Kolosalny błąd Flicka. Barcelona może słono zapłacić
Jeśli prosisz się o kłopoty, to w końcu je znajdziesz. FC Barcelona zbyt długo ryzykowała zdrowiem Lamine’a Yamala. Organizm 18-latka w końcu musiał się zbuntować.
Pyrrusowe zwycięstwo. To wyrażenie nasuwało się po wygranej Barcelony 1:0 nad Celtą Vigo. Katalończycy zapłacili za komplet punktów prawdopodobnie najwyższą możliwą cenę. Stracili Lamine’a Yamala, swojego bezdyskusyjnie najlepszego piłkarza, który wykorzystał rzut karny, po czym zgłosił kontuzję. Badania wykazały uraz mięśnia dwugłowego uda w lewej nodze, w oficjalnym komunikacie potwierdzono, że prawoskrzydłowy już nie zagra w tym sezonie klubowym. Będzie robił wszystko, aby zdążyć na mistrzostwa świata, które Hiszpania rozpocznie 15 czerwca od meczu z Wyspami Zielonego Przylądka.
- Boli mnie to, że nie będę mógł walczyć ramię w ramię z kolegami z drużyny. Boli, że nie mogę pomóc, kiedy zespół mnie potrzebuje. Będę jednak wspierał i motywował naszą ekipę. To nie jest żaden koniec, to tylko przerwa. Wrócę silniejszy niż wcześniej - skomentował w mediach społecznościowych.
Między potrzebą a rozsądkiem
Yamal od początku kariery jest eksploatowany do granic możliwości. Stacja ESPN wyliczyła, że przed 18. urodzinami rozegrał aż 8158 minut. To znacznie większa liczba w porównaniu nawet z innymi piłkarzami, którzy bardzo szybko zaczęli regularnie grać na wysokim poziomie. Na tym samym etapie kariery Jude Bellingham miał w nogach 6216 minut, Gavi 4195, a Pedri 3811. Lamine rozegrał w Barcelonie już 152 meczów. Dla porównania, Leo Messi osiągnął tyle niedługo przed 22. urodzinami. “Dziesiątka” Barcelony stała się prawdziwym stachanowcem.
Łatwo zrozumieć, dlaczego 18-latek gra tak wiele. Bo po prostu jest zbyt dobry. To ten typ piłkarza, którego zawsze chcesz widzieć na murawie, aby podziwiać jego rajdy, dryblingi i efektowne zagrania trivelą. “Barca” z Yamalem i bez niego to właściwie dwie różne drużyny, zatem naturalnym jest, że przy praktycznie każdej okazji Hansi Flick posyłał go w bój. W tym wszystkim zabrakło jednak umiaru.
Lamine pod wodzą obecnego trenera rozegrał równo 100 meczów, spędzając na boisku 8255 minut. W tym sezonie jest najczęściej grającym zawodnikiem Barcelony, w poprzednim minimalnie przegrał z Pedrim i Raphinhą. Dodajmy, że pomocnik i lewoskrzydłowy w ostatnich miesiącach też nie należą do okazów zdrowia. Występy od pierwszej do ostatniej minuty przy tak intensywnym stylu gry prędzej czy później musiały odbić się czkawką. W poprzednich rozgrywkach “Blaugrana” miała szczęście, ponieważ większość liderów unikała urazów. Nie da się jednak w nieskończoność oszukiwać przeznaczenia.
Można mieć pretensje do Flicka za to, w jaki sposób zarządzał minutami Yamala. W ostatnich miesiącach było bowiem co najmniej kilka okazji na to, aby “zluzować” tego piłkarza, dać mu chwilę oddechu, przetestować inne rozwiązania. Wystarczy przypomnieć, że skrzydłowy grał do końca nawet we wcześnie rozstrzygniętych meczach, jak np. z Athletikiem (4:0), Betisem (5:1 po godzinie gry) czy Newcastle (7:2). Spędził na murawie komplet minut nawet w pucharowych potyczkach z Guadalajarą, Racingiem Santander i Albacete. Naprawdę trudno wyobrazić sobie lepsze okazje do odesłania liderów na ławkę i postawienia na nominalnych rezerwowych. Tymczasem Lamine grał prawie wszystko i wszędzie. Wydawało się, że tylko kwestie zdrowotne mogą wpłynąć na ewentualną zmianę. I feralna kontuzja niestety faktycznie się przytrafiła.
Starcie charakterów
- Musimy odpowiednio zarządzać minutami Lamine’a. Wiem, że w tej chwili cieszy się piłką i to jest najważniejsze. Zapytałem go, czy chce zmiany, ale powiedział, że woli dalej grać. Pierwsza połowa w jego wykonaniu nie była najlepsza, ale zachował energię na drugą, w której strzelił gola. To fantastyczny zawodnik - mówił Flick w lutym po zwycięstwie nad Mallorcą.
Za słowami nie poszły czyny. Od tamtego momentu Yamal najwięcej relaksu otrzymał podczas zgrupowania, kiedy zaliczył 109 minut w dwóch spotkaniach. W Barcelonie nadal prawie zawsze grał od deski do deski. Wyjątkiem był mecz z Sevillą w połowie marca, kiedy wyjątkowo został na ławce. Co ciekawe, “Blaugrana” bez swojego lidera odniosła wówczas spokojne zwycięstwo 5:2 pokazując, że inni zawodnicy potrafią wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności. Trener nie decydował się jednak później na rezygnowanie z “dziesiątki”.
Można zrozumieć Flicka, patrząc na zachowania Yamala podczas zmian. Kiedy raz na kilka tygodni był ściągany przed ostatnim gwizdkiem, reagował bardzo negatywnie. Dąsał się, wyglądał na obrażonego, całym sobą okazywał niezadowolenie. Ewidentnie to ten typ piłkarza, który chciałby grać zawsze. Nie podoba mu się siedzenie na ławce, gdzie nie ma żadnego wpływu na przebieg meczu. On chce być w centrum wydarzeń, z piłką przy lewej stopie i możliwością kierowania ofensywnymi poczynaniami zespołu.
Trzeba jednak podkreślić, że do obowiązków Flicka należy też zarządzanie tego typu sprawami. Piłkarz, bez znaczenia jak dobry, może się wściekać, pomstować, ale decyzja trenera jest święta. Zwłaszcza, że obu stronom zależy na tym samym, czyli dobru drużyny. Tymczasem przez bardzo długi czas podchodzono do tego lekką ręką, godząc się, aby Yamal bił rekordy rozegranych minut. Nie wyciągnięto żadnych wniosków ze sposobu prowadzenia Pedriego, który w pierwszym sezonie na Camp Nou został, brutalnie mówiąc, zajechany, rozgrywając ponad 50 meczów w klubie i jeszcze 12 na EURO oraz igrzyskach. Przez kilka następnych lat Kanaryjczyk regularnie wypadał z kontuzjami mięśniowymi, ponieważ jego organizm po prostu nie dawał rady. Wszyscy w mieście Gaudiego mają nadzieję, że sytuacja Lamine’a będzie inna i nie stanie się on stałym bywalcem gabinetów lekarskich.
Zastąpić niezastąpionego
Ze zbyt dużym obciążeniem 18-latka wiąże się jeszcze jedna wada. Barcelona w tym momencie nie ma żadnego gotowego zastępcy. Flick przez prawie cały ten sezon nie szukał bowiem alternatyw. Roony Bardghji dostawał pojedyncze szanse i nawet jeśli je wykorzystywał, rozgrywając dobre mecze z Betisem czy Athletikiem, to później i tak posłusznie wracał na ławkę. Przed kontuzją Yamala Szwed nie rozegrał ani minuty w ośmiu z poprzednich spotkań. Teraz z braku laku zawodnik kompletnie pozbawiony rytmu meczowego musi być pierwszym wyborem na prawym skrzydle. Ten brak ogrania jest widoczny. Reprezentant Szwecji w ostatnim spotkaniu z Getafe prezentował się słabo, posyłał mnóstwo niedokładnych dośrodkowań, nie wyróżnił się niczym pozytywnym. Barcelona i tak wygrała na Coliseum, jest dosłownie o krok od obrony mistrzostwa, ale musi jednocześnie patrzeć na horyzont wykraczający poza ten sezon.
- Test dla Barcelony w kwestii “Laminedependencii”. Zespół w tym sezonie był zależny od swojej największej gwiazdy, co jest całkowicie naturalne w przypadku takiej skali talentu. Teraz wyzwaniem dla Flicka będzie próba zminimalizowania braku “dziesiątki” w ostatnich kolejkach, kiedy losy tytułu nie są jeszcze matematycznie rozstrzygnięte. Jego zastępcą może być Bardghji, jednak pojawiają się wątpliwości, czy jest gotowy do regularnej gry w pierwszym składzie - opisał Xavi Torres z katalońskiego Sportu.
Kolejna kwestia dotyczy tego, że uraz mięśnia dwugłowego bywa bardzo zdradliwy. Według doniesień Yamal powinien wrócić na murawę za niecałe dwa miesiące, ale to nie musi oznaczać końca problemów. Zawodnicy opierający grę na dynamice, zrywach, licznych sprintach, znajdują się w podwyższonej grupie ryzyka, jeśli chodzi o szanse na nawrót kontuzji. Przekonał się o tym Raphinha, który w tym sezonie przegapił już 23 mecze właśnie z powodu tej dolegliwości.
- W przypadku tej kontuzji wskaźnik nawrotów wynosi około 30%. Trzeba zachować szczególną ostrożność, sporządzając plan rekonwalescencji. Nawet podczas mistrzostw świata nie powinno się podejmować żadnego ryzyka - podkreślił na antenie Cadena Ser dr Pedro Luis Ripoll, specjalista medycyny sportowej.
Pozostaje wierzyć, że z całej sytuacji wyniknie jednak coś pozytywnego. Barcelona powinna zrozumieć, że młode talenty trzeba rozwijać, wprowadzać do drużyny, a następnie należycie o nie dbać. Nastolatkowie mogą przerastać konkurentów, być w światowej czołówce na swoich pozycjach, ale nie należy wystawiać ich w każdym meczu. Od pierwszego do ostatniego gwizdka, a właściwie do upadłego. Pewnie, że kłopoty zdrowotne są częścią sportu i nawet najbardziej rozsądne zarządzanie wysiłkiem nie gwarantuje uniknięcia kontuzji. Jednak przykłady Gaviego czy Pedriego dobitnie pokazują, że eksploatacja na wczesnym etapie kariery znacznie zwiększa szanse na przejście gehenny związanej z nieustannymi urazami. Oby Yamal nie był następny.