy nie powalała (1,02 w 138 meczach). Obawiano się powtórzenia sytuacji choćby z ŁKS-u, kiedy zespół potrafił wyglądać ciekawie - nawet jeśli w dużej mierze ograniczało się do wysokiego posiadania piłki - ale za nic w świecie nie zdobywał punktów. Problem w tym, że następca Moskala wygląda tak źle, że istnieje przekonanie graniczące z pewnością, iż 59-latek wypadłby lepiej. Że w tym momencie Wieczysta miałaby na koncie więcej punktów, a nade wszystko nie odpadła z Pucharu Polski.
Kopić ma za sobą trzy mecze w Ekstraklasie i jeden w Pucharze. Droga na Stadion Narodowy zakończyła się na drugoligowej Avii Świdnik (1:3). Wczesna runda PP była ostatnią dla wielu zespołów z elity, ale o ile Pogoń, Wisła czy Legia zdołały się szybko całkiem nieźle zrehabilitować, o tyle Wieczysta pozostaje pogrążona w marazmie. Problemy Moskala nie zostały rozwiązane przez Kopicia. Realną poprawę widać w bardzo wąskiej grupie statystyk.
Z Wisłą, Zagłębiem i Pogonią beniaminek nadal biegał około 100 km na mecz. Ani razu nie miał wyższego xG niż przeciwnik. Potencjalny dorobek strzelecki rywali wynosi średnio 1,54, za Moskala było to 1,84. Wieczysta tworzy raptem 1,66 okazji na spotkanie, za Moskala było 3,25. Najbardziej symptomatycznie wygląda potyczka z Zagłębiem Lubin, kiedy cofniętych "Miedziowych" nijak nie udało się złamać i dopiero gol w końcówce uratował remis (1:1).
Wyraźnie poprawiła się liczba podań, chociaż trudno to traktować jako argument przemawiający za pozytywną oceną pracy Kopicia. Wieczysta po prostu podaje więcej, ale, jako się rzekło, nie kreuje. Postawiła na mniej bezpośrednie granie. Rozprowadzanie piłki po obwodzie, widoczne choćby z Zagłębiem, prowadzi przede wszystkim do frustracji nielicznej grupy kibiców ciągle przybywającej na spotkania beniaminka. Z "Miedziowymi" dziewięciu z 11 podstawowych zawodników miało średnią pozycję na połowie rywala (w drugą stronę był to jedynie Marcel Reguła), a mimo tego nie potrafiono zagęścić rywalizacji w "szesnastce". Wieczysta miała 43 kontakty z piłką w polu karnym Lubinian, co doprowadziło do realnie trzech groźnych strzałów. Z Pogonią jeszcze gorzej, najlepszą okazję stanowiła próba z dystansu podjęta przez Tobiasa Christensena.
Być może Wieczysta nagle ozdrowieje a poczynione inwestycje - na czele ze sprowadzoymi Mateuszem Kochalskim i Efthymiosem Koulourisem - zostaną odpowiednio wykorzystane przez Kopicia. Na ten moment nic jednak na to nie wskazuje, a posada Chorwata już teraz jest jedną z najbardziej zagrożonych w Ekstraklasie. Jeśli przegra z Widzewem Łódź Mateusza Stolarskiego, któremu po raptem dwóch treningach udało się zasygnalizować nowy model taktyczny, jego krzesełko zostanie rozgrzane do czerwoności. Kompromitacja może zaś sprawić, że Peszko będzie szukał trzeciego trenera po dwóch miesiącach sezonu.

Dyskusja

Przeczytaj również