Kompletny dramat mistrza świata. To znowu się stało. "Pora odpuścić"

W życiu większości sportowców przychodzi taki moment, kiedy organizm odmawia posłuszeństwa. Możesz wygrać mecz o mistrzostwo świata, ale przegrać z własnym zdrowiem. Na własnej skórze przekonuje się o tym Paulo Dybala.
Gehenna. Dokładnie to przeżywa Paulo Dybala w ostatnich tygodniach. 25 stycznia Argentyńczyk po raz ostatni pojawił się na murawie. Rozegrał wówczas solidny mecz z Milanem, po czym zgłosił problem z kolanem. Początkowo miał to być bardziej dyskomfort niż kontuzja. 32-latek nie grał, ale starał się trenować z całym zespołem. Na początku marca ból w kolanie się pogłębił. Badania wykazały uraz łąkotki i konieczność przeprowadzenia artroskopii. Wszechstronny napastnik, jeśli w ogóle wróci do gry w tym sezonie, to raczej pod sam koniec. Epilog jego przygody w Wiecznym Mieście nie będzie przykładem szczęśliwego zakończenia.
Ave Paulo
Latem 2022 roku Dybala został bohaterem dość głośnego ruchu. Juventus nie chciał spełnić wysokich oczekiwań finansowych piłkarza, więc ten na zasadzie wolnego transferu wzmocnił ligowego rywala. Do Rzymu wkroczył niczym triumfujący imperator. Pod Koloseum witały go wiwatujące tłumy, w ciągu pierwszej doby po ogłoszeniu transferu sprzedano ponad 100 tysięcy koszulek z nazwiskiem gwiazdora. On sam dobrze wiedział, jak wkupić się w łaski kibiców. Na każdym kroku podkreślał miłość do Rzymu, przyznał, że jego ulubionym filmem jest Gladiator. W końcu sam mógł poczuć się jak Maximus.
- Czuję się świetnie w Rzymie. Jestem oczywiście Argentyńczykiem, ale tutaj odnalazłem swój drugi dom. Kibice są niesamowici, szaleni na punkcie futbolu. Nie wiem, jak długo zostanę we Włoszech, ale cieszę się w pełni każdą spędzoną chwilą - opowiedział na kanale Agustina Creevy'ego.
Pierwszy sezon na Stadio Olimpico? Bajka. Rozegrał wówczas 38 meczów, notując 18 goli i osiem asyst. Brał udział przy bramce średnio co 98 minut. Był integralną częścią drużyny, która dotarła do finału Ligi Europy. W decydującym meczu z Sevillą trafił nawet do siatki, ale ostatecznie to Andaluzyjczycy zwyciężyli po serii karnych. Mimo wszystko Argentyńczyk kończył tamtą kampanię z poczuciem solidnego wykonania roboty. Widząc kolejne efektowne popisy Dybali, włodarze Juventusu pewnie chociaż raz mogli żałować decyzji o wypuszczeniu piłkarza tego formatu.
- Paulo to wyjątkowy piłkarz. Chwalicie go, kiedy strzela i asystuje, ale on robi różnicę w każdym meczu. Czuje miłość kibiców, jest doceniany i może pokazywać najlepszą wersję siebie. Zasługuje na wszystkie pochwały - podkreślał Jose Mourinho, kiedy prowadził Romę. - Uwielbiam Paulo, bo ma umiejętność dostarczania drużynie różnych rozwiązań. Dysponuje wyjątkową wyobraźnią i kreatywnością. Wszyscy wiemy też, jaką ma lewą nogę. To piłkarz idealny - chwalił Luciano Spalletti.
Czysta jakość Dybali jest niepowtarzalna. Wystarczy obejrzeć jego dowolny mecz, aby dostrzec gigantyczną klasę, technikę, idealnie ułożoną lewą nogę. Ostatnio dobrze opisał to Jan Ziółkowski na kanale Łączy nas piłka. Argentyńczyk to gracz, któremu jako rywal nie możesz pozwolić opanować piłki. Jeśli to zrobisz, jesteś zgubiony.
- Dybala? Przekot. Szkoda, bo kontuzje go trapią, ale piłkarsko to jest nienaganna technika. Zawodnik na ogromnym poziomie, zrobił na mnie ogromne wrażenie. Czasami na treningach nawet nie wkłada siły w strzały, tylko sobie podcina, uderza, gdzie tylko chce. Drybling? Jak leci do niego piłka, to jedyna opcja odbioru jest, jak wyprzedzisz go czy naciśniesz. Jak już opanuje piłkę, to jest koniec - powiedział Ziółkowski.
Zobaczyć Rzym i umrzeć
Pomimo niepodważalnego talentu, można odnieść wrażenie, że Dybala nie wykorzystał w pełni potencjału. Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Głównym powodem są przewlekłe problemy zdrowotne, które nie zaczęły się wczoraj i nie skończą jutro. Już w Juventusie dał się poznać jako zawodnik, na którego nie zawsze możesz liczyć. Nie doznawał długich kontuzji, ale często wypadał z mięśniówkami na dwa-tygodnie. W Rzymie niestety nie znaleźli remedium na jego problemy.
- Paulo to zawodnik najwyższej klasy, ale patrząc w przyszłość, trzeba ocenić, jakie cele wyznacza sobie klub. Gdybym był trenerem, zastanowiłbym się nad tym, co zrobić z zawodnikiem, który gra 15 meczów rocznie. Jeśli piłkarz jest dostępny w jednej trzeciej meczów, to trzeba się nad tym zastanowić - powiedział Francesco Totti w 2024 roku.
Chociaż trudno w to uwierzyć, sezon 2017/18 był ostatnim, w którym Dybala przekroczył granicę 3000 rozegranych minut. To naprawdę niepokojąca statystyka, biorąc pod uwagę, że prawie zawsze Juventus i Roma rywalizowały na trzech frontach. Organizm napastnika nie wytrzymuje jednak takich obciążeń. W pierwszych dwóch sezonach w Romie uszkadzał mięśnie uda i przywodzicieli, a do tego miał problemy z kostką. Poprzednie rozgrywki zakończył już w marcu, ponieważ zerwał ścięgno w lewej nodze.
- Kontuzje to trudny moment. Czujesz, że nie możesz nic zrobić, nie możesz pomóc drużynie. Zawsze chcę być do dyspozycji trenera, aby wnieść swój wkład w zespół. Teraz będę miał czas, aby jak najlepiej zregenerować się i przygotować do kolejnego sezonu. Szkoda, bo wypadłem z gry w momencie, kiedy czułem się bardzo dobrze. Będę musiał zacząć od nowa, ale to nie pierwsza taka sytuacja w karierze. Nie chcę za dużo myśleć o tym, co się stało. Skupiam się tylko na przyszłości - przyznał dla Sportmediaset pod koniec sezonu 2024/25.
Latem Dybala przyznał, że treningi w Romie jeszcze nigdy nie były tak ciężkie, jak po przybyciu Gian Piero Gasperiniego. Nowy trener od razu wprowadził znany dla siebie rygor. U tego szkoleniowca nie ma półśrodków, albo wyplujesz płuca, albo nie jesteś potrzebny drużynie. I niestety Argentyńczyk przestał być niezbędnym elementem “Giallorossich”. Kolejne urazy nie tylko zabrały mu czas, ale też wpłynęły negatywnie na dyspozycję sportową. W tym sezonie strzelił tylko trzy gole w 22 występach. W listopadzie zmarnował karnego z Milanem, a na domiar złego doznał kontuzji przy oddaniu strzału. Przykro się na to patrzyło.
Ten rok w wykonaniu Dybali jest naznaczony uszkodzonym kolanem. Początkowo piłkarz zacisnął zęby i zdecydował się na leczenie zachowawcze. Nieustępujący ból zmusił go jednak do poddania się operacji. 6 marca prof. Paolo Mariani wykonał zabieg oczyszczenia lewego kolana. Wstępne diagnozy zakładają pięciotygodniową absencję. We włoskich mediach nie brakuje jednak opinii, że pauza może się wydłużyć. Sztab medyczny Romy znalazł się na celowniku.
- 29 stycznia usłyszałem od trzech różnych osób, że Dybala naderwał łąkotkę. Widziałem nagranie, jak chodzi, a raczej kuleje przy okazji meczu w Atenach. Miał problemy z wejściem po schodach. Mówiono nam wtedy, że wszystko jest w porządku i zaraz zagra w lidze. Nie dość, że nie wrócił do gry, to teraz doznał kolejnej kontuzji kolana. Skoro ja słyszałem, że ma naderwaną łąkotkę, to jak to możliwe, że nie zauważyli tego lekarze Romy? Jeśli przeszedł badania i one niczego nie wykazały, to coś jest nie tak. Uważam, że klub nie uwierzył zawodnikowi, kiedy ten zgłosił ból - grzmiał Riccardo Trevisani, dziennikarz Cronache di Spogliatolo.
Wszystkie drogi prowadzą do Boca
Być może lekarze Romy faktycznie popełnili błędy, które wpłynęły na pogorszenie stanu zdrowia Dybali. Przyczyny nawracających urazów można też szukać na boisku. Mistrz świata opiera styl na ciągłej chęci ogrywania rywali. W poprzednim sezonie wygrywał średnio cztery pojedynki na mecz, ale jednocześnie notowaniu na nim dwa i pół faulu. Ciągłe kopniaki, draśnięcia i zahaczenia muszą w pewnym stopniu wpływać na naruszenie mięśni. Skutki są opłakane. Od momentu przenosin do Rzymu Argentyńczyk pauzował przez ponad 300 dni, omijając w tym czasie 47 meczów. Te liczby będą tylko rosły.
- Niekończący się koszmar Dybali. Kolejna przeszkoda na drodze do zdrowia. Seria urazów rzuca cień na dalszą przyszłość w klubie. Gdyby sezon Argentyńczyka był grą w Monopoly, nigdy nie przeszedłby ponownie linii startu. Wpadł w wir niepowodzeń, ostatnim okazał się uraz kolana, który zgłosił na jednym z treningów, co poskutkowało operacją - opisał Stefano Carina z Il Messaggero. - Kolejna kontuzja Dybali oznacza pożegnanie z Romą. Nie ma szans na nowy kontrakt. Znów dodał gazu, po czym jego silnik zgasł. Pozostaną tylko łzy, które pojawiły się u piłkarza, kiedy poczuł "wstrząs" w lewym kolanie. Wie, że to praktycznie kończy jego pobyt w Rzymie - wtórowała La Gazzetta dello Sport.
30 czerwca najprawdopodobniej dojdzie do rozstania Dybali z Romą. Ze względu na głośne nazwisko zapewne mógłby on liczyć na lukratywne oferty z Bliskiego Wschodu. W przeszłości stanowczo odrzucał jednak te kierunku. W 2024 roku jego żona zablokowała transfer do Al-Qadsiah. W ubiegłym roku nie skorzystał z oferty 10 mln euro rocznie od Al-Hilal. On po prostu nie chce odcinać kuponów w niezbyt jakościowej lidze, która jest kaprysem szejków.
Na tę chwilę faworytem do pozyskania 32-latka ma być Boca Juniors. Nicolo Schira oraz argentyńscy dziennikarze TyC Sports podawali, że prezes Juan Roman Riquelme od kilku tygodni prowadzi bezpośrednie negocjacje z Dybalą. Na powrót do ojczyzny namawia go też Leandro Paredes, dobry kolega z reprezentacji. Stadio Olimpico już pokochało “La Joyę”, następni w kolejce są kibice na legendarnej La Bombonerze.
Dybala raczej rozumie, że pora odpuścić. Zejść pięterko niżej, dokończyć karierę w swoim kraju, porozrzucać w Boca parę piłek do Edinsona Cavaniego. On już swoje zrobił w wielkiej piłce. Jest mistrzem świata, pięciokrotnie sięgał po Scudetto. W Turynie był częścią hegemona, w Rzymie też miał swoje momenty. Boli jedynie świadomość, że gdyby nie kontuzje, osiągnąłby jeszcze więcej.