Kolejny wielki transfer Realu! Uprzedzili Barcelonę. "Piłkarz od wszystkiego"

Kolejny wielki transfer Realu! Uprzedzili Barcelonę. "Piłkarz od wszystkiego"
charnsitr / shutterstock
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 15:30
Okienko transferowe jeszcze oficjalnie się nie rozpoczęło, ale Real Madryt już wyrasta na króla polowania. “Los Blancos” w okazyjnych cenach ściągają zawodników, którzy powinni wznieść drużynę na znacznie wyższy poziom. Szczególnie jeden ruch może imponować.
Real Madryt potrzebował impulsu po dwóch nieudanych sezonach, w których nie udało się zapełnić gabloty. Florentino Perez postanowił sam zapewnić sobie dodatkowy bodziec, zwołując przedwczesne wybory, w których pokonał Enrique Riquelme. 37-letni biznesmen próbował nawiązać ciekawą walkę, obiecywał Erlinga Haalanda, Juergena Kloppa i inne cuda, ale koniec końców nie miał realnych szans na pokonanie legendarnego działacza. A niezmiennie panujący prezes postanowił szybko zacząć spełniać obietnice wyborcze.
Dalsza część tekstu pod wideo
Miał być Jose Mourinho i jest. Miały być topowe transfery et voilà. Kariery na Santiago Bernabeu będą kontynuować Denzel Dumfries, Ibrahima Konate, Bernardo Silva i Marc Cucurella. Patrząc na te ruchy, można łatwo zauważyć, że klub wyciągnął wnioski z poprzedniego roku. Wtedy wydano ponad 160 mln euro na Deana Huijsena, Alvaro Carrerasa, Franco Mastantuono i Trenta Alexandra-Arnolda. W większości byli to młodzi zawodnicy po jednym, maksymalnie dwóch udanych sezonach i to w klubach ze znacznie niższej półki. Z tego grona za pewniaka mógł uchodzić jedynie Anglik, który faktycznie okazał się największym wzmocnieniem. Reszta na razie miała w Madrycie co najwyżej momenty i nawet nie wiadomo, czy pozostanie w klubie na kolejny rok. Potwierdziło się, że życie to nie gra na konsoli, gdzie masowe ściąganie zawodników z wysokim potencjałem jest gwarantem sukcesu. W rzeczywistości kluby potrzebują też bardziej doświadczonych weteranów.

Nie do zdarcia

Potwierdzone już zakontraktowanie Bernardo Silvy to mistrzowski ruch Realu. Nie przez przypadek o 31-latka do niedawna rywalizowały Barcelona I Atletico. Prawie każdy topowy klub chętnie przyjąłby pomocnika, który od wielu sezonów nie schodzi poniżej pewnego poziomu. A poprzeczkę ma zawieszoną bardzo wysoko. Manchester City co roku wydaje przecież setki milionów funtów, ściąga jedną gwiazdę za drugą. Jednak przez prawie dekadę nie znalazł się nikt, kto mógłby wygryźć Portugalczyka z pierwszego składu.
- Jest jedno uczucie, którym darzę Bernardo. Wdzięczność. Mogę tylko podziękować za wszystko, co zrobił dla tego klubu, co robił w każdym meczu przez ostatnich dziewięć lat. Nie ma szans, żeby ten okres był tak wspaniały bez jego udziału. On udowadnia, że gra w piłkę zaczyna się w głowie, a dopiero później liczą się nogi. Ten facet nie jest najszybszy, ale najszybciej myśli. To wyjątkowy zawodnik. Gdziekolwiek trafi, drużyna ta będzie miała z niego ogromną pociechę - mówił Guardiola w kwietniu.
Do największych zalet Silvy można zaliczyć jakość, brylantową technikę, ale trzeba też zwrócić uwagę na dostępność. Coś nie tak wcale oczywistego, ale kluczowego we współczesnych realiach, gdzie meczów jest coraz więcej, a kluby potrafią zamieniać się w prawdziwe szpitale. Tymczasem wychowanek Benfiki jest wyjątkowym okazem zdrowia. W ciągu dziewięciu lat w City rozegrał 460 meczów, a ominął tylko 11 z powodu urazów. Nigdy nie pauzował dłużej niż trzy tygodnie. To są chore liczby, biorąc pod uwagę styl pomocnika i intensywność, która zawsze wyróżnia ekipy prowadzone przez Guardiolę.
Bernardo czasami przypomina nie człowieka, a samochodzik podłączony do niewyczerpalnego źródła energii. W ostatniej edycji Ligi Mistrzów pokonywał średnio 12,2 kilometra w każdym meczu. Byłby to zdecydowanie najlepszy wynik w porównaniu ze wszystkimi piłkarzami Realu. W Premier League rozegrał komplet 38 spotkań, z czego w 34 grał od pierwszej minuty. Ściągnięcie takiego zawodnika za kilkanaście milionów euro, nawet wiedząc, że ma już 31 lat, byłoby promocją. Pozyskanie go na zasadzie wolnego transferu to kradzież w biały dzień.
- Ludzie patrzą na Bernardo i widzą klasowego sportowca, ale nie zdają sobie sprawy z tego, że to jedna z najnormalniejszych osób, jakie poznałem. On nie dba o przepych, luksusy i takie rzeczy. To skromny, pokorny i inteligentny facet. Mogę go nazwać bardzo dobrym przyjacielem - powiedział Ilkay Guendogan dla The Times. - W przypadku Silvy można mówić o trofeach, sukcesach, ale ja najlepiej zapamiętam jego pierwsze treningi w City. Nie dało się zabrać mu piłki w żaden sposób. Poruszał się jak Messi, bawił się z nami - wspominał Phil Foden. - To na pewno jeden z trzech najlepszych piłkarzy, z jakim grałem. Definicja słowa “lider”. Każda drużyna potrzebuje kogoś, kto będzie takim wsparciem dla całej reszty. On daje przykład. Naprawdę smutno mi, że już odchodzi - dodał Marc Guehi, cytowany przez Manchester Evening News.

Nowe szaty króla

Ostatni sezon dobitnie pokazał, że Silvę wciąż stać na wielkie granie. Pewnie, że nie był liderem City pod względem bramek i asyst, ponieważ jego zdobycze w klasyfikacji kanadyjskiej nigdy nie były najbardziej okazałe. Ale w wielu spotkaniach to on nadawał ton całej ekipie “Obywateli”. Wystarczy przypomnieć kwietniowe starcie z Arsenalem, kiedy wspiął się na absolutne wyżyny. Z jednej strony wygrał pięć pojedynków, utrzymał celność zagrań na poziomie 90%, miał 16 podań w ofensywną tercję, a z drugiej harował w obronie niczym rasowa “szóstka”. Był wszędzie i robił wszystko.
Pod względem charakterystyki gry Portugalczyk idealnie wpisuje się w potrzeby Realu. W pomocy “Los Blancos” brakowało klasycznego rozgrywającego, który nie bałby się ubrudzić rąk w defensywie. Kiedyś na piłkarza w tym stylu zapowiadał się Eduardo Camavinga, ale jego rozwój stanął w miejscu. Fede Valverde odziedziczył numer “8” po Tonim Kroosie, jednak nie przejął po nim umiejętności dyktowania tempa gry. Arda Guler jest wybornym kreatorem, ale nie słynie ze szczególnie skutecznej pracy w obronie. Aurelien Tchouameni to też zupełnie inny profil piłkarza. Patrząc na samą charakterystykę graczy Realu, najbliżej Bernardo można by umieścić Thiago Pitarcha i Daniego Ceballosa. Jednak tu mówimy już nie o różnicy, a przepaści pod względem samego poziomu. Właśnie dlatego Jose Mourinho miał tak mocno zabiegać o swojego rodaka.
- Mourinho chce, aby jego piłkarze wyróżniali się charakterem, mentalnością i wolą zwycięstwa. Dlatego jedną z pierwszych próśb trenera był Bernardo Silva. Zabiegali o niego włodarze Atletico i Barcelony, ale Real wkroczył do akcji i przekonał zawodnika do zaakceptowania oferty. Jego transfer to wyraźne życzenie trenera - opisał Jose Felix Diaz z dziennika AS.

Jakość w cenie

Real do niedawna sztywno trzymał się polityki zakładającej, że zawodnicy powyżej 30-tki mogą podpisywać maksymalnie roczne umowy. Klub nie stosował wyjątków, nawet najwięksi pokroju Toniego Kroosa czy Luki Modricia, kiedy już osiągnęli dany wiek, musieli przedłużać kontrakty co rok. “Los Blancos” oczywiście chcieli w ten sposób uniknąć sytuacji, kiedy weteran ma już za sobą najlepsze lata, ale “zalega” w klubie na wieloletniej umowie. W pewnym momencie Madrytczycy w ogóle ograniczyli transfery doświadczonych zawodników, wierząc, że oda do młodości będzie przepisem na sukces. Taki styl budowania kadry odbił się czkawką. Huijsen, Carreras czy Mastantuono bez wątpienia dysponują ogromnym potencjałem, może za kilka lat staną się światową czołówką na swoich pozycjach. Ale to jeszcze nie jest ich moment.
Współczesna piłka sprzyja długowieczności, a zawodnicy zaawansowani wiekowo nie muszą wcale odstawać od młodszych konkurentów. Real znów to pojął, o czym świadczą ostatnie transfery Bernardo (kontrakt dwa plus jeden) i Dumfriesa (czteroletnia umowa). Obaj są po 30-tce, ale zdają się zupełnie nie przejmować metryką. Holender błysnął klasą rok temu, kiedy brał udział przy aż pięciu bramkach w półfinałowym dwumeczu z Barceloną. W dwóch ostatnich sezonach łącznie wykręcił 24 G/A. “Królewscy” nie mogli znaleźć lepszego konkurenta dla Trenta.
Błyskawicznie sfinalizowany transfer Cucurelli tylko potwierdził, że Real szuka pewności i doświadczenia. A tym 27-latek dysponuje aż w nadmiarze. Ostatni sezon w Chelsea może nie był najlepszy, ale choćby w listopadzie Hiszpan potrafił kompletnie wyłączyć z gry Lamine’a Yamala w wygranym 3:0 starciu na Stamford Bridge. W 2024 roku był kluczowym elementem Hiszpanii zgarniającej mistrzostwo Europy. Teraz “La Roja” z nim w składzie spróbuje wygrać mundial. Wychowanek La Masii powinien stanowić ogromny skok jakościowy względem Carrerasa.
- Wielu ludzi z Barcelony i Atletico nie chciało, żeby Florentino wygrał wybory. A to dlatego, że on zgarnia trofea i ściąga topowych piłkarzy. To właśnie robi. To najlepszy prezes klubu, jakiego można sobie wymarzyć - powiedział Roberto Carlos dla La Revuelta.
Ostatnie dwa lata delikatnie naruszyły niemal nieskazitelny wizerunek Florentino Pereza. Trudno było nie obwiniać go w jakimś stopniu za wyraźny regres drużyny, która powinna aspirować do wygrywania każdych rozgrywek. Zdaje się, że 79-latek zrozumiał popełnione błędy, wyciągnął z nich wnioski i zaczął budować kadrę Realu na nową modłę. Już bez przesadnego skupiania się na przedziale wiekowym 18-22. Dobrze jest czasem ściągnąć młodą gwiazdę, uprzedzić konkurencję i szybko wyhaczyć zawodnika, który za kilka sezonów może stać się topowy. Ale nie da się oprzeć kadry na samych “wonderkidach”.
Potrzebny jest balans i brak strachu przed inwestycją w nestorów piłki. Oczywiście, że taki Bernardo Silva znajduje się bliżej końca kariery niż jej początku. Ale zdobyty przez niego bagaż doświadczeń może stanowić podwaliny pod przyszłe sukcesy. Real przestał brać koty w worku. Teraz stawia na doświadczone kocury, które jeszcze nie powiedziały ostatniego słowa w wielkiej piłce.

Przeczytaj również