Kompromitacja wielkiej reprezentacji na MŚ? Cud potrzebny do wyjścia z grupy

Pierwsi mistrzostwie w historii, sensacyjni poskromiciele wielkiej Brazylii W roku 1950. Czwarta drużyna dwóch kolejnych mundiali. Reprezentacja Urugwaju bez wątpienia była wielka, ale obecnie obrała kurs na odpadnięcie już w fazie grupowej. I to drugi raz z rzędu.
Po legendarnych, piętnastoletnich rządach Oscara Tabareza, Urugwajczycy spróbowali szczęścia z Diego Alonso. Przejął on stery w trakcie eliminacji do Mistrzostw Świata 2022, wygrał wszystkie pozostałe spotkania, spokojnie awansował na katarski mundial. W okresie przygotowawczym wyraźnie potknął się tylko raz, jeszcze we wrześniu przegrał z Iranem (0:1), chociaż w składzie miał Luisa Suareza, Darwina Nuneza, Federico Valverde, Rodrigo Bentancura czy Ronalda Araujo.
Na mundial Urugwaj przyjechał w dobrych nastrojach, miał apetyt, aby powtórzyć wynik z 2018 roku i znów zagościć w ćwierćfinale. Skończyło się jednak fatalnie. Po remisie z Koreą (0:0) i klęsce z Portugalią (0:2) nadzieje na awans stopniały. Triumf z Ghaną (2:0) nie wystarczył, bo Korea niespodziewanie pokonała Portugalię (2:1) i miała więcej strzelonych goli. Dwukrotni mistrzowie odpadli na tym samym etapie co Walia, Arabia Saudyjska, Tunezja i Kostaryka. Teraz może być jeszcze gorzej.
Zagubiony geniusz
Alonso odszedł zaraz po turnieju, który przyjęto jako klęskę. Szukano odpowiedniego trenera, na moment za stery chwycił Marcelo Broli. Już w maju postawiono jednak na kogoś o znacznie mocniejszym nazwisku w świecie futbolu, nominację otrzymał Marcelo Bielsa. Argentyńczyk - pierwszy w historii reprezentacji selekcjoner bez urugwajskiego obywatelstwa - skompletował nowy sztab. Broli poszedł na swoje, spróbował sił w młodzieżówce Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Bielsie powierzono zadanie odmłodzenia zespołu, odejścia od pokolenia bazującego na osiągnięciach Suareza czy Edinsona Cavaniego. Rozbiegiem miało być Copa America 2024, ale głównym celem pozostawało udane zaprezentowanie się na tegorocznych mistrzostwach świata. Obecnie Urugwajczycy są od tego celu szalenie daleko. Po dwóch spotkaniach - z Arabią Saudyjską (1:1) i Republiką Zielonego Przylądka (2:2) - potrzebują małego cudu, aby wyjść z grupy. W ostatniej kolejce zmierzą się przecież z Hiszpanią.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Bielsa się pogubił. Ten genialny teoretyk, jeden z najbardziej wpływowych szkoleniowców w historii futbolu, nie potrafi zbudować wieloletniego, trwałego projektu. Początek znów miał świetny. W eliminacjach "Urusi" pokonali Brazylię i Argentynę, w Copa America też okazali się lepszy od "Canarinhos" i chociaż w półfinale trzeba było uznać wyższość Kolumbii, to podopieczni Bielsy sięgnęli po brąz w starciu z Kanadą. A później okres miodowy się skończył.
W eliminacjach do Mistrzostw Świata 2026 zespół zaprezentował się fatalnie. Wygrał tylko trzy spotkania, trzy przegrał, zremisował aż sześć, przy czym pięć bez strzelenia ani jednego gola! Urugwaj, po którym spodziewano się szalonej intensywności charakterystycznej dla drużyn Bielsy, nie przekonał nikogo. Awansował, bo żeby nie awansować z Ameryki Południowej, trzeba się naprawdę mocno postarać. Powody do zadowolenia jednak nie istniały.
Co więcej, nie dostarczyły ich też kolejne miesiące. Byli czempioni ledwo pokonali Dominikanę i Uzbekistan w sparingach, a następnie rozpoczęli trwającą do dziś serię meczów bez zwycięstwa. Remisy z Anglią, Meksykiem i Algierią, a do tego lanie od Amerykanów. Po 1:5 Bielsa przez dwie godziny tłumaczył się dziennikarzom.
- To ja generuję tutaj napięcie. Kiedy przyjeżdżam, atmosfera gęstnieje. Dlatego rzadko się pojawiam. Jestem toksyczny. Są ludzie, którzy widzą tylko błędy, które ciągle korygują. Są wymagający, nigdy nie są zadowoleni. Mówią wyłącznie o swojej pracy. Kiedy wychodzą coś zjeść, czytają gazetę, żeby nie musieć rozmawiać z innymi o innych sprawach, bo to odciąga ich od pracy. Nie myślcie jednak, że mnie to bawi. Boję się porażki. Jestem nieśmiały, mam obsesję. Jestem człowiekiem-robotem - przyznał w listopadzie.
W tym samym miesiącu urugwajskie media podały, że zawodnicy są zmęczeni selekcjonerem, a zmiana na ławce wisi w powietrzu. Ostatecznie do rewolucji nie doszło. Bielsa został, ale problemy stały się tylko większe.
Nie ma Suareza, nie ma wyników
Selekcjonera nie krytykowano za powołania. Odcięcie się od Suareza postrzegano jako konieczność, chociaż obecna generacja napastników pozostawia wiele do życzenia. Ze zrozumieniem przyjęto też ograniczenie roli Jose Marii Gimeneza - stoper pełni drugoplanową rolę w Atletico. Na dobrą sprawę największym znakiem zapytania pozostawała obsada bramki. Faworytem bardzo długo wydawał się Sergio Rochet, 33-latek bronił przez większość eliminacji, a także w ostatnim sparingu z Algierią. Na mundialu jednak Bielsa sensacyjnie postawił na Fernando Muslerę.
40-latek otrzymał szansę w dwóch pierwszych spotkaniach grupowych i o ile z Arabią Saudyjską zagrał nieźle, o tyle z Republiką Zielonego Przylądka zawalił dwie bramki, kosztował swój zespół zwycięstwo. Decyzja upartego selekcjonera okazała się błędna (nie pierwszy i nie ostatni raz, co pokazują losy Darwina Nuneza, słabego z Arabią, najgroźniejszego z Cabo Verde), a wielu utwierdziła w przekonaniu, że misja odmłodzenia reprezentacji spaliła na panewce. 70-latek powołał naprawdę stary zespół - ani jednego gracza U23, najmłodszy Facundo Pellistri ma 24 lata, sześciu zawodników jest po trzydziestce. Większość tej ekipy ma nikłe szanse na kolejny mundial.
Urugwaj powinien się skupić na ratowaniu obecnego turnieju, ale, jako się rzekło, trudno uwierzyć w pozytywny finał zmagań w grupie. Ryzyko odpadnięcia pozostaje bardzo wysokie. Porażka z Hiszpanią, tak bardzo przecież prawdopodobna, wyrzuci podopiecznych Bielsy za burtę. A być może nie wystarczy nawet remis. Wówczas Urugwajczycy, marząc o awansie z drugiej lokaty, będą potrzebowali remisu w meczu Wysp Zielonego Przylądka z Arabią Saudyjską. I osiągnięcia przy tym lepszego bilansu bramek niż WZP (póki co Urugwaj 3:3, WSP 2:2). Inny wynik w drugim spotkaniu, przy remisie Urugwaju, sprawi, że zajmie on trzecie miejsce i będzie musiał liczyć na znalezienie się w gronie ośmiu najlepszych ekip z trzecich lokat.
Wielka niegdyś reprezentacja ponownie drży o to, aby w ogóle awansować do fazy play-off. O ile jednak w Katarze trafiła do mocnej grupy, o tyle w przypadku trwającego turnieju miała mnóstwo swobody i okazji do nabrania odpowiedniego rozpędu. Bez Luisa Suareza Urugwaj nie wygrał meczu na mundialu od 1990 roku. I wygląda na to, że jeszcze poczeka.